Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, December 11, 2010

Dalam koncert pod Radio City

Pojechalismy dzis na Manhattan w celu zobaczenia choinki na Rockeffeler Center i polazenia po miescie tak ogolnie, poogladac wystawy, popatrzec na ludzi, no slowem nachapac sie swiatecznej atmosfery Nowego Yorku. Juz w pociagu niespodzianka:


Przyznacie, ze takich pasazerow nie spotyka sie codziennie:) Od razu sie czlowiekowi robi swiatecznie na duszy:)
Nauczeni doswiadczeniem ubieglego roku, kiedy to przebijalismy sie przez godzine przez zwarty tlum zeby dostac sie do choinki postanowilismy jechac wczesniej i juz w poludnie bylismy na Manhattanie. Owszem w dzien to nie ten sam urok, brak oswietlen dekoracji, ale na dobra sprawe ta choinka i tak jest co roku taka sama, wiec czy sie ja widzi oswietlona czy nie to juz nie robi wielkiej roznicy.
Tym razem tlumy byly nieco bardziej laskawe, przynajmniej jesli chodzi o dojscie do samej choinki, chociaz generalnie w miescie bylo wszedzie bardzo duzo ludzi.
No ale jak sie chce to sie zrobi;)
Bylo gesto, ale mozna bylo isc, a nie stalo sie w miejscu przestepujac z nogi na noge.




Z rozwianym wlosem ale szczesliwa geba dotarlam pod choinke i nawet dalam sie uwiecznic:)
Wspanialy stoi nade mna i prosi zebym dopisala (copyright by magnificent) wiec panstwo wybacza, ale czego sie nie robi dla milosci:))


Na lodowisku przy Rockeffeler Center nie zabraklo nawet Mikolaja.




Postanowilismy przedrzec sie na tyly promenady do budynku NBC.





Wtarabanilam sie na jakis murek i udalo mi sie zrobic jeszcze to zdjecie promenady.


Zblizenie lampek na choince, w tym roku choinke oswietla 30 000 takich wlasnie lampek.



Te dwa zdjecia zrobilam z kawiarni NBC ktora jest na pietrze. To jest tlum ludzi od tylu choinki, mozecie sobie wyobrazic co sie dzialo na glownej promenadzie z przodu.


Wlasnie przechodzilismy przez ten tlum przed Radio City, dookola slyszalam wszystkie chyba jezyki swiata nagle cos mnie scisnelo tak mocno za serce i lzy poplynely po policzkach. Wspanialy spojrzal na mnie: 
-- Cos sie stalo?
-- Nie, nie, nic sie nie stalo - wydusilam przez lzy.


Jak juz wyszlismy tutaj na kawalek przestrzeni to znow zapytal:
-- Cos Cie boli? ktos Cie kopnal w tym tlumie?
-- Nieeee
-- To dlaczego placzesz?
-- Bo ja tak kocham to miasto - zabuczalam pociagajac nosem.
-- No dobrze, ja wiem, ze kochasz, ale czemu placzesz?
-- Booo ja jestem taka szczesliwaaa, ze tu mieszkam... buuuu - zawylam juz na calego.
Pokrecil glowa, bo on nie bardzo rozumie te moja milosc do NYC, dla niego to jakies dziwne. Wedlug niego mozna kochac osobe i ryczec z tego powodu, ale miasto?
-- To fajnie, mieszkasz i narazie sie przeciez nigdzie nie wyprowadzamy...
-- Wieeemmm.. ale...
-- Ale co?
-- Ale, co bedzie jak ja sie w nastepnym wicieleniu urodze gdzies indziej?
Zwatpil zupelnie.
-- No nie wiem co bedzie, bo juz w tym wcieleniu urodzilas sie gdzies indziej i jestes tutaj. Nie widze powodu zeby w obecnym wcieleniu ryczec o to co sie ewentualnie stanie w nastepnym.
-- Bo Ty nic nie rozumiesz... - buczalam dalej, ale juz mi przechodzilo, bo zobaczylam TO:

Wytarlam oczy, dziekujac firmie ktora produkuje nie rozmazujacy sie tusz do oczu:)
Ale i tak jeszcze przez dlugi czas mialam ogromna ochote po prostu objac to miasto i ukochac.
Corocznym zwyczajem powedrowalismy 5 Aleja do Trump Tower, po drodze mijajac pieknie udekorowany Fendi.


