Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, June 7, 2010

Swojskie klimaty

Oto kilka zdjec z polskiej dzielnicy Greenpoint:


Napis nad wejsciem do stacji subway'a.



Sklepy z polskim jedzeniem i wywieszone na drzwiach cenniki promocji.


Tak wygladaja ulice w polskiej dzielnicy.


Ktos jest chetny na tanie strzyzenie, przekluwanie uszu? A moze potrzeba porady prawnika?


"Kiszka" to chyba najstarszy sklep polski na Greenpoint. Jest tam od zawsze, czyli jak daleko siegam pamiecia. Nawet na poczatku robilismy tam zakupy, ale ze wzgledu na ogromny tlok (sklep jest wyjatkowo waski i ciezko sie po nim poruszac) upatrzylam sobie sklep po drugiej stronie ulicy, ktory ma nieznacznie wyzsze ceny, ale za to jest bardziej przestrzenny.

Oczywiscie nie byloby polskiej dzielnicy bez kosciola. Jest jeszcze inny kosciol chyba nawet bardziej popularny wsrod Polakow, ale na drugim koncu Greenpointu, a tam juz nie dotarlismy.



I polskie wyroby w witrynach sklepowych, poznajecie? :)))

A teraz dla odmiany kilka fotek z rosyjskiej dzielnicy:



I tak to :)) 
Wszystkie zdjecia robila Spt.                                                                                                                                                  

27 comments:

  1. heh, Greenpoint zatrzymal sie w klimatach poznych lat 70-tych :) nie wylaczajac obslugi w sklepach i ksiegarni. Kiedys pojechalam tam z moim facetem i az sie zapytal, co z tymi ludzmi nie tak, dlaczego sprzedawczyni zamiast obslugiwac kolejke to rozmawia przez telefon, a druga cos robi na zapleczu..

    teraz sobie pomyslalam, ze moze i dobrze ze mieszkam z daleka od polskiej dzielnicy i sklepow, bo jakbym miala pod nosem, to utuczylabym sie jak swinia na swojskiej dobrej kielbasce, flaczkach i ciastach ;)

    ReplyDelete
  2. Futrzak--> A wiesz, ze Spt powiedziala to samo:)) ze tam sie swiat zatrzymal na latach 70tych. Wiesz, ja do Greenpointu musze jechac prawie godzine samochodem, jezdze dwa razy do roku, z okazji swiat, bo tylko wtedy chce mi sie cos polskiego. Ale juz od kilku lat nawet nie kupuje wedliny, bo niestety slone to wszystko jak cholera, a my z sola sie jakos nie kochamy. Tak naprawde to kupuje biala kielbase na Wielkanoc i wolowine na zrazy zawijane, bo tak spreparowane platy wolowe mozna dostac tylko w Kiszce. Nawet szynka mi juz nie smakuje, bylaby pyszna gdyby nie ta sol. A ciasta wole upiec sama, chociaz jak juz tam jestem to idziemy na paczki, albo do kawiarni na jakies super dobre ciacho.

    ReplyDelete
  3. Świetne zdjęcia. Wiele mówią o pokazanych miejscach. A Spt ma świetną rękę do zdjęć!
    Dzięki za pociechę, trochę lepiej.

    ReplyDelete
  4. Stardust:
    tak, cholerna sol i dodatki psuja wszystko.
    Ja wyrastalam na recznie robionych wedlinach, kielbasach i szynkach przez moja matke, to sie nieco rozwydrzylam ;)

    Teraz jadam duzo ryb i seafood, z rzadka drob a i to organiczny i przyrzadzony przeze mnie, a nie przerabiany.
    kabanosy tylko od swieta, sa w rosyjskim sklepie :)

    ReplyDelete
  5. Jak się jest gdzieś na obczyźnie to się tęskni. Do ludzi i do jedzenia:)

    ReplyDelete
  6. Futrzak--> To mamy podobnie;) ja tez wole kupic kawalek schabu i sama upiec niz kupic szynke. Ja nie mam pojecia dlaczego do tych wedlin daja tyle soli, ale oprocz soli to licho wie co tam jeszcze jest.

