Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, July 26, 2010

Na ostatnia minute

Wakacje, wakacje sezon urlopowy to nic gorszego co czlowieka moze spotkac jak gdzies chce jechac. Nigdy nie wyjezdzam na zadne urlopy w czasie kiedy szkolna dziatwa ma wakacje. Panstwo wybacza, kocham dzieci na zdjeciach, nawet moge kochac te zywe ale nie w czasie kiedy ja chce odpoczac.
Niestety wyjazd do Tatka, to nie wakacje, to odwiedziny rodzinne i tak sie zlozylo, ze wypadlo nam zrobic je nie kiedy indziej tylko wlasnie w czasie kiedy ludzie masowo podrozuja z dziecmi.
Miesiac temu odbylismy debate pod tytulem jak to zrobic zeby uniknac tlumow szczegolenie rozwrzeszczanej dziatwy. A wiadomo, ze Tatek zamieszkuje w odleglosci 10min od wodospadu Niagara, wiec troche to komplikuje sprawe.
Najpierw rozwazalismy stosowny srodek lokomocji, wiadomo, ze nikomu nie chce sie prowadzic samochodu przez 9 godzin z przerwa na sikalnie i kawopoje. Podroze samolotem sa mocno wkurwiajace ze wzgledu na wprowadzone bezsensowne ograniczenia, w dodatku przy 75 minutowym locie i tak musze byc  na lotnisku 2 godziny wczesniej wiec w sumie zadna oszczednosc czasu, a tylko niepotrzebnie sie czlowiek gimnastykuje, co mu wolno czego nie wolno. Jeszcze jakbym miala leciec 4 godziny i na dluzszy okres czasu, to mozna kombinowac, w tym ukladzie nie warto.
-- Pociag? - rzucil niby mimochodem Wspanialy.
-- Tak, tak pociag, pociag, ja chce pociagiem!! - zawolalam rozradowana.
Bo i co z tego, ze pociag jedzie 8 godzin, ale te 8 godzin moge robic co chce, moge ogladac widoki, moge lazic po calym pociagu, moge siedziec z wyciagnietymi nogami, moge lezec i spac, moge czytac, moge wreszcie pic wlasne przyniesione ze soba na okolicznosc wino i podzerac przygotowane wczesniej smakolyki.
W pociagu jest swoboda, w przeciwienstwie do samolotu gdzie czlowiek siedzi z kolanami pod broda i w dodatku nic nie widzi. A jeszcze samoloty latajace miedzy NYC i Buffalo to takie male kurczaki, ze strach w to nawet wsiadac. To nie jest miedzykontynentalny jumbo jet, tylko jakis wiekszy bociek.
Trzesie tym, ze strach sie ruszyc, a juz jak nie dajbuk ktos z pasazerow wstanie to sie zaraz cala maszyna przechyla na jedna strone, a trudno zeby przy ilosci 70 osob nikt sie nie ruszyl.
I tak juz miesiac temu zanabylismy bilety i w czwartek z samego ranca wyruszamy w droge.
A ja totalnie nieprzygotowana. Caly poniedzialek w sumie stracilam na zalatwianiu spraw niecierpiacych zwloki, czyli rutynowa wizyta u znachora, potem polecialam na odklaczanie i pazury, ale moja pazurkowa nie miala czasu, wiec musialam przyjsc do domu tylko po to, zeby zaraz potem znow wychodzic. A to dlatego, ze mi sie zapomnialo zadzwonic i umowic wizyte, wiec niestety sama siebie tylko moge winic.
Pomyslalam, ze skoro juz jestem w domu to wypada zadzwonic do Wspanialego i uzgodnic jedzenie na droge. Na szczescie odebral.
-- Skarbie, mam kilka pytan? czy mozesz teraz rozmawiac?
-- Moge.
-- Co chcesz zabrac do jedzenia, bo wiesz ja myslalam o moze salatce z kurczaka, albo z krewetek.
-- Niech Cie reka boska broni!!! - wrzasnal moj maz.
-- Ale czemu? i czemu tak krzyczy?
-- Bo ja nie chce byc chory w pociagu, a kazda salatka to dla mnie ryzyko.
-- OK, zapomnialam ze Ty masz taki jasniepanski zoladek, to co proponujesz?
-- No nie wiem, wymysl cos, Ty masz zawsze dobre pomysly.
-- Okazuje sie, ze jednak nie zawsze skoro chcialam Cie napasc salatka z kurczaka lub krewetek.
Wylaczylam sie, bo wiem, ze i tak mi nie pomoze. On durnowaty, bo przeciez ta salatke mozna zapakowac do termosu obiadowego, wiec bedzie chlodna, mamy tez torby termiczne utrzymujace w zaleznosci od potrzeby cieplo lub zimno, ale takiemu nie przetlumaczysz.
Dobrze, ze w niedziele pojechalismy na Greenpoint po kabanosy, bo to moj maz moze jesc bezkarnie.
A ja teraz siedze i nie mam pojecia, co poza tymi kabanosami moge wymyslic.
Wiadomo, ze wezmiemy sery i owoce, ale kupilam pite na kanapki i nie mam pojecia co do tej pity wrzucic. Tak sobie kombinuje, ze mam salatke tabouleh, moze wpakuje liscie salaty, tabouleh i do tego feta z avocado? Mnie pasuje taka kanapka, a on? mysle, ze tez nie bedzie narzekal. Na 100% zabiore Tatkowi ogory malosolne, bo wlasnie zrobilam nowa porcje w/g niezawodnego przepisu Zante:)) i sa pyszne.
Zrobie tez salatke grecka, bo trzeba wykorzystac ogorki i pomidory zerwane z krzakow, zabieramy butelke wina. A co, jak piknik to piknik. Juz w niedziele zapowiedzialam Tatkowi, ze jak po nas przyjedzie i zobaczy dwoje ludzi na kolyszacych sie nogach i gadajacych belkotliwie, to niech bierze, bo to jego kochane dzieci:))
Ale sie nie wystraszyl, tez odporny.
Poza tym nie mam pojecia o ciuchach jakie musze zabrac, nic ... czuje, ze nie bede spala w srode tylko pakowala na ostatnia minute... No i prezent dla E. bo w przyszlym miesiacu ma 80te urodziny, na ktore niestety juz nie bede mogla pojechac, air bed dla Tatka, na wypadek gdyby mial gosci, bo w nowym mieszkaniu ma tylko jedna sypialnie, a komu chcialoby sie rozkladac ciezka kanape w sralonie.
Zabieramy tez komputer dla Tatka, kurde zebym tylko czegos nie zapomniala..

