Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, September 25, 2010

Amerykanski usmiech

Wczoraj rano trafilam u DS na dyskusje na temat typowo polskich lub nie polskich zachowan, ktora w pewnym momencie sprowadzila sie do "sztucznosci amerykanskiego usmiechu". Zaczelam sie wiec  zastanawiac i obserwowac w sumie poswiecajac wczorajszy dzien na swiadome odnotowanie zachowan na ulicy, w sklepach, w autobusie, na przystanku, w subway'u itp.
Na przystanku autobusowym czekala juz mloda dziewczyna z dzieckiem na reku, obok oparty o ogrodzenie stal skladany wozek i dosc pokazna torba. Dziecko, mala dziewczynka, rozgladalo sie i usmiechalo do otoczenia, w sumie do niczego, troche bezwiednie wymachiwalo raczka z rozlozonymi palcami dloni.
Lubie dzieci, wiec odmachalam z usmiechem, mimo, ze to dziecinne machanie naprawde nie bylo do mnie, bo i dziecko bylo za male na tak kontrolowane odruchy. Zauwazyla to matka wiec spojrzala w moja strone z usmiechem.
-- Ile ona ma miesiecy? - zapytalam
-- Dziewiec - odpowiedziala mloda matka.
-- Sliczna dziewczynka - dodalam zupelnie bez sensu, ale przeciez nic mnie to nie kosztuje poza milej uplywajacym czasem oczekiwania na autobus.
-- Dziekuje - odpowiedziala matka.
Nadjechal autobus, w otwartych drzwiach ukazala sie twarz kierowcy, bez usmiechu, ale z milym wyrazem twarzy. Zaproponowalam dziewczynie z dzieckiem pomoc przy wnoszeniu wozka i torby, ktora przyjela z wyrazna ulga. Wchodzac do autobusu i kasujac karte przejazdu powiedzialam kierowcy dzien dobry, na ktore odpowiedzial z usmiechem.
Po drodze do pociagu weszlam do sklepu kupic mleko do kawy w pracy, bo sie wlasnie skonczylo.
Jak zwykle w sklepie zawsze przechodze miedzy regalami, ot tak a moze cos mi sie rzuci w oko.
Tym razem nic nie przyciagnelo mojej uwagi, wiec z kartonem mleka skierowalam sie do kasy. Hmmm a tam kolejka, niewielka, bo 4 osoby, ale ja jak zwykle na ostatnia minute...
Zerknelam na zegarek i w sumie mialam juz zrezygnowac z tego mleka kiedy uslyszalam glos kasjerki:
-- Nie masz nic wiecej tylko to mleko?
-- Tak.
-- To ja Cie skasuje bez kolejki, chyba nikt nie bedzie mial pretensji.. - powiedziala spogladajac na osoby stojace w kolejce.
-- Byloby mi bardzo milo, bo ja sie spiesze do pracy - powiedzialam rowniez w kierunku osob stojacych w kolejce.
-- Alez nie ma sprawy - odezwaly sie pojedyncze glosy przepuszczajac mnie w kolejce.
Zaplacilam, podziekowalam kasjerce i jeszcze raz ludziom w kolejce zyczac im wszystkim milego dnia i poszlam.
W pracy przylapalam sie na czyms co robie zupelnie automatycznie, ale skoro poswiecilam ten dzien na obserwacje, wiec musze odnotowac.
Na sygnal dzwonka do drzwi natychmiast sie usmiecham:)) Robie to zupelnie mechanicznie, ale bierze sie to z przekonania, ze po drugiej stronie drzwi czeka rowniez usmiechnieta twarz. I jest to zupelnie naturalne, bez wzgledu na to czy osoba czekajaca po drugiej stronie jest listonosz, dostawca zamowionej pizzy czy tez czlonek rodziny, albo kolezanka.
Ba, usmiecham sie rowniez na dzwiek dzwonka telefonu. I tutaj pamietam doskonale skad sie to bierze. 
Pamietam jak lata temu wyczytalam w jakims magazynie, ze jak nagrywamy wiadomosc, to nalezy to robic z usmiechem (tak, tak usmiechamy sie do telefonu) i wtedy dzwiek naszego glosu ma bardziej przyjemny ton. Zrobilam doswiadczenie nagralam dwie tej samej tresci wiadomosci sama do siebie i po przyjsciu do domu sprawdzilam efekt. Faktycznie ta nagrana z usmiechem brzmiala o cale niebo lepiej!!
Od tamtej pory pamietam, zeby sie usmiechac jak nagrywam wiadomosci i rowniez zeby sie usmiechac do rozmowcy. No moze nie do kazdego, bo przeciez wiemy ze sa bardzo wkurwiajace rozmowy, ale jak odbieram telefon to zawsze z usmiechem.
I tutaj musze cos napisac, mam nadzieje, ze marinik sie nie obrazi, ale mowilam to juz do tylu osob, ze teraz moge napisac oficjalnie;)
Marinik i jego zona sa jedynymi ludzmi jakich znam w PL, ktorzy odbieraja telefon z usmiechem.
Skad wiem?
