Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, December 2, 2010

Odwolany lot

Kocham moich gosci, bo sa niewymagajacy, nieupierdliwi, maja doskonale poczucie humoru, potrafia sie smiac sami z siebie i w ogole jest z nimi bardzo fajnie. Tak naprawde to towarzystwo dziadkow wole od towarzystwa dzieci Wspanialego. Dzieci sa wychowane w atmosferze "nie wypada, zachowuj sie stosownie do wieku" i pewnie wielu jeszcze innych zakazow i nakazow jakie panowaly w poprzednim malzenstwie Wspanialego.
U mnie jest lus blus, bo ja nade wszsytko kocham wygode, a skoro sama kocham to toleruje wygodne zachowanie wszystkich dookola. Wiec jak gosc chce sie polozyc, prosze bardzo, chce lezec na podlodze, tez dobrze, ale mimo wszystko dzieciaki nie potrafia sie chyba zupelnie rozluznic, niby Wspanialy twierdzi, ze na 100% czuja sie lepiej tutaj niz z wlasna matka, ale to juz jest chyba bariera nie do przelamania.
Zreszta Wspanialemu tez zajelo troche czasu, zeby sie poczuc zupelnie swobodnie. I co dziwne on sobie moze pozwalac na durne zachowanie przy mnie czy tez w towarzystwie mojego Potomka, ale jak sa jego dzieci, to nagle Wspanialemu sztywnieje kregoslup.
Tatek z drugiej strony jest na luzie, mimo, ze w poprzednim ukladzie, tez wymagano od niego zeby sie zachowywal "stosownie do wieku".
Ja pierdole, a co to jest stosownie do wieku?
Jak Tatek ma 83 lata to "stosownie do wieku" powinien co? lezec w trumnie?
Tymczasem Tatek i E. siedza popijaja moje nalewki, a zapewniam, ze moje nalewki maja swoja moc.
E. bardzo lubi nalewke czekoladowa, wiec robie specjalnie dla niej i nie powiem idzie jej calkiem dobrze.
Smiejemy sie, ze na noc musi wypic swoja dole wzmocnionego mleka czekoladowego:) Ona niby sie kryguje i po drugim kieliszku juz mowi, ze ma dosc, ale 10 minut pozniej juz nie oponuje i pije nastepny.
Dziadkowie potrafia sie smiac, nabijac sami z siebie, nikt tu sie o nic nie obraza, ja czasem "krzycze" ze nie dam Tatkowi jesc, a kiedys go nawet wyciagnelam za koszule z mojej kuchni wolajac:
-- Wynos sie z mojej kuchni, ja sie pozniej zastanowie czy Ci w ogole dac jesc.
On odkrzykuje, ze jestem "uparta Polka" a na koniec pekamy ze smiechu.
Bardzo fajnie jest obserwowac jak dbaja o siebie, jak sobie pomagaja, przypominaja o braniu tabletek, jak Tatek idzie do kuchni po kawe dla E. bo ona nie widzi i pewnie by rozlala.
Jak ona jemu przypomina, ze nie powinien brac tabletek bez jedzenia a on mowi, ze sok zurawinowy to przeciez jedzenie.
Jest atmosfera tak absolutnej swobody, ze ja nawet nigdy nie mysle o nim jak o tesciu, tylko traktuje go jak kumpla. Nie mam tez poczucia roznicy wieku, a przeciez E. urodzila sie w tym samym roku co moja wlasna Matka, dla mnie E. to przyjaciolka, ktorej moge wszystko powiedziec.
Mimo to tydzien wizyty to wystarczajaco dlugo zarowno dla nich jak i dla nas.
My glownie tesknimy za wlasna sypialnia i lozkiem, bo oddajemy im zawsze nasza sypialnie a sami spimy w pokoju goscinnym. Tak jest lepiej i latwiej dla wszystkich.
E. jest juz przyzwyczajona do rozkladu tamtego pokoju i w nocy maja swoja wlasna lazienke na miejscu, w pokoju goscinnym musieliby sie szwedac po calej chalupie. A my i tak wstajemy wczesniej.
Najsmieszniejsze, ze to ja wstaje pierwsza, bo tym razem Wspanialy wzial tydzien urlopu zeby spedzic czas z nimi. Wiec rano ja wstaje i staram sie cicho troche chociaz posiedziec przy kompie, ale za chwile slysze stukanie tatkowej laski i glos:
-- Dzien dobry, slyszalem ze ktos juz nie spi, wiec ja tez wstalem.
Bo on czeka i nawet jak nie spi to nie lazi po chalupie, tylko cierpliwie czeka, ze uslyszy jakas akcje, a sluch ma pod tym wzgledem niezawodny:) pod innymi wzgledami mocno wybiorczy:))
Zawiezlismy dwa razy E. do naszego znachora i chyba nawet jej sie to spodobalo, tyle tylko, ze nic to nie da jak bedzie go odwiedzac 2 razy do roku po dwa razy w czasie pobytu w NYC. Ale znachor ma kogos w Rochester i byc moze tamta znachorka, bedzie znala kogos w Buffalo, dobrze byloby, bo po tych dwoch wizytach sama E. stwierdzila ze czuje lekka poprawe.
