Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, February 2, 2011

Stres

Nazywa sie go choroba cywilizacji. Jest i ja w to wierze, bardzo czesto przyczyna roznych innych chorob, bo jak czlowiekowi ma nie wysiasc serce czy inna watroba jesli zyje w ciaglym napieciu?
Tylko czy to aby nie jest choroba, ktora sobie sami fundujemy?
Tak niejako na wlasne zyczenie?
Pamietam jak sie sama stresowalam roznymi rzeczami. Pamietam dokladnie jak kiedys jadac do pracy cos sie stalo i pociag utkwil pod ziemia na dobre 20 minut, a ja nie potrafilam sie skupic nad niczym innym tylko wariowalam, ze sie spoznie do pracy. A jaki mialam na to wplyw?
Zaden. Wiec skad ta wariacja?
Ano z prostej przyczyny, bo trzeba zdazyc.
Podobnie jak trzeba zdobyc, zalatwic, miec, naprawic, kupic... To wszystko trzeba i trzeba na czas. A co sie stanie jak nie bedzie na czas? Nic, bedzie pozniej. A co sie stanie jak w ogole nie bedzie? Tez nic, po prostu nie bedzie.
Czesto rozmawiam z ludzmi, ktorzy narzekaja na stres i pytam co ich tak stresuje?
Bardzo czesto odpowiedz zaczyna sie od slow "bo nie wiem czy...?"
A jak nie wiesz to stres daje te wiedze?
Nie. To po co sie stresowac tym czego nie wiemy?
Tak na wszelki wypadek, bo chcielibysmy wiedziec, chcielibysmy znac odpowiedz na dzis, na jutro, znac decyzje, znac prognoze, znac... wiedziec...
Gonimy wiec za tymi roznymi niewiadomymi.
Sama gonilam. Pamietam i ci co czytaja tez pamietaja, jak sie stresowalam poszukiwaniem lokalu dwa lata temu. Ale to byl troche inny stress, nazwalabym go stresem akcji.
Wiadomo, ze byla akcja, byl ograniczony czas na znalezienie tego lokalu, ja szukalam i moglam sie tym stresowac. Ale jak widze, ze ludzie stresuja sie pogoda, to juz cos nie tak, to chyba troche za duzo.
Moje klientki bardzo czesto stresuja sie, bo chcialyby wiedziec, a nie wiedza czy ten konkretny chlopak to juz bedzie tym zyciowym partnerem, czy tez nie bedzie. Jest wiec stres oczekiwania na pierscionek zareczynowy i wydawaloby sie, ze jak taka juz ten pierscionek dostanie, to koniec stresu.
Nie!!!
Teraz zaczyna sie stres przygotowan do wesela, a jak juz jest wszystko przygotowane i dopiete na ostatni guzik, to zaczyna sie stres, czy naprawde wszystko bedzie tak jak zaplanowano.
Stres, stres i jeszcze raz stres.
Nigdy nie konczacy sie stres, bo jak sie juz osiagnie to, czym sie wlasnie stresujemy, to osiagniecie zamiast wyeliminowac stres natychmiast daje nowy stres, mniej lub bardziej zwiazany z osiagnieciem tego czym sie stresowalismy.
Nic wiec dziwnego, ze stres jest nie tylko powodem zawalow, wiekszosci rakow, wypadajacych wlosow i lamiacych sie paznokci, stres jest powodem STRESU!!!
Nieprzespane noce, obgryzione paznokcie, opuchniete oczy, zmarszczki na czole i pryszcze na dupie i pewnie jeszcze pare innych rzeczy, to wszystko co otrzymujemy w pakiecie ze stresem, pod warunkiem, ze uda nam sie nie zdobyc przy okazji jakiejs powaznej choroby.
Najlepszym lekarstwem na moj stres bylo i jest moje malzenstwo, bo Wspanialy jest jak plaster na wszystkie bolesci, jak przyslowiowa amerykanska latarka na wszystkie kataklizmy:)
Dzis co prawda sam sie lekko poddal, bo ze strachu, ze moga byc problemy z elektrycznoscia chcialo chlopie naparzyc kawy na zapas:) Ostudzilam go tak jak on zwykle studzi mnie.
Co ma byc to bedzie, jeszcze nigdy tak nie bylo, zeby jakos nie bylo.
I tego sie trzymajmy:)
Ja z kolei ok. 10tej zapytalam co chcialby na obiad?
-- Nie wiem, jest za wczesnie myslec o obiedzie.
-- Ja wiem, ze wczesnie ale jak jestesmy w domu, to moglabym cos ugotowac.
-- A chce Ci sie gotowac?
-- Przyznam, ze nie bardzo.
-- To nie gotuj, daj se na luz i cos sie wymysli.
No i wrzucilam na luz i zabralam sie do drutow i swetra, na ktory wloczka czekala juz od kilku tygodni.
Jak przyszla pora obiadu i ciagle nie wiedzielismy co chcemy, to skonczylo sie na plastrach mozzarelli z pomidorem, pokropionymi oliwka i posypanymi bazylia.
Bardzo dobry obiad i bezstresowy:)
Co raz czesciej dostrzegam, ze stresujemy sie zupelnie niepotrzebnie.
Zwlaszcza rzeczami, na ktore zupelnie nie mamy wplywu.
Stresujemy sie uplywem czasu, co powoduje, ze zamiast cieszyc sie dniem dzisiejszym, to albo patrzymy ze strachem w przyszlosc, albo z zalem wracamy do wspomnien, bo to se juz ne wrati.
Se ne wrati.
Zrozumiale, bo nic nie wraca, a juz na pewno nie wraca takie jak bylo.
Ale czy to powod, zeby nie cieszyc sie tym co jest teraz?
A strach przed przyszloscia, przed staroscia, jak bedzie, czy bedzie, czy zdrowia wystarczy?
I marnujemy wlasnie to zdrowie takimi myslami, wiec jak ma go wystarczyc?
Wielokrotnie bylam swiadkiem rozmowy Wspanialego z roznymi znajomymi, ktorzy na wiesc, ze on dojezdza do pracy w jedna strone 2.5 godziny zalamuja rece, lapia sie za glowe i wolaja:
-- Boze, jakiz to stres!!!
-- Zaden - kreci przeczaco glowa Wspanialy - stres bylby gdybym te 2.5 godziny siedzial za kolkiem, a tak siadam i czytam, albo drzemie. Stres bylby gdybym mial dzieci w wieku szkolnym, ale nie mam, nie mam zadnego innego obowiazku niz dojazd i powrot z pracy.
Patrza z niedowierzaniem, no bo jak to sie nie stresowac?
Owszem mozna sie stresowac, bo stresowac mozna sie wszystkim, powodow do stresu mozemy miec tysiace, tylko zawsze tez mamy wybor. Albo wybrac stres, albo akceptacje.
Akceptacja sytuacji wyklucza stres.
Tylko czy jeszcze potrafimy zyc bez stresu?

