Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, July 20, 2010

Blogostan

Szykowalam sie do pracy jak zadzwonila klientka, ze niestety nie bedzie mogla przyjsc na umowiona wczesniej wizyte, bo... No fakt, argument miala mocny, ale ja juz gotowa do wyjscia.
Co robic? Nie lubie takich sytuacji, bo gdyby zadzwonila 30 minut wczesniej to pewnie znalazlabym sobie jakies zajecie w domu, a tak?
Stoje w drzwiach jak wiadomo kto/co na weselu, autobus podjezdza za 5 minut...
Zabralam manele i wyszlam, w drodze do pracy wpadlam na pomysl, ktory sie okazal genialnym;)
Jak tylko dotaralam do mojego grajdolka to odpalilam Netka i sprawdzilam co ciekawego dzieje sie dzis w Bryant Park. No i mialam szczescie, bo za pol godziny zaczynal sie koncert fortepianowy.
Wypilam kolejna kawe i poszlam, nie bardzo wiedzac czego sie spodziewac, ale w koncu muzyka jest muzyka i nie moze byc bardzo zle..
W najgorszym przypadku jestem 3 minuty drogi od pracy, wroce i poczytam ksiazke, albo sie przespie.
Ale nie wrocilam bo koncert byl naprawde fantastyczny, pianista Jon Weber gral jazz.
Po pierwszych chyba 15 minutach tak odplynelam w swiat muzyki, ze nawet sie nie zorientowalam kiedy minelo dwie godziny koncertu i trzeba bylo wracac do pracy. Fantastyczna sprawa, park wypelniony ludzmi, bo to pora lunchu wiec co prawda jedni wychodza, ale w ich miejsce przychodza nastepni.
Cudowna atmosfera blogiego spokoju. Bardzo lubie jazz, zamknelam oczy i przenioslam sie myslami do mojego ostatniego pobytu w Nowym Orleanie.. i tak trwalam.
Dzieki temu koncertowi mialam doskonaly nastroj juz przez caly dzien i ten spokoj. Takie niesamowite uczucie zadowolenia towarzyszylo mi az do czasu kiedy po pracy spotkalam sie ze Wspanialym i nawet on zauwazyl, ze jestem jakos wyjatkowo spokojna.
-- A co Ty taka.. wniebowzieta? - zapytal cmokajac mnie w policzek.
-- Bo wiesz, mialam dzis fantastyczny dzien... - i opowiedzialam mu co sie wydarzylo.
W trakcie tego opowiadania zrobilam sobie mentalna notke, zeby sprawdzic dokladnie rozklad roznych imprez jakie park ma do konca lata i jak tylko sie uda, to zdecydowanie bede korzystac.
Szkoda, ze mi sie nie bedzie chcialo byc tam o 7:30 na zajecia Tai Chi, ktore odbywaja sie we wtorki i czwartki, ale juz na yoge o godzinie 10tej moglabym sie wybrac w nastepny wtorek.
Zobaczymy... przy dobrych checiach jest to wykonalne, mate do yogi posiadam, stroj tez, klasa konczy sie o 11 wiec moglabym sie spokojnie... hmmm raczej nic z tego nie bedzie, bo samo przebranie sie nie wystarczy, koniecznie trzeba wziac prysznic. No coz... skonczy sie na szczerych checiach;)
-- Ziemia do Stardust - zawolal mi nad uchem Wspanialy, spojrzalam zupelnie nie rozumiejac o co chodzi i starajac sie otrzasnac ostatnie mysli.
-- Nie slyszalas co powiedzialem? - zapytal.
-- Nnniee.. przepraszam.. - przyznalam sie - ale chyba mozesz powtorzyc?
-- Oczywiscie ze moge, wlasnie powiedzialem, ze skoro mialas tak dobry dzien, to moze wypada aby zakonczenie bylo rownie mile. Co powiesz na kolacje w tajskiej restauracji?
-- Ha! Co powiem?! A czy ja kiedys odmowilam tajskiego jedzenia?
-- No nie, nigdy nie odmowilas - rozesmial sie na glos rozbawiony.
I ta tajska restauracja z plaskorzezba Buddy patrzacego na mnie z przeciwleglej sciany, z migotajacym swiatlem swiec i kojaco relaksujaca muzyka byla absolutnym dopelnieniem calosci... a moze jeszcze nie;)

