Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, November 2, 2010

Toksyczny krag

Trzy dni temu zadzwonil Potomek:
-- Mamo, we wtorek rano przychodze do Ciebie i idziemy oboje glosowac.
-- Kryste, a czy ja nie moge sama, wieczorem.
-- Nie, nie mozesz, pojdziesz ze mna, bo ja i tak musze glosowac w Waszym okregu.
To prawda, bo te moje chlopy to sa straszne lenie, Potomek nie zmienil rejestracji wyborczej i za kazdym razem jak sa wybory to musi przychodzic do mojego rejonu, a Wspanialy z kolei tez nie zmienil wiec musi isc do dawnego rejonu. Tylko ja jedna porzadna, jestem na biezaco z rejestracja wyborcza;)
Nakazalam wiec Potomkowi zeby przyszedl wczesnie rano, bo ja musze isc do pracy, ustalilismy ze bedzie tutaj o 9tej. Jak dla mnie to srodek nocy, ale niech tam.
Od pewnego czasu natykam sie tez czesto na problem toksycznych rodzicow, wiec czasem staram sie przemyslec swoje wlasne postepowanie, bo troche nie bardzo byloby samej byc toksyczna matka.
Tyle, ze czlowiekowi samemu jest trudno ocenic, bo przeciez wydaje mu sie ze wszystko co sam robi ma logiczne uzasadnienie i nie jest w zaden sposob szkodliwe.
W sumie postanowilam, ze nie zaszkodzi na te okolicznosc przepytac Potomka.
Najpierw poszlismy do okregu wyborczego, ktory jest doslownie na rogu ulicy przy ktorej mieszkam. Odwalilismy glosowanie, ja oczywiscie od gory do dolu pojechalam po Demokratach, bo jeszcze sie nigdy nie splamilam i nie splamie glosowaniem na Republikkkanow. Potomek tez zalatwil swoje i zaproponowalam zebysmy poszli pieszo do subwaya, bo ja ostatnio chodze, to dlaczego mialby mi nie potowarzyszyc.
Pogadalismy troche o polityce, przy czym z radoscia zauwazylam, ze Potomek "moja krew" ma dokladnie takie samo poglady polityczne jak ja.
Jest dobrze!!!
-- Synu, czy ja jestem upierdliwa matka? - zapytalam nagle.
-- Co Ci przyszlo do glowy?
-- No pytam, przeciez mozesz odpowiedziec, prawda?
-- Odpowiedziec moge, tylko jeszcze nie wiem ile mnie to bedzie kosztowac.
-- Nic Cie nie bedzie kosztowac, masz byc szczery.
-- No czasem bywasz upierdliwa.
-- Ale w jaki sposob? nie wtracam sie do Twojego zycia, nie truje, nie nachodze, nie wytykam palcem..
-- Ha! Wlasnie dlatego nie wytykasz palcem, ze nie nachodzisz. Pamietasz jak raz przyszlas i od drzwi zawolalas "moglbys tu chociaz odkurzyc"?
-- Pamietam, ale od tamtej pory nie przychodze, nie pytam czy moge przyjsc, to w jaki sposob jestem upierdliwa?
-- No wlasnie w taki jak teraz, jak sie do czegos przypniesz to nie popuscisz.
-- OK, to zmieniamy temat.
I znow wrocilismy do ekonomii, do nadchodzacego Thanksgiving i do tematow neutralnych. Dobrze nam sie gadalo, droga mijala calkiem milo i nagle zerknelam na jego buty.
-- Czy Ty masz buty zimowe? czy moze potrzebujesz kupic?
-- Potrzebuje kupic, ale zrobie to w przyszlym tygodniu.
-- No to dobrze, nie czekaj na ostatnia chwile - doradzilam.
Przystanal, spojrzal na mnie i powiedzial:
-- Widzisz, tu wlasnie teraz jestes upierdliwa mamusia.
-- "syneczku a nie zapomnij o bucikach na zime" - dodal przedrzezniajac mnie.
-- Alez ja tylko z Toba rozmawiam, czy to jest cos zlego? - probowalam obronic moje stanowisko i prawo do bycia matka.
-- No wlasnie zle jest to, ze takie drobiazgi sa wkurwiajace, bo traktujesz mnie jak malego chlopca.
-- O matko!!! - zawolalam - czy to znaczy, ze jestem toksyczna matka?
-- Toksyczna, to moze za mocne slowo, ale jak tego nie opanujesz, to chyba jestes na dobrej drodze.
I przyznalam mu racje.
Wsiedlismy do pociagu, na 3 stacji moje "dziecko" wysiadalo, odprowadzilam go wzrokiem i z przerazeniem zauwazylam, ze moj maly chlopczyk musi schylic glowe zeby wyjsc z pociagu.
Kurde, kiedy to sie stalo? Reszte drogi rozmyslalam nad nasza rozmowa i musze przyznac, ze jest cholernie ciezko kontrolowac sie, ciezko przestac byc rodzicem.
Wiem tez, ze jest duzo latwiej przestac byc ojcem, ale z nami matkami jest cos nie teges.
No lubimy sie wtracac, lubimy wykazywac "zainteresowanie" i niby jest to w "dobrej intencji" a jednak nie da sie ukryc, ze jest to ingerencja w zycie doroslego czlowieka.
No i postanowilam, ze bede sie pilnowac, chociaz i tak uwazam, ze nie jestem zla, bo zupelnie nie zadaje pytan o zycie prywatne, nie wtracam sie, nie pytam kiedy bede babcia, nie marudze "ozen sie".
Ale wyglada na to,ze mozna zrobic jeszcze wiecej...