71 comments:

  1. Starduscie, wszystko, co napisalas to jest swieta prawda, tak wlasnie jest z tym stresem. Jest szkodliwy, niepotrzebny, sami sobie go fundujemy na wlasne zyczenie, lepiej sie zyje jak nie jest obecny. Tylko powiedz kochana jak to zrobic, zeby sie przestac stresowac???? Przeciez to "choroba" naszych czasow. Latwo powiedzieci: nie stresuj sie, bo i tak to nic nie da. Pamietam przez godzine, dwie, nawet i caly dzien a potem w cholere zapominam o postanowieniu i od nowa Pani Janowa;))))Mam takie glupie wrecz sytuacje, ktore nakrecaja mnie i nie ma zmiluj sie. Jedna z nich jest znalezienie miejsca na parkingu np pod mall'em. Jak widze, ze nie ma miejsc,jak jezdza po parkingu inne samochody i szukaja, to dostaje glupawki. Staje sie tak rozdrazniona, zestresowana, ze juz nie raz mi sie zdarzylo, ze odjechalam z powrotem do domu nawet nie starajac sie poczekac i jakies miejsce znalezc. No ten typ tak ma! Ty masz swojego Wspanialego, ktory Ci pomaga ten stres rozladowac. Ja mam wprawdzie swojego psiaka, ktory tez jest takim katalizatorem na moj stres, ale to za malo.....Tylko w domu jest pod reka:))))

    ReplyDelete
  2. No coz. Stres to choroba cywilizacji. Mamy to na co sobie zasluzylismy. Ciagle za czyms gonimy, cos chcemy osiagnac, doswiadczyc, zobaczyc - no istne robaki w tylku. Ciagle cos udoskonalic - a nie byloby lepiej zyc w prymitywnej dzungli? jesc chrabaszcze i w blogosci obgryzac korzonki?..hm. Na sloneczku?:) ba. kazdy by tak chcial, tylko te czasy sie juz skonczyly.
    Jutro dopiero czwartek, znowu do roboty!

    ReplyDelete
  3. Stres był chyba zawsze, tylko może kiedyś mniej dostrzegalny.Teraz gonimy za nowym samochodem, kolejna para butów czy wycieczka na Karaiby, a kiedyś się goniło za bawołem albo innym mamutem. Niby inaczej a jednak to samo...

    ReplyDelete
  4. ja tez bylam z tych co sie martwia"na zapas" zycie mnie jednak nauczylo innego podejscia
    sa rzeczy na ktore nie mamy wplywu i tylko czas pokaze co z tego wyniknie;juz sie nie stresuje tygodniami mysla "i co z tego wyniknie";okaze sie w odpowiednim czasie i jesli bedzie taka potrzeba to wtedy bede sie martwic
    zalatwiam na bierzaco co jest do zalatwiena i nie biore do bani...jakos tam bedzie ...lepiej lub gorzej

    ReplyDelete
  5. ten wpis powyzej to ja-mamuska73;zalogowalo mnie automatycznie ze sluzbowego konta

    ReplyDelete
  6. chyba jestem jakims troche kuriozalnym przypadkiem, ale poziom stresu mam zdecydowanie zerowy - wychodze z zalozenia, ze to i tak nic nie daje, to co sobie bede szarpac nerwy :) I dobrze mi to robi :)

    ReplyDelete
  7. Najgorsze jest wymyślanie sobie powodów do zdenerwowania. Ludzie czemuś nie mogą być szczęśliwi, bo jak nie mają problemów (w sensie poważnych problemów), to je sobie wymyślają. Polacy są specjalistami od wymyślania sobie problemów. A może się mylę, może to cecha ludzka? :))
    Jak powiedział pewien chiński filozof: "Człowiek szlachetny nie zajmuje się się sprawami, na które nie ma wpływu". No właśnie. Nie wysiada i nie pcha tego durnego metra :))

    ReplyDelete
  8. KOBIETO, JAKA TY MĄDRA JESTEŚ! Ale to przecież sama wiesz ;-)
    Pozdrawiam - próbująca-się-nie-stresować = Ewa

    ReplyDelete
  9. Nic dodać nic ująć - genialne w swej prostocie i nad wyraz słuszne. Trzeba to trenować ;)
    Też mam farta, bo żyję z Panem Plasterkiem na Rzeczywistość, który wszystkie moje "boję się" kwituje "no a po co? przecież to nic nie da a i tak będzie dobrze". I zazwyczaj jest, choć ja podejrzliwa cholera jestem i czasem mu nie ufam w te klocki ;)

    ReplyDelete
  10. wpadłam na ten blog i już go nie opuszcze, przeczytam wszystko od poczatku i się odezwę, do czytania zachęcił mnie wstęp, temat i przekonanie, że jesteś zadowolona z życia mimo życia

    ReplyDelete
  11. Dlatego też już zaczynam odpuszczać, bo szkoda życia!

