Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, May 9, 2010

Moral zamiast finiszu

Bosze, przeczytalam komentarze i sie powaznie zaczelam obawiac o swoje jestestwo:)))
A poniewaz na jestestwie zalezy mi dosc powaznie, to ze strachu siadam i pisze;/

Uzbrojona w dane kontaktowe Gene, postanowilam je jak najszybciej przekazac Jackie.
Jak najszybciej to znaczy, przy okazji wyslac mailem, bo dzwonic nie bylo sensu. Telefonicznie musialabym literowac caly email adres i numer telefonu, a wiadomo, ze osobnicy leniwi maja rowniez wrodzony wstret do literowania, co zajmuje duzo wiecej czasu niz wyklepanie kilku cyferek.
Wobec powyzszego podjelam decyzje o przekazani cennych informacji na pismie i... zapomnialam.
Uplywaly dni i tygodnie, a informacje kontaktowe ewentualnego kandydata tkwily gdzies miedzy kartkami mojej ksiazki wizyt klientek. Tkwily by tak pewnie do pazdziernika, bo wlasnie zostaly wrzucone miedzy kartki 16 i 17 pazdziernika. Za kazdym razem kiedy widzialam Gene, lub przechodzilam obok drzwi jego biura pamietalam o tym, ze nalezy wreszcie te dane przeslac. Ale jak tylko mijalam drzwi i wchodzilam do mojego gabinetu, to natychmiast o tym zapominalam.
Sam Gene nigdy nie pytal, ani w zaden sposob nie wracal do rozmowy, bo pewnie nie chcial byc natretny, a moze myslal, ze ewentualna kandydatka na znajomosc sie rozmyslila a ja przez delikatnosc (no nie zna mnie facet na tyle, wiec ma prawo myslec, ze jestem delikatna istota) rowniez pomijam temat milczeniem.
Tym sposobem uplynal caly miesiac i pewnego dnia zadzwonil moj telefon, zerknelam na ekran.
Jackie!!!!!!!!!
Ja pitole!!!
-- Hej Jackie, jak sie masz? - wyszczebiotalam.
-- Hej, a co Ty taka radosna?
-- Eee tam, radosna? raczej czuje sie winna.. - spowaznialam natychmiast.
-- Winna?! czemu? co sie stalo?
-- Pamietasz Twoja ostatnia wizyte i te rozmowe o tym facecie, z ktorym chcialam Cie poznac?
-- Nooo pamietam.. i co? on nie chce, to nie ma problemu, nic sie nie stalo.
-- NIE! To nie to, ze on nie chce... - i tu jak na swietej spowiedzi wyjasnilam, ze to ja zapieprzylam cala sprawe, ze od tamtego dnia mam te informacje, ktorych nigdy nie przekazalam itd.
Slowem posypalam leb popiolem, pokajalam sie i czekalam na wyrok. A Jackie pekala ze smiechu:
-- Szczescie masz, ze jestes kosmetyczka, bo do tego sie wyjatkowo nadajesz, ale jako machmaker to nie zarobilabys na przezycie.
Na zakonczenie spowiedzi zadeklarowalam natychmiastowe przeslanie przetrzymywanych kontaktow, ale Jackie chciala przyjsc nastepnego dnia, wiec ustalilysmy, ze to nie ma sensu.
Nastepnego dnia zapukalam grzecznie do biura Gene i poprosilam czy moze przyjsc do mnie na chwile, bo musze z nim porozmawiac.
Przyszedl, wiec znow opowiedzialam jaka to jestem ceepa uszata i jak to jego wizytowka biznesowa ciagle sobie spoczywa grzecznie w czelusciach mojego kalendarza. Obsmial sie i oczywiscie jak na gentelmana przystalo powiedzial, ze nic sie nie stalo, co ma wisiec nie utonie i skoro Jackie przychodzi wlasnie dzisiaj, to jesli on bedzie wolny i ona wyrazi ochote moze bede miala okazje ich po prostu poznac.
Tak tez zrobilam. Pogadalam z Jackie i na zakonczenie obie zjechalysmy winda na dol, ja wiadomo w jakim celu, ona poczekala ze mna i za chwile przyszedl Gene.
Dokonalam ceremonii zapoznania, zapowiedzialam, ze od tej chwili "robta se co kceta" ja nie chce nic slyszec.
-- No chyba, ze bedzie wesele, to mam nadzieje, ze nie zapomnicie przyslac zaproszenia - dodalam na koniec i wrocilam do pracy zostawiajac ich zeby mogli sobie chwile pogadac.
Wrocilam do mnie i pomyslalam, ze z tym zaproszeniem, to moze byc dokladnie tak, jak z tym moim przekazaniem danych, albo i jeszcze lepiej, znajac historie rodzicow Gene, moge jeszcze przez wiele lat dostawac od nich zaproszenia na kolejne sluby ;)
Co ma byc, to bedzie.
A moral z tej opowiesci jest taki, ze nalezy zawsze zatrudniac odpowiedniego fachowca do odpowiednich zadan, szewc ma robic buty, piekarz piec chleb, pilot latac a swatka swatac.
Jesli ktos nie potrafi zrobic wlasnych butow, upiec chleba czy ulozyc sobie zycia, to niech szuka pomocy u odpowiednich fachowcow.
Ja sie nie nadaje.... ;(((