48 comments:

  1. przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie bycia matką. wiem, że jestem cholernie młoda i nie mam za wiele do gadania w tej kwesti, ale macierzyństwo mnie przeraża. pewnie przypadkowo zabiłabym swoje dziecko czy coś... : ((

    ReplyDelete
  2. A wybory? Glosowaliscie?

    ReplyDelete
  3. [perdzieli Młody, przesadza, nie chodziło o buty

    ReplyDelete
  4. Mam sie wydaje,że sie troszczymy na nasze dzieci myslą że się czepiamy.Tak to już jest. Stąd krok do toksycznosci. Zastanawiam sie tak i myśle ze trudno się tego ustrzec.Jeżeli wogóle przestanimy się interesować to okaże się ,że jesteśmy niedobrzy i sie dziećmi nie interesujemy. Chyba nie ma przepisu na bycie zdrowym rodzicem.

    ReplyDelete
  5. Pewnie można, ale z tego co widzę, to naparwdę możesz spać spokojnie :-)
    (ja też na wybory jeżdżę do swojej starej dzielni ;-)

    ReplyDelete
  6. Naprawdę uważasz, że jak wcale nie będziesz o nic pytała i się nie będziesz w ogóle interesowała, to będzie dobrze? Myślę, że też nie. A tak w ogóle, to chyba matka ma prawo o cokolwiek zapytać? Przecież nawet obcych pytamy o różne, najróżniejsze rzeczy i nikt nam nie zarzuca, że się wcinamy niepotrzebnie. Młodzi są przewrażliwieni na tym punkcie chyba (a i my też trochę)...

    ReplyDelete
  7. I tak zle.... i tak nie dobrze! Kasia ma racje -bo jak tylko sie odsuniemy - to po jakims czasie wyrzuty....dlaczego przestalas sie tak nagle mna interesowac - czy juz nie jestem "Twoim dzieckiem"? (moj ma 32 lata)
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  8. a ja to widzę z drugiej strony i czasem faktycznie te matczyne pomysły na życie, uwagi i wskazówki są zupełnie nie na miejscu, chociaż to zawsze jest bardzo słodkie. Nikt się o nas tak nie troszczy jak mama :] Można to przeżyć, a do toksyczności to jeszcze kawał drogi ;]

