Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, May 10, 2010

Kopciuszek

Weekend minal wedlug planu, czyli nad skladaniem mebli, z malym przerywnikiem na Dzien Matki, ktorego i tak nie obchodze, bo na chooj mi jeden dzien, jak ja od lat, dzien w dzien i na codzien jestem matka. Nigdy nie lubilam wszelkiego rodzaniu "swiat jednodniowych" ustanowionych odgornie, w celu przypomnienia swiatu o kobietach, dziadkach, gornikach, sekretarkach czy tez kieszonkowcach.
Co to kogo obchodzi kim jestem? albo jaki zawod sobie wybralam?
Jedyna osoba, ktora to moze obchodzic w wypadku wspomnianego wyzej Dnia Matki, jest moj jedyny syn.
I dobrze, przyszedl w sobote dal buzi, przyniosl wiechcia, w prezencie pomogl przy skladaniu mebli i gra muzyka. Ale na jaki grzyb, dostalam 8 esesmanow telefonicznych z zyczeniami od moich klientek? nie pojmuje i pewnie nigdy nie pojme, matka zadnej z nich nie jestem, wiec o so cho?
To jest wlasnie powod, dla ktorego ja takie swieta olewam.
Ale trzymajmy sie Kopciuszka, bo jak sie rozgadam (czyt. rozpisze) to znow bede musiala historie podzielic na czesci i ktos mi wreszcie da w kly (jak mowi Szeherezada).
W sobote Wspanialy z Potomkiem zamienili gore desek w meble, a przynajmniej w skrzynie, ktore po ulozeniu polek i zamontowaniu szuflad mialy sie przeinaczyc w ladny segment, ktory sobie wymyslilam.
Zalozyli nawet drzwi i Potomek pojechal do siebie.
Wspanialy stwierdzil bowiem, ze sam sobie juz poradzi z szufladami, a polki to i tak ja bede musiala ustalic na jakiej wysokosci sa mi potrzebne.
Wieczorem zostala zmontowana jedna szuflada i nawet przykrecil szyne, ale ze szuflady sa nisko, to bylo mu juz bardzo niewygodnie i ciemno.
-- Wiesz co kochanie, jestes juz zmeczony, jak chcesz to zostaw te szuflady na jutro, ja jestem w poniedzialek w domu, to i tak zdaze sobie poukladac te wszystkie skorupy - zaproponowalam glosem dobrej zony.
Dobry maz przystal ochoczo na propozycje i dobre malzenstwo udalo sie na zasluzony spoczynek.
W niedziele rano wstalam i wykonalam telefon do PL. W tym czasie wstal Wspanialy i z kubkiem kawy w rece maszerowal miedzy segmentem i komputerem otwartym na strone IKEA, katem oka widzialam, ze przechodzac strzyze okiem w moim kierunku. Strzyc uchem nie mogl, bo rozmowa toczyla sie w nieznanym mu jezyku.
Jak juz skonczylam to zaanonsowal:
-- Mamy problem z szufladami.
-- Jaki problem?
-- Bo one sa nieodpowiedniego wymiaru, za plytkie na 4 a za glebokie na 6. A my mamy tylko 4 sztuki i w ten sposob zostaje wolna przestrzen ok. 12cm - wyjasnil pokazujac o co chodzi, bo ja mocno niekumata jestem.
-- O ja pitole!!! faktycznie. Co teraz zrobimy?
-- No wiesz, mozemy zamowic jeden przod szuflady, przeciac go na pol i zalatac te kawalki wolnej przestrzeni.
-- Wykluczone, nie bede nic zamawiac, czekac az przysla.. co jeszcze mozemy zrobic?
-- No mozemy polozyc dodatkowe polki, ale na co Ci polka o wysokosci 12cm?
-- Juz Ty sie nie martw na co? ja zawsze wymysle co tam polozyc. Bierz sie za robote.
I jak zapowiedzialam tak zrobil. Ale te szuflady to jednak upierdliwa robota sie okazala, bo przykrecanie szyn znow musial robic lezac na podlodze z glowa w szafce.
Wiec w miedzyczasie robil sobie przerwy i kombinowal, bo cos z jednymi drzwiczkami bylo nie tak.
Nierowno sie zamykaly, chodzil dookola tych drzwi, macal, przesuwal, popychal... a mnie powoli zaczynal trafiac szlag. Ja osobiscie to mam gleboko takie drobiazgi, drzwiczki sa, zamykaja sie to juz jest dobrze, ale Wspanialy jest upierdliwy na detale, wiec chodzil drapal sie po lepetynie, mruczal, fuczal i byl bardzo nieszczesliwy.
Ale ja ZEN jestem, to sobie musialam szybko wymyslic jakies zajecie, coby go nie opierdolic.
No nieladnie byloby opierdalac chlopa jak robi wszystko tak solidnie.
Rozejrzalam sie po chalupie i zobaczylam (!!!)
W moim biurze (czyt. magazynie rzeczy roznych) stalo pokaznych rozmiarow pudlo cukru.