A tutaj nowojorska sniezka, ktorej zdjecie kilka dni temu na chwile bylo na stronie tutlowej bloga. To wlasnie ten "obiekt", o ktory pytala Magenta, tylko teraz w dzien nieoswietlony.
W Trump Tower planowalismy zjesc pozny lunch, ale nie bylo szansy na wolny stolik:


Na drugim zdjeciu kolejka oczekujacych na wolny stolik..
Nie bardzo chcialo mi sie tracic czas stojac w kolejce, wiec poszlismy tam gdzie turysci nie chodza:) Czyli do znajomej mi hinduskiej restauracji dwie ulice od Trump Tower.
Restauracja w miedzyczasie zmienila wlasciciela i to bardzo pozytywna zmiana, bo jedzenie jest jeszcze lepsze i bardziej urozmaicone niz bylo. A znam te restauracje z czasow kiedy pracowalam wlasnie na tym samym odcinku ulicy i czesto chodzilam tam wlasnie na lunch.
Potem pomaszerowalismy 57 ulica na wschodnia strone, do mojego ulubionego sklepu kupic jakies pudelka na ciasteczka, ktorych pieczenie mam szczery zamiar zaczac jutro.
Na koniec choinki przy Park Avenue.



A za tydzien, jesli tylko pogoda dopisze mam zaplanowana nastepna swiateczna niespodzianke:)

64 comments:

  1. wspaniały reporaż . zwiedzam blogspot bo tu widac swiat oczami normalnych ludzi ....

    ReplyDelete
  2. Kurde, komentarz mi zeżarło.
    Siem ci zdublowały trzy zdjęcia (Rock Center Cafe, Pan z Bębenkiem i Pan z Trąbką) - wybacz, takie zboczenie mam :)
    Co do płaczu, to ja rozumiem, momentami mam tak, że pomimo wszystko, czuję że jestem tak szczęśliwa, że aż mnie rozsadza od środka :) Nie da się wytłumaczyć racjonalnie, po prostu od czasu do czasu łapie cię myśl, że uwielbiasz swoje życie i tyle ;)

    ReplyDelete
  3. Uwielbiam te Twoje reportaże.Nie dziw się Wspaniałemu, to facet, on inaczej czuje i myśli, co wszak w niczym nie obniża Jego wspaniałości.Ciekawa jetem dokąd za tydzień nas zaprowadzisz.
    Miłego;)

    ReplyDelete
  4. Dzięki za wycieczkę po przedświątecznym NYC! :))
    A ci na lodowisku się wycwanili - bo w ten sposób znaleźli się jakby bliżej choinki :))

    ReplyDelete
  5. mie by chyba w pociagu juz szlag trafiol.... :) no ;)

    ReplyDelete
  6. Całkowicie - sercem i rozumem i duchem i każdą cząstką ciała i jego najmniejszym atomem - rozumiem Twoją miłość do tego miasta. :)

    ReplyDelete
  7. Zapachniało wielkim światem i swojskimi świętami. Niesamowita mieszanka:)

    ReplyDelete
  8. Mieszkancu--> Witam!! Bylam wlasnie na Twoim blogu i jestem zachwycona Twoimi fotografiami. Pieknie potrafisz zatrzymac moment:)

    ReplyDelete
  9. PaniKoala--> Wiem, ze mi sie zdublowaly:) Ale panowie Bebenkowy i Trabalski tak mi sie podobali, ze zasluzyli na osobna fotke, mimo, ze tlo to samo:)))
    I milo, ze rozumiesz, bo ja wlasnie mam dokladnie takie momenty jak opisalas:))

    ReplyDelete
  10. Anabell--> Ta wycieczka za tydzien wymaga ladnej pogody, mam nadzieje, ze sie uda:))

    ReplyDelete
  11. Antares--> Ale ile oni czekaja w kolejce zeby sie dostac na to lodowisko, to juz zupelnie inna sprawa:))

    ReplyDelete
  12. Diesel--> To bylbys tutaj strasznie nieszczesliwy chlopok:))) Ja uwielbiam takie nastroje:)

    ReplyDelete
  13. Nivejko--> Dokladnie tak, niby wielki swiat a zarazem tak swojsko, tak normalnie, tak radosnie.