53 comments:

  1. Ty to masz życie..... :-) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  2. Jazzu nie lubię, ale co by to nie było - takie oderwanie się od rzeczywistości na chwilę, zrobienie czegoś innego niż zwykle ma super wpływ na nastrój :)
    Zajęcia Tai Chi - baaaardzo kuszące :). Gdy chadzałam jeszcze z psem to widywałam pod naszym lasem grupę ćwiczącą tai chi właśnie. Kiedyś widziałam tam nawet grupkę ćwiczącą z mieczami - nie wiem co to było, ale fajnie wyglądało :D.
    No ale rzeczywiście po ćwiczeniach potrzeba prysznica tak że kicha...

    ReplyDelete
  3. ale ci zazdroszczę tego koncertu!!!!!! mi przez ten gips tyle imprez przeszło koło nosa...

    ReplyDelete
  4. Mialas dobry pomysl. Muzyka lagodzi obyczaje:)), więc nic dziwnego,ze miałas potem udany dzień.
    W naszym stołecznym grajdołku nikt nic przed poludniem nie organizuje w parku. Co najwyżej możesz zjeść lody w kawiarni pod starymi dębami.
    Miłego;)

    ReplyDelete
  5. musiało byc nieźle jesli nie przeszkadzał Ci tłum ludzi, ale może oni tez byli w niebo wzieci...:)

    ReplyDelete
  6. Jazz i mnie rewelacyjnie nastraja:-)
    Niestety, rzadko mam możliwość słuchania 'na żywo':-(

    ReplyDelete
  7. Cudownie relaksująca notka. Na mnie też spłynął ten spokój błogi ALBOWIEM od dziś do połowy września mam WOLNE! Mniam, mniam, mniam...jak to kończył wypowiedz niejaki Telesfor.

    ReplyDelete
  8. u mnie najgorsza jest zawsze MOBILIZACJA. masa imprez mi przelatuje koło nosa - bo albo nie sprawdzę, albo nie dojdę, albo. na yogę na swieżym powietrzu - wybieram się regularnie, co niedziela od DWÓCH LAT ;))))

    (no ale jak już gdzieś dotrę to wiadomo. bajka :)

    ReplyDelete
  9. Spt, joga na świeżym powietrzu jest na Polach Mokotowskich. Przyznaję, że wyglądało to zjawiskowo. Tylko trochę gorzej od Tai-Chi.

    ReplyDelete
  10. Koncerty jazzowe w parku, joga, tai-chi. Boze, jak ja Ci zazdroszcze:D Szczesciara, ja tez uwielbiam jazz, no i joge;-)

    ReplyDelete
  11. Kasiu--> No czasem mi sie cos trafi:) A pomocna jest w tym nowa lokalizacja pracy, bo sie okazuje, ze w tym malym parku codziennie cos sie dzieje!! Wystarczy tylko ruszyc 4-litery i skorzystac:))

    ReplyDelete
  12. Antares--> A ja uwielbiam jazz i nawet fakt, ze mi w dziecinstwie slon na ucho nadepnal nie przeszkadza:) Tai Chi to teraz jest juz prawie na kazdym wiekszym trawniku, ale pamietam jak widowiskowo wygladaly grupy cwiczace Tai Chi na polu golfowym w NJ jak Wspanialy tam mieszkal. On mieszkal doslownie w sasiedztwie pola golfowego i chodzilismy tam na poranne spacery (6-7 rano) i wlasnie o tej porze odbywaly sie cwiczenia Tai Chi. A po drugiej stronie kompleksu mieszkalnego byl labirynt, bardzo lubilam wlasnie tego typu medytacje, chodzac w labiryncie.

