Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, May 10, 2011

Okiem na wpol otwartym

Normalnie jezdze do pracy najwczesniej na 12 w poludnie i to mi bardzo pasuje. Nie naleze do rannych ptaszkow i mimo, ze wstaje wczesnie bo ok. 6tej to lubie te moje dlugie i leniwe poranki.
Zaczynam od wielkiego kubla (tego nie da sie nazwac kubkiem) kawy, ktora jest przygotowana przez Wspanialego i siadam przed kompem, aby zaczac wedrowke po swiecie.
Ok 8ej juz wiem jak mam na imie, kim jestem i jaki jest dzien tygodnia. Teraz moge zaczac zyc, a gdzies miedzy 9 a 10ta jest czas na prysznic i juz powazne szykowanie sie do pracy.
Teraz zwlaszcza, kiedy mam juz te moje dlugie wlosy wymaga to wiecej czasu.
Wspanialy stwierdzil kiedys, ze "owszem ladnie to wyglada, ale i tak nie lubie, bo dawniej nie potrzebowalas tyle czasu, zeby wyjsc z domu".
O 10:57 wychodze z domu, zeby zdazyc na autobus, na szczescie przystanek jest zaraz za rogiem.
Dzis bylo inaczej, bo dzis musialam byc w pracy na 10ta, czyli jak mawia Sze na dlugo przed hejnalem, a to jakby srodek nocy jest.
Juz od wczoraj mialam stres, poprosilam Wspanialego zeby mnie obudzil przed wyjsciem do pracy, bo tak na wszelki wypadek potrzebuje wiedziec, ze mam wystarczajaco czasu, zeby sie rozbudzic.
Obudzil mnie o 5:30 bo on wlasnie o takiej porze wychodzi z domu do pracy.
Wstalam mimo, ze nie bylam z tego powodu szczesliwa.
Niby 30 minut, a jednak robi roznice.
Wstalam i nie bardzo wiedzialam co mam robic i jak robic, zeby w tych 3.5 godziny zmiescic moje normalne 5 godzin.
O 7ej zaczelam rozwazac mozliwosc zadzwonienia do tej klientki, ktora dobrowolnie umowilam na 10ta i odwolac wizyte.
-- "Ale ona pewnie jeszcze spi"
-- "To ze spi to pewne, troche glupio bedzie jak ja obudze"
-- "Ale moze zostawie wiadomosc, przeciez nikt nie spi z telefonem komorkowym w lozku"
-- "Ale co ja jej powiem?"
-- "Glupia sprawa, wczoraj sie zgodzilam a dzis odwoluje"
-- "Potrzebne jest jakies solidne alibi"
-- "No przeciez wariatko, nie mozesz zadzwonic i powiedziec, ze dostalas ataku serca, czy zlamalas noge..."
-- "Wiem, ale moge powiedziec, ze np. zlamalam klucz w zamku, albo zalalam mieszkanie, bo cos spierdolilam i nie moge zakrecic wody.. to bardziej wiarygodne"
-- "Ale ona i tak nie moze przyjsc o zadnej innej porze, wiec czy dzis czy jutro, albo nawet w przyszlym tygodniu, to i tak bede musiala pojechac o tej nienormalnej porze..."
-- "Szlag by to trafil"
I z ta ostania mysla powedrowalam pod prysznic.
Juz wykapana i z mokra glowa siadlam przed lustrem, wzielam lokowke i zaczelam znow glowkowac.
-- "A moze jednak innego dnia bedzie mi sie bardziej chcialo niz dzis"
Spojrzalam na wlasne odbicie w lustrze.
-- "Kogo ty chcesz oszukac, nigdy ci sie nie bedzie chcialo, ale kiedys bedziesz musiala"
-- "Chyba jednak lepiej dzis, skoro juz wstalam..."
Zabralam sie za modelowanie wlosow.
Na 3 minuty przed 9ta wyszlam z domu i zaskoczylo mnie, ze na przystanku jest kolejka.
No tak, o mojej normalnej porze najczesciej jestem sama, albo w towarzystwie 2-3 osob, a tu kolejka.
Stanelam na koncu, trudno, jak trza to trzeba.