    ReplyDelete
  14. Zatopiłam się w tym Nowym Jorku widzianym (przez łzy) Twoimi oczami :) Ja też się potrafię wzruszać miejscami czy innymi dziwnymi rzeczami, więc Cię rozumiem... :)))

    ReplyDelete
  15. Iw--> Bo z miejscami jak z ludzmi:) Pierwsze wrazenie jest bardzo wazne, czasem sie kogos lubi zanim sie go pozna, a od innych czlowieka cos "odrzuca". Ja sie tu czulam wspaniale od momentu kiedy postawilam stope na nowojorskiej ziemi, czulam, wiedzialm, ze jestem u siebie. I bez wzgledu na to co sie dzieje, to to uczucie ciagle jest niezmienne:)

    ReplyDelete
  16. ciekawy blog ,czyta ssię super,brak Pani na WŻ,pozdrawiam

    ReplyDelete
  17. Anon--> Milo mi, ale juz nie wroce:) Mam mile wspomnienia z pobytu na tamtej stronie i lepiej niech tak zostanie:) Zapraszam tutaj, bardzo mnie ciesza odwiedziny WZtowcow, wiec zapraszam tym bardziej serdecznie:)

    ReplyDelete
  18. To wielkie szczęście mieszkać tam, gdzie się chce i jest się szczęśliwym. Niezależnie od choinkowych świateł, listopadowej piździawy, lipcowych upałów czy deszczu w maju.
    :-)

    ReplyDelete
  19. Szeherezado--> Oczywiscie, ze to nie zalezy od pogody czy tez choinkowych swiatel. Tak samo jak czlowieka nie lubi sie chyba za to ze ma niebieskie oczy, czy krecone blond wlosy. Takie samo uczucie moze mialabym do Swiebodzina, ale nigdy w Swiebodzinie nie bylam:))) Wiec nie moge porownac, natomiast wiem, ze tutaj czulam od samego poczatku i czuje nadal, ze jest to dla mnie wlasciwe miejsce na ziemi. I tylko tyle:)) Zreszta Ty akurat wiesz, bo mimo, ze mieszkalas gdzie indziej to zawsze Twoje serce bylo w Miescie. Moje zdobyl Nowy York:))

    ReplyDelete
  20. ta fontanna z bombkami jest piękna !!!!
    dziękuje za wirtualny spacer ;-)

    zmorka

    ReplyDelete
  21. Wróciłam wczoraj z Nepalu i Twoje zdjęcia uświadomiły mi, że już niebawem święta....Mimo tych wzruszających MOMENTÓW..... przepraszam.... wolę ubogi, prawdziwy, wzruszający i uśmiechnięty kraj "nepalski". Pewnie to trudno zrozumieć będąc w tak cudownym miejscu. Ale znając jako tako Ciebie, mam nadzieję , że czujesz o co chodzi.... Pozdrawiam!!!! "Uśmiech z Birmy".

    ReplyDelete
  22. Anon--> Mnie sie tez ta fontanna bardzo spodobala:) Czekalam jak durna zeby dzieciaki odeszly, bo chcialam ja sfotografowac tak bez zadnej akcji:)

