Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, May 17, 2011

Lekko przesadzilam

Cos we mnie wstapilo po tym wyjezdzie i jeszcze nie bardzo wiem co.
W poniedzialek rano, wiadomo Wspanialy pojechal do pracy, a ja zostalam w domu. Pogoda byla paskudna, niby nie padalo solidnie, ale caly dzien bylo mokro i cos wiecznie kapalo, takie ni pies ni wydra. Niebo zachmurzone, ciemno i do tego jakos zmino bylo, wiec postanowilam cos ugotowac. Nie bardzo mialam wene, ale rozejrzalam sie po chalupie i wpadly mi w oko puszki z roznego rodzaju fasolami.
Hmmm chilli!!!
Tak, chilli jest doskonalym pomyslem na taka pogode, mam mieso, mam wszystkie pozostale skladniki, Wspanialy zawsze i o kazdej porze roku lubi chilli, bedzie zadowolony.
Tylko papryki nie mialam, a nie chcialo mi sie wychodzic z domu... oj co tam, bedzie bez papryki, zreszta mam zamrozone swieze jalopeno to pokroje i tez bedzie.
Juz zabralam sie za robote, jalopeno posiekalam drobno razem z pestkami, przeciez lubimy ostre.
Pizdut wszystko do gara, podsmazylam, zamieszalam i zaczelam sypac przyprawy, pozniej wyplukana fasola i niech sie gotuje. A ja mam spokoj, lubie takie dania co to sie robia same:)
W polowie gotowania dodalam rozdrobnione pomidory z puszki i pomyslalam, ze trzeba tego sprobowac.
Wzielam troche na lyzke...
O kurwa!!!!!!! Ogien!!!!
Ja lubie ostre i moge jesc ostre, ale to nie przechodzi przez gardlo...
Zupelnie zapomnialam, ze z rozpedu dalam az 10 tych jalopeno i do tego pizgnelam jak zwykle 3 kopiaste lyzki stolowe chilli w proszku.
Ciut za duzo...
Co teraz zrobic?
Jedyne co mnie moze uratowac i przy okazji uratowac moj obiad, bo juz za pozno na wymyslanie czegos innego, to dodac wiecej fasolki. Ale mamalygi jest juz pelny duzy gar, wiecej fasoli sie tu nie zmiesci. Wyjelam nastepny garnek taki o pojemnosci polowy tego pierwszego, oj zamroze, przeciez zawsze mroze jedzenie. Podzielilam to co bylo i dodalam jeszcze 3 puszki fasoli, jedna do tego mniejszego gara i dwie do tego wiekszego. Zostawilam zeby sie gotowalo.
Za jakis czas poszlam sprobowac.
Ciagle ostre jak jasna cholera, az w oczy szczypie jak chce lyzke do ust zblizyc.
Lekko przesadzilam, ze tak powiem.
Zadzwonilam do Wspanialego, ktory juz byl w drodze do domu:
-- Kochanie gotuje chilli - oznajmilam ni z tad ni z owad.
-- Super!! Juz dawno nie mielismy chilli, a dzis akurat taka odpowiednia pogoda - ucieszyl sie Wspanialy.
-- Tak, tak, ale wiesz, jest maly problem.. - zaczelam niewinnie.
-- Jaki problem, z czym problem?
-- Wiesz troche przesadzilam z ostroscia i jest naprawde ostre.
-- No to co? przeciez my lubimy ostre - odpowiedzial jakby nigdy nic.
-- Hmmm... no tak, wiem, ze lubimy ostre, ale tym razem to jest tak troche niebezpiecznie ostre...
Nie chcialam mu przypominac jak kiedys gotowalam jakis ostry sos i musial wyjsc z kuchni bo o malo nie dostal zapalenia spojowek, a lzy mu lecialy jak z fontanny.
-- To ja kupie piwo - nie zrazal sie moj kochany.