    ReplyDelete
  9. Wiesz Star, bardzo ciężko przestac być matką.Dorosłe dzieci, gdy sa jeszcze stosunkowo młode, czyli tak do 40 roku zycia, żle odbieraja nasza troske o nich.Dopiero gdy ich własne dzieci zaczna ich przyprawiac o niepokoj swym postepowaniem, pomalutku zaczynaja rozumiec nasza troske o nich. Ja mam w jakis sposób ulatwione zadanie, bo moja jest juz 10 lat w bezpiecznej odleglosci 1100 km ode mnie.Wiec odzwyczaiłam się od dawania swiatlych rad, dopytywania sie o to, czy wszystko ma, jak sie czuje, itp.Ona wnet będzie miała drugie dziecko, a ja wciąz pamiętam to male wymeczone porodem zawiniatko, gdy pierwszy raz ja zobaczylam. I nikt mi tego nie odbierze, prawda?
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  10. Do toksyczności to Ci Star, na moje, brakuje - toksyczny rodzic manipuluje, obniża poczucie wartości i wpędza w poczucie winy. Jesteś, jak z resztą nazwał to Potomek, upierdliwa....ale od tej upierdliwości trudno się wyzwolić. Z resztą diabli wiedzą co dla dorosłego dziecka jest upierdliwością! Czasem pytanie o zimowe buty jest, a za chwile pytanie czy masz czapkę już wcale nie musi, bo dziecko przed chwilą myślało o tym, że potrzeba mu czapki i Ty weszłaś tylko w jego myśli. A pytając o buty weszłaś w temat, który odsuwa od siebie z lenistwa albo braku kasy i temat go męczy. I wówczas się wkurzy, ze go niańczysz. Niedawno bardzo podobna sytuacja była z moim Synusiem i on mi właśnie tak wyjaśnił mechanizm, bo się wściekłam, że nie jestem duchem świętym by wiedzieć, które pytanie jest troską, a które wpierdalaniem się

    ReplyDelete
  11. Stardust, nie jest z Tobą tak źle! Jedno to jest troska, a inne bycie natarczywym upierdliwcem.

    Osobiście jako córka, uwielbiam kiedy moja mama z troską w głosie wtrąca się w przysłowiowe gary. Za to nie cierpię, kiedy teść tonem nieznoszącym sprzeciwu, krytykuje każde moje zachowanie.
    Wszystko chyba zależy od relacji i oczekiwań jednej i drugiej strony

    ReplyDelete
  12. Stardust, ty mnie nie rozsmieszaj :-D

    Jezeli tak sie twoja toksycznosc okazuje to mozesz byc spokojna. Z macierzynstwem jest zwiazana upierdliwosc - bo sie chce jak najlepiej dla tego, czesto juz doroslego, dziecka. I trudno sie powstrzymac przed komentowaniem. W zasadzie moznaby, w koncu obcym sie nie zwraca uwagi o odkurzenie (choc pewnie mialoby sie ochote czasami ;-))), no ale - syn to nie obcy. Gorzej, gdy rodzic oczekuje ze dziecko sie dostosuje do jego zyczen (co do sprzatania ale i rozgrywania swojego zycia) i naciska, reaguje oburzeniem a nawet (werbalna) agresja gdy tak sie nie dzieje. Mysle ze do tego ci Star troche brakuje (choc moze sie myle ;-))

    Pod poprzednim postem Iw napisala fajna rzecz, o starosci kontra braniu odpowiedzialnosci za wlasne zycie. Sa niestety rodzice (ludzie w ogole, no i niektorym zdarzylo sie byc rodzicem, co ulatwia sytuacje, bo jest na kogo wywierac nacisk), ktorzy oczekuja, ze sie bedzie im matkowac. W sprawach codziennych, drobiazgach do zalatwienia, ale i emocjonalnie. I znowu - nie mowie o osobach niedoleznych, chorych, z demencja itp.

    Tak ze piszace tu mamy - dajcie na luz. Nie raz sie jeszcze zdarzy ze powiecie cos nie tak, na co wasze dziecko zareaguje z irytacja. I wasze prawo mowic (w granicach rozsadku ;-)), a dziecka sie irytowac. Samo zycie, zadna patologia. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  13. ja bym nazwała to troską:) Mój dorosły syn lubi moja troskę, nigdy przynajmniej nie powiedział, że ma jej dość. Przeciwnie, dzwoni i sam zaprasza mnie na wspólne zakupy. Myślę, że to zależy od charakteru dziecka. A rodzicem jest się do końca życia.