Cukier byl w malych torebuniach, takich jak podaja w kawiarniach czy restauracjach. Bylo tego 2000 sztuk torebuniek w paczce. No moze nie cale 2000 sztuk, bo ja ten cukier kupilam w przyplywie radosci jak  przeprowadzalam moj zaklad do poprzedniej lokalizacji, czyli 3 lata temu. Tak sobie wtedy wykombinezowalam, ze bede miala maszyne do kawy i bede serwowac kawe klientkom, w zwiazku z czym zanabylam pudlo z 2000 torebek cukru.
Ja sama cukru nie uzywam, ani zadnych slodzikow, ale jakby klientka chciala, to wypada miec.
No to mialam i przez 2 lata w tamtym lokalu zuzylam moze 7 torebek cukru.
Jak sie przeprowadzalam w sierpniu to oczywiscie cukier rowniez sie ze mna przeprowadzil.
Na poczatek przychodzil od czasu do czasu super i czestowalam go kawa, pil chetnie i nawet slodzil.
Poszlo nastepne, plus - minus 30 torebek.
Po czym super stwierdzil, ze wykryto u niego cukrzyce, nie bedzie przychodzil na kawe, a nawet jakby przyszedl, to nie bedzie slodzil.
Klientki maja kawe w duzej pogardzie, bo przychodza na konkretna godzine, na konkretny zabieg i konkretnie po zabiegu sie zmywaja. Ja owszem pije kawe, ale nie slodze!!!
Siem wkurwilam i za pomoca Wspanialego przeprowadzilam cukier do domu, postawilam w biurze i stal.
Kilka razy prosilam Wspanialego, bo on slodzi, zeby zaczal uzywac te torebki, ale jemu zawsze bylo nie po drodze, bo pudlo w biurze, a kawe i herbate robi sie w kuchni.
I wlasnie dzis w poszukiwaniu odgromnika przed niechybna awantura zobaczylam to pudlo z cukrem.
Przytaszczylam je do kuchni i ustawilam na stole, wlasnie siegalam do szafki po pojemnik, kiedy Wspanialy zapytal:
-- A co Ty bedziesz robic z tym cukrem?
-- Przesypie go do pojemnikow, chce sie pozbyc tego pudla.
-- Ale to przeciez na jedno wychodzi - wzruszyl ramionami i wrocil do swoich zajec przy poziomowaniu  segmentu.
A ja wyjelam sobie pojemnik i zaczelam brac z pudla po dwie torebunie cukru, rozrywac i przesypywac cukier do pojemnika.
No zywcem jak Kopciuszek!!!!
Tyle, ze nie mak z popiolu, ale cukier, przy ktorym tez sie kurzy, jeno na bialo:)
Stalam przy kuchennym stole i tak dwie torebki, potrzasnac, urwac, wysypac, wyrzucic, dwie torebki, potrzasnac, urwac, wysypac, wyrzucic, dwie torebki, potrzasnac....
Wspanialy jak zobaczyl co ja robie, to o malo nie zemdlal.
-- Ja myslalem, ze Ty chcesz tylko ten cukier w torebkach przesypac do pojemnika!!!
-- Kochanie, Ty nie mysl, Ty rob dalej nasz nowy segment - odpowiedzialam spokojnie.
-- Ale ilez Ty masz tego cukru? przeciez to cale, pelne pudlo!
-- Na oko tak z 1932 torebki - odpowiedzialam ze stoickim spokojem.
Pokrecil tylko glowa z niedowierzaniem, bo i nie mial pojecia, ze ja w ten sposob, tym cukrem wlasnie nasze malzenstwo ratuje. Jeszcze kilka lat temu, kazdy inny dostal by juz mlotkiem w leb przy tych cholernych drzwiach od regalu i skonczyloby sie awantura.
Ale ja jestem ZEN, wiec sie zaangazowalam calym sercem i rencoma w robote kopciuszkowa.
Zajelo mi to ok. 2,5 godziny i w tym samym czasie Wspanialy zakonczyl poziomowanie regalu.
Mialam tylko przerwe jak sie alarm w postaci mojego meza wlaczyl z okrzykiem:
-- Chodz tu szybko i trzymaj drzwi!!!
Poszlam, potrzymalam i... wrocilam do cukru.
Dwie torebki, potrzasnac, urwac, wysypac, wyrzucic...
Polecam kazdemu takie cwiczenie na uspokojenie nerwow..
Jestem juz tak opanowana, ze nic na swiecie szerokim nie jest w stanie mnie wkurwic.
Troche tylko pod koniec cwiczenia bolaly mnie nogi i zaczelo mi sie marzyc, zeby polnoc wybila, a potem jakis ksiaze, szklany pantofelek... karoca z dyni, zle siostry, macocha...
Ze wszystkich tych marzen najlepiej mi szlo ze zlymi siostrami, no moze nie doslownie siostrami, bo siostr nie posiadam, ale zlych bab troche sie ostatnio krecilo, tylko tego ksiecia, karocy i pantofelka nie bylo...
Chociaz to tez nie zupelnie prawda, bo pantofelek co prawda nie szklany, ale ciezki, masywny i jakze sprawny czekal na mnie jeszcze zanim polnoc wybila.
Oooo taki:


Zanabylam sobie wlasnie to ustrojstwo, bo mam problemy z krazeniem, puchna mi giczalki i jestem do dupy tak ogolnie. Wiec chce sprobowac na ile to pomaga, wlasnie zaczelam, wiec trudno oczekiwac jakichs rezultatow. Moge tylko powiedziec, ze cykl masazu trwa 15 minut wiec serwuje sobie jeden rano i drugi wieczorem. Masaz jest tak mocny, ze za pierwszym razem, przez pierwsze 3 minuty zastanawialam sie czy wytrzymam, ale dalam rade. Powoli mozna sie przyzwyczaic, potem sie obawialam, czy nie bede miala siniakow na lydkach, bo wygladaly "dziwnie" ale nie mam, czyli gra muzyka.
A co najwazniejsze, to temu Kopciuszkowi stupiczka juz nie wejdzie do szklanego czolenka, wiec musi sie takim zadowolic;))

34 comments:

  1. Hesus krajst, Star 1934 torebki cukru?
    no, tak ale czego sie nie robi dla ratowania malzenstwa. LOL

    ReplyDelete
  2. Ustrojstwo wyglada kosmicznie, oby tylko pomagalo. A Kopciuszek przy Tobie wysiada:))))

    ReplyDelete
  3. Leze pod stolem i kwicze. Star jestes nieoceniona. Swietny pomysl, szczerze mowiac sama bym pewnie sobie to znalazla do roboty i sie w tym sprawdzila. Chociaz moze po godzinie jednak bym zrezygnowala... wszystkie przesypalas?

    A to cos do masazu nog. Jakbys nie opisala co to jest to bym miala super zagadke, bo z ksztaltu to niepodobne do niczego ;) Ale oby pomoglo!

    ReplyDelete
  4. ucieczka, ranaway - jeden pies ta sama ja ;)

    ReplyDelete
  5. No kopciuszek a tesz spiewal? I Golabki mu pomagaly ?
    Ehhh, star.. jesli sie jednak tak niby znudzilo to wyslij mi te torebki bo ja je w tirowisku zuzyc moge .. Tz. nie jest tak ze cukru nie mom i ze musza zebrac ale w tytuszkach jest praktyczniej.. Ty mi te tytki a jo tobie cale wiaderko albo niby beczunie ;) wozim cukier wiec mam
    A ten szczewik mi sie zaraz z Alkapone skojazyl. Beton na stopy i do Kanalu :D:D

    ReplyDelete
  6. wiesz, ze jak szlam od dolu strony do gory - bo musialam poprzednia notke przeczytac - to mi mignelo to zdjecie, ale myslalam ze zanabylas nowy toaster do chleba (w Ikei) i sie chwalisz ;))))))))))))

    ReplyDelete
  7. Niezły sposób na ratowanie małżeństwa;-)) Niestandardowy taki, oraz się mi podoba;-)
    A szklane pantofelki na pewno są niewygodne, oraz są przyczyną pęcherzy na piętach;-) Co innego książę ...

    ReplyDelete
  8. Też nie używam cukru, mam go w domu tylko dla gości. I w dodatku jak ci goście przychodzą to z przyzwyczajenia zapominam im podać cukiernicę ;P
    Ja bym ten cukier na stole postawiła tak jak był bez przesypywania miliona torebek :D. Masz świętą cierpliwość :D

    ReplyDelete
  9. Lukrecjo--> Ja ich nie liczylam, tylko ocenilam na oko:)) zuzycie, wiedzac, ze w calym pudle oryginalnie bylo 2000 torebek. Ale wiesz liczenie to dobry pomysl na nastepne ratowanie stadla:)))

    ReplyDelete
  10. Anabell--> Ustrojstwo jesli sie sprawdzi to naprawde bede cala w skowronkach:)) Dzis mam toto 3 dzien i juz polubilam ten masaz. To nie tylko sciskanie i ugniatanie, ale tez ma takie jak palce wibrujace pod stopami, no super:))

    ReplyDelete
  11. Ucieczko--> Musialam sobie znalezc jakies zajecie, zeby sie nie wkurwiac jak on tanczy przy tych drzwiach;) Ale poprawil i teraz pasuja idealnie. Uparty chlop!!