Wiem, bo to slychac, nie widac, ale SLYCHAC!!
To ich "hallo" ma taki dzwiek i tyle ciepla, ze za kazdym razem mam wrazenie, ze czekali na moj telefon, a przeciez dzwonie zupelnie niespodziewanie i raczej sporadycznie. Jeszcze Spt moge zaliczyc do tej samej kategorii, ale z nia raczej umawialam sie na rozmowy.
W innych przypadkach "hallo" jakie slysze, ma dzwiek podobny do "czego?" dopiero jak juz rozmowca wie kim jest osoba dzwoniaca, wtedy zmienia sie ton glosu.
Teraz juz nie dzwonie, bo na szczescie jest Skype, przy ktorym zanim zaczniemy rozmowe to wiemy kto dzwoni.
Wracam do moich wczorajszych obserwacji. Poszlam kupic cos do jedzenia, do mojej ulubionej knajpki. Jak zwykle przychodze tam pozno, bo ja zaczynam prace wtedy kiedy normalni ludzie maja lunch, wiec w czasie "mojego lunchu" tam jak juz nikogo nie ma. Ale tym razem trafil sie jeszcze jeden ochotnik poznego jedzenia i oboje czekalismy na zamowienie, ktore kasjerka wyslala do kuchni. Przy okazji zaczelismy rozmawiac, zaczelo sie jak zwykle od pogody, bo tak zawsze latwiej.
-- Faktycznie pogoda w NYC jest tak piekna, ze az zal wyjezdzac - powiedzial w pewnym momencie moj rozmowca (mezczyzna ok 30+)
-- A gdzie wyjezdzasz? - zapytalam.
-- Jade na tydzien do Londynu sluzbowo i wlasnie sprawdzalem pogode, deszczowo, pochmurnie i szaro, przez caly tydzien - wyjasnil.
-- No tak o tej porze roku w polnocnej Europie jest juz jesien w pelni. Tylko my tutaj mamy jeszcze pelnie lata - powiedzialam.
-- W Nowym Yorku jest naprawde swietny klimat, nawet zima jest duzo dni slonecznych.  Moze byc snieg po pas, co sie rzadko zdarza, ale mimo to niebo jest blekitne i swieci slonce. Angielska pogoda jest bardzo przygnebiajaca - ciagnal swoj wywod mezczyzna.
I w tym momencie kelnerka przyniosla nasze zamowienia, a mnie zaswiecila w glowie zaroweczka.
Szybko zyczylam mu mimo wszystko milej podrozy i poszlam.
Jadlam lunch i myslalam, ze moze w Polsce jest tez mniej slonecznych dni, zdecydowanie w ostatnim roku aura nie sprzyjala radosci. Dotarlo do mnie jak ciezko jest wstac z lozka w pochmurny dzien... moze cos w tym jest. Tylko ciagle dreczylo mnie czy skoro Polacy uwazaja, ze amerykanski usmiech jest sztuczny, to na ile prawdziwa jest posepna mina rodakow w Polsce? I co jest bardziej naturalne, usmiech, czy mars?
Idac wieczorem do subwey'a obserwowalam ludzkie twarze, nikt nie idzie ulica wyszczerzony w sztucznym usmiechu, ale zdecydowana wiekszosc ludzi ma zadowolenie na twarzy. Odnotowalam kilka osob smiejacych sie w glos, bo akurat rozmawiali przez telefon, ale wiekszosc wyglada w/g mnie normalnie, jak  dwie osoby spotykaja sie wzrokiem to towarzyszy temu usmiech.
I moze to jest takie niezrozumiale i nietypowe w PL bo faktycznie pamietam, ze kilkakrotnie zdarzylo mi sie, ze pani w kasie dworcowej patrzyla na mnie jak na wariatke jak kupowalam bilet, ale sama bron Boze nie odwzajemnila usmiechu. Podobnie kierowca autobusu, ktorym jechalismy z Kielc do Lodzi nie bardzo wiedzial co z soba poczac na nasze usmiechy towarzyszace zwyklemu "dzien dobry".
Skoro juz jestem przy wizytach w Polsce, to zauwazylam rowniez, ze jak wychodze z samolotu i szukam wsrod oczekujacych twarzy osob czekajacych na mnie to wszyscy ci ludzie wygladaja bardzo nieszczesliwie. A przeciez czekaja na kogos, kogo byc moze dawno nie widzieli, na kogos bliskiego i mimo, ze chwila radosna, to jakos tak smutne te twarze. Dlaczego?
I tak rozmyslajac zeszlam na peron, gdzie juz czekal Wspanialy.
-- A Ty co? - wyrwal mnie z transu zamyslenia jego glos.
-- Nie rozumiem, o co Ci chodzi? - zapytalam zupelnie zdezorientowana.
-- Mnie o nic nie chodzi, tylko masz mine, jakbys 3 dni temu umarla - wyjasnil.
No tak, na twarzy mialam wymalowany mars nic dziwnego, ze moj maz pomyslal, ze cos mi sie stalo:)
W dalszym ciagu nie wiem skad sie bierze "amerykanski usmiech" i czy jest szczery czy nie, ale wiem na pewno, ze wsrod usmiechnietych twarzy zyje mi sie przyjemnie i usmiech sie udziela:)