    ReplyDelete
  14. Moje "dziecko" ma już wprawdzie 19 lat, ale nadal mieszka u mnie, więc przyznam szczerze, że u nas takie gesty jeszcze uchodzą. Ale też będę się musiała pilnować, żeby się nie wtrącać, jak Ona podrośnie :).
    Masz rację, czasem trzeba sobie zrobić małą analizę samego siebie i starać się nad sobą ciągle pracować.
    Buziaki!

    ReplyDelete
  15. Ajrisz--> Co ja moge napisac? To moze nie miej dzieci:)) Zawsze mozna miec koty, zlote rybki, kolekcje pluszakow.. wiesz mozliwosci jest duzo:)) Na koncu mozna nie miec nic:))))
    Ja Cie rozumiem i milo, ze masz swiadomosc zagrozenia:)))))

    ReplyDelete
  16. Anon--> A notke czytales/as? czy tylko tak sobie wpadasz i pytasz wybiorczo? ;)

    ReplyDelete
  17. Beata--> W takim razie nie wiem o co chodzilo;))

    ReplyDelete
  18. Kasiu--> Nie jestem pewna, ale o ile dobrze pamietam to Ty masz corki i tu chyba jest troche inaczej. Chlopcy a potem mezczyzni z reguly nie lubia takiego zainteresowania, ba ja sama nie lubilam, ale wiemy, ze ja to taka baba-chlop;))

    ReplyDelete
  19. Szeherezado--> To ja Ciebie poslucham, bo Ty madra kobieta jestes:)

    ReplyDelete
  20. toznowuja--> Nie wiem, ale widocznie moj syn zle odbiera taka "troske", wiec dlaczego nie mialabym sie przystosowac. To troche jak z sola, ja uzywam w ilosciach minimalnych i sporadycznie a inni lubia potrawy solidnie posolone. Kwestia gustu, potrzeb, smaku i chce byc na tyle swiadoma, zeby sie do tego dostosowac:) A nawiasem mowiac, to ja nie lubie zadawania pytan i z reguly wiem o ludziach tyle ile mi sami powiedza. Widocznie tak samo powinnam traktowac mojego syna i naprawde sie o to nie obrazam ani nie bede miala pretensji. Zalezy mi na tym, zeby sprawy byly jasne, bo po co przekraczac granice?

    ReplyDelete
  21. Ina--> Moj ma 34 :)) I w sumie nie powinnam i chyba nie jestem zaskoczona, ze on tego nie lubi, bo ja sama nie lubie i nie lubilam tej nadmiernej troski. Widocznie niedaleko pada jablko od jabloni:)))

    ReplyDelete
  22. Porcelanowa--> Zgadzam sie, ja tez odbieralam te nadmierna troske jako wtracanie sie w moje sprawy. A w koncu kazdy ma prawo zyc po swojemu i jako rodzice musimy to prawo uszanowac:)
    Mysle, ze dobrze jest sprawdzic od czasu do czasu czy nie przekraczamy pewnych granic. Na szczescie od lat mamy wypracowana szczerosc, wiec on wie, ze jak mowie "masz mi szczerze odpowiedziec" to naprawde oczekuje szczerosci i nie bede histeryzowac, jesli ta szczerosc odbiega od mojego wyobrazenia:)))

    ReplyDelete
  23. Anabell--> Odleglosc pomaga, ale nie musi;) Pamietam telefony do mojej mamy kiedy slyszalam "a nie zapomnij, a wiesz jak to zrobic? a to moze zrob.." I na szczescie pamietam jak mnie to wkurzalo:)))
    To dobrze, ze Ty potrafisz sie zachowac tak jak piszesz i ja tez sie musze nauczyc pilnowac.
    Chociaz i tak w porownaniu z moja kolezanka, ktora dzwoni CODZIENNIE do swoich dwoch zonatych synow, uwazam ze jestem idealna:))))

