Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, September 23, 2010

Technika mnie dobija

Lubie i zawsze lubilam nowosci, do tej pory mam ciagotki do gadzetow, przydasiow i ulatwiaczy zycia, ale z wiekiem sila przyciagania nowosci slabnie wprost proporcjonalnie do wkurwa spowodowanego koniecznoscia korzystania z pewnych ustrojstw.
I tak nie oszalalam z radosci jak Wspanialy postanowil, ze wreszcie nadejszla chwila rozstac sie z pudlem telewizora na rzecz plaskiego, bo sie okazalo, ze radosc nowosci przyszla w towarzystwie koniecznosci uzywania dwoch pilotow.
No szlag by to trafil!!!
A w naszym domostwie pilotem rzadze ja, wiec to mnie przypadl ten bol w dupie.
Ale po kilku miesiacach klikania w nieodpowiednie guziki oraz upierdliwych prob odzyskania dostepu do tv nastepnego dnia, jakos udalo mi sie oswoic te skomplikowana czynnosc towarzyszaca ogladaniu telewizorni.
A ze ogladamy sporadycznie, to w sumie nie bylo wielkiego problemu.
Natomiast od czasu wyjazdu dziadkow, ktorzy to rezydowali w naszej sypialni, szlag trafil telewizornie kompletnie. Tatek lubi ogladac szczegolenie sport, o ktorym my nawet nie mamy pojecia, ze istnieje, wiec Tatek dostal piloty wraz z krotka instrukcja co i jak klikac i przez cale 9 dni ich obecnosci nikt nie sprawdzal co sie dzieje. Pytan zadnych nie bylo, wiec uznalismy, ze dziadkowie radza sobie z technika lepiej niz my.
No i radzili sobie do czasu kiedy nie pojechali i okazalo sie, ze "koncierta nie budziet, bo Wania podpizgnul patiefon".
Telewizornie owszem dalo sie wlaczyc i nawet dalo sie przelaczyc kanaly, ale nic poza tym.
Wszystko inne nie dziala!!!
Ja pierdole, od 20 lat nie kupuje zadnej rozpiski programu telewizyjnego, nawet pewnie juz przestali drukowac te ksiazeczke, a tu nagle nie moge sobie wejsc na tv guide, bo mi pilot nie dziala.
Wkurwilam sie i uznalam, ze w ten sposob nie da sie ogladac tv, bo jak nie moge zobaczyc co, gdzie i kiedy, nie moge nagrac, nie moge odtworzyc to na cholere mi ta zabawka.
Wkurwiona miotalam ognie wiec przyszedl Wspanialy i stwierdzil, ze pewnie ja cos zle robie.
Pomijajac milczeniem fakt, ze sie w ogole odwazyl cos takiego powiedziec, dalam mu tego pilota i tylko z wkurwem w oczach obserwowalam jak on sobie bedzie radzil.
Poklikal, poklikal, poprzecieral czujniki i chuj, nic z tego. Przyniosl nowe baterie, wymienil i tez nic to nie pomoglo. Ladnie!!! Tym sposobem przegapilismy jeden z naszych ulubionych programow na HBO, bo nie mielismy czasu ogladac, a zaoszczedzic na skrzynce nie bylo jak, bo nie mozna wejsc.
Weekend poza wycieczka z poprzedniej notki spedzilismy na kombinowaniu co sie moglo spitolic.
W koncu doszlismy do wniosku, ze tego pilota mamy od samego poczatku kiedy zmienili system na digital wiec pewnie pilot jest stary i nalezy go wymienic.