37 comments:

  1. O, Stradust, jaki masz piekny reisefeber :)
    A propos menu do pociagu - moja ciotka mawiala, ze nie ma dobrej wycieczki bez kanapek z jajkiem ;)) To oczywiscie nie jest porada, bo kanapki z jajkiem i wedlinopodobnym badziewiem to koszmar mojego dziecinstwa, tylko moje skojarzenie. Ja z gotowania jestem noga wyrobnicza z polotem raz na rok, nie osmielam sie rzucac pomyslow.
    Zycze mimo wszystko udanej podrozy i malo niskopiennych wrzaskunow w pociagu :))

    ReplyDelete
  2. A się nie boisz, że w pociągu właśnie się na dziatwę natkniesz? Nie wiem jak w USA, ale u nas sezon kolonijny w pełni ;) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  3. Tak sobie myślę, że wieki całe nie miałam przyjemności podróżować pociągiem. Wszędzie się podwożę osobiście...
    Z dzieciństwa pamiętam koszmarny zapach gotowanych jajek, który nieodmiennie kojarzy mi się z podrożą pociągiem...

    ReplyDelete
  4. w najgoretszym raisefieber , nie gotowałam sie w takim wrzątku jak ty ;)
    Zapiecia wszystkiego na ostatni guzik i
    szerokich torów zyczę!