    ReplyDelete
  24. Zante--> Masz racje i jest tak jak piszesz;) Ale wiesz dobrze sprawdzic od czasu do czasu, czy sie nie wychylamy za bardzo:)))

    ReplyDelete
  25. Elfii--> Dolozylas do tego jeszcze jeden element, tak jak mozemy tolerowac a nawet lubic wtracanie sie jednych osob, tak innym nie wolno i nas denerwuje. To tez prawda:))

    ReplyDelete
  26. (Nie czytam komentarzy, bardzoprzepraszam ;))

    Między toksycznością a życzliwą upierdliwością jest Wielki Kanion. Tak że ten..... spoko wodza.
    :D

    ReplyDelete
  27. MarioAgdaleno--> Ja chyba jestem przede wszystkim za leniwa, zeby byc toksyczna:) To jest jednak kupa roboty, tak sie wpitalac na okraglo i kontrolowac, wymagac.. Eeee komu by sie chcialo?

    ReplyDelete
  28. Iva--> To prawda, wiele zalezy od charakteru:) Moj tez lubi isc ze mna do kina, albo posiedziec i pogadac na tematy rozne, niekonieczne te o zimowych butach:))))

    ReplyDelete
  29. Iw--> O to chodzi, trzeba trzymac palec na pulsie i od czasu do czasu sprawdzac, czy sie nie omsknal:)))

    ReplyDelete
  30. Malgoska--> TOBIE wierze jeszcze bardziej niz Szeherezadzie, bo TY znasz temat:))

    ReplyDelete
  31. Star, myślę, że jesteś najnormalniej wspaniałą mamą. Niestety te nasze pociechy, to zwyczajnie są przewrażliwione i za dużo czasem przesadzają. Ja mam 2-ch synów. Jeden ma 24 lata i od ponad dwóch lat jest poza domem, więc z nim mam sporadyczny kontakt. Rzadko się odzywa, bo jak twierdzi jest tak zaganiany, że nie ma nawet czasu pomyśleć o swojej rodzinie. A drugi ma 23 lata i mieszka przy mnie, bo kończy studia. Niestety i on nie bardzo chce prowadzić ze mną rozmowy na jakiekolwiek tematy, gdyż wszystko go denerwuje, więc staram się nie wtrącać w jego życie, a i tak mi się nie raz oberwie. Dobrze Ciebie rozumiem i możesz być pewna, że nie ma to nic wspólnego z toksycznością czy też z upierdliwością. Młodzi mężczyźni tak po prostu mają, że nie lubią ażeby choćby trochę interesować się ich życiem, nie mówiąc już o jakimkolwiek wtrącaniu się. To są takie ich wybuchy niezadowolenia, które uznają za czepianie się, a które my powinniśmy przeczekać, aż oni je odreagują. Choćbyśmy chciały jak najlepiej dla nich, to i tak ich zawsze będzie coś irytować. Niestety nie mamy innego wyjścia, jak znosić cierpliwie ich te dziwne humory. Z wiekiem im przejdzie jak założą własne rodziny, to wtedy sami na własnej skórze się przekonają jak to miło jest znosić takie różnego typu zachowania. Pozdrawiam jesiennie. :))) Lea

    ReplyDelete
  32. Lea--> Dziekuje:)) Dobrze, ze sie podzielilas swoimi doswiadczeniami, bo jednak mysle, ze chlopaki sa inne. Dziewczyna, to zawsze corka i blizej matki, a chlopak? To chlopak:)) od poczatku do konca:)))

    ReplyDelete
  33. Star, masz rację, że chłopaki są zupełnie inni niż dziewczyny. Też tak myślę, że z córką napewno byłyby dużo lepsze relacje, choć różnie to bywa i nie jest to regułą, ale wyjątki zawsze się zdarzają. No cóż, jest tak, a nie inaczej i trzeba się z tym pogodzić, że ma się tylko męskich potomków. Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie chociaż pocieszyć się z wnucząt płci żeńskiej.:))) Lea

