Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, May 3, 2010

Tup tup, tup tup

Caly weekend przetuptalam. W sobote tutptalam po IKEA, wkurwiajace takie tuptanie w sumie w miejscu, z oczami przypietymi do strzalki na podlodze. Ja mam talent do gubienia tej strzalki i wtedy tuptam w miejscu obracajac sie wokol wlasnej osi, co jest jeszcze bardziej wkurwiajace, wiec na wszelki wypadek, wole od czasu do czasu rzucic okiem w dol, co by nie stracic strzalki z celownika.
Wczoraj walczylismy z kuchnia, a w zasadzie to Wspanialy wiecej walczyl, ja tylko tuptalam wokol niego i robilam dobre wrazenie.
A ze pogoda byla wyjatkowo letnia, 30C razem z calym inwentarzem letnich urokow, czyli z wilgotnoscia, to mnie moje tuptacze oczywiscie spuchly i co chwila zmienialam rodzaj otuptolenia.
Z plaskich japonek, ktore owszem sa wygodne, ale ze nie nosilam ich przez 3 sezony, to mi zaczely ocierac miejsce miedzy palcami, zmienialam na stare wydarte koturny, ktore to zamordowalam ubieglego lata.
I tak caly dzien, tup tup, tup tup....
Wspanialy skakal z drabiny na drabine, a ja tuptalam.
On myl wszystkie klatki wentylacyjne w calym mieszkaniu, zyrandole, smole, pitolil sie ze srubkami, a ja bylam pomocnikiem od podaj, przynies, wrzuc, wyrzuc, przesun...
Ja pierdole, ten chlop ma zdrowie!!!
Skacze jak pajak po drabinie, a ja przy nim jak slonica TUP TUP, TUP TUP..
Po poludniu przyszedl wczesniej zawezwany Potomek, bo mamusi trzeba bylo koniecznie podlaczyc odtwarzac DVD do nowego telewidziadla, a do takich celow Potomek jest najlepsiejszy.
Wszedl, popatrzyl na ten sajgon i zawolal:
-- To ja to szybko podlacze i uciekam..
No tak, najlepiej to uciec z pola walki:)) Dalam mu odtwarzacz, zaordynowalam gdzie co i jak ma byc. Wspanialy zlazl z drabiny na okolicznosc i rzucajac okiem na odtwarzacz powiedzial:
-- Oooo to ten odtwarzacz ma oprocz DVD wejscie na tasmy, a Ty wszystkie tasmy wyrzucilas do smieci 2 tygodnie temu.
-- No wyrzucilam, bo zapomnialam, ze ma... Nic na to nie poradze.
No nic na to nie poradze, ale wkurw mnie ogarnal, bo razem z tymi tasmami z rozpedu wyrzucilam tez tasmy rodzinne, pamiatkowe. Takie sprzed lat, pierwsza podroz do Polski, Las Vegas, urodziny moje, urodziny Potomka, graduation Potomka... eeeech wole nie pamietac.
Ja tak robie, jak nie wyrzucam, to zbieram kazde gowno, a jak mnie najdzie na wyrzucanie to wypierdalam wszystko jak leci...
Nic, przeciez sobie teraz lba nie urwe, bo chocbym urwala, to i tak nic z tego.
Pocieszam sie po cichutku, ze i tak nigdy tego nie ogladalismy, ot BYLO.
Bo tak naprawde to ile razy ktos oglada te wszystkie nagromadzone pamiatki?
I jak tak dumalam, to Potomek podlaczyl co mial podlaczyc, wydal dokladne instrukcje obslugi, ktorych juz nie pamietam, ale co tam, jak bedzie potrzeba to zadzwonie, albo moze Wspanialy pamieta.
Nie bede sobie niepotrzebnie rozumku obciazac.
Wspanialy wykorzystal jeszcze Potomka do odwrocenia naszego materaca na lozku, bo ja nie dam rady.
-- To juz wszystko, tak? - bardziej stwierdzil niz zapytal Potomek.
-- Wszystko, ale co tak uciekasz od nas Synku? wiesz my Cie kochamy.. - odezwala sie we mnie matula.
-- Yhyyy wiem.. - zareagowal krotko Potomek.
-- A wiesz w nastepny weekend to bedziemy Cie kochac jeszcze bardziej - dodalam probujac go poglaskac, ale bylo za wysoko.
-- A co bedzie w nastepny weekend? - zapytal.
-- No niiiiic... w piatek przyjdzie dostawa mebli z IKEA i w sobote trzeba je bedzie zlozyc - poinformowalam.
-- Kupimy zapas piwa i na koniec zrobimy grilla - dorzucil na zachete Wspanialy.
-- Oj ludzie, ludzie, Wy to zawsze cos wymyslicie... O ktorej mam byc w sobote? - Potomek wykazal zaniteresowanie konkretami.
-- Tak.... Rano!? - wypalilam.
-- Mamo, Twoje rano? czy moje rano? bo wiesz moje, to moze byc o 15ej, a Twoje jak znam zycie to jest pewnie okolo 6ej.
-- Nooo, to ustalmy tak okolo 11ej...
-- Dobrze, zadzwon jeszcze i mi przypomnij - cmoknal mnie w czubek glowy i poszedl, a my wrocilismy do tuptania.
Nareszcie pomylam i pozawieszalam wszystkie obrazy w sypialni i sralonie.
No gdyby nie te pudla ze szkliwem w sralonie, to mozna by zaryzykowac stwierdzenie, ze zycie wraca do normy. Dzis wieczorem przywioza lozko do goscinnego, wiec bede musiala zagospodarowac skrzynie.
Skrzynia ma 4 szuflady i szafke, wiec planuje tam pochowac wszelaka posciel. Oprocz tego ma tez polki przy glowie (nie wiem jak to madrzej wytlumaczyc), tam tez bede musiala ustawic pare pierdolek.
Cos sie jeszcze powiesi na scianach i jakos to nabierze wygladu normalnego pokoju.
W nastepny weekend czeka mnie uporzadkowanie sralonu.
A potem malowanie mojego biura.
I to bedzie kolejny sajgon, bo ja w tym biurze to tez mam wszystko czego tylko dusza zapragnie.
Tak naprawde to jest to biuro i magazyn w jednym kawalku, ale dam rade.
Za godzine lece potuptac do mojego znachora, potem mam kilka drobnych zakupow do zrobienia i moze uda sie troche odpoczac przed pojsciem do pracy jutro.
I poszla tuptac dalej...