-- Piwo... piwo moze pomoc... ale kup duzo.
-- Duzo? Ile mam kupic? Ja myslalem o szescpaku, bo wiecej to ciezko mi bedzie niesc do autobusu.
-- No niech bedzie szescpak, ja myslalam raczej o beczce - przyznalam szczerze.
Jak byl juz w autobusie to zadzwonil. Ja nakrylam do stolu i czekalam cierpliwie.
Wszedl, podszedl do tych wielkich garow stojacych na kuchence i zaczal wachac.
-- Eee nie jest tak zle, troche daje w nos, ale da sie zjesc.
Kochany optymista, daje w nos, bo jest zimne, ale jak podgrzeje, to bedzie gorzej.
Zanim zaczelismy jesc, to zaproponowalam tarty ser do tego, albo gesta smietane, zeby troche zniwelowac ten ogien.
-- Ja sobie utre troche sera, ale smietany nie chce.
Nie to nie, ja tam do mojej porcji pizgnelam trzy lyzki stolowe smietany, zamieszalam. Mamalyga zdecydowanie stracila wyglad i kolor chilli, ale ostrosc pozostala.
Zaczelismy jesc i nagle spojrzalam na Wspanialego jak mu pot zaczal wystepowac na lysym czole i resztki wlosow stanely deba.
-- Ostre, ale dobre, przeczysci nam zatoki - powiedzialam uspokajajaco dodajac samej sobie animuszu.
-- Przeczysci zatoki, ja mam wrazenie, ze mi sie wosk w uszach topi - dodal Wspanialy.
I potem juz jechal rowno co kilka lyzek dawal takie teksty:
-- Nie daj buk zeby ktores z nas w nocy puscilo baka, chalupa moze wybuchnac.
-- Moze zadzwon do tych na gorze, zeby dzis wieczorem uwazali z ogniem.
-- Popatrz, az cud, ze jeszcze lyzki nie rozpuscilo!!
-- Tylko sie nie denerwuj jak jutro rano bede plakal w sraczyku, ale ja jeszcze nigdy w zyciu nie sralem zywym ogniem, obawiam sie, ze to moze byc bolesne.
Jak mozna jesc w takich warunkach? Co chwile parskalam smiechem rozpryskujac zawartosc tego co mialam w ustach po stole, a ten wpadl w jakis trans i ciagle nadawal.
-- Popatrz ta miska miala w srodku pomalowane kwiatki i chyba sie rozpuscily bo jest bialo.
-- Jezyk mam caly w ogniu, moze wrzuc troche lodu do piwa.
-- Mam takie dziwne uczucie, ze mi cos wnetrznosci wyzera. A moze to prawda? Chyba sobie zrobie rentgena.
-- Przynajmniej mozemy sobie colonoscopy darowac.
Nareszcie jakos udalo nam sie skonczyc i zaczelam pakowac reszte w pojemniki do zamrozenia.
-- Moze chcesz porcje na jutro do pracy na lunch? - zapytalam.
-- Zwariowalas!! Nastepna porcje to ja chce za pol roku!! A i tak seks oralny mozemy uprawiac dopiero za dwa tygodnie.
-- Uspokoj sie! - zawolalam bo mi sie rece trzesly ze smiechu i nie moglam trafic lyzka do pojemnika.
-- Ja sie mam uspokoic? Najpierw mnie karmisz takimi rzeczami a potem sie dziwisz, ze mi rozum rozpuscilo.
Ale zjadl, to chyba kocha:)))
I ja w takich warunkach zyje od 7 i pol roku, bo to nie tylko przy okazji tego chilli Wspanialy takie teksty odpala, mnie sie tylko nie chce o tym pisac, a i czesci nie da sie nawet przetlumaczyc.
Ale ja czesto ratuje sie ucieczka zeby nie zejsc ze smiechu:)
I pomyslec, ze jak go poznalam to sie obawialam, ze on moze byc dla mnie za powazny...