    ReplyDelete
  5. Laki--> Wspanialy musi byc tego gatunku co Twoja ciotka, bo on chce wlasnie kanapki z jajkiem:)) Wrzaskunow nie powinno byc w pociagu, bo ludzie z wrzaskunami lataja samolotami, zeby szybciej:))

    ReplyDelete
  6. Ninetaj--> Ludzie z wrzaskunami lataja, bo szybciej, wiec to wlasnie w samolotach jest ich pelno, wrzeszczacych, rzygajacych, kopiacych fotele przed soba i zawodzacych "are we there yet?" Chociaz tak naprawde, to najlepiej lubie wakacje w pazdzierniku i marzec-kwiecien. Ale zobaczymy, zdam relacje:))

    ReplyDelete
  7. Nivejko--> Przez 24 lata nie jechalam pociagiem, z wyjatkiem wizyty w Polsce. Dopiero w ubieglym roku posmakowalam tutejszej jazdy i bardzo mi sie podoba. W Polsce jezdzilismy I klasa i tez bylo dobrze, bo nie bylo tloku, ale to wlasnie byl przelom wrzesnia/pazdziernika. Warunki w pociagu w normalnej najnizszej klasie sa super, miejsca pol lezace, stoliki na ktorych miescil sie komputer i jedzenie, w dodatku masz widoki, ktorych nigdy nie ma z pociagu. Samochodem nam sie juz nie chce tyle godzin spedzac za kolkiem, to tez frajda dla pasazera, ale nie prowadzacego.

    ReplyDelete
  8. Magda--> Ja to myslalam, ze raisefieber polega na tym, ze czlowiek jest spakowany, dopiety na ostatni guzik tydzien przed podroza, a tylko ciagle przebiera nozkami z niecierpliwosci:)))
    Ale widocznie to nie tak, przed wielkimi podrozami nie mam raczej raisefieber, bo jestem do nich gruntownie przygotowana, te male sa wnerwiajace, bo to takie niby nic, a jednak mozna zapomniec czegos niezbednego:))

    ReplyDelete
  9. Witaj Stardust! Czytając o tych samolotach przypomniało mi się jak kiedyś leciałem "Antkiem" czyli AN-24 lotem z Gdańska do Katowic. W latach 80-tych na liniach krajowych latało takie badziewie, że strach pomyśleć. Któryś z pasażerów z przerażeniem w oczach pokazywał stewardessie telepiącą się blachę na skrzydle i ze zdumieniem słuchał odpowiedzi: "To tylko puściło kilka nitów, i pilot mówi, że może naprawią jak wylądujemy w Katowicach, bo w Gdańsku nie mieli serwisu".

    Z tym przygotowywaniem jedzenia na raptem 8 godzin to nie przesadzasz? Staropolskim zwyczajem powinnaś zabrać jajka na twardo, pęto kiełbasy, chleb w całości, osełkę masła, boczek zawinięty w gazetę, słoik ogórków kiszonych i herbatę w butelce po gorzale. Po klapnięciu w przedziale wszystko pieczołowicie wyjmować, kroić i przygotowywać kanapki. Pół litra i jakieś szkło też się przeważnie przydaje. ;-) Pozdrawiam :-)

    ReplyDelete
  10. Mironq--> Ja sie juz teraz zmadrzylam i zanim kupie bilety, to patrze na wielkosc samolotu (ponizej 70 pasazerow odpada). Raz mi sie przez nieuwage przytrafilo leciec takim pisklakiem co mial tylko 24 miejsca, myslalam ze zawalu dostane przez te godzine lotu. I wcale nie ze strachu, tylko tak trzepalo tym gownem, ze wlasny zoladek widzialam. Jednak te male to maja fatanly komofort lotu.