34 comments:

  1. Ale do umilania dnia innym SWOIMI opowieściami się nadajesz. Jak cholera się nadajesz:).
    Więc martwić się nie ma czym:)
    Cyc do góry!:)

    ReplyDelete
  2. Ida ma racje! O ile talentu kosmetyczki ocenić mi nie sposób tak twój kunszt literacki oceniam na 10/10 :)))

    ReplyDelete
  3. Ale tak po prostu zapomniec....no nie... ja uwielbiam takie "interesy" hehehhe
    Najwazniejsze, ze sie poznali nooooo

    ReplyDelete
  4. Szczerze to myślałam że okaże się że to jej expartner i wyrodny ojciec tych dwóch synów ;) Szkoda że życie to nie telenowela :D

    ReplyDelete
  5. miałam podobne odczucie co Ola;>
    A potem myślałam, ze skoro jednak nie, to może napiszesz happy and tej historii "i żyli długo i szczęśliwie"?

    ReplyDelete
  6. przepraszam, że tak obcesowo, ale może w takim razie byś coś ugotowała i wrzuciła jakiś przepis... wiosna w pełni , trochę o linię trzeba zadbać, a Ty masz w tym doświadczenie ...:)
    a swoją drogą ciekawi mnie jak się ta znajomość rozwinie, może jednak masz dobrą rekę do swatania:)

    ReplyDelete
  7. No i piknie.....
    poznali sie, poznali.
    a mogli nie poznac,
    Nadajesz sie na swatke.

    ReplyDelete
  8. Ło Matko, skąd ja to znam. To odkładnie na święty nigdy, na potem, na kiedy indziej, na jutro, mam na imię z hiszpańska "Maniana"... że jutro w sensie nigdy. Więc gratuluję. Ja bym ich nigdy ze sobą nie poznała, zapomniałabym po prostu, że Jackie ma przyjść...:-)

    ReplyDelete
  9. Masz szczęście. Już szykowałam procę dalekosiężną, z amunicja z karteluszek, coby ci dać prztyczka w siedzenie na przyspieszenie;)
    Historia paluszki lizać:)

    ReplyDelete
  10. Nie przesadzaj, ważne, że jednak doprowadziłaś do poznania się i posypałaś się cała wiadrem popiołu :))) czyli spełniłaś zadanie a że powoli. Wiesz jak to jest powoli, powoli i mrówka słonia wy...dydoli ;))) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  11. Ida--> Zeby to faktycznie dzialalo na ten cyc;/ A tu dupa, cyc idzie na poludnie:))))

    ReplyDelete
  12. Ucieczko--> Chyba jednak z kosmetyka idzie mi lepiej, bo ok. 50 klientek, ktore laza za mna co kilka lat po calym Manhattanie juz od (niektore) 15 lat. Ciekawa jestem czy moi czytelnicy tyle wytrzymaja:)))

    ReplyDelete
  13. Tabdel--> No, skleroza nie boli;))

    ReplyDelete
  14. Ola--> NY chyba jednak na to za duzy;)) albo mialam szczescie;)

    ReplyDelete
  15. Ade--> CZy Ty naprawde myslisz, ze jak ja cos dotkne to sie moze skonczyc happy endem? ;))

    ReplyDelete
  16. Mada--> Ja ostatnio robie same nalewki, bo wiesz, goscia bedziemy mieli z Polski;) Ale masz racje, tyle, ze gotowanie zeszlo zupelnie na dalszy plan ;(( Nic moze sie poprawie, albo chociaz wstawie przepisy na nalewki, tez sie przydadza.