59 comments:

  1. Powinnam się urodzić w anglosaskim kraju bo ja mam banana genetycznie wmontowanego w twarz. Taka natura) Miłego zachowania i uśmiechu doświadczyłam w UK i na Malcie - czułam się jak w raju. Ale -ale... pracuję z Amerykaninem, który jest szczęśliwy od rana do nocy i to jego szczęście trochę szarpie nerwowo moją duszę czasami.:))))))))

    ReplyDelete
  2. Pieprzniczko--> Ten Amerykanin pewnie jeszcze "cieply" prosto z Ueseja. Jak troche pozyje w Pielu to mu sie zmieni:))

    ReplyDelete
  3. Powinnaś się tylko cieszyć. Bo jak wszyscy dookoła się uśmiechają to wiadomo, że i Tobie robi się jakoś milej i lżej :)
    A ja pamiętam z krótkiego pobytu w UK właśnie ten uśmiech i bycie miłym nawet do osób, które spotkałam tylko przez chwilę na ulicy. Oj brakuje mi tego czasem.

    ReplyDelete
  4. Nie brałam udziału w dyskusji u Ds, ale intensywnie na ten temat myślałam.
    Brąbosz nie jestem typem który na 'co słychać?' odpowiada wszystkimi nieszczęściami jakie mu się ostatnio przydarzyły, ale na pewno po mojej twarzy widać, że pół świata mnie wkurwia.
    Na czole wypisałam sobie 'spadaj na szczaw' po różnych przypadkach nagłego molestowania.
    Babcia, której grzecznie odpowiesz która jest godzina, opowie ci pół życia trzymając kurczowo za klapy marynarki i zionąc na ciebie czosnkiem.
    Śmierdzący kloszard, który wsiadł do tramwaju siada dokładnie przed tobą.
    Pięciu skurwieli zaparkowało samochody na całym chodniku, więc ty z zakupami musisz wyjść na jezdnię, pod inny, jadący samochód. Jesteś tak wściekła, że pierwszemu z kopa załatwiasz prostowanie tablicy rejestracyjnej.
    O poranku w sklepie, kiedy chcesz kupić jogurt do pracy, stoi kilka staruszek. Akurat bladym świtem robią zakupy dla połowy rodziny, po 10deko z każdego rodzaju wędlin.
    Zimą nie sposób pójść na spacer po osiedlu bo wędrujesz w mozaice psich gówien.

    Reasumując. Część rodaków lubuje się w nieszczęściach i ich celebrowaniu. Ale reszta może mieć powód złego nastawienia do świata. Przez nieustające precedensy :)
    I tą gównianą pogodę również :)))

    ReplyDelete
  5. Na amerykański uśmiech moja córka ma teorię - śmieją się bo mają najładniejsze zęby na świecie. I to nie jest puste gadanie, bo odkąd sama ma 'amerykańskie' zęby - śmieje się, a nie uśmiecha;)

    Gdy byłam w szkole podstawowej wychowawczyni wzywała do szkoły mamę i zawsze o to samo ją prosiła, wręcz żądała - niech córka przestanie śmiać się! Moja mama za każdym razem odpowiadała - tego nie mogę od niej wymagać. Z czasem mama przestała na te wezwania reagować.
    Uśmiech pozostał mi na zawsze:))

    ReplyDelete
  6. Aeljot--> Alez ja sie ciesze:) Tylko jak slysze lub czytam takie stwierdzenia "bo to sztuczny usmiech" to sie zastanawiam, co jest sztuczne a co naturalne? I wiesz jak w tej chwili mysle o tym, to mi sie przypomina to dziewieciomiesieczne dziecko radosnie machajace lapka i to dowod na to, ze jednak usmiech jest bardziej naturalny. Rodzimy sie z usmiechem i radoscia, przyjmujemy wszystko co nas otacza z pozytywnym nastawieniem, a tylko tlumieni przez armie wychowujacych nas doroslych stajemy sie zgorzknialymi ludzmi z zasepiona mina.
    Cos w tym jest nie teges.

    ReplyDelete
  7. Malgoska--> Wlasnie o to chodzi, ze idnywidualnie jestesmy normalni, ale w grupie powyzej 5 juz jest cos nie tak:)) Nie mam pojecia jak to zwalczyc, ale moze gdyby kazdy we wlasnym zakresie staral sie byc lepszy to pewnie bylyby jakies efekty. Takie babki, ktore chca ci opowiedziec cale zycie tutaj tez sie zdarzaja, smierdzacy kloszard rowniez, tylko to sa raczej sytuacje wyjatkowe, kiedy czlowiek moze zacisnac zeby i sie przesiasc, lub powiedziec takiej babce "rozumiem, ze chcesz sobie pogadac, ale ja akurat nie mam czasu".
    Kilka miesiecy temu pisalam o kobitce, ktora pracuje w tym samym budynku taki typowy "wampir energetyczny" wiecznie niezadowolona, ale tak ja wtedy splawilam, ze od tamtej pory poza krotkim dzien dobry przestala sie w ogole odzywac. I tak jest dobrze. Moze sie myle, ale mam wrazenie, ze jak nie ma odbioru, to nawet najbardziej upierdliwy nadajnik przestaje nadawac. Wierz mi ja tez z tych co to ich swiat i ludzie wkurwiaja, bo nic tak nie wkurwia jak glupota, a tej tutaj pod dostatkiem:)) Mimo wszystko sie usmiecham:)

    ReplyDelete
  8. Iva--> To prawda, ze Amerykanie dbaja o zeby, zwlaszcza ci w wielkich miastach, chociaz te usmiechy wcale nie sa tanie:))) Niejeden ma w ustach przedplate na samochod:))
    A wiesz, ze mnie tez w szkole zwracano uwage, ze sie smieje, chciaz to nie byl smiech tylko ledwie usmiech. Cos w tym jednak jest:)