Wspanialy zawiozl nas do salonu na manicure i pediciure, E. rowniez zazyczyla sobie kapiel w jaccuzzi, tyle, ze ona nie wytrzymuje dluzej niz 10 min. i zaraz wola, zeby jej pomoc wyjsc.
W poniedzialek sie uprali oboje, ze zapraszaja nas do restauracji na obiad, ale im to skutecznie wybilam z glowy, w zamian za obietnice, ze pozwolimy sie zabrac na obiad w Buffalo, jak pojedziemy tam na wiosne.
Uparci sa jak dwa osly:)
To ja tez ich wyzywam od "upartych Polakow", a co mi tam, ze zadne nie ma kropli polskiej krwi, uparty jak Polak i tyle.
Apropos tych upartych Polakow, to jechalismy w niedziele do knajpy na obiad i tam jest najlepiej dojechac autobusem, bo samochodem jest klopot ze znalezieniem prakingu, a autobus ma przystanek tuz przed restauracja. No i oczywiscie nikt nie wie ile kosztuje przejazd dla pasazerow w ich wieku, Wspanialy zapomnial sprawdzic przed wyjsciem, bo wiadomo wszyscy zawsze licza na to, ze Stardust wie.
A tu sie okazalo, ze Stardust tez nie wie, wiec jak autobus podjezdzal to zaczeli mnie wypychac pierwsza, zebym zapytala kierowce.
No to ich zrobilam w lolo, bo weszlam do autobusu i powiedzialam do kierowcy:
-- Ci za mna, to Polacy i nie mowia po angielsku, czy mozesz mi powiedziec ile kosztuje przejazd dla staruszkow na emeryturze?
Tatek jak to uslyszal o malo ze smiechu nie przewrocil E. a Wspanialy idac za nimi nie mial pojecia z czego oni sie oboje tak rechocza.
Mieli ochote sie wybrac na Manhattan, ale tez ich od tego odwiedlismy, bo jedno nie moze chodzic, a drugie nie widzi, czyli wiodl slepy kulawego.. ale checi sa tylko cialo za nimi nie nadaza.
Skonczylo sie w sumie na siedzeniu glownie w domu, tym bardziej, ze zaraz po Thanksgiving miasto jest zaatakowane przez turystow jak stonke.
Byla tez spontaniczna ochota pojechania do Radio City na swiateczne przedstawienie Christmas Spectacular, E. nawet znalazla rozwiazanie na tlum:
-- Wspanialy wezmie za reke ojca, Ty mnie i sie nie zgubimy.
Ale jak sprawdzilam, ze bilety w rzedach gdzie moglaby cos zobaczyc sa po $300 od lebka, to skonczylo sie na wspomnieniach przedstawien, ktore widzieli lata temu.
I wydawaloby sie, ze to przykre dla nich, ze tyle rzeczy juz nie moga zrobic, ale oni sie z tym spokojnie godza.
I tak minelo 6 dni na smiechu, wspomnieniach, planach na nastepne spotkania, obzeraniu sie i popijaniu zakrapianego mleka czekoladowego.
We wtorek wieczorem zakonczylismy ostatnie krople czekoladowki, a E powiedziala, ze po powrocie do domu wieczorem bedzie jej brakowac tych nasennych nalewek.
-- Nic tylko bede musiala uderzyc piescia w stol i zawolac "a gdzie mleko?" - smiala sie na dobranoc.
W srode rano padalo i byl ogromny wiatr, ja musialam jechac do pracy, wiec komu w droge temu parasol.
Oni mieli samolot po 16tej, Wspanialy mial ich odwiezc na lotnisko.
Ja juz czekajac na autobus zrezygnowalam z parasola, bo myslalam, ze mi go nie tylko wiatr polamie, ale istnialo powazne zagrozenie, ze zaczne fruwac, wiec zamknelam grzecznie parasol i poddalam sie radosnie padajacym dosc gesto kroplom deszczu, bo i niby jakie mialam wyjscie?
Narzekac na deszcz?
No owszem, mozna, tylko co to da?
Jak tylko dojechalam do pracy jak zmokla kura, to zadzwonil Wspanialy, ze lot Dziadkow zostal odwolany i zostaja na nastepna noc.
-- Zrob mleko czekoladowe - zazartowalam.
Tym sposobem wizyta sie przedluzyla.
Wrocilam do domu i zapytalam dla zartow jaka mieli podroz.
-- A bo nam tu u Was jest tak dobrze, ze zostajemy na stale - zaanonsowal Tatek.
-- Nie ma sprawy, tylko na stale, to musicie sie niestety przeniesc do goscinnego - odpowiedzialam.
-- A ja jeszcze wczoraj wznosilem toast za to, ze mam taka kochana synowa - zajeczal Tatek.
-- Nie chwal dnia przed zachodem slonca i synowej przed smiercia - przekazalam mu polska madrosc ludowa:) lekko naginajac do sytuacji.
Odlecieli dzis rano juz bez problemow i zycie wraca do normy, pozostawiajac za sobia zaleglosci blogowe.
Mam tutaj prosbe do Iw, Akular i Nivejki:
-- Czy mozecie mi przeslac te zalegle notki w wydaniu ksiazkowym?
:))))