    ReplyDelete
  13. Evek--> Faktycznie ten gips zepsul Ci cale lato:( ale w sumie, kazda pora roku ma swoj urok:)) No i bedzie nastepne lato:)))

    ReplyDelete
  14. Anabell--> Lody pod starymi debami!!! Toz to swietne zajecie:))

    ReplyDelete
  15. Oby twój błogostan trwał dłużej niż ten jeden dzień

    ReplyDelete
  16. W zasadzie to każda muzyka słuchana w kontakcie bezpośrednim ma inny wymiar. Taki bliższy? W każdym razie to co niestrawialne w radio na koncercie brzmi zupełnie inaczej :)

    ReplyDelete
  17. Beata--> Mam wrazenie, ze jak czlowiek zyje w tlumie od tylu lat to juz mu nie przeszkadza i potrafi sie wyciszyc. Zreszta ludzie zachowuja sie powiedzialabym - stosownie do sytuacji;)) W czasie koncertu jest cicho. Mamy z dziecmi bawia sie w innej czesci parku;)

    ReplyDelete
  18. Dikejko--> Przylatuj i wybierzemy sie do Nowego Orleanu:)) Ja wczoraj tak zatesknilam, ze juz zapowiedzialam Wspanialemu, ze musimy sie tam znow wybrac. Tam masz jazz wszedzie i o kazdej porze, na kazdej ulicy, podworku, kanjpie i knajpce:) I blues. I masz wrazenie ze w tym miescie kazdy na czyms gra i spiewa, w dodatku pieknie spiewa.

    ReplyDelete
  19. Pieprzniczko--> Wolne do POLOWY WRZESNIA!!!! OMG!!! Alez Tobie dobrze:)))) Ale wiem, nalezy Ci sie, odwalilas kawal dobrej roboty, to teraz wypoczywaj ile tylko dasz rade:))

    ReplyDelete
  20. Spt--> Mam ten sam problem MOBILIZACJA. Zreszta troche mialas okazje zobaczyc;)) Mnie tak ciezko wyjsc z domu, tak sie nie chce, tak mi tu dobrze. Ale jak wlasnie wyjde, to sie okazuje, ze jest tyle ciekawych rzeczy dookola:)))

    ReplyDelete
  21. Baronowo--> A dlaczzego "tylko troche gorzej od Tai Chi"? :)
    Przyznam, ze gdyby nie ten prysznic, to bym sie zmusila, jakos tak mi to wyglada zachecajaco.

    ReplyDelete
  22. Patrycjo--> Fakt, mam szczescie z tym Bryant Park "za sciana" :)) Szkoda, ze to nie Central Park, tam jest duzo wiecej zajec, no ale ;)

    ReplyDelete
  23. ZANTA--> Znasz mnie;) Za dlugo to to pewnie nie potrwa;)) bo mnie znow ktos/cos wkurwi:))))
    Ale wiesz ptasi mozdzek juz pracuje, co by tu nowego wykombinowac... i chyba jestem na dobrej drodze, tylko teraz problem z dopasowaniem czasowo wszystkich wydarzen.
    Moze sie uda;))

    ReplyDelete
  24. I to jest to :} Tez lubie jazz, acz nie tylko. Jak mieszkalam jeszcze w PL, i to w stolicy, gdzie niby dostep do wszelakich fajnych eventow jest nieporownywalnie wiekszy niz w mniejszych miejscowosciach to zauwazylam, ze czesto po prostu zajechani jak konie po Wielkiej Pardubickiej sil nie mamy ruszyc tylka po calym tygodniu zachrzaniania od rana do nocy. Rzadko bywaly spontany, ale bywaly.
    Teraz mieszkam na norweskiej wsi, dookola mam niesamowita przyrode i przede wszystkim czas. A mimo, ze to wies to dzieje sie u nas sporo, zwlaszcza w wakacje. I jakos nagle sily sa i ochota jest. Paradoks polegal u nas chyba na zajechaniu zawodowym, rzeczy nader czestej w PL.
    Niech raz zlapany blogostan bedzie z Toba :-))
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  25. Laki--> Nie wiem kiedy wyjechalas z Polski, ja wyjechalam koniec wrzesnia 1984 i mam odwrotne wrazenia:)) Mysle nawet, ze w Polsce i dzisiaj ma sie wiecej czasu niz tutaj u mnie. Nawet jak patrze na moje klientki to dziewczyny mlode, czesto matki malutkich dzieci a pracuja do 18-19tej a czasem i dluzej, w zaleznosci od zawodu i natloku projektow. A przeciez zaczynaja o 9tej. Ja mam szczescie, bo pracuje tylko 4 dni i w dodatku sama sobie normuje czas pracy, oczywiscie ze jest on zalezny od potrzeb klienteli, ale mam jednak rece na kole sterowniczym:))
    Jak bylismy w Polsce 2 lata temu, to jednak ludzie po godzinie najpozniej 17tej sa juz po pracy i maja czas dla rodziny. Pomijajac juz fakt, ze tam nikt nie dojezdza do pracy tak daleko jak my.
    Anyway, wszedzie dobrze gdzie nas nie ma:)))