27 comments:

  1. bardzo pragnę wiedzieć co to jest skrzynia!

    ReplyDelete
  2. ta konkretna, bo tak ogólnie definicję słowa to znam

    ReplyDelete
  3. DS-->:))) No, ja pewnie nie wiem, jak to nazwac, ale caly ten piedestal na ktorym lezy materac, to jest w/g mnie skrzynia. Widzialam zdjecie Twojego lozka, wiec moje jest bardzo podobne, tylko wyzsze. Jak juz bedzie to zrobie zdjecie, ale ma z jednego boku (drugim bedzie przy scianie) 2 szuflady w nogach, duza szafke w srodku i nastepne 2 szuflady przy glowie. I te wszystkie schowki sa wlasnie w skrzyni;)) Inaczej nie potrafie wyjasnic;)

    ReplyDelete
  4. Tuptaj... Ja dziś tuptam w miejscu, po domu. leje, siąpi i zawiewa...:)
    PeeS. U nas tez się mówi skrzynia... na to co pod łóżkiem :)

    ReplyDelete
  5. A ja już jestem tak znudzona tym deszczowym i paskudnym weekendem, że nawet bym potuptała dla odmiany :))

    ReplyDelete
  6. Ja powiem szczerze, że takie tuptanie ;podaj przynies' bardziej meczy!!! w kazdym razie ja juz wole konkretniej niz tuptac. i ty dopiero masz weekend, taki niewypoczynkowy :) A tasmy... no wlasnie, lubimy to miec i wiedziec ze mamy ale nigdy w zyciu tego drugi raz nie ogladamy :) Wiec trudno no! nie ma co zalowac ;)...