Przez cala droge autobus zatrzymywal sie na kazdym przystanku i na kazdym wsiadali jacys ludzie.
Kurde gdzie oni wszyscy jada?
Nikt nie wysiada, a ciagle ktos wsiada, jak juz dojechalismy do przystanku kolo stacji subwaya to autobus byl pelny i tu wlasnie wszyscy z wyjatkiem kilku starszych osob wysiadali.
I potem wszyscy jak jeden maz skierowali sie w tym samym kierunku, czyli do subwaya.
No tak, ludzie o tej porze jada do pracy.
Jak wreszcie dotarlam na peron, to w "moim" wagonie bylo tylko trzy miejsca siedzace wolne.
-- "Ale tlok" - pomyslalam i otworzylam torbe zeby wydostac ksiazke.
W tym samym czasie zauwazylam, ze wiekszosc kobiet rowniez otworzylo swoje torby, z tym, ze one nie po ksiazki, ale malowidla. Tak bylam zafascynowana faktem, ze potrafia sie malowac w jadacym pociagu, ze odlozylam ksiazke i sie przygladalam.
Ja bym sobie pewnie wyjela oko szczoteczka do maskary, a te podkrecaja rzesy jakims imadlem, jedna to nawet robila mala lyzeczka do herbaty, potem maskara, a potem jeszcze jedna uzywala metalowy grzebyk do rozczesania rzes.
Az mnie dreszcze przeszly bo wlasnie pociag hamowal, a ta jakby nigdy nic robila swoje tym grzebykiem. Pomijam juz fakt, ze grzebyka do rozczesywania rzes nie widzialam od lat, bo ja takiego sprzetu nie uzywam. No i ta lyzeczka do podkrecania rzes, to dla mnie zupelna nowosc!
Jak dojechalismy na Manhattan to wszystkie panie w wagonie byly odstawione na tip top.
Jedna nawet dyskretnie rozpylila jakies perfumy, ktore natychmiast przewazyly nad ogolnym zapachem mieszanki perfum i wody po goleniu.
Jak to dobrze, ze mezczyzni nie gola sie w drodze do pracy - przeszlo mi przez mysl.
Wlasnie co robia mezczyzni w takim porannym subwayu?
Czytaja prase, graja na grach telefonu, bawia sie IPodem albo drzemia.
W drodze od subwaya do zakladu znow doznalam olsnienia, "strasznie duzo ludzi na ulicach i wszyscy sie spiesza" W normalne dni, o mojej normalnej porze tez jest duzo ludzi, ale ida powoli, bo to dla nich pora lunchu, wiec nikt sie nie spieszy, a teraz zapitalali jak mrowki w mrowisku.
Weszlam do zakladu, odetchnelam gleboko i pomyslalam "jak to dobrze, ze nie musze tak codziennie" 
I wtedy uswiadomilam sobie, ze przeciez kiedys tak wlasnie codziennie zaczynalam prace o 10tej. Teraz byloby mi juz chyba bardzo ciezko przestawic sie z powrotem do takiej wczesnej pory.
Tak naprawde to dzis odkrylam zupelnie inny swiat:)
Na szczescie prace zakonczylam o 15tej.
Przyjechalam do domu i nawet postanowilam zrobic obiad.
I znow naszla mnie refleksja, ludzie mowia, ze jak sie wczesniej zaczyna prace i wczesniej wraca, to jest jeszcze duzo czasu na inne rzeczy.
No niby tak, ale jakie inne rzeczy? Pranie, sprzatanie, gotowanie... czyli wiecej pracy, tylko tej domowej.. Nie wiem co ja bym robila z tym czasem, bo ugotowanie dzisiejszego obiadu zajelo mi 20 minut (makaron z krewetkami scampi) a reszte czasu spedzilam lezac w lozku i na wpol otwartym okiem ogladajac telewizje.
Jak by nie bylo to doba ma zawsze te same 24 godzin i jaka to roznica kiedy co robimy?
Dla mnie zadna...