    ReplyDelete
  23. Usmiech z Birmy--> Tak Cie nazwe, bo bedzie latwiej odroznic od innych Anonow. Wiesz, rozumiem doskonale, bo moim kolejnym marzeniem, jak juz nie bedzie mnie stac na mieszkanie w NYC jest wlasnie jakies tego typu panstwo. Proste zycie wsrod ludzi, ktorzy byc moze nie maja nic, ale ich bogactwem jest wiedza i zycie w/g najwyzszych wartosci. Zadziwiajace jest jak Ci ludzie potrafia byc szczesliwi, a nawet bardziej szczesliwsi od nas, ktorzy posiadaja wiecej niz musza. Wiesz, ja naprawde poza duzym mieszkaniem nie mam wiele rzeczy, ktore mozna nazwac zachciankami. Oboje ze Wspanialym nie przywiazujemy zadnej wagi do posiadania, jezdzimy starym 18letnim samochodem, ale jezdzi, wiec dlaczego nie? Nie rajcuja nas Ipody czy tez Iphony i temu podobne przydasie. Z wiekiem chcemy coraz mniej. Czy wiesz, ze jakis tydzien temu na jednym forum padlo pytanie o czym marzysz aby dostac od Mikolaja lub pod choinke. Nie potrafilam odpowiedziec, bo uwazam, ze i tak mam wiecej niz jest mi potrzebne a na pewno mam wszystko. I niech tak zostanie. Bardzo sie ciesze, ze tu zagladasz:)
    Pozdrawiam serdecznie i jesli moze sama piszesz bloga, to jesli to nie jest problemem prosilabym o adres:))

    ReplyDelete
  24. A śnieg gdzie??:)Nie widze go:));)
    No to pełni szcześcia posyłam Ci tonę;):))U nas w tym roku jego dostatek:P:))
    Pozdrawiam świątecznie Ula.

    ReplyDelete
  25. Ula--> Nie ma sniegu:(( Ponoc ma padac jeszcze przed swietami, ale jak znam zycie to zaraz zniknie:((

    ReplyDelete
  26. Szkoda, że nie zajrzałaś na 1 West 72nd Street.

    Czarli ;)

    ReplyDelete
  27. Rozbroilas mnie tym postem! Rozryczalas mnie, tak pieknie opisalas ten ukochany przez ciebie NYC.

    ReplyDelete
  28. Czarli--> 1 West 72nd Street... no wiesz, troche daleko bylam od tego punktu, ale teraz mnie nurtuje. Czy mozesz zdradzic tajemnice, bo przyznam, ze moge juz nie miec czasu przed swietami, zeby samej sprawdzic:)

    ReplyDelete
  29. Czarli--> Oh juz wiem!!! Dakota!!! No nie mozna byc we wszystkich miejscach w tym samym czasie, chociaz, masz racje to byla wazna data i okazja.

    ReplyDelete
  30. Czarli--> No i wczoraj byl juz 11 a rocznica tak naprawde byla 8 grudnia:((

    ReplyDelete
  31. To już przed świętami nie leć do tej Dakoty :)

    Czarli

    ReplyDelete
  32. no i jak tu nie zaśpiewać "Santa Claus is comming to town!"

    PS jak na mój gust już czas na liście w tle - jakiś śnieżek by się przydał :)

    ReplyDelete
  33. Czarli--> Masz racje przegapilam i to 30ta rocznice:((

    ReplyDelete
  34. Ataner--> Ciesze sie bardzo:)) No kocham, kocham to miasto i nic na to nie poradze:))

    ReplyDelete
  35. Zielone-buty--> Tez mysle, ze snieg dodalby temu wszystkiemu uroku, ale coz tego sie nie da zamowic:)

    ReplyDelete
  36. Witaj Stardust. Bardzo ucieszył mnie Twój niezwykły komentarz. Wiele nas różni ,ale jeszcze więcej łączy. Niestety nie prowadzę bloga (choć przez chwilę próbowałam). Mam ogromna ochotę na wymianę myśli z Tobą...tylko nie chciałabym tak oficjalnie w tych komentarzach podawać swojego adresu. Masz jakiś pomysł? Pewnie wydaje się Tobie to dziwne, ta troska o anonimowość. Ale po świecie chodzi
    tyyyluuu!!!! świrów!. Ściskam mocno i czekam na pomysł.... no bo Tobie raczej ich nie brakuje!
    "Uśmiech z Birmy"

    ReplyDelete
  37. This comment has been removed by a blog administrator.

    ReplyDelete
  38. Śnieg oczywiście byłby wisienką na torcie, ale myślę, że i tak czuć ducha świąt....

    A te wielkie czerwone bombki!!!! Fantastic!

    ReplyDelete
  39. Czasem człowieka wzruszenie ściśnie i tak ma, że buczy.
    Pięknie świątecznie u Was, ale o rany, jaki tłum :)) Jako zwierzę wybitnie niestadne, albo stadne w wersji tylko kameralnej, zgubiłabym się jak nic.