    ReplyDelete
  12. Prawda, święta prawda i tylko prawda.
    Ale chyba ciężko żyć tak zupełnie bez stresu. Przyzwyczailiśmy się do niego jak do kubka kawy o poranku.
    Pozdrawiam cieplutko i bezstresowo

    ReplyDelete
  13. Moniko--> Ja sie tez ciagle ucze, juz sie duzo nauczylam, ale uczyc sie juz bede do konca zycia. To wiem na pewno:))) Najwazniejsze w tej nauce to rozpoznac w pore te klebiace sie "zle mysli" i zadac sobie pytanie "czy mam na to wplyw?" w wiekszosci przypadkow okazuje sie, ze NIE. I wtedy odsuwam te mysli, daje sobie na luz. Z parkingami mialam bardzo podobnie:)))) Szczegolnie jak jedziemy do Costco w weekend, na szczescie nie w kazdy weekend, a raz na 6 albo i 7 weekendow. Raz mi Wspanialy zwrocil uwage, zebym "nie krakala, bo wykracze" i glosno powiedzial "a ja wiem, ze podjedziemy i jakies miejsce dla nas bedzie" I BYLO:))) Ludzie na takich handlowych parkingach ciagle wjezdzaja, ale tez ciagle wyjezdzaja. Czasem trzeba troche pojezdzic, ale zawsze sie cos znajdzie;) Gorzej jest w polskiej dzielnicy, wiec jesli juz musimy to jedziemy tam w niedziele, w czasie mszy:))) Zawsze wtedy wiadomo, ze wiekszosc jest w kosciele:)))

    ReplyDelete
  14. Aniu_2000--> Oczywiscie, ze tamte czasy sie juz skonczyly, ale to nie znaczy, ze w TYCH czasach zupelnie nie mamy wplywu na to bezsensowne nakrecanie sie. Wiadomo, ze pewne rzeczy warto miec, ale czy koniecznie trzeba je miec w atmosferze ciaglej konkurencji z sasiadem? :)))) A jakze czesto tak wlasnie jest. Sasiadka juz umyla okna, to i ja musze;) A ja nie myje okien, moje sasiadki tez nie myja i moze sie przez to nawzajem nie stresujemy:))))
    Napisalas:
    "Jutro dopiero czwartek, znowu do roboty!"
    Czyli robota jest stresem, a jakim stresem bylby brak roboty? Ja dawniej mowilam "dobrze, ze dzis piatek" az sie wreszcie zastanowilam nad tym, ze tu nie ma nic dobrego, piatek jest takim samym dniem jak sroda. Owszem jak na sobote czy niedziele mam jakies ekstra plany, to akurat ten piatek jest wyjatkowo dobry, ale pozostale?

    ReplyDelete
  15. Nivejko--> Tez mysle, ze stres byl zawsze. Ale tez zawsze byli ludzie ktorzy sie mu poddawali lub nie. To jest nasz wybor, czy bedziemy godnic za kolejnym wypasionym samochodem, czy tez bedziemy zadowoleni z tego, ktory jest i jezdzi, a wiec spelnia swoja funkcje. Wystarczy wlaczyc tv i juz masz stres, przy kazdej reklamie poczawszy od proszku do prania, bo juz ktos wymyslil lepszy od tego, ktory ostatnio kupilas. Potem leca wakacje tu albo tam i znow stres, bo czlowiek by chcial TAM, a nawet nie stac go na TU. Jestesmy nakrecani z kazdej strony na stres, czesto nawet nie wiemy czy to MY naprawde chcemy, czy to nam wmowiono, ze tak TRZEBA:)))

    ReplyDelete
  16. Agnieszka(mamuska73)--> Dokladnie tak jak piszesz:)) Kiedys spotkalismy sie z dzieciakami na obiedzie po pracy i corka opowiadala o zwolnieniach jakie sie szykuja w jej firmie. Nie bylo zadnej wielkiej reakcji, wiec po chwili oburzona powiedziala "ja przed chwila powiedzialam ze moge stracic prace, i co? zadnej reakcji?" Wspanialy (ojciec) popatrzyl na nia i powiedzial "a jak chcesz zebym zareagowal? mam sobie wyrwac reszte wlosow z glowy?" Na co ona "ale tak zupelnie nic cie to nie interesuje?" I on "narazie nie, bo jeszcze tej pracy de facto nie stracilas, jak stracisz to wtedy bedziemy wszyscy zainteresowani"
    To bylo ponad rok temu, do dzis pracuje w tej samej firmie, a mozna sie bylo tym stresowac i nakrecac bez konca.
    Czesto tracimy tyle energii na nakrecanie sie zanim problem nastapi, ze jak naprawde nastapi to juz nie mamy sil z nim walczyc.

    ReplyDelete
  17. LilaMy--> Brawo!!!!!!!!!!!!!
    Pracuje nad tym, zeby dojsc do tego stanu, jeszcze mi troche brakuje, ale nie poddam sie:))) Wazne, ze juz zauwazam problem i potrafie zatrzymac te maszynke:))

    ReplyDelete
  18. Magento--> To chyba cecha ludzka i niezalezna od narodowosci:)) Tym "pchaniem durnego metra" mnie zabilas:))) Ale kto wie czy nie zrobilabym tego gdyby mozna bylo wysiasc:)) Natomiast wiesz co zrobilam i na tym sie wlasnie przylapalam, ze glupieje? Zaczelam przechodzic miedzy wagonami do pierwszego wagonu. Bo przecie kurwa ten PIERWSZY dojedzie na stacje docelowa wczesniej niz moj siodmy:))))) Zupelna paranoja!!!!!!!!

    ReplyDelete
  19. Oslun--> Jak dobrze, ze sie odezwalas:)) Bo wlasnie zerknelam do Ciebie i juz sobie zalinkowalam Drutoterapie!!! To faktycznie terapia i bardzo mi sie przyda:)))
    To co? starajmy sie obie nie stresowac:))) pewnie nam to wyjdzie na zdrowie!!

    ReplyDelete
  20. Witaj Stardust! Może jestem niedzisiejszy, lubo też nieżyciowy, ale nie wiem co to stres. :-) Można się denerwować lub wkurwiać czasami, ale stres to chyba takie zjawisko permanentne, nie mające wyraźnej przyczyny. Biorę przykład ze starych ludzi z odeszłych już pokoleń i ich życiowych mądrości.