    ReplyDelete
  7. A ja tam wole takie uptanie i pomaganie komus kto robi cos konkretnego, bo sama jestem niezorganizowana i moge tuptac w kolko niby cos robiac caly dzien, a i tak rezultatow nie widac.
    PS> A to pod lozkiem to skrzynia :)

    ReplyDelete
  8. Nivejko--> Z samego srana tez lalo jak z cebra:) A teraz jest taka wilgotnosc, ze normalnie czlowiek sie lepi do wszystkiego. Szlag, jak ja tego nienawidze!! Na szczescie juz wytuptalam, co mialam wytuptac i siedze w domu:))) Wlaczylam klimatyzator i da sie zyc.

    ReplyDelete
  9. Athena--> No faktycznie, ze u Was jak na swiateczny dlugi weekend to pogoda nie dopisala:( Ale wiesz, jest jeszcze zawsze butelka wina;))

    ReplyDelete
  10. Ucieczko--> Ja len jestem, wiec siedze i tylko reaguje na komendy:))) On sie para z brudna robota, jakbym to ja miala robic to jeszcze bym se co nie daj buk paluszki ubrudzila;)
    Pewnie, ze tuptanie upierdliwe, ale chociaz czyste;))) Wspanialy jak sie przypial do srubek to nawet je czyscil w moim urzadzeniu do czyszczenia bizuterii;))))

    ReplyDelete
  11. Evita--> Ja zdecydowanie wole tuptac na komende, bo robotnica ze mnie jak z koziej, wiadomo co:)) Nikt nie zrobi tak dokladnie jak Wspanialy, to juz mam opracowane;))

    ReplyDelete
  12. No to se potuptałaś, czyli, że co Ty to taki Tuptuś jesteś? No to Tuptusiu w drogę !!! Zawołał z góry Czarny Ptak i poszybował, tylko gdzie on poszybował? :))) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  13. A ja mam pytanie, nieco od czapy: z Potomkiem rozmawiasz po polsku czy angielsku?

    ReplyDelete
  14. Czarny Ptaku--> Nie wkurwiaj Tuptusia:)) Ja tez jeszcze pamietam czasy kiedy szybowalam, teraz ledwie tuptam:)))

    ReplyDelete
  15. Zante--> W wiekszosci przypadkow po polsku, jestesmy jedynymi osobami w naszym towarzystwie, z ktorymi mozemy rozmawiac po polsku. Ja co prawda mam jedna kolezanke, z ktora raz na kilka miesiecy rozmawiam telefonicznie, mam jedna klientke, ktora tez mowi, ale slabo. No i mam WAS!!! Potomek ma tylko mnie;))

    ReplyDelete
  16. czyscil srubki? wow. zatkalo mnie! ;))
    no ale nie od parady ma taki nick ;)

    ReplyDelete
  17. Pytałam nie z jakiś pobudek patriotycznych, ale raczej poznawczych. Zaciekawiło mnie czy jest jakiś odruch, że gdy trafia swój na swego rozmawiają, mówią do siebie w ojczystym jężyku

    ReplyDelete
  18. Ucieczko--> Toz mowie, ze w zyciu nie uwierze, ze ktos ma lepsza sprzataczke:)) Ja sama, poniewaz nienawidze sprzatania, mialam 4 kobiety, ktore w roznym okresie czasu sprzataly moje mieszkanie i zadna z nich sie nie umywa do Wspanialego:)))

    ReplyDelete
  19. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  20. Się mi coś wyżej pochromoliło. Sorki.

    Z każdym tup-tupem życie Twe wraca do norm sprzed remontu.
    Wytrwałości w tup-aniu:)

