Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 18, 2011

Wszystko w zyciu ma swoj sens

Tak, nawet rzeczy i zdarzenia pozornie bezsensowne, maja gleboki sens.
Zawsze w to wierzylam, a dzis sie o tym przekonalam.
Jak pisalam wczesniej, dzis znow musialam byc w pracy przed hejnalem. Wstalam rano, odsiedzialam co nalezy, bo bez tego ani rusz i zanim zdazylam obleciec blogowisko, to trzeba sie bylo zbierac do pracy. A pogoda dzis wyjatkowo chujowa. W nocy padal deszcz ze sniegiem i w ogole bylo zmino. Tuz przed 9ta wyszlam z domu.
Sasiad akurat odsniezal miejsce dla swojego samochodu.
-- Dzien dobry! Star uwazaj, bo jest bardzo slisko - powiedzial ostrzegawczo.
No tak, a ja sobie nie zalozylam kolczatek na buty, bo wydawalo mi sie, ze jak pada i jest mokro, to jestem bezpieczna. A tymczasem owszem padalo, ale zanim spadlo na ziemie to juz zamarzalo. Ech moze mi sie uda jakos dojsc do autobusu bez wiekszych problemow, to w koncu pare krokow. Na wszelki wypadek bylam na tyle madra, zeby kolczatki wlozyc do torby, ale przeciez nie siade teraz na schodach i nie bede ich zakladac na buty, bo juz nie mam czasu.
Doszlam bez problemu. Hura!!
Troche mnie zdziwilo, ze na przystanku czekalo kilkanascie osob, bo o zwyklej porze kiedy ja jezdze, jestem przewaznie sama, a czasem sie trafi jeszcze jedna, gora dwie duszyczki. Autobus podjechal juz solidnie zapchany.
Ludzie owszem wchodza do niego grzecznie i po kolei, ale baba za mna jakos niefortunnie zamykala parasolke i zdjela mi copecke ze lba. Szlag!!
Copka zawisla na parasolu, babie glupio i przeprasza, ja tlumacze ze sie nic nie stalo, cala reszta ma ubaw. Dobra, jak sie juz wtarabanilo towarzystwo do srodka, to mialam szczescie, ze trafilo mi sie ostatnie miejsce siedzace.
Siadlam dziekujac niebiosom za ten dar bozy.
Juz mielismy odjezdzac kiedy kierowca zauwazyl kogos biegnacego do przystanku, wiec poczekal i otworzyl drzwi. Co najwyrazniej zdenerwowalo babcie siedzaca na siedzeniu tuz przede mna:
-- Za nami jedzie nastepny pusty autobus - rzekla babcia oburzonym tonem.
Nikt sie nic nie odezwal, bo i co to kogo obchodzi, za nami prawdopodobnie jedzie wiecej niz jeden autobus, bo to ciagle godziny szczytu. Latwo gadac temu co juz siedzi w autobusie, ja tam uwazam, ze kierowca wykazal sie wyjatkowa grzecznoscia i empatia w taka pogode.
Na nastepnym przystanku, kiedy do autobusu wsiadala znow kilkuosobowa grupa ludzi, babcia znow wyskoczyla z informacja, ze "za nami jedzie pewnie pusty".
Ktos znaczaco zasyczal i babcia sie uspokoila, ale tylko do czasu kiedy autobus podjechal na kolejny przystanek.
Ja pierdole, babcia zaczela mi dzialac na nerwy ta upierdliwa uwaga.
Tymczasem w autobusie robilo sie coraz ciasniej, okna zaparowane, kobitka obok mnie w pewnym momencie powiedziala:
-- Ja nawet nie mam pojecia gdzie jestesmy, bo nic nie widac przez te okna.
-- Ja tez nie mam pojecia, ale slysze, ze kierowca anonsuje przystanki wiec damy rade. Poza tym podejrzewam ze przy 31 ulicy wiekszosc ludzi i tak bedzie wysiadac do subwaya - staralam sie uspokoic kobitke.
-- Tez mam taka nadzieje - odpowiedziala z usmiechem.
Kierowca faktycznie anonsowal kazdy przystanek podajac numer ulicy i wiadomo jak to na przystanku robilo sie chwilowe zamieszanie, bo ktos wysiada, inny wsiada i robi sie ogolne przemieszanie cial. Ktos komus wsadzil lokiec w oko, innemu dostalo sie aktowka po nogach, no normalka jak to w tloku. Ale wszystko odbywalo sie grzecznie przy ogolnym "przepraszam, prosze, dziekuje".
I tak bylo az do przystanku, przy ktorym jest duzy warzywniak i babcia zaczela sie zbierac do wysiadania.