    ReplyDelete
  9. niemcy tez tacy sa,uprzejmi usmiechnieci na kazdym kroku,u piekarza u szewca,nawet lekarze potrafia odprowadzic pacjeta z usmiechem do drzwi,zycie naprawde przyjmuje sie lzej i jest to zarazliwe hahaha ale ja to bardzo lubie,bo chyba wlasnie przez to zaczelam bardzij rozumiec ludzkie krzywdy,ale i nawiazywac z nimi kontakt,rozmowa z takimi ludzmi jest o wiele przyjemnosci,oni nawet kloca sie spokojniej hahaha, skad sie bierze u polakow ponurosc ciagle niezadowolenie nie wiemwszyscy narzekaja ale nikomu nie przyjdzie do glowy zaczac od siebie

    ReplyDelete
  10. Stardust - on juz zdążył dorobic się tu dwojga dzieci z dwiema róznymi paniami. I ciagle jest cholernik happy, a że czarny to błysk jego zębów przyprawia nas o zawrót głowy. Zęby widzę juz z końca ulicy:)

    ReplyDelete
  11. Blog niedzielny--> Wlasnie takie zachowania sa zarazliwe i chyba caly widz polega na tym, zeby przemoc siebie i pociagnac za soba innych. I masz racje z tymi klotniami tez sie kloca jakos spokojniej:)))

    ReplyDelete
  12. Pieprzniczko--> A to on juz jest taki szczesliwy Dyzio:)) A zeby faktycznie przy czarnej skorze... WOW. Zreszta wystarczy popatrzec na usmiech Obamy i majtki spadaja:))))

    ReplyDelete
  13. Witaj Star, a mnie się to podoba. Gdy bywam u córci w Niemczech, też zawsze spotykam uśmiechnięte twarze. Milej tam jest niż u nas.Po prostu gdy popatrzysz na twarz mijanej osoby, ona się uśmiecha i to jest fajnie. Ja też się uśmiecham, gdy dzwoni telefon.To stary nawyk z pracy. A zresztą co by nie powiedzieć- uśmiech ułatwia życie.
    Miłego, :)

    ReplyDelete
  14. Nie wiem czy akurat pogoda ma wplyw.
    W Anglii, a zwlaszcza polnocno-zachodniej, a zwlaszcza okolicach Męczesteru, jest na pewno bardziej deszczowo i chmurzasto niz w Polsce.
    A usmiechaja sie bez przerwy:)

    ReplyDelete
  15. Wiesz, z drugiej strony, dzisiaj przyatakowaliśmy Ikeę. Sieroty zapomnieliśmy wziąć jakichś toreb, a mieliśmy trochę drobnicy, kolejki oczywiście kosmiczne, jak to w sobotę. Idę więc po dwie torby, mam przygotowane 2$ i pytam laskę w kolejce, czy mogę dosłownie te dwie torby kupić przed nią. Ta się patrzy. Mówię wyraźniej. Patrzy dalej jak niedorozwinięta. Pytam trzeci razy, już prawie bezokolicznikami "Two bags, two dollars, may I, one second, please?" A babsztyl "I have only two things as well". Być może to tylko wyjątki, ale zdarzają się wszędzie...

    ReplyDelete
  16. Anabell--> Zdecydowanie usmiech ulatwia zycie i jest najszybszym sposobem porozumiewania:)

    ReplyDelete
  17. Czarownico--> No to podwazylas mi ostatni argument:))

    ReplyDelete
  18. Pani Koala--> Alez oczywiscie, ze sa wyjatki!! Dowodem na to sa bioracy udzial w dyskusji tutaj w komentarzach. Wiekszosc zamieszkuje w PL i jest radosnymi osobami z usmiechem na twarzy.
    Z drugiej strony, nie wiem czy nie moglas w IKEA mowic po polsku, bo w tutejszych sklepach IKEA 80% klientow stanowia rodacy:)))

    ReplyDelete
  19. Moja córka nosiła stały aparat ortodontyczny przez 2,5 roku (stad jej amerykański uśmiech;)) i w tym samym czasie jej przyjaciółka z US nosiła. Ceny niestety są porównywalne, choć zarobki wcale.

    ReplyDelete
  20. Iva--> Nie wiem jak aparaty ortodontyczne, bo akurat moje dziecko nie potrzebowalo. Wiem natomiast, ze jak bylam w PL to pekla mi licowka i w Toruniu musialam awaryjnie odwiedzic dentyste. Uzupelnienie mam do dzis;)) Chociaz powinnam wymienic, bo pan doktor nie mial odpowiedniego koloru i widac roznice. Ale nie wymieniam, bo jedna licowka kosztuje $900.00 wiec skoro sie trzyma, to narazie mi nie przeszkadza. Natomiast patrzylam na ceny licowek w Polsce w necie i sa tansze. Tak samo uzupelnienia. No i nie porownywalabym zarobkow bo to raczej sie nigdy nie sprawdza:)

    ReplyDelete
  21. Wiesz co, ja bym się do tej Ameryki nadała. pasuje tam jak ulał. Zawsze mi się gęba śmieje. Gdyby oni tam jeszcze chcieli po polsku gadać to w każdej chwili. Pakuję się i jadę;)

    ReplyDelete
  22. Nivejko--> Dawaj, przylataj:) Amerykancki jest calkiem latwy, nauczysz sie w biegu:))

    ReplyDelete
  23. haha Stardust, ten temat sztucznego amerykanskiego usmiechu ciagnie sie za mna od 20 lat jak mieszkam w usa. dochodzace mnie komentarze z polski to:
    a co oni tak tam u was zeby susza. albo - obrzydliwy ta sztucznosc. albo sa jeszcze lepsze teksty, moze nie o usmiechu ale w sumie swiadczace o podejsciu do czlowieka.
    "ooo..odmlodzic sie chciala" na widok nowoczesnie ubranej kobiety, ktora skonczyla 18 lat pare lat za duzo.
    albo
    "ooo.... jak brzydko sie zestarzala" - na widok niedostatcznie umalowanej lub nie wypindrzonej na przystanku autobusowej dawno nie widzianej koleznaki z podstawowki.