Oczywiscie dzwonienie do operatora cablowki przypadlo mnie w udziale, bo to ja mam wiecej czasu i moge wisiec na telefonie do usranej smierci. Zabieralam sie do tego jak do jeza, az wreszcie wczoraj postanowilam, ze nie da sie tego okladac na dluzej, bo mam przed oczami wizje przegapienia kolejnego programu.
Wykrecilam numer i nastawiona, ze teraz zacznie sie typowa karuzela z przyciskaniem kolejnych numerow, sluchaniem tasmy i znow przyciskaniem itd wlaczylam dysk z uspakajajaca muza.
Ku mojemu zdziwieniu po wybraniu trzech kolejnych opcji w sluchawce odezwal sie mily mlody glos, ktorego wlascicielka siedziala gdzies w New Delhi czy tez inszym Mumbaju.
Z ciezkim hinduskim akcentem poprosila o wyjasnienie problemu, wiec zapodalam co i jak nalezy, juz mialam na koncu jezyka pytanie jak szybko moga mi przyslac nowego pilota kiedy panienka zapytala:
-- A czy mozesz teraz w czasie naszej rozmowy wlaczyc tv?
-- Moge - odpowiedzialam, chociaz nie mialam zadnego przekonania do tego typu dzialania, bo przerabialismy to ze Wspanialym od tygodnia.
Wlaczylam i teraz panienka zapytala na jaki mode jest ustawiony pilot.
Zeszwmordejeza!!! a skad ja mam wiedziec?
-- Nie mam zielonego pojecia - odpowiedzialam zgodnie z prawda i dodalam - serio? to ja w ogole nie mam zielonego pojecia o czym mowisz. Nigdy nie przypominam sobie, zebysmy przestawiali pilot na jakis inny "mode" niz byl ustawiony, wiec dla mnie to zupelnie czarna magia.
-- Nie szkodzi, dlatego wlasnie dzwonisz do mnie - odpowiedzialo dziecie przyjemnym glosem. Pisze dziecie, bo im bardziej ona byla mila, tym bardziej jej hinduski akcent brzmial mlodziej.
Po czym poinstruowala mnie, zeby nacisnac przycisk "mode" a nastepnie "cbl" i sprawdzic czy teraz dziala?
DZIALALO!!!!!!!!!
Ja pierdole!! Taki wstyd!!! W dodatku miedzynarodowy!!!
Cos nawet wybakalam o nieprzystosowaniu do zycia w swiecie techniki, na co panienka zareagowala znow milutkim glosikiem, ze przeciez to sie zdarza kazdemu i teraz brzmiala juz tak dziecinnie, ze mialam wrazenie ze na pozegnanie zrobi mi "kosikosilapci". Kto wie? moze nawet zrobila? Na szczescie ja tego nie widzialam.
Ojtam nie bede sie przejmowac takimi bzdetami. Pamietam, ze kiedys tez bylam taka panienka zaskakujaca ludzi swoja nowoczesnoscia i znajomoscia techniki.
Pamietam nawet jak moj szef z przerazeniem zlapal sie za glowe jak powiedzialam mu, ze potrafie oprocz prostego dodawania, odejmowania i mnozenia dzielic na kreciolku.
Juz widze oczami duszy jak 95% czytelnikow lapie sie za glowe z przerazenia probujac wykombinowac. 
Co to takiego kreciolek?
Kreciolek to byl prosze publicznosci nastepny krok cywilizacyjny po liczydlach. Taka maszyna z korbka i kluczami z numerkami, troche bylo to podobne do starych kas w sklepach gminnych i za pomoca korbki kreconej do przodu i do tylu mozna bylo po wystukaniu odpowiednich liczb dokonywac na kreciolku roznych dzialan matematycznych.
Liczydel pewnie juz nikt nie pamieta...........
Ech co ja tu robie??? :)))))))))))