    ReplyDelete
  21. Zante--> Ja wiem, ze nie chodzilo Ci o pobudki patriotyczne, uwazam, ze takie pytanie jest zupelnie zrozumiale i na miejscu. Sama pewnie bym zadala w odwrotnej sytuacji;))
    Nie nazwalabym tego odruchem, bo np. ja z ta moja klientka jednak rozmawiamy w 70% po angielsku, bo tak jest latwiej i jej i mnie. Glownie poniewaz rozmawiamy na tematy fachowe, a tutaj moj polski jest bardzo slabiutki.
    Natomiast z Potomkiem to ja zawsze chcialam, zeby chociaz mowil po polsku, wiec tego pilnowalam. Oczywiscie byl okres kiedy sie buntowal i probowal mnie przestawic na angielski, ale ja postawilam sprawe jasno "to jest jedyny jezyk w jakim mozesz rozmawiac ze mna" Koniec kropka i nie bylo dyskusji. Napisalam, ze w wiekszosci rozmawiamy po polsku, bo wiadomo, ze jak w rozmowie bierze udzial Wspanialy to musimy mowic po angielsku, albo jak jestesmy w towarzystwie angielsko-jezycznej wiekszosci to tez musimy sie przystosowac. Czasem tez sa jakies niuanse, ktore nam obojgu jest latwiej wyjasnic po angielsku. W koncu zasob polskiego slownictwa Potomka jest ciagle na poziomie 8-latka, bo niewiele slow tutaj przybywa. A moje slownictwo tez z czasem jest coraz bardziej ograniczone. Widac to chyba nawet na blogu:))

    ReplyDelete
  22. do komentarza powyzej,świetnie mówisz,piszesz po polsku i nic Ci nie brak w tym temacie,zeby tak wszyscy "emigranci"mówili/pisali o jejuu jakby tak było dobrze,a tak wracaja po roku i ta język polski to taka ciężka sprawa;)

    ReplyDelete
  23. Martaanna--> Dzieki:) Wiem, ze sobie dobrze radze, ale widzisz jezyk zyje i wiecznie sie rozrasta, przybywa nowych slow, a moj stoi w miejscu. Ja widze, jak czytam inne blogi to natrafiam na wyrazy, ktorych nie znam, bo powstaly juz jak ja wyjechalam. Oczywiscie rozumiem je z kontesktu zdania, ale nigdy pewnie nie bede ich uzywac, bo nawet sie nie staram zapamietac, zdajac sobie sprawe z faktu, ze i tak nie bede miala okazji "blysnac":)))
    Tak samo, Potomek moze czytac po polsku, jak musi, ale ze nie musi to nie czyta:)) Pisac po polsku pisze fonetycznie, a tego nawet ja czesto nie potrafie przeczytac;))
    Dlatego zalezalo mi zawsze na tym, zeby chociaz mowil. Taka jest emigracja, zawsze cos za cos;)
    Nawet ta pani, o ktorej pisalam kilka miesiecy temu (matka mojego doktora), ona swietnie mowi po polsku, ale nie czyta i nie pisze po polsku, bo zapomniala.

    ReplyDelete
  24. Miło mi się zrobiło i nawet nie wiem dlaczego tak mnie ujęło,że Potomek mówi po polsku, bo Ty się uparłaś. Wszak się zastrzegałam, że to nie z pobudek patriotycznych i nadal tak myślę....a jednak miło, bo ....jesteś trochę nasza ;-))))

    ReplyDelete
  25. Zante--> Ja jestem WASZA!!! I to nie troche, ale powazna polowe. W koncu nie ma we mnie ani kropli innej krwi niz polska. A ze pokochalam kraj, ktory mnie przyjal, to zupelnie inna sprawa. Z powodu tej milosci, jestem znow troche amerykanska i tak sie to wszystko kotluje w jednym czlowieku:)))
    Na jezyk sie uparlam, bo w swoim czasie, to byla kwestia mojego uporu i nie poddawania sie wygodzie Potomka. A teraz to jakbys zapytala Potomka kim jest to Ci powie, ze tak samo Polakiem jak Amerykaninem.
    Przyszlo nam dzielic te patriotyczne uczucia na dwa rozne kraje i jakos (raz lepiej, raz gorzej) ale musimy sobie z tym radzic;))))

    ReplyDelete
  26. Jak wiesz mam amerykańskiego brata i gdy On emigrował, to Jego syn miał również 8 lat. Kilka lat temu Młody przez czas jakiś miał pomysł może by do Polski wrócić (już mu przeszło) i zaczął nawet starania tu o pracę. Był na rozmowie i .... musiał udowadniać, że zna polski, bo mu to kulawo szło. Było to ponoć smutne przeżycie dla jego taty, a mojego brata

    ReplyDelete
  27. Zante--> No wlasnie, zupelnie zapomnialam, ze masz przyklad z pierwszej reki:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...