    ReplyDelete
  24. Ale konkluzja jest jedna: miło patrzeć na uśmiechnięte twarze bo i nam się wtedy gęba cieszy. ja też tak mam, tyle, że wokoło sami umęczeni. A w pracy tragedia - jakby pracowali w kamieniołomach a nie za dobrą kasę za przeproszeniem pierdzieli w krzesło ;)

    ReplyDelete
  25. masz rację, leczenie stomatologiczne jest dużo tańsze. Nasi znajomi robią przeglądy uzębienia w Polsce i tutaj leczą, natomiast aparat stały dotyczy kosmetyki, rodem wywodzi się z US. U nas, choć bardziej popularny staje się, to niestety stać na niego wciąż nielicznych. Płaci się za aparat lub dwa, bo góra i dół, jak u mojej córki, i co miesiąc za wizytę. Koszt wizyt był różny i wahał się od 50,00 pln do 80,00 pln i był uzależniony od tego, czy drut był wymieniany, czy tylko podkręcanie etc. Natomiast cena samych aparatów była uzależniona od zamków czy metalowe, czy przezroczyste plastikowe. Niestety cały osprzęt do aparatów oparty jest na amerykańskich produktach 3MUnitek, stad ceną końcowa.

    PS. Mam pytanie, czy dochodzą do Ciebie powiadomienia o nowych postach u mnie?

    ReplyDelete
  26. A ja opisałam swego czasu na blogu eksperymenty z uśmiechem dokonywane na "obcych"m do których szczerzyłam zęby. 99 procent się odszczerza! I to z ochotą. Wyraźnie takie zachowania poprawiają, nastrój. Jestem za!! :)

    ReplyDelete
  27. Nastepnym razem bede szybsza! Wszystko madre co mialam do powiedzeniu - juz napisane. Dodam tylko, ze szwedzi, choc uznawani sa za "zimnych drani" tez sie usmiechaja - i to "za darmo".
    A ze ja zawsze sie usmiecham, ba! nawet smieje wiec jest mi tu dobrze.
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  28. Polska radość życia uber alles!

    Ale co chcecie - komuna, zabory, Targowica, Krzyżacy, Niemiec, co chciał Wandę, ciężka era mezozoiczna - to robi swoje.

    ReplyDelete
  29. Trochę już widziałam uśmiechów na świecie... W ubiegłym roku jesienią byłam w Birmie (Myanmar). Kraj SKRAJNIE! biedny, ale i szczęśliwy. Cudowny, szczery, życzliwy uśmiech. Uśmiech który wzruszał do łez...

    ReplyDelete
  30. Aniu_200--> A wiesz, ze to ciagle porownanie do kogos innego tez mi sie rzuca w oczy. Moje dwie klientki pojechaly kilka miesiecy temu na zjazd szkolny po 20 latach od ukonczenia. Wrocily i opowiadaly kto ma dzieci, kto gdzie pracuje, gdzie mieszka, ale caly czas podkreslaly, ze wszyscy ladnie wygladaja. Az zapytalam z ciekawosci, bo jedna z dziewczyn jest ciagle panienka do wziecia, wiec to troche usprawiedliwialoby "zazdrosc" Nic z tego, stwierdzily, ze wszyscy wygladaja bardzo dobrze na swoj wiek.
    Ale, ale zazdrosc wzgledem wygladu widac na weselach:))) Panna mloda z reguly wybiera druhnom tak brzydkie sukienki, ze zadna dziewczyna w orszaku slubnym nie wyglada dobrze:))))))

    ReplyDelete
  31. Aeljot--> Ubawilas mnie tymi kamieniolomami:)) To tak wyglada, jakby ludzie mieli zamiast zycia jakies meczennicze misje:))

    ReplyDelete
  32. Iva--> Jak pisalam wyzej na aparatach sie nie znam, ale leczenie i kosmetyka dentystyczna jest tutaj zawrotnie droga. W dodatku zadne nawet najlepsze ubezpieczenie nie pokrywa nic wiecej poza profilaktyka. W duzych miastach ludzie bardzo dbaja o zeby i tak na oko oceniam, ze 70% dzieci i mlodziezy nosi aparaty. Zdecydowanie gorzej jest w glebi Ameryki, tam widok brakow w uzebieniu spotyka sie czesciej, ale to tez u ludzi starszych, glownie emerytow, ktorzy juz nie sa czynni zawodowo.