26 comments:

  1. To jak będziesz w Buffalo, to skocz na drugą stronę jeziora i nas odwiedź :) Niby trochę inne jezioro, ale do Niagara Falls rzut beretem przecież jest :)
    A Polka naprawdę uparta potrafi być, Pan Koala coś o tym wie...;)

    ReplyDelete
  2. Pani Koala--> Zobaczymy jak to bedzie z tym skokiem na druga strone jeziora:) Nie obiecuje, ale mnie neci:)) Ale my nie bedziemy tam wczesniej niz pozna wiosna albo latem. Wiesz Wspanialy sie urodzil i wychowal w Buffalo i bardzo nie lubi tamtejszej zimy. Tatek wlasnie zdal raport, ze tam juz zima, a u nas ciagle jesien;)

    ReplyDelete
  3. Toś miała wesoło. I dobrze. Dziadki też sympatyczne.
    Pozdrowienia z zasypanej do imentu Warszawy. Tu już zima przybyła.

    ReplyDelete
  4. Piękna wizyta, piękna ... i mimo, żeś "uparta Polka", a zgodnie z polskim porzekadlem "gość i ryba po trzech dniach śmierdzą" widać, ze swoich gości kochasz i pewnie byś z nimi wytrzymała jeszcze następny tydzien;)
    Przywłasze sobie powiedzenie o tym ciele, co to nie nadąza za chęciami - jakoś mi się zdaje, ze u mnie to teraz na czasie:)
    pozdrawiam z zaśnieżonego i mroźnego lasu

    ReplyDelete
  5. to miałaś wspaniałą wizytę. bardzo lubię takie klimaty.
    z tym że swobodny i wesoły kontakt, to mój mąż i ja mamy z moimi rodzicami. gorzej właśnie z teściem który zachowuje się jakby połknął kija od szczotki (dlatego się nie dogadujemy)
    a taka czekoladowa naleweczka na sen to sama przyjemność, nie dziwię się że znikła do ostatniej kropelki

    ReplyDelete
  6. Witaj, powtórzę się, fajnych masz tych "dziadków", a oni mają fart,że trafili na Ciebie.
    Zazdroszczę Ci jesieni, w W-wie zima obłędna, bo śnieg sparaliżował miasto, do tego jest i mróz.Olśniło mnie,czemu kiedyś zimy tak się nie dawały we znaki miastu- to proste, kiedyś nie było takiej ilości samochodów.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  7. Nade wszystko lubię "normalnych ludzi". Takich jak Dzidkowie:)
    A co do lotów... masz szczęście, ze nie mieszkasz w Polsce. Nie szybko odzyskałabyś sypialnię. U nas loty odwołane:D
    PeeS. Ja nie mogę. Znalezienie psychopaty który chciałby to wydać graniczy z cudem;)

    ReplyDelete
  8. Tatek i E, są cudni. Już widzę Wasze wspólne posiadówki nad czekoladówką :)))
    Ta sztywność w zachowaniu, ten pieprzony gorset tego co wolno, a co nie - kiedyś doprowadzi mnie do szału: u moich dziadków zawsze jest luz, blues i kaloszki, zawsze z wyłączeniem wizyty wyższych sfer spersonifikowanych w moim chrzestnym i jego mrzonce/małżonce.
    I wtedy najczęściej biorę psy i idę do ogrodu tarzać się z psami w trawie, żeby nie zwariować od siedzenia prosto, braku rozmów w trakcie posiłku i później używania słownictwa tak górnolotnego, że aż chce się wyć do księżyca.
    Napisałam.
    Pozdrawiam z zaśnieżonego Poznania

    ReplyDelete
  9. Ciepło tam u Was - i wcale nie mam na myśli pogody, ani temperatury powietrza, ale temperaturę uczuć... :)
    Czekoladowe mleko z pewnością ma w tym swój udział!
    Pozdrawiam. :)

    ReplyDelete
  10. Marku--> Ta zima w W-wie to faktycznie daje Wam popalic:( Mam nadzieje, ze to chwilowe i minie niedlugo.