    ReplyDelete
  40. Usmiech z Birmy--> Juz napisalam krotko, wiec teraz zlikwiduje Twoj komentarz z adresem, masz racje na swiecie sa rooozni ludzie i pelno niespodzianek, niekoniecznie milych:)

    ReplyDelete
  41. Anulla--> Po wiekszym zstanowieniu sie, musze przyznac, ze snieg nie blylby "wisienka na torcie", a wrecz przeciwnie, odebralby urok wszystkiemu:)) A to dlatego, ze to nie bylby snieg a breja, jak w kazdym wielkim miescie. Snieg jest ladny tam gdzie nie ma ludzi:)

    ReplyDelete
  42. Ja kiedys tam pojade i to wlasnie w ten swiateczny czas :))))))

    ReplyDelete
  43. Laki--> Wspanialy najczesciej w czasie takich wypraw mowi "bo ty lubisz tlum", a to nieprawda. Nie lubie tlumu, nie lubie tego codziennego tlumu, kiedy wyskakuje z pracy po cos na lunch, a musze sie przedzierac przez gesta ludzka mase. Ale mimo to staram sie nie wsciekac, bo pamietam, ze ci wszyscy ludzie, wkurwiajacy, bo nie wiedza gdzie ida, przyjechali tu tylko po to zeby zobaczyc miasto w ktorym ja mieszkam na codzien. I wtedy mnie wlasnie sciska w dolku:) Nowy York jest odwiedzaany rocznie przez 419 milionow turystow, to jest wiecej niz liczba mieszkancow Polski. Ktos mi kiedys napisal, ze przeciez nie jednego dnia... no, chwala Bogu:))) Ale okres swiateczny jest szczegolnym nasileniem. I jestem przekonana, ze 80% tych odwiedzajacych jest wlasnie na Manhattanie, a nie gdzies na Staten Island, czy Queens. A Manhattan jest w sumie mala wyspa, wiec trudno zeby nie bylo tlumow. Wspanialy ma dosc, wiec jak ja szaleje z aparatem, to on najczesciej mowi "to ja poczekam, tu pod tym slupem" i czeka. Potem sie dziwi, ze mnie sie "chcialo" czekac w kolejce az wszyscy inni sobie porobia zdjecia gdzies tam i odejda, po to zeby zrobic moje zdjecie. No ale co ja na to poradze, jak ja uwazam, ze to jest warte, ze dzieki temu wlasnie moje zycie jest tak piekne:)))
    Natomiast wiem, ze nadchodzi czas, kiedy bede miala tego dosc, kiedy bede chciala z daleka od ludzi, gdzies w jakiejs gluszy sluchac podmuchu wiatru, ale wtedy, wlasnie wtedy chce miec te wszystkie zdjecia przy sobie:))

    ReplyDelete
  44. Stardust, ależ ja absolutnie Twój lokalny, nowojorski patriotyzm - o ile pasuje Ci to określenie - rozumiem :) Coś mi się widzi, że jak Ci to miasto wrosło w serce, to będziesz za nim normalnie strasznie tęsknić, gdyby przyszło nagle pójść za opcją cichej głuszy. Mimo wszystko. Na pustkowiu też są "wkurwiające" rzeczy :)) tylko inne.

    ReplyDelete
  45. Za rok zrobisz zdjęcia po zachodniej stronie Parku i pokażesz nam, czy nowojorczycy pamiętają .
    Osobiście mam nadzieję, że okolicznościowe stroiki przyozdabiają wejście- bramę.