    "Trzeba sobie jakoś radzić, powiedział baca zawiązując buta dżdżownicą". A mógł się zestresować, że nie miał sznurówki. ;-)))

    Dziękuję bardzo za wyróżnienie, mam nadzieję, że z czasem na nie zasłużę. :-)

    Pozdrawiam :-)

    ReplyDelete
  21. Laki--> To zupelnie jak u nas!! Ja zaczynam od "boje sie" a on wyjasnia, ze nie ma czego:))) Moze powinnysmy ich jednak wiecej sluchac;)

    ReplyDelete
  22. Turnertina--> Jak mi milo!!!! Bardzo sie ciesze, ze wpadlas, ze chcesz zostac, a ze chcesz przeczytac wszystko od poczatku, to juz zupelnie podziwiam:))) Czytaj i jak mozesz to sie w miedzyczasie odzywaj, bedzie mi bardzo milo:))

    ReplyDelete
  23. Aga_xy--> To co? Zakladamy Stowarzyszenie Bezstresowych!!!

    ReplyDelete
  24. Gosiu--> Tak zupelnie bezstresowo, to moze sie i nie da:) Bo jednak nawet moj bezstresowy Wspanialy ma momenty stresu, ale trzeba sie chociaz starac eliminowac a nie ulegac.
    Piszesz sie do Stowarzyszenia?

    ReplyDelete
  25. Mironq--> Ciesze sie ogromnie, ze zajrzales!!! Tak masz racje, stres to zupelnie cos innego niz wkurw:)) Wkurw moze chyba byc nawet momentem rozladujacym narastajacy stres, ktory jest narastajacym w nieskonczonosc nakrecaniem sie bez racjonalnej przyczyny.
    A na nagrode, to Ty sobie juz tak dawno zasluzyles, ze nawet nie pomne:)))) Jeszcze dlugo przed blogiem na blogspocie:)))) Uwielbiam Twoje notki, Twoje postrzeganie swiata i ciesze sie, ze o tym piszesz, pozwalasz innym uczyc sie od Ciebie.
    Przyklad bacy z dzdzownica boski i bardzo adekwatny!
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  26. No to już wiem, dlaczego ostatnio mam tak mało włosów na głowie, a kiedyś miałam takie gęste.Stresów miałam mnóstwo , ale teraz powinnam odżyć.Tylko nie umiem wrócić do "samej siebie" sprzed roku.Nie umiem sobie wytłumaczyć, że na coś nie mam wpływu, tylko zawsze znajdę jakieś ale.Jak Ty to robisz?

    ReplyDelete
  27. Pewnie :) Ale co na to powiedzą feministki siedzące gdzieś w człowieku, przyczajone małpy? ;-)) Moja coraz częściej siedzi cicho ;-))

    ReplyDelete
  28. U mnie to jest tak, że za dnia mam pełną mobilizację życiową, czyli nic mnie nie zabija - a jedynie wzmocnia. Przewiduję konsekwencje i wiem, że jak mi coś nie wyjdzie czy też wyjdzie, to dalej też jest coś do zrobienia i już.
    Niby ideał...
    Ale... kiedy kładę się spać cały ten stres, wypierany za dnia, wyłazi spod łóżka, a może spod poduszki i nie ma zmiłuj.
    W sumie człowiek jest tylko człowiekiem.
    Choć widzę jeszcze jedno... z czasem dużo łatwiej jest zaakceptować obrót spraw i machnąć ręką.

    ReplyDelete
  29. Beata500--> Sytuacje fundujace nam stres sa wszedzie i na to nie mamy wplywu, niestety. Natomiast mamy wplyw na nasze reakcje. Jak widze, ze cos mi zaczyna po glowie krazyc, co moze urosnac do rozmiarow stresu, to zaczynam oceniac na ile mam wplyw na ta konkretna sytuacje. Jesli mam, to biore sie do roboty i mimo, ze ta robota moze byc rowniez stresujaca, to jest to aktywny stres, ktory wraz z postepem pracy bedzie sie zminiejszal, bo widac wyrazne wyniki. Jesli nie mam wplywu na cos to kwituje to chwilowym wkurwem i akceptuje.
    Oczywiscie to wszystko zalezy od wagi problemu.
    Bo np. ktos w najblizszym otoczeniu jest chory, pisze o tym bo akurat to mialas. Trudno taka sytuacje skwitowac chwilowym wkurwem, bo przeciez nie mozna sie wkurwiac na chorobe. Tutaj niestety jest to jeden z tych stresow, ktoremu musimy sie w duzym stopniu poddac, bo na czas choroby nalezy sie chorym zajmowac. Towarzyszy temu lek o przyszlosc, ale tez na te przyszlosc juz nie mamy wplywu. Jedyne na co mamy wplyw w czasie choroby osoby bliskiej to zrobic wszystko najlepiej jak mozemy, zeby ulzyc choremu. Cala reszta jest juz poza naszym zasiegiem. I to tez trzeba zaakceptowac. Robie wszystko co moge i na tym koniec.
    Ale ludzie potrafia sie stresowac podejrzeniem choroby. Ilez to razy ktos zostaje wyslany na dodatkowe badania i jeszcze zanim te badania zrobi, nie mowiac o uzyskaniu wynikow to juz "ma raka" czy tez inna zaraze. Tak nie mozna, to jest stwarzanie sobie stresu. Stresowac sie mozna czekajac na autobus, bo czekamy a on nie przyjezdza. Tylko czy stresujac sie tym, mozemy spowodowac, ze autobus przyjedzie wczesniej? NIE. Wiec mamy wybor albo spokojnie czekac, albo isc. Ja z reguly uprzyjemniam sobie czekanie rozmowa z innymi czekajacymi, bo ja gadam do wszystkich. Wcale nie musze znac czlowieka, zeby zaczac rozmowe. W ubieglym tygodniu tak bylo, ze jak juz autobus przyjechal, to nam czekajacym bylo juz tak wesolo, ze nawet "za szybko" przyjechal:)))
    Jest mi troche ciezko wymyslac kolejne przyklady, ale chyba wiesz o co mi chodzi:)
    Nawet jak dzieje sie cos nieodwracalnego to ciagle mamy wybor akceptowac i sie pogodzic, lub sie stresowac. A Ty po stresie opiekowania sie chorymi tesciami tym bardziej powinnas teraz odpoczac, dac sobie na luz. Pomysl o sobie zanim pomyslisz o tym co TRZEBA. Swiat sie nie zawali jak czegos nie zrobisz, rodzina nie umrze jak jeden dzien nie bedzie obiadu. Ale byc moze za to Ty bedziesz zdrowsza, spokojniejsza i bardziej zdolna do innych wazniejszych dzialan niz obiad i odkurzone mieszkanie. Sluchaj wlasnego organizmu, bo on czesto mowi do nas, ostrzega ale my nie sluchamy, bo gdzies pedzimy, jeszcze jedno nie skonczone, a juz drugie zaczete i trzecie trzeba zaczac, bo czwarte w kolejce...