Sama babcia nie byla problemem, ale teraz dopiero sie okazalo, ze babcia ma ze soba skladany wozek na zakupy, ktory co i raz sie rozkladal tarasujac przejscie. Babcia marudzila, pasazerowie potracani o wozek ktory zyl swoim wlasnym zyciem tez nie byli zadowoleni, ale starali sie zejsc z drogi tak babci jak i wozkowi.
Teraz dopiero zrozumialam dlaczego babcia tak usilnie powtarzala na kazdym przystanku, ze "za nami pewnie jedzie pusty autobus". Tylko jakos te jej slowa nie wzbudzaly we mnie wspolczucia ani nawet sympatii. Wrecz przeciwnie, bylam wkurwiona, bo babcia jechala sobie po marchewke w czasie kiedy jest najwiekszy tlok w autobusach i pozostali pasazerowie jada do pracy.
Zanim dotarlam do mojego przystanku zrobilam notke mentalna, zeby pamietac, ze jak juz bede na emeryturze, to zakupy moge sobie robic o kazdej porze dnia, a wiec niekoniecznie z rana kiedy ludzie spiesza sie do pracy.
Ale tak jest nie tylko w autobusach i pociagach, zawsze dziwi mnie dlaczego ludzie ktorzy juz nie pracuja siedza na poczekalni u lekarza wlasnie z rana, albo stoja w kolejce na poczcie czy w banku, wlasnie wtedy kiedy jest najwiekszy ruch.
Bardzo rzadko chodze na poczte, ale jak juz musze, to ide tam miedzy 14-16 i wtedy jest pusto i panienki w okienkach czytaja gazety z nudow. To samo z bankiem, do ktorego chodze tuz przed zamknieciem i wtedy jak sie trafi 2-3 osoby w kolejce to jest tlok:) A sprobuj czlowieku isc do banku rano, albo jeszcze gorzej w porze lunchu, to kolejka zakrecana, a dodatkowo obsluga banku tez na zmniejszonych obrotach, to im tez sie nalezy przerwa na lunch.
Dla mnie to jest calkiem logiczne, moze nie bylo od poczatku, ale sie nauczylam, bo jeszcze potrafie obserwowac, myslec i wyciagac wnioski.
Dlugosc jednej ulicy jaka przyszlo mi pokonac miedzy autobusem a subwayem najlepiej byloby chyba przeplynac. Narobilo sie ciapy, blota, jest brudno i paskudnie, do tego kazdy chce jakos obejsc kaluze, a przeciez i tak sie nie da.
No ale, znow niektore paniusie urzedniczki wybraly sie dzis wlasnie w bucikach na szpileczce, albo kozakach polerowanych na wysoki polysk i kraza dookola kazdej kaluzy z nadzieja ze jak beda krazyc odpowiednio dlugo to kaluza wyschnie.
Brak logicznego myslenia, ot co!
Ja tam mam moje wodoodporne cichobiegi i jest mi wsio rybka.
Do pociagu dotarlam znow na moment zamykania drzwi, ale jeszcze mi sie udalo wejsc. Chociaz gdyby sie nie udalo, to zadna rozpacz, o tej porze pociagi jezdza co 3 minuty, a to zadna roznica. Znow wagon pelen ludzi, jedni czytaja, inni jedza sniadanie, pija kawe, a jeszcze ktos inny dosypia.
Patrzylam na to wszystko jakbym wczoraj przyleciala gdzies z innego kraju, jakbym tego nigdy wczesniej nie widziala na oczy.
No ale co sie dziwic, ja juz od 10 lat nie korzystam z komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. Jak jade do pracy najczesciej o 11tej to kilka razy sie zdarzylo, ze bylam w autobusie jedyna pasazerka, a w pociagu tez moglabym sobie spokojnie wymoscic miejsce lezace. Dotarlo do mnie, ze jednak moje zycie ma sens:)
W drzwiach budnyku znow powital mnie Uri ze swoim tym razem:
-- Ty ze wszystkim nie normalna.
I dzis przyznalam mu racje:)
AnneMarie przszla i tez od drzwi zawolala:
-- Nam sie chyba cos w glowe zrobilo, zeby o tej porze, w taka pogode...
-- Oj teraz to juz musztarda po obiedzie. Jakos obie dotarlysmy i to najwazniejsze.
-- To prawda - powiedziala przebierajac sie do zabiegu.
Jak skonczylam i poszla to mi sie strasznie zachcialo spac.
Zgasilam swiatlo, zostawiajac tylko niewielka lampke, wlaczylam muzyke, wyciagnelam z szafy poduszke i kocyk... Ulozylam sie wygodnie...
Obudzil mnie 2 godziny pozniej listonosz.
Jakos mi sie dziwnie przygladal, ale nic nie powiedzial.
Jak poszedl to spojrzalam w lustro..
No tak, nie dosc ze mialam na lbie wronie gniazdo, to jeszcze policzek pognieciony od poduszki...
Ten sie pewnie zastanawia na czym polega moja praca;)