52 comments:

  1. Oj Kobietko, to dalas czadu! Zapowiada sie ciekawa noc:)))

    ReplyDelete
  2. Ludzie weseli i z poczuciem humoru zyja dluzej:) Nagadal sie ale zjadl, czyli nie bylo tak zle:)))) Grunt to dobrze takie ostre zarcie popic i bedzie git:) Spokojnej nocy zycze (moze otworzcie sobie okno hehe);)))

    ReplyDelete
  3. Ataner i Monika--> To bylo wczoraj:)) Przezylismy, chalupa tez stoi, wiec nie bylo tak tragicznie. Nie wiem czy ktoras z Was jadla Buffalo chicken wings with suicidal sauce, to wlasnie bylo na tym poziomie:))

    ReplyDelete
  4. Kto z kim przestaje, takim się staje :-)

    Miałam niedawno podobne doświadczenie z czerwoną pastą curry. Wzięłam pastę innej firmy niż zazwyczaj i już podczas smażenia coś mi się podejrzana wydawała, bo nagle zaczęły mi łzawić oczy, tak że musiałam okno otworzyć. Smażyłam i płakałam, potem jadłam i płakałam, no i na drugi dzień płakałam, a jakże. Ale dobre było :-)

    ReplyDelete
  5. Bee--> Bo jedzenie jest naprawde dopiero wtedy dobre jak sie placze nastepnego dnia:))) Uwielbiam ostre zarelko:))

    ReplyDelete
  6. Haha wspaniale się czyta takie historie :) A przy okazji mi się przypomniała historia tez dość ostra. Gdy pracowałam w jednej z restauracji, w kuchni. podawano tam wtedy sos alio olio - też diablenie ostry. Kiedy go robiliśmy w kuchni zostawała jedna osoba a reszta robiła taktyczny odwrót, potem wietrzenie kuchni przez godzine a i tak z oczu łzy leciały gdyż chilii to tam szło garściami, o łyżkach zapominająć. Razu pewnego pewnien M. przyrządzał ten sos. Wrzucił chilii, umył rękawiczki, potem je dopiero zdjął i... poszedł za potrzebą. Nie przewidział że coś tam z tego chili na rękach jednak zostało. My zwijaliśmy się ze śmiechu, on niestety z innego powodu.
    Się rozpisałam :)

    ReplyDelete
  7. Misiabe--> W restauracji to ja wiem, ze chilli uzywa sie garsciami:)) Ale ja gotowalam obiad na dwie osoby:)) Owszem z zamiarem zamrozenia wiekszosci ale bylo w tym: glowka czosnku, 10 jalopeno, 3 czubate lyzki chilli, dwie czubate lyzki papryki, ze nie wspomne o pieprzu, do ktorego i tak mam ciezka reke:)))
    A kucharzowi wspolczuje, to musialo byc straszne doswiadczenie:))

    ReplyDelete
  8. Dobre :) I sześciopak, Stardust, sześciopak :)))

    ReplyDelete
  9. BO on jest naprawde Wspanialy :-)
    Moj jakis czas temu tez zjadl przeostrzone curry kokosowe, ale takich tekstow nie walil :-)
    Rewelacyja :-)

    ReplyDelete
  10. Sezon na ogniste klimaty u Stardustów ;-)

    ReplyDelete
  11. Spłakałam się jak norka ze śmiechu i nie mogę przestać rżeć! A jestem w pracy!!! Ludzie patrzą na mnie jak na głupią, bo sama do siebie się śmieję, aż mi się uszy trzęsą! O kurde!!!

    ReplyDelete
  12. Boskie, ale ja już mam zakodowane,żeby co chwilę próbować, moja córka śmieje się ze mnie,że ja to nawet herbatę próbuję nim ja podam na stół.A wszystko przez to, że kiedyś cukier z solą pomyliłam i zamiast łyżki soli walnęłam łychę cukru do gotowania kartofli.A innym razem dwa razy coś posoliłam i musiało wylądować w kiblu.Ale wiesz, Twoja druga połówka jabłuszka jest nadzwyczajna- facet, który potrafi doprowadzać kobietę do szczerego śmiechu jest niesamowicie cennym nabytkiem.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  13. uśmiałam się do łez ;) - podobno na ostre to njlepiej chlebe zagryzać ;)

    ReplyDelete
  14. Uważajcie, żeby to nie była bomba z opóźnionym zapłonem bo wtedy będzie niespodzianka... wybuchowa :))) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  15. Przepraszam :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD nic więcej nie dodam, bo leżę i kwiczę ze śmiechu:DDDDDDDDDDDD

    ReplyDelete
  16. I co, bylo juz ktores w toalecie?
    Wspanialy jest naprawde wspanialy, dbaj o niego Star!