    Powiadomienia dostaje, tylko nie zawsze mam czas zerknac tak na poczte jak i na wszystkie blogi, wiec przepraszam, ale to troche trwa.
    I nawet jak sie nie odzywam, to czytam, na pewno czytam, wczorajszy post tez juz czytalam, ale wczoraj mialam troche zachwiany proces myslenia, wiec nie napisalam komentarza:))

    ReplyDelete
  33. Iva--> Jeszcze mi sie przypomnialo:) Ja wiem, ze ludzie jada do PL i tam lecza zeby. Jeszcze z Europy to jakos rozumiem te wyjazdy, ale ze Stanow, to nie bardzo mnie przekonuje kalkulacja kosztow. Kilka lat temu moja kolezanka zrobila sobie zeby w Polsce, a potem trzeba je bylo poprawiac w Ameryce.
    I wcale nie mysle, ze polscy dentysci sa gorsi, NIE. Chodzi o to, ze generalnie uwazam, ze jesli w gre wchodzi zdrowie, to powinno sie o nie dbac tam gdzie sie mieszka. Na wypadek poprawek, komplikacji, reklamacji jest duzo latwiej.

    ReplyDelete
  34. Magenta--> Tak ludzie sie odszczerzaja!! Gorzej z tym ze brakuje na rynku tych co sie szczerza na ochotnika:))) Pamietam i nigdy nie zapomne tej scenki. Bylo to w Kielcach na rondzie, a w zasadzie tuz przed wjazdem na rondo, zatrzymalismy sie i obok zatrzymal sie samochod nauki jazdy, prowadzony przez mloda kobiete. Okna obu samochodow otwarte, ja na siedzeniu pasazera, ona kierowcy, wiec doslownie 30 cm ode mnie. Ja sie usmiecham, ona patrzy jak na wariata i nawet zerka przez ramie na instruktora, bo chyba myslala, ze ja sie usmiecham do niego. Potem znow wraca do mnie wzrokiem, wiec ja znow usmiech, ona wytrzeszcz oczu, ale poniewaz ja nie rezygnuje tylko uparcie czestuje usmiechem, nareszcie po dlugim namysle powoli unosza sie kaciki jej ust.
    No zmusilam zestresowana dziewczyne za kierownica do usmiechu:)))))))))))

    ReplyDelete
  35. Ina--> Pracowalam kiedys ze Szwedami, wiec mam troche doswiadczenia:) Nie powiedzialabym, ze sa zimni, ale sa zdecydowanie powsciagliwi i potrzebuja czasu na otwarcie i zaakceptowanie. Szwed musi sobie czlowieka dokladnie obejrzec zanim otworzy szeroko ramiona:)))) Co nie przeszkadza mu sie usmiechnac, zeby bylo jasne:)

    ReplyDelete
  36. Bosy Antek--> Era mezozoiczna, trafila nam sie wyjatkowo francowata, to prawda. Milo, ze wspomniales o Krzyzakach, ale zapomniales o Krzyzowcach:)) No i nie zapominajmy o zamachu stanu z 10 kwietnia 2010 (!!) sadzac po dlugosci zaloby (6 miesiecy) to usmiech mamy amputowany genetycznie na nastepne 12 pokolen:))))))))

    ReplyDelete
  37. Anon--> Zgadzam sie z Toba w 100% takie usmiechy biednych ludzi, usmiechy w naprawde ciezkich sytuacjach zyciowych naprawde wzruszaja do lez. Zazdroszcze (pozytywnie) Ci tego doswiadczenia z Birmy, bo takie wlasnie podroze ucza, ucza wartosci zycia.

    ReplyDelete
  38. Miło mi , że choć raz ja wywołałam uśmiech na Twojej twarzy :)
    Bo zawsze to ja zamykam Twojego bloga uśmiana do łez :D
    Co do kamieniołomów: jak ludź co zarabia 3 czy nawet 4 razy tyle co ja ciągle narzeka i ma cierpiętniczą minę to mnie czasem trafia. Zwłaszcza , że praca nie jest jakoś uciążliwa czy ciężka fizycznie.

    ReplyDelete
  39. Aeljot--> A wiesz mnie sie kiedys trafila klientka, ktora narzekala, ze jej maz nie dostaje bonusa, bo jest kryzys, a oni z tego bonusa zyli przez caly rok. Dla jasnosci obrazu, to jest 5 osobowa rodzina (3 dzieci w wieku szkolnym) i oni z bonusa ZYLI caly rok, a to co on dostaje co tydzien jako pensje, szlo na konto i ewentualnie wyjazdy wakacyjne. Ten bonus na moje kaprawe oko musial byc ok. $100.000 rocznie, bo tak mniej wiecej oceniam koszty zycia na Manhattanie 5 osobowej rodzny. Jak ona mi to powiedziala, to ja wybuchnelam takim smiechem, ze myslalam, ze ja zabije moj smiech:))) Ponoc punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i to chyba prawda:)

    ReplyDelete
  40. Ten sam uśmiech mam tutaj. I podobnie jak Ty doszedłem do wniosku że jest mi obojętne czy jest szczery, czy nie. Tak jak z uśmiechaniem się do słuchawki (to naukowo stwierdzone, w centrach obsługi telefoniczne uśmiech jest _obowiązkowy_), tak i zachowanie w najprostszych sytuacjach dopasowujemy odruchowo do uśmiechu. I żyje się lepiej :)