54 comments:

  1. Jesteś testerką. Testujesz poduchy i korrrdły! ;)

    ReplyDelete
  2. Ta babcia... jakbym widział moją teściową :)
    A u nas w niedzielę było 12 stopni. W plusie. O!

    ReplyDelete
  3. No rzeczywiście - ja się domyślam, co sobie pomyślał (jeżeli jego myśli biegły podobnie do moich, a ja świńtucha jestem ;)))

    ReplyDelete
  4. Beatta--> Moje klientki czesto zachodza w glowe, dlaczego to lozko jest takie wygodne;) A ja tym razem z mysla o sobie:))

    ReplyDelete
  5. Volus--> U nas tez dzis +5 ale z rana jednak bylo slisko. Nie da sie ukryc, jest to wyjatkowo zimowa zima jak na NYC chociaz temperatura jeszcze nie spadla ponizej bodajze -5 przez jeden czy dwa dni, ale tutaj zwykle sa lagodne zimy.
    A z tesciowa to nie wiem, gratulowac? ;))

    ReplyDelete
  6. toznowuja--> Pewnie tak pomyslal, bo to ten typ co to sie za kazda spodniczka obejrzy;) Znany jest z tego w okolicy:))

    ReplyDelete
  7. Mi to się zawsze trafi taka babcia w kolejce.I to przede mną.I najcześciej ,kiedy spieszę się do pracy, a ona daje wtedy pokaz marudzenia, komentowania i wybrzydzania....
    Wrrrr...
    Jak mam być taka na starość, to lepiej,żeby mnie dobili ;-P
    ;-)))

    ReplyDelete
  8. To się nazywa pognieciona snem twarz:D

    ReplyDelete
  9. ja myśle, że takie babcie to ze złośliwości tak, bo im też ktoś tak się tarabanił, jak one do pracy musiały i teraz się odgryzają ;)

    ReplyDelete
  10. Jeśli ktoś jest bezmyślnym człowiekiem w młodości to i na starość mu rozumu nie przybędzie i będzie jezdził na targ w godzinach szczytu komunikacyjnego.

    ReplyDelete
  11. Piękna jest ta Twoja kwintesencja na koniec historii, że "moje życie ma jednak sens".:)

    ReplyDelete
  12. Bardzo mi się podoba tam na początku o tym, że autobus był porządnie zapchany... znalazłam jeszcze ostatnie siedzące miejsce :))))))
    Chyba dawno nie widziałaś czegoś zapchanego :))

    ReplyDelete
  13. Cholewa! A myślałam, ze to tylko polski wynalazek. Ja na trasie autobusu mam duży targ rolno-spożywczy. Wszystkie babcie, dziadkowie, również ci odrabiający na rogach ulic drobnym handlem jeżdżą na zakupy akurat w godzinach porannego szczytu. Jak jadę do pracy to własnie wsiadają obładowani po same uszy, to nie tylko wózki, to całe kartony towaru!