    ReplyDelete
  26. Stardust, ja nie znam nikogo z moich warszawskich znajomych, kto by wracal po pracy wczesniej niz o 18-19. Dojazd mniej wiecej ponad godzinny, jesli bez zakupow, czesto dwugodzinny. I mlode w domu, ktore nie bedzie czekac na polnocy na uwage rodzicow, a trzeba z nim odrobic lekcje a nie latac wieczorem po miescie. A potem przychodzila blogoslawiona 22 i dopiero wtedy byl czas na siebie. I rano znowu pobudka o 6 i wio od nowa. Mamy chyba troche innych znajomych w Polsce :)

    ReplyDelete
  27. a moj dzien calkiem inaczej..ale on sie jeszcze nie skonczyl :)

    ReplyDelete
  28. Laki--> Pewnie tak:)) Ale ja piszac o dojezdzie do pracy nie mialam na mysli zakupow, moj dojazd tak prosto od drzwi domu do pracy zajmuje mi srednio 45 minut. I to jest krotki dojazd i szybki;) Wspanialy jezdzi do pracy 2.5 godziny w jedna strone (tez bez zakupow).
    Z Polski wyjechalam w wieku 30 lat juz z dzieckiem, wiec bylam matka. Pracowalo sie w tamtych czsach od 7 do 15tej. To dla mnie bylo jeszcze ciagle pol dnia(!!!) Fakt, ze zakupy to byl balans na linie zarowno czasochlonne jak i nieprzewidywalne w skutkach;) Jak jest teraz, to w sumie moge tylko powiedziec na podstawie tej ostatniej wizyty i wiem, ze w sumie wszyscy ludzie z ktorymi sie zetknelismy to konczyli prace najpozniej o 17tej.
    Wiesz, mysle jeszcze ze duze znaczenie ma miejsce zamieszkania i sytuacja rodzinna. Bo jak czlowiek juz nie ma dzieci w domu, to juz ma wiecej czasu, chocby wracal pozniej. No jak nie mieszka w wielkim miescie, to tez czas jakos plynie laskawiej i zycie ma inne tempo.
    Na pocieszenie dla wszystkich, to jest ciagle ten sam czas;))) I kazda godzina ma te same 60 minut:))))))))) mimo, ze czasem ciezko w to uwierzyc.

    ReplyDelete
  29. Ano wlasnie - do 15 to pracuje w Pl juz tylko budzetowka chyba. O 17 wraca do domu moja rodzina mieszkajaca w malym miasteczku, ale tam nie uswiadczysz za bardzo koncertu na swiezym powietrzu, po tej 17 zycie zamiera. Ja wyjechalam z Polski pare miesiecy temu i jestem wlasnie w wieku po trzydziestce (blizej czterdziestki). Wrazenia mam jakby na swiezo i dotycza warszawiakow mniej wiecej w moim wieku. Zestaw klasyczny, oboje zasuwaja, a w domu kilkulatek lub kilka kilkulatkow.
    I stad moje wnioski.
    I jakie to porabane, ze godzina jest wszedzie godzina, znaczy 60 minutami :)) Az trudno uwierzyc.

    ReplyDelete
  30. Elfko--> Bylam, czytalam i skomentowalam:))

    ReplyDelete
  31. Laki--> No to Ty zdecydowanie masz, ze tak powiem sweizy obraz, prawie na zywo:))

    ReplyDelete
  32. Jak to czasem niewiele potrzeba do szczęścia. Wystarczy chwila wałkoństwa! :D

    ReplyDelete
  33. Magenta--> Oplulam monitor:))) Ale rozpracowalas mnie bezblednie:))))))))))))))))

    ReplyDelete
  34. Uwielbiam Twoje opowiastki codzienne /i/lub/ prawie codzienne:-)

    Stardust, to na pewno jeszcze nie jest koniec przyjemności;-)