    ReplyDelete
  7. Nivejko--> Moze i tak jest jak czlowiek wyjezdza na jakis okreslony czas, ale ja jestem tutaj u siebie. Za polskim jedzeniem nie tesknie, no tak sie sklada, ze duzo bardziej smakuja mi inne kuchnie.
    25 lat to kawal czasu i gdyby to ciagle byla obczyzna, to chyba bym sie wlasnymi zebami zagryzla:))))

    ReplyDelete
  8. na schodach obok "kiszki" jakiś zmęczony pan siedzi ;D

    więcej fot!!!!!
    a może SPT ma jakąś galeryjkę gdzieś w sieci do oblookania??

    ReplyDelete
  9. Evek--> Napisz do mnie, bo ja nie mam Twojego adresu, a potrzebuje sie z Toba skontaktowac:)
    Spt raczej nie ma galeryjki, bo wszystkie zdjecia sa u mnie, a ona ma chyba ciagle w aparacie. No i ona nie pisze bloga, wiec :((

    ReplyDelete
  10. a mnie się szalenie spodobało "Tatiana grill" - jejć jak to brzmi:) heheh:)))))

    ReplyDelete
  11. Stardust:
    daja mase soli i innych konserwantow, bo dzieki temu produkt na polce dluzej lezy. Plus w "regularnej" wędlinie jest cala masa wody i wypelniaczy - bo przeciez kupujesz na wage. Im mniej szynki w szynce, tym wiekszy zysk dla producenta.

    ReplyDelete
  12. Hehe Bakery Rzeszowska :D
    Chciałabym usłyszeć Amerykańca wymawiającego tę nazwę :).
    O! Nakuszę kumpla dla ubawu ;)

    ReplyDelete
  13. Kas--> No brzmi:)) ale to akurat mi sie podoba, ze wlasciciele podkreslaja swoja narodowosc. Tutaj mam pelno takich perelek:))

    ReplyDelete
  14. Futrzak--> No faktycznie, chodzi o zawartosc szynki w szynce:) Dlatego nie warto tego kupowac. Nie potrafie robic wedlin, ale zdecydowanie wole schab czy karkowke pieczona w domu. Wspanialy zreszta nie zre zadnych wedlin poza tymi pieczonymi miesami.
    Nie, przepraszam, na Wielkanoc zjada kawalek pieczonej bialej kielbasy. I kabanosy tez lubi, ale na tym sie konczy repertuar;)))

    ReplyDelete
  15. Athena--> Rzeszowska jest dla nich nie do wymowienia. Ale rzeszowska to jeszcze nic, znam tutaj dentystke, ktora sie nazywa Wrzeszczynska i cale zycie mowia do niej dr. W albo pani W. Oczywiscie mieszka i gabinet ma w polskiej dzielnicy, wiec problem niejako nie istnieje, ale ;))

    ReplyDelete
  16. Fajne fotki. Podobało mi sie.Prosze o więcej. Z drugiej strony nawet w Polsce juz nie polskich wyrobów.Sam syf. Polska dzielnica, rosyjska, chińska...to brzmi jak slumsy.

    ReplyDelete
  17. rzecz o tyle smutna, że jeżeli idzie tam ktoś kto nie zna współczesnej Polski - to może nabrać złego wyobrażenia. Świat się tam zatrzymał za Gierka, na etapie biedy, kryzysu, ucieczki przed komuną, ceratowych obrusów, obleśnej garmażerki, i sklepowych lad jakie można zobaczyć jeszcze na wsiach i w małych miasteczkach - gdzie nowe się z trudem dobija. nie rozumiem dlaczego polonia tak mocno dba o wizerunek burej i zaściankowej Polski. Mam koncepcję, że tylko taki zna bo 1/ albo wyjechała z kraju DAWNO b/ albo teraz ale z miejscowości zadupnych skąd musiała wyjechać i gdzie świat jeszcze nie dotarł.