30 comments:

  1. Star, ja tez nie wiem jak mozna sie malowac w pociagu????!!!! Przeciez to nie tylko malowanie rzes ale inne tzw oblucje jak nakladanie i rozprowadzanie kremu, podkladu, pudru...No ale co ja Ci tu bede gadac, przeciez Ty kosmetyczka, to wiesz;)))No chyba, ze one, te Nowojorskie kobitki jakis taki oszukany makijaz robia???

    ReplyDelete
  2. Dla mnie jest różnica, bo rano to najczęściej niewiele zrobię, a po pracy to tak z rozpędu albo pójdę na zakupy, albo cokolwiek jest do załatwienia. Poza tym jak ludzie mają rodziny, to jednak pewne rzeczy robią o konkretnych porach, nie ugotują przecież kolacji przed południem :)
    Co do malowania, to ostatnio się spieszyliśmy z wyjściem i akurat nie moglismy się spóźnić, więc wypadłam z domu tylko z cieniami na powiekach, a maskarę nakładałam w metrze. Zaskakująco dobrze wyszło :)))

    A takie dyskusję ze sobą mam na porządku dziennym. "Miałaś iść na zakupy" "Ojej, no pójdę jutro" "Nie pójdziesz jutro, bo pracujesz do wieczora" "No to pójdę w piątek, co za różnica" "Ale w piatek masz wolne i nie będzie ci się chciało" "Będzie mi się chciało" "Pffff, jasne, bo znamy się od wczoraj, kogo ja oszukuję" i tak dalej, i tak dalej :)))))

    ReplyDelete
  3. O matko! Ale zdziwiłam się, że masz aż tak rozwleczony poranek ;-) Mój jest bardziej ściśnięty ;-)
    Wolę pracę kończyć wcześniej bo potem mam więcej czasu na przyjemności. Na motorze po ciemku to raczej żadna frajda śmigać ;-) Obowiązki, które opisałaś (sprzątanie, gotowanie, pranie) i tak kiedyś trzeba w harmonogram upchnąć. Ja upycham rano. Oczywiście te, które się da ;-) Np. zakupy :-)

    ReplyDelete
  4. a ja bardzo lubie skoro świt ;)

    ReplyDelete
  5. Uwielbiam Star te Twoje wpisy o "zadziwieniu światem", w którym na co dzień żyjesz. :)

    ReplyDelete
  6. Ja mam podobnie, strasznie dużo czasu potrzebuję rano na dojście do siebie i gotowość bojową!

    ReplyDelete
  7. Chwilka ma rację. Skoro świt jest najlepiej:D

    ReplyDelete
  8. Byłoby pięknie gdyby każdy robił to, co musi, wtedy, kiedy czuje się na siłach. Ale nie ma bajki, niestety, choć Ty i tak ustawiłaś sobie godziny pracy ekstra.
    Rozumiem, bo sama jestem niskociśnieniowcem i z rana nie wiem jak się nazywam. Wstaję o 6:30, co polega na tym, że wyłączam budzik 6 razy zanim się podniosę. Mogłabym o 7:00 ale wtedy już mój rytuał powodowałby spóźnienie. A i tak do 8:00 nie wiem, kto ja jestem :)

    ReplyDelete
  9. Moniko--> Krem i podklad to chyba jednak robia w domu, chociaz licho wie. Ja owszem jestem kosmetyczka, ale nie znam sie na makijazu:)) to juz inna szkola. No i wiesz malowaly sie akurat te mlode, takie kobietki w wieku "pomaturalnym" to juz raczej wychodza z domu z pelna elewacja na twarzy:)) Ja osobiscie ograniczam malowanie do absolutnego minimum w mysl zasady "im mniej tym lepiej" to ja sie naprawde nie znam:))