    ReplyDelete
  30. Laki--> Ja moja feministke tez co raz czesciej spycham na drugi krag i staram sie nie sluchac jej podszeptow:))

    ReplyDelete
  31. Malutka--> Zdecydowanie masz racje, ze z czasem jest latwiej. Czas to nasz sprzymierzeniec, tylko nie zawsze chcemy to widziec:)) Bo wiadomo, ze jak czlowiek mlody i ma obowiazki wobec dzieci, to troche trudno jest odlozyc pewne rzeczy na potem. Niestety dzieciakowi trzeba zmienic pieluche, nakarmic, wyprowadzic na spacer itp. To jest chyba najbardziej stresujacy czas w zyciu. Jak juz to minie, to czlowiek pewnego dnia siada i sie zastanawia "a co sie stalo ze mna? gdzie w tym wszystkim jestem JA?" Czuje sie zagubiony, bo gdzies w pogoni za dobrami w imie rodziny zagubilo sie nasze wlasne JA.
    Ja tez jestem madra "po czasie":))) Ale wiesz, wlasnie dlatego o tym pisze, zebyscie Wy mlode matki wiedzialy, ze dla dziecka to tez nie jest najwazniejsze. Moj Potomek nie wspomina z sentymentem zabawek, ktore kupowalam, ale wspomina czas jaki z nim spedzilam. I jak slyszysz od doroslego dziecka, ze ono wlasnie najbardziej pamieta i ceni ten wspolny spacer, zabawe na podlodze pod kocem robiacym za namiot, czy tez gre planszowa, w ktora z Toba gral, to zaczynasz miec zupelnie inna perspektywe na te wszystkie rzeczy, ktore byly najnowszym wynalazkiem. Pamietam jak mnie Potomek przeciagnal po sklepach za najnowsza gra komputerowa. A teraz on tego nawet nie wspomina, bo miesiac pozniej juz inna gra byla najnowsza. Wybacz moj francuski, ale na chuj komu najnowsze modele czegokolwiek? Kazdy z tych modeli odsuwa nas od siebie nawzajem.
    Tylko refleksja czesto przychodzi za pozno;/

    ReplyDelete
  32. Świetny temat. Chyba specjalnie dla mnie. Ja i stres do 2009 roku to była wielka jedna masa stresowa. Utrata pracy,a co za tym idzie depresja, NOTORYCZNE psychicznie znęcanie się nade mną przez byłego okrutnego męża(robić to 10 lat, to chyba przesada), usilne pragnienie potomstwa z cudownym mężem itp, itd. Skutki są takie jak wspominałaś. Zmarszczki, podpuchnięte oczy, nagła nadwaga(to dopiero dla mnie był stres!)napływ siwych włosów UFFFF!!!! Przetrwałam dzięki Marcinowi. Należy mu się medal.100-tu kilogramowy! Po prostu zabrał mnie daleko i na długo. Uczyłam się żyć na nowo. Uczyłam się co tak naprawdę jest w życiu ważne. Uczyłam się cierpliwości, dystansu do rzeczy nieistotnych. Uczyłam się tego poprzez medytacje, rozmowy, proste jedzenie, skromne życie, pomaganie, uśmiech....Nie powiem że było łatwo. Gdy wróciłam uczyłam się dalej. I pewnego razu po prostu odpuściłam. Nie myśl czasem, że teraz unoszę się nad ziemią piję tylko wodę i mantruje. Nic z tych rzeczy. Wkurzam się, stresuję, ale inaczej. ALE POTRAFIĘ! (tym się szczycę!) bez stresu czekać np. 6 godz. na rozklekotany autobus który powinien dowieźć mnie do celu w 5 godz. a jedzie 11. Całuję "gekon" :-X

    ReplyDelete
  33. Co dziwne, jedną z rzeczy najbardziej mnie stresujących jest np. wizyta (nieważne w jakiej sprawie) w mojej przychodni rejonowej :/

    Na co dzień robię wszystko by stres ograniczać do minimum. Całkowicie się wyeliminować nie da, ale da się nie przejmować pierdołami i nie szukać problemów gdzie ich nie ma. Optymizm i dobre nastawienie do świata to ułatwiają ;)

    ReplyDelete
  34. Stardust, ja mam nadzieję, że nie stresuje Cię na co dzień gotowanie obiadu. ;-) poz.

    ReplyDelete
  35. Star, toż ten francuski bogato kraszący posty taki poczytny jest :))) I tak ma być!!!
    Hmmm... I teraz przydum: matka ze mnie taka jak z koziej głowy trąbką - dzieci nie mam i jeszcze nie planuję. Na to przyjdzie pewnie czas, ale póki co: skończyć pisanie badziewia, co to je ładnie magisterką zwą i znaleźć coś do robienia...
    Ale... co najistotniejsze. Nawet nie-matka, tylko zwykła dziewczyna dostaje w dzisiejszych czasach na głowę: bo musi idealnie wyglądać, zbierać idealne noty, mieć idealne cv i jeszcze idealnie piąć się po tych pieruńskich szczebelkach kariery, tak, by dorastać do roli idealnej żony i matki, a potem być idealną równocześnie w obu wymiarach.
    A ja sobie myślę, że im mnie idealnie, tym lepiej: więcej swobody, spontaniczności i spokoju na co dzień.
    Co przychodzi tym idealnym kobietom? Mają jedynie namiastkę, szkielet życia, jego obiecujące ramy.
    Jasne, są i takie, które w takim układzie czują się świetnie i tak powinno być, ale... chciałabym, żeby nie było tej presji. Żeby każda kobieta świadomie dokonywała wyboru jak chce żyć, a nie dlatego, że tak teraz jest, tego od niej oczekują w pracy i domu.
    I wcale nie dziwię się, że dzieci najchętniej wspominają chwile z rodzicami, gdy mogłaś założyć jeansy, nie garsonkę, gdy potargałaś włosy i grzebaliście razem w piaskownicy...
    Tak już jest. Wiadomo, stresu nie da się całkiem wyeliminować, ale trzeba go ogarnąć na tyle, żeby nie wypełnił ściśle każdej sekundy narzekaniem, staraniem się i strachem...
    :)))