    ReplyDelete
  11. Mada--> Tak, tak cialo czasem nie wyrabia:) Ja sie sama kilka razy przylapalam na tym, ze myslami i checiami jestem juz za rogiem, a jednak cialo sie wlecze:))) No coz kiedys wszyscy do tego drosniemy:)

    ReplyDelete
  12. Elfi--> Nie lubie takiego sztywnego towarzystwa, chociaz E. twierdzi ze to ja ich rozruszalam. Ponoc dawniej obydwaj Tatek i Wspanialy mogli siedziec ze soba godzinami i nic nie mowic. Teraz im sie geby nie zamykaja:))

    ReplyDelete
  13. Anabell--> Pewnie ze to ilosc samochodow ma wplyw na uciazliwosc. Tutaj tez jak tylko spadnie snieg, to juz polowa kierowcow nie wie co robic, wiec glownie zwalniaja, a to powoduje korki w calym miescie.

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> Bodajze 15 lat temu tez mielismy taka kleske sniezna, zamkniete lotniska, szkoly, przez 3 dni, a w niektorych miejscach to i do tygodnia to trwalo. Natura w takich wypadkach pokazuje nam swoja sile:)

    ReplyDelete
  15. Malutka--> Tez uciekam pod byle jakim pozorem ze sztywnego towarzystwa:))

    ReplyDelete
  16. Akwarelio--> Smiech grzeje:))) A serio to temperatury mamy ciagle dodatnie, nawet w nocy. Dopiero przez te ostatnie dni ze wzgledu na dziadkow wlaczylam troche ogrzewanie, faktem tez jest, ze my nie lubimy jak jest za cieplo. Najlepiej sie czuje w temperaturze domowej nie przekraczajacej 22C a w nocy jeszcze nizej, bo mi sie wtedy lepiej spi:)

    ReplyDelete
  17. szkoda, ze ja nie jestem Twoja rodzina!!

    ReplyDelete
  18. El--> No nie wiem, nie wiem, bo z ta prawdziwa rodzina to ostatnio jakos sztywno i rzadko... ;)

    ReplyDelete
  19. Takich gosci to sama radosc miec:)
    Z narzekaczami albo krytykantami wszystkiego i wszystkich dookola, to sie mozna umeczyc juz po jednym dniu...

    ReplyDelete
  20. Czarownico--> Dziadki sa latwe i lekkie w uzyciu:)) nawet nie trzeba potrzasac, mimo, ze E. nie je serow i pomidorow, co w sumie moze doprowadzic do wkurwa. Ale ona sobie zdaje sprawe z faktu, ze to jej osobiste widzimisie i jak tylko masz dla niej grzanke z maslem to juz jest pelnia szczescia, a plasterek szynki na tej grzance, to juz niebo:))))

    ReplyDelete
  21. Super sa te 'Twoje Dziadki':)Moge sobie tylko wyobrazic atmosfere w Waszym domu, uwielbiam takich nieskomplikowanych ludzi, a jeszcze jak sa starsi, to juz sam miod:) No w Buffalo napadalo im zdrowo, zawaleni sa sniegiem, mowili u nas, zeby nie jechac w ten weekend na shopping do Buffalo...wiele osob tam robi swiateczne zakupy jako, ze dollar at par;)Ja tez zapraszam na skok do TO:))))Jak bedziecie.

    ReplyDelete
  22. Moniko--> Ale kiedy im napadalo? Wczoraj ok. 6pm rozmawialismy z Dziadkiem i mowil, ze owszem na lotnisku bylo 2-3 cm sniegu, ale juz w miescie nic.
    No Dziadek raczej snieg zna, wiec jestem zdziwiona:)))

    ReplyDelete
  23. dobrze ze dusza sie nie starzeje :) ale chyba po tygodniu wszyscy maja jednak siebie dosc niezaleznie od tego ja sie czujemy,kazdy chyba teskni to swojego kata i swojej normy przyjetej w zyciu :) :)

    ReplyDelete
  24. Blogniedzielny--> Pewnie, ze to normalne, ze sie teskni do swojej rutyny, oni do swoich wlasnych katow, my do wlasnej sypialni;) Ale nie mamy siebie dosc jako ludzi, a przeciez sa ludzie, z ktorymi kada chwila ciagnie sie jak wiecznosc:))

    ReplyDelete
  25. Star, ja tam nie wiem kiedy, bo az tak sie nie interesowalam, widzialam rano w news w TV. Moze to spadlo juz po rozmowie z Dziadkami? Zobacz sama: http://www.thespec.com/news/world/article/281128--snow-swamped-buffalo-digging-out

    ReplyDelete
  26. O ja piorkuje!!! Faktycznie, lepiej bylo Dziadkom siedziec na tylku u mnie:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...