    A zarciem to jest tak, ze wiesz to jest piknik, w sumie czlowiek siedzi i chetnie by cos pozul jak nie ma nic innego do roboty tylko gapic sie w okno. To tylko brzmi jak duzo, ale ja biore po jednej kanapce na lebka plus kilka serow i owoce, ah no i te kabanosi:)))
    Wieczorem wlasnie marudzilam, zeby sie Wspanialy zdecydowal co chce, a on nagle "wiesz lodowka jest na kolkach, w pociagach nie ma ograniczen bagazu, to moze wezmiemy".
    Zapowiedzialam, ze jak bedzie taki niezdecydowany, to nie zabiore nic i bedzie wpierdalal ekspresowe hamburgery tekturowe:))

    ReplyDelete
  11. Czasem odnosze wrazenie, ze gotuja glownie kobiety nie dlatego, ze panowie nie potrafia, tylko dlatego, ze im sie myslec nad tym, co ugotowac, nie chce :))

    ReplyDelete
  12. hm...nic tylko chusteczka w supełek:) ewentualnie lista na lodówce...u mnie niezawodna...szkoda tylko, że zapominam na nią popatrzeć:)
    aaaaaaa i jeszcze przed wyjazdem sprawdź czy wszystko wyłączyłaś- ja uwielbiam potem główkować czy mieszkanie się spali, czy może jednak wyłączyłam żelazko:)

    ReplyDelete
  13. Chociażbym chciała to Cię nie pocieszę;-( Ja zawsze czegoś zapominam, choćbym nawet na kartce miała zapisane;-)))

    ReplyDelete
  14. pociągiem będzie ok,z tego co pamiętam,rok temu Ci się podobało:))

    ja leciałam Lufthansa taką na 72 osoby..hesos...na dodatek skrzydła miał tak z tyłu i mnie wypadło tam z tyłu kole silników siedzieć!!!na szczęście w drodze powrotnej siedziałam koło koleżanki,mogłam ją za rękę złapać.a każdy inny dźwięk silnika to panika!
    ale w drodze "do" siedziałam koło Niemca i nie wypadało łapać za cokolwiek.....ponoć była deczko szarawa..bo ja mam ataki prawie paniki przy lądowaniu!

    wolę pociągi.
    i samochody:)
    zdecydowanie!

    ReplyDelete
  15. I żebyście to wszystko dźwignęli! To niestety feler jazdy pociągiem, a nie samochodem: wszystko w łapy i dawaj dźwiganie.
    A dzieci? Hm...moje wnuku to będą cudne! Na bank! Ale większość, szczególnie w dużej ilości to takie wygotowane żaby, drące papy nie wiadomo czemu

    ReplyDelete
  16. Laki--> Dokladnie tak jest:) Pojechalismy do polskiego sklepu i pytam ile kabanosow mamy kupic? Nie wiem, wiec pytam jeszcze raz, 4 czy 5? Odpowiedz "no dobrze, cztery albo piec" wiec ja do pani za lada "czy moge prosic 4 albo 5 kabanosow?" Dopiero sie zorientowal, jak glupio brzmia jego odpowiedzi:) Jak pytam w weekend co chce na obiad to zwykle slysze "wszystko jedno" to ja nie robie nic. Przychodzi pora obiadu i wtedy on pyta, co jemy a ja odpowiadam "wszystko jedno" Kilkakrotnie zakonczylo sie to wyjsciem do restauracji na jego koszt, wiec teraz daje bardziej specyficzne odpowiedzi:)) Z tym, ze w przypadku mojego meza talerz serow z owocami kwalifikuje sie jako obiad.

    ReplyDelete
  17. Kas--> Najpierw musialabym pamietac, zeby miec chusteczke, a nie jednorazowke:))) Czy ktos jeszcze posiada normalne chusteczki?

    ReplyDelete
  18. Akularnico--> Tez z reguly czegos zapominam, ale jak jest to cos co mozna bez problemu dokupic, to jest OK. W tym przypadku obawiam sie, ze mozemy zapomniec otwieracza do wina:))) A to bylby problem;)

    ReplyDelete
  19. Mijko--> Na dzwiek silnikow to juz nawet nie zwracam uwagi, rozbic sie to niby zadna przyjemnosc, ale przynajmniej szybka smierc. Natomiast jak trzesie tym malym ptokiem, to mi zoladek wyskakuje przed okulary, a to niezbyt przyjemne uczucie:)) No i ni cholery czlowiek nic nie widzi, nie moze sie ruszyc, a ja musze polazic, bo mnie szlag trafia jak jestem jak scyzoryk zlozona w siedzeniu:)))

    ReplyDelete
  20. Zante--> Zadne dzwiganie, to wszystko na kolkach, tyle co po schodach w gore i dol. Wspanialy ma plecak, wiec tylko moja torbe trzeba wniesc, bo koszyk piknikowy z dwoma kanapkami i pojemnikiem serow i owoce, az tak duzo nie waza.