    ReplyDelete
  17. Ja pewnie trafiłabym po takiej uczcie do szpitala. Teraz o mały włos też, bo prawie umarłam ze śmiechu!!! :-))). "gekon"

    ReplyDelete
  18. Koala--> Nawet nie zauwazylam ze mi "o" ucieklo:)) Chyba pierwszy raz pisalam to slowo po polsku i mi sie zjadlo:))

    ReplyDelete
  19. Tarsis--> Moj ma takie poczucie humoru wlasnie, a juz przy tym chilli to przechodzil sam siebie:)

    ReplyDelete
  20. Laki--> Jak smoki wawelskie ziejemy ogniem:))

    ReplyDelete
  21. toznowuja--> Wyobraz sobie ja musialam jesc przy takich tekstach:))) I on wcale nie czekal, ze zdaze przelknac to co mam w ustach tylko tak jechal rowno:))

    ReplyDelete
  22. Anabell--> Zwykle probuje w czasie gotowania, ale chilli to juz robie ze tak powiem na pamiec:)) Zawsze w tym samym garnku, zawsze z takich samych ilosci, wiec jakos mi uszlo uwadze, ze przeciez troche zmienilam skladniki dajac tak duzo jalopenos:))
    A Wspanialy ma takie poczucie humoru zawsze, ja od czasu kiedy zamieszkalismy razem jeszcze nie mialam okazji zasnac bez salw smiechu:))

    ReplyDelete
  23. Chwilka--> My bardzo czesto jemy ostre, a w zasadzie to zawsze. Tylko jak tesc przyjezdza to musze uwazac z gotowaniem, no i jak juz mala zacznie jesc nasze jedzenie to tez bedzie nudno:)) Zagryzanie chlebem pomaga, ale ja wole zagryzanie swiezymi warzywami na surowo. Najczesciej robie salate do takich dan, wiec jest ogorek, pomidor i to fajnie lagodzi.

    ReplyDelete
  24. Czarny Ptaku--> Narazie nie bylo zadnych wybuchow:)) Chyba mamy dobry trening:))

    ReplyDelete
  25. Aga_xy--> Alez nie przepraszaj:))) Milo mi, ze sie dobrze bawisz:)))

    ReplyDelete
  26. Czarownico--> Tak juz wszystko zalatwione:) Dobre jedzenie (w/g nas) ma to do siebie, ze pali jak wchodzi i pali jak wychodzi:) Chilli bylo naprawde dobre:)))

    ReplyDelete
  27. Gekon--> A ja myslalam, ze Ty po tych wszystkich podrozach to jestes przyzwyczajona do ostrego jedzenia. A tu niespodzianka:)))

    ReplyDelete
  28. A tak zupełnie obok tematu: wciąż zachwyca mnie cudownie wiosenne zdjęcie będące nagłówkiem tej strony :)

    ReplyDelete
  29. Scenki--> A ja sie wlasnie przymierzam do zmiany tego zdjecia od wczoraj:))

    ReplyDelete
  30. Ale się uśmiałam. Weszłam do Ciebie po raz pierwszy. Ten twój Wspaniały ma niezłe teksty hehe. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  31. Oboje jesteście cudni!!!Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  32. Wy się świetnie nadajecie do spędzenia czasu w Sturgis (Południowa Dakota) w dniach 8-14 sierpnia br.. Będzie ostro jak zwykle :)

    Czester Miczel

    ReplyDelete
  33. Krystynko--> Tak, tak padla kosa na kamien:)))

    ReplyDelete
  34. madziula--> Nie padaj tak latwo:))

    ReplyDelete
  35. Uwielbiam ostre jedzenie,Piekny lubi ale nie bardzo moze,dlatego jak juz robie to w dwoch garach(podobnie jak Ty:))tylko w jednym jest mniej ostrych przypraw.Dzisiaj robilam kurczaka w miodzie i cajun...miod miodem,a rura palila:)))

    ReplyDelete
  36. Maga--> Az mi slina pociekla jak przeczytalam o tym kurczaku:))) Wlasnie najlepsze sa polaczenia slodko ostre, masz szczescie, ze daleko mieszkasz:)))

    ReplyDelete
  37. Wspaniały musi być w każdej chwili gotowy na wszystko! Z Tobą nie sposób się nudzić...