    ReplyDelete
  17. Lukrecjo--> Masz racje, z poslizgiem, bo z poslizgiem, ale zadanie wykonane;))

    ReplyDelete
  18. Eumenido--> Juz mialam napisac, ze my siostry, ale sie szybko spostrzeglam, zem za stara:)) to wiesz trza bedzie zwalic na te Blizniaki;)
    Tez jestem Maniana z hiszpanska;))

    ReplyDelete
  19. Nivejko--> Ty ze procom? na mnie? biednego zuczka? ja nawet nie mam czasu czytac Waszych blogow, taka jestem urobiona :(((
    A Ty by mie ze procy ustrzeliwala:(
    Ide buczec... ;))))

    ReplyDelete
  20. Czarny Ptaku--> Ty to masz jakis nasty zmysl do rozszyfrowywania moich planow. Skad wiedziales, ze nastepna notka ma byc o popiele?? He? przyznaj sie.. CIA? FBI? KGB?
    No moze nie dokladnie o popiele, ale prawie;)))

    ReplyDelete
  21. Uzależniasz jednak jak nic :)

    ReplyDelete
  22. Margo--> Bo ja jak karaluchy, zlikwidowac sie tego nie da, trzeba polubic:)))

    ReplyDelete
  23. e tam Stardust! kwestia wprawy! wiec sie wprawiaj, bo ja sie w końcu iedyś do tego Nju Jorku dokulam ;O) pozdrówka! :D

    ReplyDelete
  24. btw - dziadek milioner może być! a czym starszy tym lepszy! ;D

    ReplyDelete
  25. Star, to wynika z obserwacji Ciebie, więc niby dlaczego nie ma się tak stać?
    Więcej wiary koleżanko, więcej wiary;)



    p.s. no wiem, na Midasa nie wyglądasz, ale może tak lepiej:)

    ReplyDelete
  26. Najważniejsze, że się poznali - a resztę czas pokaże. Dobra robota! :)

    ReplyDelete
  27. przepisy na naleweczki mogą być jak najbardziej- wiadomo "na frasunek dobry trunek":)
    no opinia o "gościach z Polski" cały świat już obiegła i chyba nic tego nie zmieni:))

    ReplyDelete
  28. no nie wiem czy się nie nadajesz - w końcu ich jednak poznałaś ;) i co? było wesele? :)

    ReplyDelete
  29. Evek--> Ten dziadek milioner to mi chodzi po glowie;)) Tylko on cholera nie dosc, ze zywotny, to jeszcze strasznie wyglada;) Trzeba chyba miec wielka odpornosc psychiczna, albo byc non stop napierdykana:))))

    ReplyDelete
  30. Athena--> Tez sie tak pocieszam;) Zreszta nie jest chyba tak zle z moimi umiejetnosciami skoro sama siebie 3 razy wyswatalam:)))))

    ReplyDelete
  31. Mada--> Nikt inny nie potrafi docenic dobrej nalewki jak gosc z Polski. To sa trunki dla smakoszow z blekitnym podniebieniem. Kazdy inszy matol wypije Jasia Wedrowniczka ze sklepu i tyz jest dobrze;))

    ReplyDelete
  32. Spt--> Nic nie wiem, to wszystko bylo tydzien temu i w dodatku durnota w obawie o skutki, zastrzeglam sobie, ze nie chce nic wiedziec.
    No i nie wiem;)))

    ReplyDelete
  33. mysle ze sie nadajesz:) wzbudzilas wieksze zainteresowanie i kandydatow no i bedą mieli co wspominac!!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...