    ReplyDelete
  21. Hej Star!
    Ja będę miała podobną Reisefieber przed moim wyjazdem, a to już tuż-tuż :)) I na 100% czegoś zapomnę. Zawsze robię listę, to jako tako udaje mi się zapomnieć mniej!
    Miłej wycieczki.
    I nie zapomnij laptopa dla Tatki!!! :)

    ReplyDelete
  22. Stardust, - no jajko na twardo to obowiazkowo - i jeszcze jablko, takie chrupiace, co to jak sie je gryzie, to glosno halasuje:)

    ja bym spakowala winogrona - bo lubie, i taki trail-mix - czyli migdaly/cranberies itp- bo smaczne i sycace i lekkie.
    i jeszcze kieliszki i korkociag do tego wina, cobyscie go nie mussieli z gwinta pic:)

    ReplyDelete
  23. Iw--> Masz racje laptop najwazniejszy:))

    ReplyDelete
  24. Aniu_2000--> Jajka juz przeglosowalam, odpadaja, bo smierdza:) Jablek nie lubie a do serow koniecznie gruszki i winogrona. Wyposazenie jednorazowek posiadam, tylko o korkociagu musze pamietac:) A mam taki solidny jak kombajn wieloczynnosciowy:))) Kupiony dawno temu w Bloomies za cale $40 to mozesz sobie wyobrazic:))

    ReplyDelete
  25. Heh,... dlaczego mnie się też wyjazdy kojarzą z jajkami na twardo :D
    W sumie podróż pociągiem - fajna sprawa, nikt nie musi prowadzić, można robić co się komu podoba. A dzieci...no cóż, też je bardzo lubię, zwłaszcza jak ich nie ma w zasięgu wzroku i słuchu ;).
    Mam świra tylko na punkcie mojej bratanicy, ale to chyba geny :D.

    ReplyDelete
  26. właściwie to ja bardzo lubie jazdę pociągiem, ale osttanio z oszczędnosci czasowej i finansowej wybieram auto...

    ReplyDelete
  27. no ale najdlużej prowadziłam tylko 750 km, jednak...zawsze mozna gdzies , w ciekawym miejscu, przenocować:)

    ReplyDelete
  28. ech będzie piekna podróż pociągiem, nie takie koszmarne jak tutaj. Już zazdroszczę. Kiedyś marzyła mi się podróż orient expresem..to musi byc piekne..

    ReplyDelete
  29. Beata--> Odleglosc od nas do Tatka to jakies 650km. Tylko wiesz jak tutaj jedziesz te 7-8 godzin caly czas highway'em to nudno strasznie, zeby cos po drodze zobaczyc, to trzeba zjechac na normalne drogi i wtedy jedziesz z kolei 10 albo i 12 godzin. Zatrzymac sie to w sumie mozna wszedzie, ale jak sie jedzie do kogos na weekend, to troche szkoda czasu. Pamietam kiedys mi Wspanialy zafundowal taka wlasnie droge samochodem do Ojca, zupelnie inna trasa, nie dosc, ze jechalismy 12 godzin, zamiast 8 to kuzwa przez jakies takie doludzie, ze ja sie zastanawialam czy my jescze ciagle jestesmy w US. Szczere pole, co 5 minut jazdy jakis dom, na drodze ani jednego samochodu oprocz nas. Jak zobaczylam samochod jadacy z przeciwka to az lapami machalam z radosci:))) Psy dupa szczekaja i nic wiecej;))) A ojciec siedzial i gryzl palce czekajac kiedy przyjedziemy:)) ja co chwile dzwonilam, zeby sie nie denerwowal.