    Czarli

    ReplyDelete
  46. Maugosha--> Zaskoczylas mnie tym nowym nickiem:)) bo tez dawno do Ciebie nie zagladalam, przepraszam:( Ale juz wiem, kim jestes i jak tylko bedziesz w NYC to prosze daj znac, bardzo chcialabym sie z Toba spotkac!!! Juz sie ciesze na sama mysl:)

    ReplyDelete
  47. Czarli--> Nowojorczycy pamietaja nie tylko o smierci Lennona, ale rowniez o jego urodzinach 9 pazdziernika. W Central Parku, na Strawberry Fields jest memorial ufundowany przez Yoko Ono w bodajze 45 rocznice urodzin Johna i tam sie zbieraja nowojorczycy (plus turysci) zawsze z okazji jego urodzin i rowniez w rocznice smierci. Faktycznie, w przyszlym roku wybiore sie tam z aparatem, bo bylam kilka razy, ale nie mam zdjec;/ A to warto uwiecznic. Dzieki za podpowiedz:)))

    ReplyDelete
  48. Normalnie zatesknilam aby znow znalezc sie w NYC:) Nigdy tam nie bylam w okresie swiateczno-noworocznym, Twoje zdjecia potwierdzily, ze warto! Ja tez czasem rycze, jak sobie uswiadomie, ze zycie jest jednak piekne i nic mi do szczescia nie brakuje;) Ale czasem bez powodu potrafie sie tez zamartwiac az sie sama nie trzepne w leb za to malkontenctwo:)

    ReplyDelete
  49. Liczę zatem na ciekawe fotografie tego miejsca, zrobione na przykład 1 stycznia 2011 r. , kiedy już będziesz opuszczać Times Square po imprezie sylwestrowej ;)

    Czarli

    ReplyDelete
  50. Moniko--> To koniecznie przyjedz kiedys w okresie wlasnie swiatecznym. Powloczymy sie razem po Manhattanie:)) Chyba kazdy ma takie momenty sklonnosci do zamartwiania sie, ja tez, ale staram sie panowac nad tym i odsuwam te mysli jak moge. Zwlaszcza, ze na wiele takich "wydumanych" powodow i tak nie mam wplywu.

    ReplyDelete
  51. Czarli--> Czy ja wygladam na osobe ze sklonnosciami samobojczymi??? zeby isc na Times Square w noc noworoczna?? Przez te 26 lat bylam raz, baaardzo dawno temu. Ciesze sie, ze to zaliczylam w odpowiednim wieku i czasie, teraz ogladam w tv:))) Pamietaj na wszystko w zyciu jest odpowiednia pora:P

    ReplyDelete
  52. Pal licho noc sylwestrową pod chmurką , nawet w Nowym Jorku. Rzeczywiście może być różnie, statystyki z ubiegłych lat nie są co prawda najgorsze , ale ostrożności nigdy za wiele. Z doświadczenia wiem ,że najtrudniej jest spotkać się z tłumem właśnie 1 stycznia przed południem. No i zdjęcia wtedy bardzo ładne wychodzą ;)

    Czarlie

    ReplyDelete
  53. Czarli--> Statystyki sa nie najgorsze, bo jest bardzo zaostrzone security. Ja bylam tam jeszcze w czasach kiedy na TS przychodzilo sie z butelka szampana;) a wiec w bardzo dawnych czasach:)) Przyznaje, ze mimo zimna jest tam goraca atmosfera i specyficzna. Taka jak lubie, taka atmosfera jednosci z tlumem nieznanych ludzi, mysle ze wiesz o co mi chodzi, bo jakos nie bardzo potrafie to wyrazic slowami. Chyba sie jeszcze nie rozbudzilam do konca:) jest dopiero 9ta. Wracajac do nocy noworocznej, teraz juz nie dalabym rady byc tam, chociaz za kazdym razem jak widze relacje telewizyjna to mnie skreca;)
    Tutaj nie ma wielkich sensacji ze spotkania ludzi przed poludniem 1 stycznia, bo tutaj nie ma tradycji takich balow i zabaw noworocznych jak w Europie. W Europie wszyscy sie bawia do bialego rana:) Tutaj do bialego rana mozesz sie bawic tylko chyba w rosyjskich knajpach, polskie maja bardzo byle jakie zabawy sylwestrowe:( Cala reszta, czyli amerykanskie restauracje koncza wszelkie imprezy najpozniej o 1 rano. Tak mysle, ze pewnie greckie knajpy tez sie bawia dluzej, ale to wszystko. No i pewnie nie wiecej niz 5-10% wraca z takich imprez srodkami lokomocji miejskiej, cala reszta korzysta wtedy z taksowek, zamowionych specjalnie car service. No nie ma po co wyciagac aparatu;))