    ReplyDelete
  12. Diesel--> Spiewac nie moglam, bo ja mam taki glos jak skowronek co konie dusi:) moglabym Wspanialego wyploszyc i kto by te meble wykonczyl? A cukier przesypalam co do ostatniej torebki, wiec chyba nie ma sensu wysylac do Ciebie;)

    ReplyDelete
  13. Kasiu--> No nie? szkoda tylko ze sa polaczone, bo moglabym chodzic w tym po ulicy :))

    ReplyDelete
  14. b.--> Faktycznie podobne do tostera:)) Tylko tam mozna cale bochenki wrzucac:))))

    ReplyDelete
  15. Akularnico--> Doskonale cwiczenie opanowania, serio:) Jak tak dalej pojdzie to niedlugo bede taki ZEN i moze nawet stan Nirvany osiagne:))))

    ReplyDelete
  16. Athena--> Ale ja nie jestem az taka goscinna;))) no i tez zapominam postawic cukier na stole, bo jak czlowiek sam nie uzywa, to i nie pamieta:)

    ReplyDelete
  17. Ty to jednak wariatka jesteś:)))))))))

    ReplyDelete
  18. Ade--> No jestem!!! Ale za to jaka interesujaca wariatka:)))

    ReplyDelete
  19. Czarownico--> Kurde, co sie dzieje? Mnie nie bylo, wiec nie moglam pospieszyc na ratunek, ale mam nadzieje, ze ktos przybyl z pomoca;))

    ReplyDelete
  20. To coś wygląda jak straszliwe narzędzie tortur! :)
    Paten z cukrem genialny. Może powinnaś kupić jeszcze ze 2000 torebek, na wypadek, gdybyście coś montowali znowu? ;)

    ReplyDelete
  21. zanim przeczytałam to usiłowałam zgadnąć cóż to takiego...;) W życiu bym na to nie wpadła;D

    ReplyDelete
  22. Dzielny Kopciuszek!
    Ja miałam skojarzenie z tosterem :-DD

    ReplyDelete
  23. ja tez myslałam, że to toster:) a dzień matki to kurna u Was w Hameryce, którego jest?

    ReplyDelete
  24. Magenta--> Moze faktycznie powinnam miec jakies zapasy tego cukru, ale zobaczymy jak by co to wiem, gdzie kupic;))

    ReplyDelete
  25. Nivejko--> Dlatego tak chetnie chcialam sie zapisac na masaze u Ciebie;))

    ReplyDelete
  26. Ata--> Nadaje sie na Kopciuszka;))) Sama siebie podziwiam:)

    ReplyDelete
  27. Beata--> Dzien Matki jest ZAWSZE w druga niedziele maja, tak samo Dzien Ojca w trzecia niedziele czerwca. :))

    ReplyDelete
  28. ten masazer do giczałków to fajnie wygląda - przydałoby mi się też takie ustrojstwo , bo cierpię na to samo co Ty :(
    może ty nie Kopciuszek tylko mały Chińczyk:)?

    ReplyDelete
  29. Mada--> Mowisz, ze w dzisiejszych czasach Chinczycy bardziej pracowici niz Kopciuszek? Moze to i racja. A masazer jest calkiem fajny, jak sie juz czlowiek przyzwyczai do bolu;))

    ReplyDelete
  30. Zanim przeczytałam posta, myślałam że to "kosmiczny" toster
    hihih
    Ja ostatnio uspokajam się, nawlekając koraliki. Na Selera zaczyna to jednak działać drażniąco.

    ReplyDelete
  31. Gosiu--> Bo Seler musi sam miec mocno wkurwiajace zajecie, wtedy nie bedzie zwracal uwagi na Twoje koraliki:)))
    Koraliki i cukier to terapia dla nas, nie dla nich;)))

    ReplyDelete
  32. Stardust - metoda na Kopciuszka jest cudowna! Bowiem ja mam podobny problem, też się wtrącam i komentuję, jak mój chłop naprawia i poprawia.
    A skutki są wiadome.
    Chylę czoło przed Twoją cierpliwością i ZEN :)!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...