    ReplyDelete
  36. Jednym z powodów dla których się rozstałam z byłym było to, że wprowadzał za duży poziom stresu we wszystko. Potrafił dostać szału, że już pięć minut jeździmy wokół rynku i nadal nie ma miejsca do parkowania i to był idiotyczny pomysł i trzeba było jechać tramwajem, albo najlepiej w chacie zostać. Przez co stresował mnie, bo z kolei ja miałam wyrzuty sumienia, ze go namówiłam. Na szczęście te czasy minęły :) Ja mam taki najgorszy rodzaj stresu, że on mnie drąży czasami poza moją wiedzą. Wydaje mi się, ze się nie stresuję, ale prędzej czy później wychodzi, że jednak tak. Na szczęście i tak jestem wystarczająco wyluzowana w porównaniu do większości współczesnego świata i też wychodzę z założenia, że jak nie mam na coś wpływu, to co ja poradzę. Jeszcze nie w 100% wychodzi, ale już jest coraz lepiej :) Pamietam jak w liceum i na studiach wszyscy mi zazdrościli - w liceum, ze wywołana do odpowiedzi nie wyglądam na zdenerwowaną (a czym mam się denerwować, jak nie umiałam, to nie umiałam) a na studiach, że się egzaminami nie stresuję. No kurde jak już stoję pod salą to co mi ten stres da, nauczyć już się wiele nie nauczę :))) Dlatego przychodziłam na ostatnią minutę, bo do szału mnie doprowadzały te tłumy biegające z paniką w oczach, że czegoś jednak nie mieli w notatkach i co teraz :) No nic teraz, ups, że tak powiem :)

    ReplyDelete
  37. Jeszcze tylko chciałam dodać, ze ja mam swoją muzykę, z której czerpię spokój i która mnie utrzymuje przy zdrowych zmysłach :) Nie wiem co bym zrobiła, gdyby mi ktoś muzykę zabrał :)

    ReplyDelete
  38. Gekon--> Sa okolicznosci zyciowe, przy ktorych nie da sie uniknac stresu, to wlasnie miedzy innymi takie wydarzenia, ktore Ciebie spotkaly. Mialas szczescie, ze w odpowiednim czasie pozanals Marcina, to bardzo wazne miec w zasiegu osobe, ktora pomoze, pokaze jak minimalizowac stres. Nawet w najgorszych sytuacjach poki zyjemy jest cos pozytywnego i tego sie trzeba uczepic:) Ty mialas okazje na jeszcze lepsza terapie, wyjechalas tam gdzie ludzie naprawde bardzo czesto poza zyciem nie maja nic. To uczy, uczy pokory i szacunku do tego co sie ma, a czesto nie docenia. Medytacje to cudowna terapia, prostota zycia i co rownie wazne otaczanie sie pozytywnymi ludzmi, usmiechem. Sa ludzie, ktorzy poglebiaja kazdy nawet najmniejszy stres, ale tez sa tacy, ktorzy gore stresu potrafia zamienic w ziarnko piasku. Zawsze wole tych drugich:)))
    Napisalam wyzej "prostota zycia", niby to glupie, bo przeciez od ponad cwierc wieku zyje w kraju, ktory propaguje wyscig szczurow i idee posiadania wiecej i wiecej. Nauczylam sie zadawac sobie pytanie "czy naprawde tego potrzebuje?" w 80% odpowiedz brzmi NIE:))) Ale mozna nabyc, kupic, zrobic bez zastanowienia, owczym pedem leciec przez zycie.
    A zycie jest naprawde piekne przezyte powoli, z rozwaga. Ktos kiedys powiedzial, ze zyciem trzeba sie delektowac i to jest prawda:) Wiem, ze nie pijesz tylko wody i nie mantrujesz non stop, ale tez wiem, ze potrafisz dostrzec urok tam gdzie go pozornie nie ma:)

    ReplyDelete
  39. Antares--> Nie da sie wyeliminowac, ale jesli tylko staramy sie ograniczyc, to juz oszczedzamy sobie kupe nerwow. I dla samego tego, warto:))

    ReplyDelete
  40. Wiesz, mnie to się chyba już limit stresu wyczerpał- od 24.XI 2009 do czerwca 2010 żyłam w ciągłym stresie, spowodowanym chorobą męża.Skutki mam do dziś, ciśnienie mi wciąż fiksuje ( a już było unormowane)i nabrałam fatalnych nawyków- w nocy sprawdzam, czy równo oddycha.Pracuję nad sobą,by minęło bo wiem,że to głupota.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  41. Marketa--> No wiesz? ;)) takie niedyskretne pytanie:)))) Gotowanie codziennych obiadow? a co to takiego? Bosze straszna jestem, ale wiesz ja mam bloga o gotowaniu i ma wpisy glownie w okresie swiatecznym, poza tym, wiatr tam hula jak po halach:))))
    buziaki, milo Cie widziec:)))

    ReplyDelete
  42. Koala--> W 100% to nie wiem czy sie uda;) ale jestem na dobrej drodze:))) Tez bym uciekla gdzie pieprz rosnie od takiego nieszczesnika, co to rozdmuchuje stres do niewyobrazalnych rozmiarow. A z egzaminami mam dokladnie tak samo, nigdy w zyciu sie nimi nie stresowalam. Zdam to dobrze, nie zdam? trudno bede zdawac jeszcze raz. I do pasji mnie doprowadzali siedzacy na podlodze, oblozeni ksiazkami uczacy sie tuz przed drzwiami pokoju w ktorym sie odbywal egzamin. W takim stresie to ja bym zapomniala nawet to co umialam:)))
    Muzyka zdecydowanie jest cudowna na odstresowanie, jesli tylko ktos potrafi zagluszyc wlasne mysli i sie na niej skupic;))