30 comments:

  1. Jak to nie pamięta? I kręciołek i liczydła oraz maszynka do liczenia, która drukowała cyferki i wynik na taśmie papierowej, bo jakoś wtedy nie znali wyświetlaczy. Pamiętam!
    O cholera! Czy jestem stary? Idę się powiesić!

    ReplyDelete
  2. Też mi się kiedyś zdarzyło, że włączyłam jakiś guzik, a potem okazało się, że nagle nie mam w aucie radia... A byłam przed dłuuugą podróżą. Zaczęłam przeszukiwać, tym razem patrząc na wyświetlacz i przyciski. Na szczęście nie było ich tak dużo, więc znalazłam :)))
    Poza tym też przeżyłam parę razy taki szok, że ktoś mi pomógł coś przez telefon zrobić.
    Ostatnio kombinowałam u koleżanki, jak się do niej podłączyć do bezprzewodowego netu.
    U niej działało, każdy inny komp działał, a mój laptopik nic! Wezwałyśmy kolegę komputerowo bardziej rozwiniętego - nic!
    Wreszcie poszłyśmy na wydawałoby się ostatni sposób. Zadzwoniłyśmy do infolinii i wykonałyśmy na polecenie miłego pana po kolei wszystkie podane czynności, chyba było ich pięć. I nagle zaczęło działać! :))
    Oni w końcu po to tam siedzą. I dobrze!
    Buźka!

    ReplyDelete
  3. "Nie będę piła herbaty, kiedy czytam Stardust..."
    "Nie będę piła herbaty, kiedy czytam Stardust..."
    "Nie będę piła herbaty, kiedy czytam Stardust..."
    "Nie będę piła herbaty, kiedy czytam Stardust..."
    "Nie będę piła herbaty, kiedy czytam Stardust..."
    ... I tak sto razy!!!
    Sorry, to przez "kosikosiłapci"... Idę po ścierę do monitora. :) :) :)

    ReplyDelete
  4. Nie mam tv od kilkunastu lat, mieć nie zamierzam, ale jakby mi przyszło się tak stresować durnymi guziczkami na cholernych pilotach to bym chyba wychrzaniła rzeczone piloty przez okno :)) I tak dzielna jesteś, że zadzwoniłaś po pomoc :))

    ReplyDelete
  5. Pamięta, pamięta :))) Liczydła i te wszystkie ustrojstwa o których Marek pisze, bo jeszcze się mi zdarza zetknąć w naszej krainie z nimi:)
    Najlepszym narzędziem do liczenia była zawsze dla mnie kartka papieru, długopis i własna głowa:))))))))))))

    ReplyDelete
  6. A propos liczenia: pamiętam moją matematyczkę z liceum, która żaliła nam się, że już pisemnie liczyć nie potrafi moje pokolenie, ale gdy sama pokazywała przykłady na tablicy, to się myliła praktycznie za każdym razem (i to nie były podpuchy sprawdzające naszą czujność). A potem się okazało, że do dziennika na semestr wyliczenia frekwencji robili za nią uczniowie. I tak to jest z tą matematyką...
    Nienawidzę pilotów!!!

    ReplyDelete
  7. ja lubię wszystko włączyć i wyłączyc własnym palcem, piloty mnie denerwują:)

    ReplyDelete
  8. ale rozumiem, że twoja cud maszyna televizyjna po paluszku nie chodzi:)

    ReplyDelete
  9. Co robisz? Piszesz ciekawe historyje.
    I pozazdrościć pani z Mumbaju co ci kosikosiłapki zapodała i tym dziecięcym sposobem ujarzmiła twego pilota.
    p.s.
    Moja teściowa mówi do teścia.
    - Kurwa popsuł mi się ten telefon a tak niedawno kupiony. Ni chuja nic nie działa.
    Teść bierze do ręki i mówi.
    - Dana. Ty chcesz dzwonić za pomocą pilota TV.
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  10. buehehehehe zeszlam przy kosikosilapci :D
    ja pol dnia rozpracowywalam jak wlaczyc kablowke. bo tutaj telewizornia osobno, kablowka jest w 'pudelku'. naklikalam sie jak glupia we wszystkie mozliwe przyciski.. Zawsze pamietaj zeby sprzet ktorego zamierzac uzywac wlaczyc do pradu... :)

    ReplyDelete
  11. U mnie żeby oglądać kablówkę potrzebuję 3 różnych pilotów:) a żeby włączyć odtwarzanie dvd to jeszcze 2 :), jakoś jeszcze się orientuję, ale wszystko przedemną:))