    SWOISTY SKANSEN.

    trochę smutno mi tam było.

    ReplyDelete
  18. nawet te Polki na Greenpoincie miały fryzury jakie pamiętałam w podstawówki - takie blond koko-tapiry. ja w ogóle nie wiedziałam, że to jeszcze możliwe ;)

    ReplyDelete
  19. Kasiu--> Ten podzial dzielnicowy to sobie emigranci sami wprowadzaja w sposob zupelnie naturalny. Ot osiedlaja sie grupowo i po kilku latach jest przewaga jednej nacji, stad nazwy dzielnic. Jest chinatown, jest polski greenpoint, jest rosyjski brighton beach, jest little italy, jest grecka astoria. Ludzie lubia sie trzymac w kupie i stad sie to bierze. Ja nigdy nie chcialam mieszkac w polskiej dzielnicy, wiec mieszkam w sumie na najbardziej zroznicowanym etnicznie kwalku ziemi. Bo fakt, ze astoria byla kiedys grecka i wloska, ale na dzien dzisiejszy mieszkaja tu wszyscy od Arabow do Polakow, chociaz tych ostatnich musi byc malo, bo nie znam. Wiem, ze sa, bo w kioskach mozna dostac polska gazete.
    Greenpoint faktycznie nie jest atrakcyjna dzielnica w porownaniu z innymi, ale wyglada juz o niebo lepiej niz dawniej, za czasow kiedy ja przyjechalam. No i na obrzezach Greenpointu, przy granicy z Williamsburgiem osiedla sie coraz wiecej artystow z dawnego East Willage wiec dzielnica sie powoli zmienia na korzysc.

    ReplyDelete
  20. Najbardziej mi się podoba "Bakery rzeszowska" :D
    Mistrzostwo świata, haha :))

    ReplyDelete
  21. Jakoś tak swojsko i sympatycznie :)

    ReplyDelete
  22. Do mnie bardziej przemówiła ta polska część. Szczególnie ta apetyczna goloneczka ;-)

    ReplyDelete
  23. Jechałam kiedyś sobie na Conney Island, kiedy w rozyjskiej dzielnicy zagadnęła mnie jakaś sstaruszeczka, pytając w mowie Gogola, gdzie tu najbliższa "bania". Bardzo się wtedy wzruszyłam.

    ReplyDelete
  24. Fakt, widoczne to jest, że jakby zatrzymali się i zastygli w czasach komuny. Wygląda na to, że taki marazm, to jakaś taka celowa nostalgia za starym krajem i jego przeszłością oraz utrwalenie jej w pamięci. Jednak odróżniają się te sklepy pełnymi półkami z towarem. Z jednej strony, to taki Polski Skansen z zamierzchłych czasów, a z drugiej niechęć rodaków do pogodzenia się z przeszłością i przystosowaniem się do nowych nieznanych warunków. A zmiany z kolei wiążą się z kosztami i dlatego jest tam jak jest. Tak jest im lepiej i bezpieczniej, bo może nie ma tam kogoś kto by to poruszył i dokonał jakichś przemian, a sami tego nie pragną. Jeżeli chodzi o małe miejscowości i wsie o których mówi spt, to w kraju jest już bardzo niewiele takich miejsc, jeśli wogóle jeszcze są, gdzie nie dociera nowoczesność i technika, bo prawie w każdym miejscu Polski jest wszechstronny dostęp do cywilizacji. Faktem jest, że nasz kraj wogóle zostaje w tyle za innymi rozwijającymi się w zastraszającym tempie państwami,co też ma swoje zarówno dobre, jak i złe strony i co wcale nie znaczy, że jesteśmy tu aż tacy zachukani. Trochę się rozpisałam. Miło się ogląda te fotki i widać, że "nasi" jednak nieźle sobie tam radzą. Pozdrawiam.:))) Lea

    ReplyDelete
  25. Osobiscie za Greenpointem nie przepadam.
    Ale i tak Greenpoint wyglada lepiej niz w latach 80-tych.
    Wtedy to byl dramat.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...