    ReplyDelete
  43. Droga Stardust,
    Po pierwsze masz absolutną rację. Mnóstwo rzekomych przyczyn stresu znajduje się tylko i wyłącznie w naszej głowie.
    W teorii też jestem niezła i wiem, że większością rzeczy nie ma sensu się stresować.
    Ale w praktyce jednak często mi się włącza ten stres: kiedy jadę na tłumaczenie, a z różnych przyczyn wyszłam nieco za późno, a korek taki, że nie wiem, czy dojadę na czas.
    Kiedy staram się zdążyć z pracą, ale nagle czuję się tak zmęczona, że nie daję rady pracować ze zwykłą szybkością i zaczynam zauważać, że czas ucieka, a ja nie wiem, czy dam radę skończyć robotę na czas.
    U mnie niestety wszystko musi być na czas: jeśli nie dotrę na tłumaczenie ustne, nie może się odbyć spotkanie, bo beze mnie-tłumacza obecnym brakuje bardzo istotnego narzędzia pracy.
    Jeśli nie zdążę na czas przetłumaczyć dokumentów, moi Kliencie mogą nie zawszeć transakcji i stracić pieniądze, i kto wie, może nawet obciążyć mnie za to (odpukać!).
    Jeśli jednak chodzi o ten stres praktycznie go wyeliminowałam, nauczyłam się na tyle dobrej organizacji pracy, że mam zawsze w czas wykonania zlecenia wliczony czas na nieprzewidziane sytuacje, wielokrotnie się to sprawdziło jako niezwykle skuteczna metoda!

    Najczęściej próbuję zwalczać stres metodą załatwienia spraw priorytetowych (gdzie biegną terminy), potem tych najważniejszych, a potem takich, które w przyszłości ułatwią mi życie.

    Poza tym biorę Magnez z wit. B6 :)) Też mi pomaga, często teraz ludzie są tak obciążeni obowiązkami z pracy i w domu, że są nieustannie przeciążeni. Trudno w takich warunkach nie zużyć szybko wszystkich zapasów niezbędnych pierwiastków w organizmie.
    I dlatego uważam, że warto czasem wziąć suplementy, magnez przede wszystkim, a ostatnio odkryłam zbawienny wpływ Potasu w połączeniu z Selenem.
    To pozwala mi przetrwać najtrudniejsze chwile, a potem pozwalam sobie na odpoczynek.
    Odpoczynek jest chyba najważniejszy w przeciwdziałaniu stresowi, więc polecam go wszystkim, którzy narzekają na stres i przeciążenie!
    pozdrowienia serdeczne! :)

    ReplyDelete
  44. Stardust, dziękuję .Po prostu, po ludzku dziękuję.

    ReplyDelete
  45. Stres to jest jak wkładasz dziewczynie rękę w majtki, a tam...
    Reszta to pieprzoty, które ludzie ludziom z nudów wymyślają i tłumaczą, że tak ma być, to jest lepsze i musisz to mieć.

    ReplyDelete
  46. Był ktoś na koncercie "The Australian Pink Floyd Show" ?

    Wilga ;)

    ReplyDelete
  47. Malutka--> No popatrz:) Teraz dopiero powinnam miec stres:))) Nagadalam sie do niewlasciwej osoby:)) Ale wybacz to zwykly SKS (starosc kurwa starosc)

    ReplyDelete
  48. Anabell--> Choroby meza nie da sie przezyc bezstresowo. Dobrze, ze sie wszystko dobrze skonczylo i ze wiesz, ze powinnas wrocic do dawnego spokoju. To tez proces wymagajacy czasu, ale sie uda:))

    ReplyDelete
  49. Iw--> Jak Cie lubie tak pozwol, ze sie nie zgodze:) Nie tylko Twoja praca jest na czas. Kazda inna tez jest na czas, piekarz, fryzjer, lekarz, ksiadz to rowniez zawody ktore pracuja na czas. Ba nawet niepracujaca zona i matka tez musi sie podporzadkowac czasowi, bo obiad dla meza i dziatwy taka pani gotuje "na czas". A juz jaki mamy szacunek do czasu, tak wlasnego jak i innych to zupelnie inna sprawa. Ja rezygnuje z fryzjerow, ktorzy nie sa na czas, ba powiedzialam kiedys zupelnie szczerze lekarzowi, ze wiecej nie przyjde tylko dlatego, ze on nie szanuje czasu. Ja szanuje czas tak wlasny jak i czas innych i tego samego oczekuje od ludzi, z ktorymi umawiam sie na czas. I tu juz nie ma roznicy czy to prywatnie czy sluzbowo. Takw wiec Twoja praca wcale nie jest bardziej na czas niz inne prace, ludzie musza przychodzic na czas do pracy, dotrzymywac obiecanych lub narzuconych terminow, to jest wszystko CZAS i jak sie ktos z tego nie wywiazuje to traci prace.

    ReplyDelete
  50. Volus--> Zabiles mnie:))) Mowilam ze bezstresowe podejscie do zycia ma cos wspolnego z chromosomem Y:)))

    ReplyDelete
  51. Wilga--> Nie wiem czy zauwazylas, ale Twoj komentarz nie ma nic wspolnego z notka, ani dyskusja.

    ReplyDelete
  52. Ministresów mam w bród. Ale tych gigantycznych nie! O przyszłości staram się nie myśleć... I dlatego jestem generalnie happy!

    ReplyDelete
  53. Zgago--> Generalnie happy to jest wlasnie to:))

    ReplyDelete
  54. Zauważyłam że też wrzuciłam na luz. Wiele rzeczy poprostu nie jest w stanie mnie już zestresować, choć....egzaminy mnie stresują. Jak dziecko....