    ReplyDelete
  10. Koalo--> Ja nie mam dzieci, wiec nie musze sie nigdzie spieszyc. Zakupy robimy raz na miesiac, takie powazne a jak trzeba kupic mleko czy pomidora, to zawsze moge to zrobic w drodze z pracy. Nie wychodze z domu tylko po to zeby kupic 2 lub 3 rzeczy. A co ja mam do robienia rano? Zascielic lozko i przygotowac sie do pracy. Nie gotuje codziennie, bo jak juz gotuje to wieksza ilosc i rano moge tylko ewentualnie wyjac cos z zamrazalnika zeby wieczorem podgrzac. Albo wieczorem musze wymieszac salate. Tak naprawde to przygotowanie codziennego obiadu nie zajmuje wiecej niz 15 minut. Zwlaszcza ze wracamy pozno i wtedy nikomu sie nie chce schabowego:))) Sprzata Wspanialy, a na biezaco, to wiadomo, ze jak wkladam naczynia do zmywarki, czy robie cos w kuchni to i tak przetre kuchenke czy blat. Lazienke tez ogarnia sie na biezaco. Ja nie mam co robic:)))))

    ReplyDelete
  11. jana--> Na motorze nie jezdze, wiec ten argument odpada:)) O zakupach i gotowaniu juz pisalam wyzej. Pranie, robi pralnia. Ile mozna prac i sprzatac przy dwoch doroslych osobach, ktore sprzataja po sobie na biezaco? Ja nie rozumiem.

    ReplyDelete
  12. chwilka--> Ja lubie o kazdej porze;) zalezy co:))))

    ReplyDelete
  13. Ina--> Polnoc tez dobra pora:)) U Ciebie szczegolnie latem, kiedy o polnocy moze byc jeszcze widno:))

    ReplyDelete
  14. Akemi--> Jak sie zyje, to sie na codzien wielu rzeczy nie widzi:) Jak czlowiek nagle ktoregos dnia z obojetnie jakiej przyczyny, otworzy oczy, to sie moze czegos dopatrzyc:)))

    ReplyDelete
  15. Aga_xy--> Milo wiedziec, ze jest nas wiecej:)) Juz sie balam, ze jestem sama:))

    ReplyDelete
  16. Nivejko--> Komu najlepiej to niech tak robi:)) Ja sie boje zeby mi jakas zylka nie pekla:)) Albo sie drucik przepali:))

    ReplyDelete
  17. Laki--> Uderzylas w sedno sprawy, niskocisnieniowcy nie powinni zrywac sie w biegu. No chyba, ze chca, lubia to ja im zycze na zdrowie:)) Ja tam wole powoli dojsc do siebie. Owszem jak musialam, to tez sie zrywalam, teraz dopiero wiem, ze kosztem wlasnego zdrowia. Kurde ile ja mialam stresu, tylko dlatego, ze trzeba bylo przyspieszyc z rana. Teraz nareszcie zyje bezstresowo i tak jest dobrze:)))

    ReplyDelete
  18. Sa takie aparatki,ktore potrafia zrobic pelny makijaz prowadzac samochod.
    Ja taka zdolna nie jestem i pewnie wygladalabym jak clown:)))Latem lubie wczesnie wstawac,zima najchetniej nie wychodzilabym z lozka.

    ReplyDelete
  19. OJ OJ OJ, Ja niskociśnieniowiec (mogłabym chyba brać udział w rekordach) też potrzebuję baaarrrdzo!!! dużo czasu na "rozbieg". Osobiście zaczynam nową pracę (opieka nad 4 miesięcznym maleństwem) od końca czerwca od 8 rano. Cały czas zastanawiam się o której powinnam zacząć dzień??? O RANY!!! pamiętam jeszcze czasy gdy zakochana kładłam się o trzeciej nad ranem a wstawałam o szóstej.... i byłam wyspana!!!! Jezu! jak jestem stara!!!!!"gekon"

    ReplyDelete
  20. A-Ha - "Early Morning" to rzecz umowna :)
    (A-Ha - nazwa zespołu)

    Czester Miczel

    ReplyDelete
  21. hihi, w odległych czasach byłam rannym ptaszkiem i nie cierpiałam tracić wschodu słońca (?!?) Dziś mam też system okołopołudniowy, z przerwami na lunatyczny dojazd do przedszkola ;)
    Co mnie w tekście zaskoczyło, to kolejka na przystanku... W oczach mam dziki polski tłum wdzierający się do autobusu...