    ReplyDelete
  34. Star, masz rację, że chłopaki są zupełnie inni niż dziewczyny. Też tak myślę, że z córką napewno byłyby dużo lepsze relacje, choć różnie to bywa i nie jest to regułą, ale wyjątki zawsze się zdarzają. No cóż, jest tak, a nie inaczej i trzeba się z tym pogodzić, że ma się tylko męskich potomków. Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie chociaż pocieszyć się z wnucząt płci żeńskiej.:))) Lea

    ReplyDelete
  35. Lea--> Szczerze powiedziawszy to nie bardzo wiem, czy umialabym sie dogadac z corka;/ Mam dwoch braci i jakos z meskim gatunkiem zawsze bylo mi bardziej po drodze:)))

    ReplyDelete
  36. Star, a wiesz że i ja też zawsze lepiej dogadywałam się z mężczyznami.:)) Mam jednego brata, ale dużo starszego ode mnie. Trudno mi powiedzieć, jakby to było, gdybym miała siostrę lub córkę. Myślę, że w przyszłości wszystko da się zrównoważyć, przecież czekać nas będą jeszcze różne inne nowe wyzwania, między innymi te związane z rolą bycia teściową.:))) Lea

    ReplyDelete
  37. Na prezydenckie jeździłam zaledwie 40 km. Jak zwykle mieszkam gdzie indziej niż meldunek głosi;)

    ReplyDelete
  38. Nivejko--> Na prezydenckie to tez bym pojechala nawet i 400km bo to jednak dla mnie osobiscie bardzo wazne kto reprezentuje kraj.

    ReplyDelete
  39. Lea--> Tesciowa sie jakos nie boje byc. Zreszta zawsze lubilam wszystkie byle dziewczyny Potomka, obecna tez lubie. Tutaj sie zupelnie nie wtracam:))

    ReplyDelete
  40. jak Pola się wyprowadziła,to ja nawet specjalnie nie dzwoniłam..żeby się nie wtrancać!!

    i jak się okazało,a powiedział mi to Osobisty Nażeniony,że Ona na te telefony czekała..
    no to teraz dzwonię,ze dwa razy na tydzień,ale o ciepłych gaciach nie gadam:))))

    ale upierdliwie przypominam o lekach na astmę i czekającej spirometrii!!!!!

    ReplyDelete
  41. "Ożeń się" masz wypisane w oczach, więc już nie trzeba mówić... :D
    No dobra żartowałam, ale to nie całkiem jest tak. Dzieciaki też potrafią być cholernie upierdliwe i przypiąć się do jednego, więc... przyganiał kocioł garnkowi ;)

    ReplyDelete
  42. Mijka--> Ja dzwonie tak raz na tydzien. A dzis sam zadzwonil, bo sie chcial podzielic dobra wiadomoscia. Mamy nadzieje, ze dobra. Ciagle trzymam kciuki:)

    ReplyDelete
  43. Magenta--> Przez jakis czas mialam wypisane na twarzy, ale mi przeszlo:)))
    A masz racje, ze dzieciaki potrafia tez byc upierdliwe, ale to wtedy kiedy one cos chca;)

    ReplyDelete
  44. Do toksycznej matki to Ci tak daleko ,,jako cynowym misom do miesiąca'', jak mawiano w Trylogii...

    ReplyDelete
  45. Zgago--> Ubawilas mnie:))) Dzieki:)))

    ReplyDelete
  46. Dopiero dzisiaj wpadlam na ten post.
    Jesli tylko mozesz wytrzymac i nie ingerowac w zycie swojego syna ,to tak trzymaj dalej.
    Ja jestem doskonalym przykladem dziecka z toksyczna matka.
    Historia na dlugie zimowe wieczory dla ludzi o mocnych nerwach.

    ReplyDelete
  47. Dzis mnie olsnilo, trafilam na ten blog i jest to powiew swiezego powietrza! Dziekuje Stardust :-)

    Toksyczna matka? Nie sadze, mysle, ze ze swoim nastawieniem masz szanse byc nawet znosnia tesciowa a to dopiero cos ;-)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...