    ReplyDelete
  55. Żółw zawsze mi powtarza, że zazdrości mi takiego wewnętrznego spokoju. Bo faktycznie, chyba nawet nieźle mi wychodzi nie-stresowanie się:-) Oczywiście mnie też czasem dopada jakaś irytacja, ale byle drobiazg rzadko wyprowadza mnie z równowagi. Najczęściej martwię się o zdrowie bliskich, ale wtedy, kiedy jest się o co martwić, nic na zapas. Tego nauczyła mnie moja Mama. Czasem dziękuję Bogu, że wybrałam sobie taki a nie inny zawód... (Hi hi, jestem nauczycielką, połowa ludzi postukałaby się w głowę na wieść, że to fajny zawód, ale dla mnie jest fajny;-)) Bo jak słucham o firmie Żółwia, to ręce mi opadają - siedlisko zawiści, nienawiści, kopania dołków i wyścigu szczurów, a więc i siedlisko stresu dla nieprzystosowanych do takich zachowań jednostek, jak mój mąż... Świetny temat, może kogoś uratujesz tym postem:-)

    ReplyDelete
  56. Kasiu--> Ale tak naprawde, to co sie moze stac najgorszego, jesli nie zdasz egzaminu? Nic, poza tym, ze troche sie przedluzy studiowanie:))) Stres jest najgorszym doradca w wielu sprawach:) Zycze powodzenia w egzaminach i bezstresowo:))

    ReplyDelete
  57. Zolwico--> Witam!!!!!!!! Ja do Ciebie zagladam i ciagle sobie obiecuje, ze wreszcie musze Cie zalinkowac, to bede mogla skladac bardziej regularne wizyty:))
    Ja jestem cholerykiem, wiec wkurwy i irytacje to moje kolejne imiona:)) Natomiast nie umartwiam sie, bo to chyba wymaga za duzo systematycznej pracy i energii:)) Wspanialy pracuje w wielkim korpo, wyscig szczurow jak sie patrzy, a ten chlop jest bez jednego nerwa i dlatego chyba tak mi dobrze robi to malzenstwo, ze ja sie przy nim wyciszam:)

    ReplyDelete
  58. oduczyłam się. Jakmi tąpneło w zyciu i stanelo na głowie..oduczyłam sie i teraz bardzo rzadko mnie coś stresuje.
    A dzis mam jeden anty stres..dam koleżance co mnie stresuje, telefoniczny sygnał okreslający i bede wiedziala ze to ona dzwoni. Żeby nie odebrać? nieeeeeeee..tylko uzbroic sie psychicznie. Pozdrowienia i dajcie stresom popalić!

    ReplyDelete
  59. Czy ktoś z Was , kto być może na codzień wykonuje stresujące zadania, szukając odprężenia zazwyczaj słucha muzyki ,a nie jest niewykluczone ,że był nawet na koncercie "The Australian Pink Floyd Show" i zechciałby podzielić się swoimi wrażeniami z występu tego zespołu? :)

    Wilga;)

    ReplyDelete
  60. Mądry facet z tego wspaniałego. :)

    ReplyDelete
  61. Slowo stres stalo sie bardzo modnym slowem. Ja go omijam szerokim lukiem i jak tylko usiluje zpukac do moich drzwi to nie reaguje.
    Strdust! Kurcze, kazdy ma promlemy ale bez przesady nie dajmy sie zwariowac glupotami. Niektore komentarze mnie rozbawily, bo jak mozna sie stresowac pierdolami.
    Z tego wynika, ze kazdy inaczej odczuwa stres.
    Na pewne sytuacje zyciowe tak jak napisalas nie mamy wplywu. Jest to np.choroba kogos bliskiego, czy smierc, ale rowniez bardzo duzo zalezy od nas samych.
    Nasze nastawienie na otaczajacy nas swiat i jak sie w nim odnajdujemy. Owszem, zdarzaja sie rowniez male problemy, ale czy to jest stres?! Raczej nie.
    Nie dajmy sie zwariowac!

    ReplyDelete
  62. Hm, ja chyba jestem dla siebie samej powodem stresu. Dokładnie to moje nastawienie życiowe. Momentami mam do siebie tyle pretensji, że nie wiem jak ja to wytrzymuję. Nagonka na samą siebie, coś łokropnego i zdecydowanie bezsensownego. Skoro to wiem, to czemu się dobijam. To jest kurna, zagadka sfinksa .

    Może ja nie mam się czym stresować i dla równowagi szukam dziury w całym.
    Stres pogodą to dla mnie kosmos:), ale
    stres oczekiwania na pierścionek zaręczynowy to jest świetne studium socjologiczne. Ja to się wcale slubem ani przygotowaniami ani oczekiwaniem nie stresowałam. Jakos po mnie spłynęło, samo się zrobiło, pozałatwiało.

    Dobrego dnia!

    ReplyDelete
  63. Bardzo dziękuję Ci za te mądre słowa Star. mimo że ja mam świadomość tych mechanizmów to często zapominam i potrzebna mi była przypominajka. a przecież jak nie mamy na coś wpływu to po kiego grzyba dostawać pierdolca. trzeba nauczyć się ODPUSZCZAĆ :*

    ReplyDelete
  64. El--> Masz racje, trzeba dac stresom popalic, czyli nie poddawac sie tylko wziac trzy glebokie oddechy i dac se na wstrzymanie:))

    ReplyDelete
  65. Wilga--> Teraz rozumiem o co chodzi z tym koncertem, ale wyglada na to ze nikt nie byl;/

    ReplyDelete
  66. Ida--> No madry;)) i uczymy sie od siebie nawzajem, a to jest fajne:))

    ReplyDelete
  67. Ataner--> Wlasnie o to chodzi, ze nalezy odroznic stres, ktory jest w/g mnie stanem dlugotrwalym od chwilowego zdenerwowania, ktore jak wiemy ja nazywam wkurwem:) Ale wkurw szybciej mija, stresowac sie naprawde nie warto;))

    ReplyDelete
  68. Magda--> W wiekszosci przypadkow jestesmy sami powodami wlasnych stresow:) bo jak pomyslisz, ze stresujesz sie niepotrzebnie to znaczy, ze nikt inny nie jest powodem tylko Ty sama:))

    ReplyDelete
  69. Spt--> Na dobra sprawe to mechanizm znamy, wiemy, tylko jeszcze pozostaje stosowanie:))) Ja sie ciagle ucze, zeby miec ten moment STOPu i zastanowienia o co naprawde chodzi:)) ODPUSZCZANIE to jest wlasnie TO:)

    ReplyDelete
  70. This comment has been removed by a blog administrator.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...