    ReplyDelete
  38. Zgago--> Tak, ale z nim tez niezla karuzela:)))

    ReplyDelete
  39. Miałam nadzieję, że może komuś innemu wpadnie to w oko, ale papryczki nazywają się JALAPENO, a nie jalOpeno, jak w tekście. Nad "n" jest oczywiście tylda. Historia śmieszna, miałam nadzieję doczytać się jakiegoś sposobu na "przeostrzenie", ale chyba go nie ma! U mnie w domu to zwykle nie jest problemem, chyba, że mąż gotuje, a on lubi wszystko strasznie ostre, więc jak się zapomni, to wtedy klęska dla nas, a dla niego więcej.
    On czasem daje dopustu z papryką Habanero czyli szkocki czepek, ta jest jeszcze ostrzejsza od jalapeno i mniej jej trzeba do tragedii....

    Alicja

    ReplyDelete
  40. Alicjo--> Faktycznie zrobilam blad, ale nie jest to praca doktorska, wiec byc moze zostanie mi wybaczone:))) Co do ostrego jedzenia, to ja juz hodowalam i gotowalam z papryczkami Scotch Bonnet, ktore sa jednymi z najostrzejszych wlasnie z rodziny Habanero wiec doswiadczenie z ostroscia raczej posiadam;) Tutaj zawinila kombinacja i przesada w ilosci. Probowalam tez kiedys na czubku wykalaczki esencji z papryki Bhut Jolokia, ktora jest notowana jako najostrzejsza papryka na swiecie. Lubimy ostre, co do tego nie ma watpliwosci.

    ReplyDelete
  41. hahaha dopiero sie teraz dopatrzylam, ze napisalas nazwe Scotch Bonnet po polsku:))) Widocznie pora spac:)

    ReplyDelete
  42. Widze zmiane na blogu, na zdjeciu wyszlas fantastycznie!

    ReplyDelete
  43. Ataner--> Troche mi sie juz znudzil tamten avatar, ale pewnie kiedys jeszcze do niego wroce, bo w sumie bardzo mi sie podobal:) A zdjecie zrobil mi Wspanialy wlasnie w czasie ostatniego weekendu wyglupialismy sie w sklepie przymierzajac rozne kapelusze:)

    ReplyDelete
  44. zdjęcie jest bardzo ładne - twarzowy kapelusz na pewno. A co do ortografii, to każdemu, wiadomo, się to przydarza. A im więcej razy widzi się słowo pisane z błędem, to tym bardziej normalnie ono wygląda. I potem więcej ludzi tak pisze i każdy utwierdza się, że tak ma przecież być. I robi się takie błędne koło. Kiedyś próbowałam tej Bhut Jolokia papryki, ale niestety, nie dałam rady przełknąć, więc do dzisiaj nie wiem jaka jest. Dla mnie szkocki czepek to jest górna granica. Aha, jest jeszcze jeden rodzaj ostrej papryki - japońska - która zupełnie nie zmienia smaku niczego, a tylko dodaje ognia. Można ją więc spokojnie dodawać do różnych potraw - np. do kapuśniaku, jak ktoś lubi - zmienia się tylko ostrość, bez wpływu na smak. Niestety nie znam nazwy, bo przywiozłam ją z Azji, a tutaj szukałam jej w sklepach japońskich, bo etykietka jest japońska - i niestety wszyscy kręcą głowami i tylko mi mówią, że to jest "Japanese hot pepper" bez specjalnej nazwy. Akurat. Na pewno jest nazwa, tylko ja jej nie znam. Nadal poszukuję tej tajemniczej papryki, była trochę słabsza niż jalapeno, ale bardzo niewiele.
    cheers, Alicja

    ReplyDelete
  45. Szkoda ze daleko mieszkam,gdyby bylo blizej to pewnie nie raz i nie dwa nie musialabys gotowac obiadu,bo ja mam (jak to stwierdzil Piekny)tendencje gotowania dla wojska:))))

    ReplyDelete
  46. Maga--> Ja tez jak juz gotuje to dla armii:))) Ale ja nie gotuje codziennie, wiec gotuje, zamrazam, potem jakis czas nie musze gotowac i tak sie to kreci. A swoja droga, to moze kiedys uda nam sie spotkac:)

    ReplyDelete
  47. Mąż z poczuciem humoru to ideał, zawsze mówiłam, że to bardzo ważne:). Mnie się nie zdarzyło przesadzić z ostrością ale często mi się "sypnie" za dużo soli:)

    ReplyDelete
  48. Polecam chińskie cukierki (przekąski) z wołowiny. Mało mnie nie zabiło. :)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...