    ReplyDelete
  54. Tak naprawde to wiekszosc Amerykanow wita Nowy Rok w sposob bardzo intymny, w gronie najblizszej rodziny. Tego akurat nie moglam przez wiele lat zaakceptowac, bo pamietam w Polsce to bylo grzechem siedziec w domu w noc sylwestrowa:) Nawet jak ktos siedzial to i tak sie do tego nie przyznawal publicznie:)) Wiec jak tutaj przyjechalam to nie moglam sie pogodzic, ze jak to mozna nigdzie nie isc na Sylwestra? Czas robi swoje i teraz sama przewaznie nigdzie nie chodze:))))

    ReplyDelete
  55. Najlepszą atmosferę jedności -identyfikacji z tłumem zapewniają rozgrywki amerykańskiego futbolu, ma to dodatkową zaletę, że nie trzeba czekać cały rok na magiczne doznania. Być może, nie interesujesz się sportem, dlatego przegapiłaś niejedną okazję.
    Dobra, nie chcesz zrobić zdjęcia Dakoty , mówi się trudno ;).
    Obejrzałem sobie w necie :).

    Mam prośbę. Do Ohio masz zaledwie rzut beretem , konkretnie chodzi mi o Rock and Roll Hall of Fame w Cleveland. Czy mogłabyś użyć swoich wpływów i pozyskać ;)zaproszenia na uroczystość związaną z nominowaniem do Hall of Fame w 2011 r.

    Czarli

    ReplyDelete
  56. Czarli--> Sportem sie faktycznie nie interesuje, bo tak naprawde to sport juz dawno przestal byc czym powinien byc, czyli sportem, a stal sie maszynka do robienia pieniedzy i handlem zywym towarem, czyli sportowcami. Zreszta za przyzwoleniem i uciesze tych ostatnich.
    A wplywow nie posiadam absolutnie zadnych, wiec zaporszenie musisz uzyskac innymi drogami:)))

    ReplyDelete
  57. To jest piękne miejsce ,mógłbym nawet zamieszkać w tym muzeum już na stałe. Przypomniało mi się ,że Maryla ma kartę VIP Membership , z której chyba nie korzysta. Spróbuję zagadać do niej by mail:).

    http://rockhall.com/ - to jest właśnie to magiczne miejsce.

    Charlie ;)

    ReplyDelete
  58. Charlie--> Dzieki za link:) faktycznie moznaby tam spedzic "troche" czasu:))

    ReplyDelete
  59. Qrfa ale pani zazdroszczę, pani Stardust!

    ReplyDelete
  60. Szuflada--> Qrfa is right, ale nie ma czego zazdroscic, wlasnie spieprzylam jedne ciasteczka. Qrfa, qrfa, qrfa:))) Caly dzien zapitalania w kuchni i na koniec taka niewyrobka:(

    ReplyDelete
  61. nadrabiam zaległości blogowe i tu taki bonusik, no no :) fajnie tam w tym Nju Jorku, ino trochę tłoczno. w Szikagowie jednak mniej ludzi, albo mi się tak wydaje ;)

    pozdrówka!

    ReplyDelete
  62. Po takich strzelankach w Czikageł jest z pewnością mniej ludzi.

    "Do dzisiaj na ścianie kościoła stojącego przy North State Street widać ślady kul po tamtej strzelaninie"

    Proszę sprawdzić , czy tak jest w istocie , jak podaje autor bloga.

    http://blogbiszopa.blog.onet.pl/2,ID408133554,index.html

    Zaciekawiony Czarli;)

    ReplyDelete
  63. Chciałabym kiedyś zobaczyć NY przed świętami. Jak będę bogata. Z drugiej strony, nie lubię wyjeżdżać w ten czas, bo w domu tyle do zrobienia i lubię swięta w domu. Więc pewnie nigdy sie nie ziści. Chyba, że mi dzieci zafundują kiedyś zakupy nowojorskie na początku grudnia. Ale twoje zdjęcia mi rekompensują brak siebie mnie w Nowym Jorku w tym czasie. Pozdrawiam serdecznie

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...