    ReplyDelete
  22. Rozumiem Twoja panike, kazdy z nas ma inny schemat dnia i nagle jak zabraknie tego czasu szczegolnie rano, to tak jest. W Twoim przypadku tak jak napisalas zdarza sie to rzadko i to najwazniejsze.
    Dodam taka mala dygresje, Jadac samochdem w godzinnach rannych do pracy widzialam juz faceta ktory myl zeby, widzialam goscia ktory sie golil, inny zmienial garderobe w czasie jazdy, to tyle o facetach.
    Natomiast kobiety to juz wyzsza szkola jazdy. Makijaz, walki na glowach, malowanie paznokci i wiele innych rzeczy, zapomnialam dodac, ze jeszcze bardzo czesto wykonujc te czynnosci rozmawiaja przez telefon.

    Nie twierdze, ze jestem swieta, czasami tez poprawiam makijaz ale bez przesady. Mysle, ze mimo wszystko lepiej te wszystkie czynnsci wykonywac jednak w domu.
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  23. Aż się zagotowałam!
    Jak to nikt nie spi z telefonem komórkowym!
    JA ŚPIĘ!
    Moja córka śpi!
    I mój syn też spi!
    ;-P
    A moja młoda rozczesuje utuszowane rzęsy ekhem... takim małym, dwustronnym, plastikowym grzebyczkiem, co to nam został po pewnych koloniach, po...(prosimy o nierzyganie) szamponie przeciwwszawiczym i służył do...yyyy wyczesywania kuk, jak to się u nas w domu na żyjątka te mówiło.

    ReplyDelete
  24. Zawsze wychodziłam z domu najpóźniej w 30 minut po wyjściu z posłania. Co można robić przez 4 godziny??? Musiałabym wtedy wstawać o czwartej!

    ReplyDelete
  25. Poranne wstawanie to jakiś koszmar, więc jestem pełna podziwu i uznania dla twojego wstawania o 6 rano ...
    Ja na szczęście nie zauważam pędzącego tłumu o poranku. Jest to spowodowane prawdopodobnie tym, że w tych godzinach mało co widzę w związku z porannym zamuleniem.
    Pozdrawiam cieplutko

    ReplyDelete
  26. u mnie dosc podobnie, potrzebuje ciut wiecej czasu zeby rano odpalic, niestety chwilowo nie moge sobie na to pozwolic. ale kiedys przeorganizuje sobie zycie tak, zeby chodzic spac pozno (wtedy najlepiej funkcjonuje moj mozg) i miec rano te 2 godziny na poranna kawke :)
    kurcze, taki makijaz w metrze to chyba oznaka talentu. ja sie nie umiem maznac blyszczykiem w samochodzie (tzn, umiem, ale nie tam gdzie trzeba) ;)

    ReplyDelete
  27. Muszę wstać minimum godzinę przed wyjściem z domu, żeby doprowadzić się do stanu, w którm mogę się pokazać ludziom, wypić w spokoju kawę. Ostatnio musiałam wstać o 4:10 żeby wyjść z domu o 5:30... prawie noc.:)

    ReplyDelete
  28. Podziwiam od zawsze ludzi, którzy, jak np.Wspaniały, wyruszają już o świcie do pracy.Zawsze w dzieciństwie i młodości najbardziej zatruwało mi życie poranne wstawanie, choć nie wcześniej niż o 6.Ja raczej mogłabym pracować jako dozorca nocny, a szczególnie obecnie. Kompletnie mi się przestawiły pory doby, co czasami bywa kłopotliwe, nawet dla emerytki, która niby to niczego nie musi... ;)))
    A poza tematem ( nie mogłam komentować na Bloggerze ! ) - składam gorące spóźnione życzenia z racji Waszego szczęśliwego pożycia w ciągu 6. ( a nawet dłużej ) lat życia pod tym jednym dachem. I oby tak jak najdłużej!!

    ReplyDelete
  29. Wiesz co, ja nie wiem czy ci zazdroszczę czy wręcz przeciwnie. Fakt faktem, że rano biegam jak kot z pęcherzem:D

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...