    ReplyDelete
  41. Witaj Stardust,
    Mnie też przyjemniej się żyje w otoczeniu uśmiechniętych, a przynajmniej zadowolonych twarzy.
    Może dlatego, że w mojej branży (czyli na tłumaczeniach ustnych) ludzie spotykając się najczęściej mają nadzieję na nawiązanie dalszych kontaktów i wtedy rzeczywiście zadają sobie trud i uśmiechają się oraz starają się nie narzekać za bardzo - nawet Polacy! :)
    A mnie z kolei wnerwia to założenie, że każda informacja może być odczytana źle.
    np. dzwonię do Mamy, mówię, że jestem trochę przeziębiona, ale jest ok, bo już byłam u lekarza, dostałam się bez kolejki, mam wykupione leki i teraz idę do domu, jest śliczne słoneczko, wczoraj zrobiłam zakupy, więc na szczęście mam pełną lodówkę, ale ja zaraz się położę do łóżka, bo czuję się trochę słabo.
    Na jaką informację reaguje moja kochana skądinąd rodzicielka?
    A na tę, że ja biedna nieszczęśliwa i chora.
    I dodaje stosowny komentarz z grupy:
    - Ale nie myj głowy, bo poczujesz się NA PEWNO GORZEJ!
    - Ojejku, to straszne! Może Ci coś pomóc, bo ja akurat kupuję udka/mięsko/jajka, a TY NA PEWNO NIE MASZ TERAZ NIC DO JEDZENIA itd...

    Dochodzi do tego, że wnerwiona kończę szybko rozmowę, mówiąc:
    - Ale przecież ja NIE JESTEM OBŁOŻNIE CHORA, MAM CO JEŚĆ i poza tym wszystko jest OK.

    Ale to tak standardowa typowa sytuacja, że aż musiałam o niej napisać.
    Wydaje mi się, że jesteśmy przywiązani do tej naszej polskiej martyrologii i wręcz wyczuleni na złe wiadomości. I dlatego trudno nam wyławiać i skupiać się na dobrych wiadomościach.
    To znaczy większość, bo ja staram się robić odwrotnie, ale należę raczej do mniejszości.
    Podobnie jest z pochwaleniem za dobre wykonanie usługi.
    Tylko jedna z firm, znany koncern, ma pracownicę, która ostatnio zadzwoniła do mnie z informacją, że jestem na tyle dobrym współpracownikiem, że są ze mnie zadowoleni i dlatego postanowili skrócić mi termin płatności.
    I że bardzo są zadowoleni z tego, jak dla nich pracuję.
    Inni owszem, napiszą albo zadzwonią, jeśli są z czegoś niezadowoleni, ale pochwała zupełnie nie należy do typowych zachowań!
    pozdrowienia :)

    ReplyDelete
  42. Jako prawdziwa Amerykanka, dam mój 2 grosze ;)

    Jak pisałam już u DS, przestałam już smilowanie dawno temu (tutaj w Polsce gzdie teraz mieszkam...long story) bo byłam uważana jako idiotka. Czyli nie dziwiam się że Stardust wróciłaś do domu bez smile-a.

    I jeżeli chodzi o zęby, mozna mam ladny bo jak rodziłam dziecko pani polożna w krytyczna chwila komentowała że mam ładne zęby :)

    Chyba jest take piosenka...Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca...

    ReplyDelete
  43. No to tylko pozazdrościć... :D
    Pewnie że wśród uśmiechniętych żyje się przyjemniej, bez różnicy czy ten uśmiech amerykański, polski, słowacki czy zwyczajny.
    Staram się jednak wierzyć, że działa zasada lustra, czyli uśmiech za uśmiech. Będę się uśmiechać ja, będą się uśmiechać i inni. Na razie pozdrawian i uśiech pełną gębą posyłam :D

    ReplyDelete
  44. Pytałam o powiadomienia, bo nie wszyscy otrzymali. Cieszę się, że do Ciebie na dobry adres są wysyłane:)

    ReplyDelete
  45. Z usmiechem zyje sie lzej.Tez lubie jak ludzie na ulucy usmiechaja sie do mnie,sama tez szczerze zeby do kogo sie da.
    Ktos kiedys mi powiedzial ze amerykanski usmiech jest sztuczny i nic niewart(to byl Polak,ktory poza obreb swojej gminy nie wychilil nosa),ze niby usmiechaja sie do nas a mysla co innego.
    Mnie tam wszystko jedno co sobie mysla usmiechajac sie,sztuczny czy nie,przyjemniej z takimi ludzmi obcowac.

    ReplyDelete
  46. Witaj Star! Uwielbiam się śmiać, jak i również zawsze uśmiecham się do wszystkich naptykanych po drodze osób. Pomimo tego, że wokoło mnie panuje chłód obojętności ludzkiej i widać mnóstwo skiśniałych min, to niezrażam się tym i posyłam wszem i wobec wiele uśmiechów. Życie i tak jest tutaj wystarczająco ponure żeby jeszcze samemu sobie i innym pokazywać posępne miny. Tematów do narzekań z pewnością jest wiele, poczynając właśnie od pogody. Wiadomo, że pogoda jest u nas faktycznie kapryśna, co wcale nie znaczy, że i my powinniśmy mieć pochmurne miny. Liczy się pogoda ducha i miły uśmiech, który rozpromieni niejedną buźkę i wtedy mam nadzieję, inni odwzajemnią się nam tym samym. Pozdrawiam cieplutko i przesyłam moc serdecznych i szczerych uśmiechów.:)))Lea

    ReplyDelete
  47. Iw--> Ja to juz przestalam mowic, ze cos jest nie tak, bo mnie wkurwia to robienie z igly widly. Mam taki swiety spokoj, ze nie mam tutaj zadnej rodziny z mojej strony, na szczescie rodzina Wspanialego jest normalna. To robienie tragedii z kichniecia, a bol glowy to juz trumne kupuja:)) Jak zyc w takich warunkach?