    ReplyDelete
  35. KOncert fortepianowy, kolacyjka czy COŚ...
    Pozazdrościc:).
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  36. Czytam Twojego bloga juz pare miesiecy i podziwiam. Podziwiam Twoja zorganizowanie, Twoja chec do nowosci, Twoja otwartosc na ludzi. Ty musisz byc bardzo fajna baba:) Sorry za babe, ale tak mi to do Ciebie pasuje..nie kobitka, nie pani,ale wlasnie baba z krwi i kosci. Bardzo podoba mi sie rowniez Twoj stosunek do Wspanialego, no i jego do Ciebie tez.
    Chyba jestes na prawde szczesliwa.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie
    Pola z Poznania

    ReplyDelete
  37. Gdybym kiedys nie stchorzyla - 40 lat temu moze i bylabym Twoja sasiadka :)
    Bardzo zaluje ,ze nie zdecydowalismy sie wyjechac z kraju.
    Dzisiaj to juz nie ma o czym mowic. Jestem stara, samotna i juz nie mam sil na takie przedsiewzięcie.
    Pozdrawiam jeszcze raz serdecznie Ciebie, Wspanialego i potomka
    Pola

    ReplyDelete
  38. Yes, yes, yes! BO miałam od rana problem, by skomentować...

    ReplyDelete
  39. Star, hehe oftopując, właśnie wypatrzyłam, że masz więcej gości z Islandii. A ja myślała, że taka wyjątkowa jest, łot i dupa :)

    jazz lubie w lekkiej wersji. Moja Gosia mówi, że ja lubie jazz kawiarniany, taka Diane Krall na ten wzór. A najbardziej na świecie to się lubię wałkonić (Magenta :) )

    ReplyDelete
  40. ladybird--> Dziekuje:) widze, ze dokladnie doczytalas koncowke notki;))

    ReplyDelete
  41. Apolonio--> Witam:)) Masz racje z ta baba, bo ja wlasnie jestem baba:) i co wazne lubie byc baba. Bycie pania byloby w moim przypadku sztuczne, kobitka moglaby byc troche nudna, a baba? Baba jest w sam raz:)))

    ReplyDelete
  42. Zgago--> No co ten blogspot wyczynia? zbiesil sie? przeciwko Zgadze? Nie moze byc:)))

    ReplyDelete
  43. Miauko--> Walkonic sie to bardzo przyjemne zajecie;) moze masz to po mnie?;)) Przyznam sie, ze czasem mysle o Tobie, tak wlasnie w kategorii "corcia":))) Dobrze, ze Elek tego nie czyta, bo moglabym dostac po lebie;))

    ReplyDelete
  44. po łebie to by Cię pogłaskała pewnie wypijając kielicha pestkówki :)
    wałkoństwo mam więc i po Tobie i po mamie i po tacie, po dziadkach nie mam :)

    ReplyDelete
  45. ;) , ja też kiedyś trafiłam przez przypadek na letni koncert w naszym parku.
    Sama z siebie bym nie przyszła, ale przez przypadek okazało się strzałaem w dyche;)
    I było świetne :)!

    ReplyDelete
  46. Ida--> Przeoczylam Cie wczoraj wieczorem, ale bylam juz padnieta zdrowo:) Przepraszam:)

    ReplyDelete
  47. Miauka--> Masz racje co do Twojej mamy, a pestkowka.... mmmm az mi sie mordzisko rozjazylo:)) Ubuziaj matule ode mnie:))

    ReplyDelete
  48. Zazdraszczam normalnie ....i tego koncertu i tego błogostanu i tej kolacji;-)))

    ReplyDelete
  49. tuv--> No popatrz, czlowiek to takie dziwne stworzenie, celowo to mu sie nie chce, ale jak wpadnie gdzies przez przypadek, to mu sie podoba. Ja sobie obiecuje kopa w tylek na rozped:))

    ReplyDelete
  50. Jazzu nie lubię, ale na takiego Yirumę poszłabym w upał do piekła ;)
    Więc rozumiem błogostan.

    ReplyDelete
  51. Malgoska--> Trafilas z tym upalem:) bo ja tam w upale siedzialam pod krzockiem co to dawal tyle cienia co "kot naplakal". A Yirume tez bardzo lubie:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...