    ReplyDelete
  30. Elfko--> Ja na pociagi w Polsce nie narzekam, bo 2 lata temu jechalismy tak. Najpierw autobusem z Kielc do Lodzi i to byl dramat szczegolnie dla Wspanialego jak mu powiedzialam, ze w autobusie nie ma ubikacji. Jak to!! 3 godziny jazdy bez siusiania?? O malo go nie sparalizowalo ze strachu, ale przezyl:))) A potem jezdzilismy pociagiem z Torunia do Gdanska (predkosc slimaka i dodatkowo postoj 40 minutowy gdzies w Bydgoszczy, czy cos podobnego) ale warunki idealne, sami w przedziale. Pozniej z Gdanska do Krakowa, z Krakowa do Kielc i z Kielc do Warszawy. Wszedzie byl luz, nie wiem, albo ze wzgledu na pore roku (wrzesien) albo ceny biletow (I klasa). Tak, ze Polske widzialam ze tak powiem "od kuchni" :))) lasy, pola, pola, lasy no i w lasach niestety wysypiska smieci.

    ReplyDelete
  31. Czytałam, że ostatnim krzykiem mody są hotele bez dzieci. Tylko dla dorosłych. żadnych gonitw po korytarzach o świcie, żadnych wrzasków. Fajna sprawa :) Przeważnie zmykając tam rodzice dzieci podrośniętych ;)

    ReplyDelete
  32. Antares--> Nie wiem dlaczego sie Tobie kojarza podroze z jajkami? bo jestes duuuuzo mlodsza ode mnie. Natomiast wiem, ze moje pokolenie podrozowalo zawsze z gotowanymi jajkami, bo jajka byly zawsze dostepne i tanie. Chyba dlatego ja mam odrzut, a Wspanialy nie:)))
    Dzieci to ja osobiscie bardzo lubie, a za zachowanie winie rodzicow. W sumie trudno wymagac i oczekiwac idealnego zachowania od dzieciaka zamknietego w malej przestrzeni bez dostatecznej ilosci bodzcow pobudzajacych co raz to nowe zainteresowania. Dlatego stawiam na pociag:)) A jak bedzie to napisze.

    ReplyDelete
  33. Magenta--> Ja mam takie miejsce, calkiem niedaleko tylko dla doroslych. Oporcz tego nie ma tam zadnych ustrojstw elektronicznych oprocz odtwarzacza CD i to tylko tych nalezacych do wlascicieli B&B. Takie soul and mind muzyka i glucha cisza, nie wolno na terenie uzywac rowniez telefonow komorkowych. Nic nie ma zadnej lacznosci ze swiatem zewnetrznym. Jak jechalismy tam pierwszy raz, to sie balam ze sie zanudze. Ale przez dwa dni odpoczelam tak jakbym byla na wakacjach 2 tygodnie i ani przez moment nie brakowalo mi zadnej z codziennych rozrywek. Ogromny teren i teoretycznie jak zamowisz posilki do pokoju to nie masz okazji widziec innych ludzi. Tym bardziej ze to B&B przyjmuje tylko do 30 osob jednorazowo. Ogromny teren, lasy dookola i slyszysz bicie wlasnego serca.

    ReplyDelete
  34. Zatem miłego wypoczynku Wam zyczę, oby wszystko się udało;)

    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  35. Stardust: strasznie to zabrzmi :D, ale uwaga, piszę: "bo za moooich czaaasów też się jeszcze na wyjazdy brało jajka" ;)
    A tak w ogóle to pamiętam takie menażki piętrowe z full obiadkami które mama zabierała. Ale mimo to nigdy nie mogło zabraknąć dyżurnych jajka i pomidorka :D

    ReplyDelete
  36. Ha! Tak to ja mogę podróżować :))) Otoczona dobrym jedzeniem, w miłym towarzystwie, "odkłaczona", ze świeżym mani&pedi... Bajka!

    ReplyDelete
  37. czy rok temu cos nie bylo z Celnikiem i tesz jakas polska Potrawa?? jakims wurstem? Cos Kanada i granica???
    A po 2'gie co to jest 9 godzin samochodem i w dodatku z sikowaprzerwa ??? :))))
    Ale ciufcia tesz cos przyjemnego

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...