    ReplyDelete
  12. Liczydła pamiętam i nawet używam. Bo się matematycznie kształcę już czwarty rok. I kolejne przede mną. W sprawie telewizor; Pocieszy cię fakt, że mój się trzema pilotami uruchamia?;)

    ReplyDelete
  13. Pamietam liczydlo,moje mialo czerwone i kremowe koraliki.
    Wcale nie jestesmy takie wiekowe,poprostu technika bardzo szybko sie rozwinela;)
    W ciekawych czasach zyjemy:)
    Kiedys byly czasy,jeden program,o 24:00 hymn i lulu.
    Ja juz odpuscilam troche pogon za technika,zbyt malo czasu zeby to wszytko ogarnac,teraz tylko ograniczam sie do niezbednych mi rzeczy.

    Z dzwonieniem do serwisu to racja,mialas szczescie ze tak szybko udalo Ci sie polaczyc.

    ReplyDelete
  14. o nie... Ja pamiętam!!!
    Po przeczytaniu powieści pilotowej poczułam się jakbym mieszkała w Ameryce! Tak jest i u nas:)) A na koniec pan lub pani miłym głosem przypomina, że jestem do pani dyspozycji 24h!

    Przypomniała mi się historia z pilotem od naszej plazmy, który ma przyciski do różnych podpiętych sprzętów. U nas odpowiedzialnym za pilota i jedynym, który zgłębił pełną jego obsługę jest mój maż. Początki jednak nie należały do najłatwiejszych. Któregoś dnia włącza program i nic. Odpina przypina kable i nic. K...... i ch.... rzucił, co jest najwyższa oznaką wk....... i nic. Nie działa. K.... popsuł się pieprzony dziad! Wezwał serwis. Jako, że tv na gwarancji, na drugi dzień przyszedł serwisant. Okazał się znawcą nie byle jakim. Wcisnął tylko jeden przycisk i działa do dziś:))) Czyli nie było tak źle z Tobą:))
    Co do papierowych programów tv to także od wielu lat nie kupujemy.

    ReplyDelete
  15. Pocieszyłaś mnie, bo ja czytając instrukcję miałam "zacięcie" inteligencji i wciskałam nie ten przycisk co powinnam i kilkanaście wiązanek poleciało w przestrzeń, nim się ocknęłam i zobaczyłam swój błąd.A już chciałam jechać i oddać ustrojstwo.
    Star, kręciołek był super, potem były takie elektryczne sumatory, z kilometrami taśmy.

    ReplyDelete
  16. Stardust! rozczulilas mnie - nagle wrocilam do dawnych czasow kiedy potrafilam nawet liczyc na ...suwaku. Chcialam sobie przypomniec "jak to lecialo" ... ale ni chu... chu!!!Usciski

    ReplyDelete
  17. W mojej wsi 30 lat temu z gorka był sklep ,,żelazny''. Pani szefowa liczyła rachunki na takim wielkim liczydle. A ja godzinami mogłam patrzeć, jak ona te ,,koraliki'' przesuwa...

    Do techniki mam dwie lewe ręce absolutnie!

    ReplyDelete
  18. Moi drodzy, jestem ostatnio troche zapracowana, w sumie powinnam sie cieszyc, wiec sie ciesze:))) Ale to powoduje, ze nie mam czasu na biezace odpowiedzi w komentarzach, wiec pozwolcie, ze odpowiem zbiorowo:)
    Cieszy mnie ogromnie, ze nie jestem jedyna osoba pamietajaca liczydla, kreciolek itp. narzedzia pracy:)) Jesli sie nawet starzejemy, to starzejemy sie w ekstra doborowym towarzystwie:)))) A to juz jest sukces!!!

    ReplyDelete
  19. I pomyśleć, że mam w planach zakup takiego właśnie płaskiego telewizora :D
    A liczydło to pamiętam i ja! Miałam, używałam, a w szkole były takie wieeeelkie stojące koło tablicy. O!
    Ja gadżeciara jestem straszna, ale żeby nie dostawać wqrwa zaczynam od dokładnego prześledzenia instrukcji. Ale to nie zawsze działa :D. Właśnie zakupiłam drukarkę na wi-fi i niby wszystko dobrze skonfigurowane, a mój netbook "nie widzi" drukarki (wrrrrr) Może w weekend nad tym posiedzę bo w tygodniu to zapieprz w robocie nie pozwala :/ Na szczęście chociaż służbowy komp widzi drukarkę przez kabel USB, więc można pracować hyhy.
    Pozdrówka!