    ReplyDelete
  14. może się zastanawiał, czy może się do Ciebie przyłączyć ;)

    ReplyDelete
  15. No a swoja droga to czemu musialas isc do pracy wczesniej skoro jak tylko tam dotarlas to poszlas spac? heheheh;)))))) Tez bym tak chciala moc!!!!! Ale ja co najwyzej, jak nie mam co robic to moge sie po blogach przeleciec;)))

    ReplyDelete
  16. Jeden z plusów mojego aktualnego kraju to masa długowiecznych i maksymalnie pozytywnych ludzi. Babcie po 80-tce siedzą sobie po kawiarniach kiedy prawnuki są w szkole, zazwyczaj same prowadzą samochody i nie ładują się z siatami w żaden tłum. Mała wyspa i społeczność totalnie zsynchronizowana. Tłok to jest tylko w autobusach szkolnych i bynajmniej nie za sprawą dorosłych:) Ale pamiętam z Polski tą dużą ilość babć-autobusowych terrorystek. Myślę sobie, że smutna starość za często prowokuje upierdliwość, a standardy życia mają na to niebagatelny wpływ. Acz nie wiem, czy to się w jakikolwiek sposób wpasowuje w Twoje obserwacje na amerykańskim gruncie.

    ReplyDelete
  17. Kontrolerko--> Tez sie staram obserwujac zycie pamietac o takich sytuacjach i mam nadzieje, ze sama nie bede popelniac wykroczen, na ktore teraz narzekam. Ale ponoc starosc jest nieprzewidywalna:)))

    ReplyDelete
  18. Nivejko--> Tak pognieciona snem brzmi lepiej:D

    ReplyDelete
  19. Evek--> Myslisz? Ja mam taka teorie do tesciowych:)) Najpierw sie ma zle doswiadczenia z wlasna tesciowa, a potem jest sie wredna dla wlasnej synowej:)))

    ReplyDelete
  20. Anabell--> Pocieszylas mnie:) Dzieki:))

    ReplyDelete
  21. Akemi--> Ja sie tak pocieszam, ze jednak ma sens:))

    ReplyDelete
  22. Magento--> To prawda, ze nie widze, bo ja nawet teraz nie lubie sie przemieszczac nigdzie w godzinach szczytu:)

    ReplyDelete
  23. Aga_xy--> Jedna z wczorajszych klientek mnie uswiadomila, ze emeryci robia to z rozpedu:) Sa przyzwyczajeni do wczesnego wstawania, wiec wstaja, sa przyzwyczajeni do opuszczania domu rano do pracy, wiec robia to samo, tyle, ze juz nie do pracy, ale po zakupy:) Ponoc w ten sposob czuja sie ciagle potrzebni(?) Nie wiem, nie znam sie na tym, mnie sie tam nie chce dupy ruszyc z rana juz teraz, wiec moze mi to nie grozi na starosc:))

    ReplyDelete
  24. Eulalio--> Kryste!! On kawal chlopa a lozko pojedyncze;) Strach sie bac:)))

    ReplyDelete
  25. Moniko--> Przeoczylo Ci sie jedno zdanie w notce: "Jak skonczylam i poszla to mi sie strasznie zachcialo spac". Ja wiem, ze mam wyjatkowo dobrze z tymi warunkami do spania:)

    ReplyDelete
  26. Laki--> Ja nie wiem od czego to zalezy. Nasze emerytki tez jezdza, ale poza miastem, bo przeciez w miescie nie ma gdzie parkowac. Byloby bez sensu brac samochod na przejechanie 15-20 ulic tylko po to zeby na miejscu okazalo sie ze nie ma mozliwosci zaparkowac. A marchewek jeszcze nie sprzedaja metoda "drive in":))) Nie dziwi mnie to w pogodny ladny dzien, ale wczoraj byl jeden z tych dni co to "psa ciezko wygnac" i stad moje zdziwienie. A przeciez mozna zadzwonic do sklepu i zamowic sobie te warzywa z dostawa do domu, fakt, trzeba za to zaplacic... nie wiem, juz nic nie wiem:))

    ReplyDelete
  27. A no tak!! Przeoczylo mi sie;)))) Sorki.