    ReplyDelete
  48. Chris--> No cos w tym jest:) Tylko to trzeba wyjechac, pozyc gdzies indziej przez nascie lat, albo jeszcze lepiej jak ja cwierc wieku i wtedy sie dostrzega takie rzeczy. Ktos kto wyjechal nawet gdzies w Europie i 3-4 razy do roku lata do PL to obawiam sie ze tego nie widzi. Jak ja jade raz na 10-15 lat to mam porownanie:))

    ReplyDelete
  49. CalaJa--> Usmiech to porozumienie bez slow, to najblizsza i najpewniejsza droga do drugiego czlowieka. I masz racje mozna mowic roznymi jezykami, ale usmiechamy sie wszyscy tak samo. Wiec sie usmiechajmy czesto! To naprawde nic nie kosztuje, a wiele daje.

    ReplyDelete
  50. MAGA--> Z usmiechem po prostu CHCE sie ZYC:)) bez wzgledu na to jak ciezko jest to usmiech powoduje, ze czlowiek ma ochote wstac rano i cos robic ze swoim zyciem.

    ReplyDelete
  51. Lea--> Ja siedze w domu przed komputerem i obok mam lustro:) patrze w niego i sie usmiecham. Tak sama do siebie!! Ty wiesz jaka jestem zamerykanizowana wariatka!!!!!!!!!!!!
    I jak mi dobrze z tym:)))))))))))))

    ReplyDelete
  52. lecę za moment do pracy więc nie doczytam komentarzy i może powtórze po kimś. Wybaczysz?
    W Islandii nie często zdarza się otrzymać uśmiech z powrotem. Podobno kiedyś się sobie kłaniano nawet się nie znając. teraz ja widzę swoją klientkę poza moją pracą i odruchowo się uśmiecham do znajomej twarzy i kłaniam. A one rzadko kiedy odpowiedzą, częściej patrzą jak na wariatkę. A przeca mnie znają bo je obsuguję kilka razy w miesiącu.
    Tu na ulicy jeśli ktoś odpowie na uśmiech to pewno jest to turysta.
    Polacy za to chodzą, też tutaj, z minami pt: "komu by tu wpierniczyć".

    Nie jestem typem nadmiernie się szczerzącym i jak mam zły dzień to mam mars na czole i już. Choć ostatnio poraz kolejny odkryłam, że nawet kiedy problemy wydają mi się już zupełnie pogrążające, to kilka uśmiechów i jakoś lepiej jest.

    Natomiast w Polsce to ja się często bałam uśmiechać. Przyciągam wariatów. Jak się uśĶiechnęłam ot tak poprostu to się do mnie przyysiadano, przystawano i zaczynało pieprzyć. uciec się nie dało bo czekałam na autobus, lekarza......
    I tak sobie myślę, że to może nie ja przyciągam wariatów, tylko jak na 25 osób na przystanku jedna się uśmiechnie to siłą rzeczy ktoś spragniony tego uśĶiechu się dosiądzie.
    Kolejna rzecz, zdarzało mi się usłyszeć w mym rodzinnym mieście, w odpowiedzi na mój uśmiech: "co się szczerzysz?! wpierdol chcesz?!"

    ostatnio ćwiczę uśmiech na mężu :) zapomniałam, że to taka skuteczna broń :)

    ReplyDelete
  53. Miauko--> Usmiechaj sie, bo jak sie czlowiek usmiecha to ma mniej zmarszczek:) Popatrz ja mam 56 lat i nie mam zmarszczki tej pionowej przy nasadzie nosa, miedzy brwiami. Bo za cholere nie da sie zmarszczyc tego kawalka czola jak sie czlowiek usmiecha:))))

    ReplyDelete
  54. Aaaaaaabsolutnie się zgadzam ze wszystkim, a w szczególności z ostatnim akapitem: z uśmiechem żyje się przyjemniej, dla mnie nie ulega to wątpliwości. Uśmiech może zdziałać cuda, ok, zdarzają się "oporni", ale czy na długo? ;D

    ReplyDelete
  55. dopiero teraz przeczytalam dyskusje i Twoja i u Ds, no i po przemysleniu stwierdzam, ze cos jest w przyslowiu - kto z kim przestaje, takim sie staje. i czy jest to generalizowanie, stereotyp czy chwc, Polacy w kraju zdecydowanie smieja sie mniej. moja wlasna mama, ktora przyjezdza do mnie rok w rok na ok 2 mce, sama sie lapie na tym, ze usmiecha sie do ludzi na ulicy po powrocie stad. po jakims czasie przestaje, bo...

    ja osobiscie mam dosc wielu polskich znajomych, ale ucinam kontakty z tymi, ktorzy marudza. naprawde wole polnocno-amerykanskie 'i'm great' zamiast 'nie mam pracy, nie mam pieniedzy, a "oni" sa wszystkiemu winni'. tak, jestem egoistka, ale musze dbac o swoje wlasne zdrowie psychiczne, nikt inny o nie nie zadba. negatywizm nalezy ucinac w zarodku.

    ReplyDelete
  56. Czy ktoś może pamięta Eksperymentalny Sygnał Dobra z książki "Kwiat kalafiora" Małgorzaty Musierowicz? 30 lat temu w Polsce, a ten sam temat podjęty przez autorkę z podobnymi wnioskami.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...