    ReplyDelete
  20. Ja może taki najgorszy nie jestem w tych technicznych gadżetach, ale muszę przyznać, że jak mam instrukcję przeczytać to mnie jasny szlag trafia a potem już jak czytam to zaczynają mi się te wszystkie czynności nieźle zajączkować i coraz większy wkurw łapać. Jasna sprawa, że w końcu ogarnę, ale ile nerwów mnie to kosztuje bo ja niecierpliwy jestem ot co :) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  21. JA! ja mam taką maszynkę! Stoi jako zabytek, mój tata tego używał

    ReplyDelete
  22. o rany! u nas w grodzie smoka tez sie tak dzieje!! na szczeście Młody robi za panienke z Mumbaju:) a kreciolka nie znam, natomiast liczydla i owszem. sama nie działałam, ale podziwialam taka jedną repatriantke ze wschodu, co chyba nawet pierwiastki na tych liczydlach obliczała..

    ReplyDelete
  23. nie Ty jedna i ostatnia. mnie zajelo 3.5 roku nauczyc sie wlaczac telewizor, ale to kombinacja any-technicznosci i czestotliwosci uzywania. mama wlasna mnie troche uczyla (ona ma wieksza czestotliwosc :))), ale juz teraz jestem madra. przedtem zdarzalo mi sie po 3 minutach usilowan przerzucic sie na ksiazke..

    ReplyDelete
  24. A mnie to zawsze dziwi i cieszy, skąd oni wiedzą, co u mnie szwankuje? :D

    ReplyDelete
  25. Hahahahaha, a ja dzisiaj w hostelu cisnę tego pilota i cisnę jak głupia, aż w końcu Pan Koala mi go zabiera, sprawdza, kombinuje i mówi "Zrobiłaś to, o czym Stardust na blogu pisała" :))) Przełączyłam na DVD i działała mi tylko zmiana głośności ;)))))

    ReplyDelete
  26. I jeszcze chciałam powiedzieć, że pomimo nikczemnego, w porównaniu do Ciebie, rocznika, pamiętam liczydło :P Ale nasza Wychowawczyni pokazała nam tylko najprostsze dodawanie :)

    ReplyDelete
  27. na pewnym spotkaniu prawie rodzinnym, mój liczący kilka wtedy lat kuzyn po chwili nieobecności w towarzystwie dorosłych (zabawa w pokoju dzieci) - wrócił i oświadczył na głos cioci, że cukierki były dobre, choć jakieś takie bez smaku. ciocia i reszta zamarła, bo ŻADNYCH cukierków na imprezie nie serwowano, a potem popędziła do pokoju dzieci. okazało się, że kuzyn zjadł ... liczydło :D

    no to ja wiem, co to jest liczydło, aczkolwiek jak smakuje to nie próbowałam. no i gorzej by było z używaniem... ;O)

    pozdrówka!

    ReplyDelete
  28. Star, moja córka na egzaminie na menedżera sklepu omal nie oblała, podczas robienia kasy policzyła że ma 9 banknotów 50-funtowych i wpisała do rubryczek 9, 50, 450. A pan sie zachłysnął oburzeniem że nie policzyła na kalkulatorze :) Punkty odjął.

    O różnych helpliniach mi nie mów, proszę. Mają szczęście że siedzą w tym New Delhi, inaczej bym tam pojechał i jesień średniowiecza im przypomniał ...

    ReplyDelete
  29. Pamietam ta wspaniala maszynke :)
    Ostatnia ta rozsciagana Linijke do liczenia mlodym pokazalem -suwak logarytmiczny..??? poprostu na abzacu sie obrocily i znikly ....

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...