    ReplyDelete
  28. Moniko--> Tez tak czasem "szybko" czytam, ogarniam calosc tekstu, ale umykaja drobne informacje:)))

    ReplyDelete
  29. off topic....Ty mogłabyś czasem opisywać foty co?! Kurdebalans ciekawe są, i człek by chciał wiedzieć co na nich:P

    ReplyDelete
  30. ja mam nie tyle nawet notke mentalna ile dozgonne postanowienie, ze nigdy przenigdy, bedac emerytka, nie pojde na badanie krwi w porannej godzinie otwarcia laboratorium, oraz nigdy przenigdy nie bede robila zadnych zakupow w godzinach lunchu. o bankach nie pomyslalam, bo rzadko bywam, ale niech tez bedzie.
    b.

    ReplyDelete
  31. przeklinam poranna jazdę samochodem (bo nie moge czytać, drzemać, pić kawy) ale moge puścic bąka i nikomu nie ściagam czapki:) żal tylko, że za mna nie jedzie mój drugi, pusty samochód:)

    ReplyDelete
  32. U nas dni targowe wypadaja tradycyjnie w poniedziałki i pierszeństwo w regionalnych środkach komunikacji mają właśnie gospodynie, niosące opasłe kosze wypełnione żywym drobiem , masłem , mlekiem i jajami. Na dworcu , który przypomina momentami centralny punkt jarmarku, cywil nie ma żadnych szans, dostać się do kasy biletowej;)

    Radomiak

    ReplyDelete
  33. Star powiedzmy sobie szczerze, jak mogę rano pospać, to nikt mnie do wyjścia na zakupy w godzinach szczytu nie zmusi :). Ale się nie zarzekam, bo kto wie, co mi na starość odbije :)))

    ReplyDelete
  34. U nas też pod wieczór napadało tego białego czegoś, pewnie śnieg z deszczem, na szczęście dziś nie musiałam nic z tym robić, ale już wiem, co mnie czeka jutro rano ...
    Ech depresyjnie na mnie działają takie wieczory samotnie w wielkim domu.
    Dobrze, że chociaż pies i kot mnie nie opuszczają.
    A wracając do bucików to ja też uwielbiam w taką pogodę moje cichobiegi sportowe, które zniosą wszystko, nie cierpię się męczyć w supereleganckich bucikach tylko po to, żeby na kimś zrobić minutowe wrażenie, a sama potem leczyć haluksy na starość :))

    ReplyDelete
  35. A ja dziś na obcasikach... I dałam radę!

    ReplyDelete
  36. Ade--> Moglabym:)) Ale wiesz ja najczesciej lece jak strus pedziwiatr, cos mi wpadnie w oko, to wyciagam aparat i klik. A na dobra sprawe nie wiem wiele o obiekcie:)) To jest budynek, ktory laczy dwie rownolegle ulice. Wyglada to jak kopula i mozna przejechac z jednej ulicy na druga a sam budynek jest miedzy innymi budynkami. No musze tam kiedys podjechac, obcykac wiecej i dowiedziec sie tez wiecej o samym budynku. Obiecuje, ze to zrobie w stosunkowo bliskim czasie:))

    ReplyDelete
  37. b.--> Jeszcze teraz musimy zrobic notke mentalna, zeby o tamtej notce pamietac;) bo wiesz roznie to moze byc:))

    ReplyDelete
  38. Beata--> Ale moglabys jakos tak zrobic zeby jechal pusty za Toba:))) Przyznaj sie, ze Ci sie po prostu nie chce:)

    ReplyDelete
  39. Radomiak--> Tu w zasadzie nie ma dni targowych, ale jest kilka targowisk np. na Union Square jest jedno chyba najwieksze i najbardziej znane w NYC otwarte codziennie. Zywych kur tam nie sprzedaja, ale glownie warzywa i owoce hodowane organicznie. A babcia jechala do normalnego sklepu pewnie po marchewke. To taki wiekszy dzielnicowy warzywniak i nic wiecej. Pamietam dni targowe jeszcze z dziecinstwa, ale to bylo zupelnie inaczej. Wiekszosc kobiet roznosila sery, jajka, smietane od domu do domu. Do nas tez jedna przychodzila, a babcia byla zawsze odpowiedzialna za wybor "kobiety" od jajek, masla i smietany:)) W sumie to bylo fajne.

    ReplyDelete
  40. Aga_xy--> Tobie to jeszcze bardzo daleko do tego odbicia, ale ja to sie juz powinnam miec na bacznosci:))

    ReplyDelete
  41. Iw--> A u nas w ciagu jednego tygodnia to w sumie mamy wszystkie cztery (no trzy na pewno) pory roku:)) Dzis calkiem ladnie i cieplo, a jutro znow lekki spadek temperatury i snieg.
    W super eleganckich butach, to ja sie naprawde baaaardzooo rzadko katuje:))

    ReplyDelete
  42. Zgago--> Wiadomo, ze dalas rade, bo jak nie Ty to kto?

    ReplyDelete
  43. Zdarzyło mi się być parę razy w kolejce do lekarza rano,właśnie z takimi babciami obok na krzesłach.Szlysmy do lekarza z mamą, i obydwie z przerażeniem słuchałyśmy narzekań na WSZYSTKO I WSZYSTKICH, potem z uśmiechem powiedziałam Mamie, ze jak taka będzie na starość to ją zastrzelę :),powiedziała że ma nadzieję że nigdy nie bedzie marudną i narzekającą staruszką.

    ReplyDelete
  44. Bo stare babcie emerytki potrzebuja towarzystwa i pewnie z tad ich wyleganie z domow w godzinach szczytu:)))

    ReplyDelete
  45. Same sobie jedźcie po marchwekę wy, wy ..... , wy zołzy jedne , niegrzeczne paniusie, damulki w szpileczkach , wyperfumowane aktoreczki. Patrzcie państwo jakie to nie wychowane . Wypraszam sobie jakieś "stare babcie emerytki" i "marudne staruszki" , wogóle... sobie wypraszam! Już ja wam pokaże z moimi koleżankami , to sobie wtedy popamiętacie.
    My jesteśmy młode , szczupłe, zgrabne ,piękne i powabne. Nie sapiemy , nie narzekamy i nie marudzimy. Na randke zawsze sie spieszymy i nie wasza sprawa z kim ani gdzie.

    Wanda

    ReplyDelete
  46. Czyli u Ciebie to samo co u nas. Napierdalają o 6 do lekarza babcie i dziadki tarasując do południa wszystkie wejścia.
    No jakieś to popieprzone ale ogólnie mówiąc, większość rzeczy jest popieprzona. Tak jak mówisz: obserwujesz, myślisz i wyciągasz wnioski.
    A wydaje się, że to takie proste.
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  47. Kachna--> Najgorsze, ze nigdy nie wiemy jakie bedziemy:) Cos mi mowi, ze te upierdliwe babcie tez sobie kiedys podobnie przyrzekaly:))

    ReplyDelete
  48. MAGA--> Byc moze, to nawet logiczne.

    ReplyDelete
  49. Wanda--> Ja rozumiem, ze sobie wypraszasz i nawet to popieram. Ale musze sie usprawiedliwic:) Nigdzie nie napisalam, ze nie jestescie zgrabne, powabne, mlode, piekne i szczuple. Ja nawet nie na babcie narzekalam, tylko ten wozek:))) Kto to widzial wozek po marchewke;))

    ReplyDelete
  50. Bareya--> Do lekarza to ma sens;) Bo wiesz jak taki lekarz przyjmie z 5 osob wczesniej to sam juz chory:))) Dlatego trzeba sie miescic w pierwszej trojce:)))
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  51. Stardust - po nazwisku, do mnie? po nazwisku? :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...