Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, May 20, 2011

Z dusza na ramieniu

Obudzil mnie jakis huk, musial byc glosny, bo wyrwal mnie ze snu i sprowadzil do siadu na lozku w jednej sekundzie.  Spojrzalam obok i druga polowa lozka byla pusta. Wrzasnelam na caly regulator jego imie.
Cisza!!
Zadnej odpowiedzi...
Serce przestalo mi bic i zupelnie nie potrafie okreslic czy i o czym myslalam.
Wyskoczylam z lozka, przez ulamek sekundy wyobrazilam sobie, ze moze spadl, upadl gdzies po tamtej stronie i cos mu sie stalo, przebieglam dookola lozka.
Nie ma!!! Teraz juz wystraszona na calego zaczelam wolac:
-- Wspanialy gdzie jestes??!! Co sie stalo???!!!
Zupelnie nie dotarlo do mnie, ze swiecilo sie swiatlo w kuchni i nawet nie zerknelam na zaden zegar, po prostu nie potrafilam polaczyc zadnych realnych faktow dookola mnie.
A strach sparalizowal mnie na tyle, ze juz nie moglam biec, wiec szlam przez mieszkanie w kierunku kuchni, caly czas wolajac:
--Kochanie gdzie jestes?! Odezwij sie!!
W pewnym momencie otworzyly sie drzwi lazienki i pokazala sie w nich glowa Wspanialego.
-- Co sie stalo?? Czy Tobie cos sie stalo?? - zapytal zdezorientowany.
W pierwszym odruchu uwiesilam sie na jego golym, namydlonym ciele i zaczelam strasznie plakac, a tymczasem on nie majac pojecia co sie stalo probowal mnie utulic, bo ledwie stalam na nogach, wszystko we mnie drgalo w jakis niekontrolowany sposob i trzeslam sie jak galareta.
-- Ale co sie stalo? - dopytywal, glaszczac mnie po twarzy i ocierajac lzy, a ja nie moglam wydobyc z siebie glosu.
Uspokoilam sie tylko na tyle, zeby sie od niego odczepic i pozwolic mu dokonczyc przerwany prysznic.
Siadlam na kanapie w livingroom i plakalam.
Z przerazenia...
Z ulgi...  ze nic mu sie nie stalo... ze JEST caly i zdrowy...
I dopiero teraz zobaczylam, ze zegar wskazywal 4:47 a wiec pora jego codziennej kapieli przed praca.
Oboje nie wiemy co sie stalo, skad ten huk, ktory on tez slyszal, ale uwieziony w kabinie prysznica pod strumieniem wody nie slyszal mojego wolania, a na sam halas nie bardzo mogl zareagowac, dopiero jak wolalam "odezwij sie" to wyszedl w stanie w jakim byl, bo myslal, ze to mnie sie cos stalo.
Minela juz godzina, a ja sie nie moge uspokoic. Wszystko we mnie dygocze.
I teraz juz wiem czego sie boje najbardziej...
Boje sie zycia bez niego...
I nie jest to strach przed samotnoscia, ale strach przed brakiem jedynego czlowieka, ktorego kocham nad zycie, jedynego z ktorym jestem szczesliwa, jedynego ktory akceptuje mnie w 100% taka jaka jestem i ktory ma w sobie tyle radosci zycia, ze moglby obdzielic tym spore miasto i jeszcze by zostalo.
Boje sie, ze kiedys moglabym tego nie miec...

72 comments:

  1. no masz....mam tak samo i w pełni rozumiem!

    ReplyDelete
  2. Piękne jest to, co napisałaś, Star... To świadczy o tym, jak bardzo kochasz Wspaniałego i jak bardzo jesteście szczęśliwi. A horoskop chiński mówi, że Koń i Szczur to jedna wielka porażka.
    Nie ma odwrotu przed przeznaczeniem.
    Pozdrawiam serdecznie i radośnie, że jesteście cali i zdrowi!

    ReplyDelete
  3. Ech - myslalem, ze cos sie zlego stalo, a to tylko chwila strachu - w sumie takie chwile sklaniaja do refleksji i wiekszego chyba doceniania TEGO, kto jest przy nas. Usciski dla Was

    ReplyDelete
  4. To bardzo ładna historia o miłości, kiedy tak oboje baliście się o siebie nawzajem :)

    ReplyDelete
  5. Star - czas otrzeć łzy... Niezłego najadłaś się strachu, ale na szczęście, nic złego się nie wydarzyło.
    Ciesz się Waszą miłością i nie myśl, co mogłoby być, gdyby - takiej opcji nie ma :)
    Pozdrawiam ciepło

    ReplyDelete
  6. Wiem jak się czułaś.Ja miałam kiedyś sen ,że tracę męża .Obudziłam i za nim do mnie dotarło,że to tylko sen, przeżyłam podobny strach do Twojego.Powiem Ci, że jeszcze długo wracałam do tego snu myślami.

    ReplyDelete
  7. Mijka--> Na mnie to w sumie spadlo jak grom z jasnego nieba, a ze dodatkowo nie jestem skowronkiem wyskakujacym z lozka z hosanna na ustach, to przezylam jakis koszmar.

    ReplyDelete
  8. Akemi--> Udalo Ci sie wywolac pierwszy usmiech tym Szczurem i Koniem:))) Faktycznie choroskop chinski mamy zupelnie przeciwko sobie, ale za to nasz normalny Zodiak jest po naszej stronie. Wodnik i Blizniak to idealny uklad:)))

    ReplyDelete
  9. Mariniku--> Chwila strachu - na szczescie tylko to:)) Ale co sie tego strachu najadlam to moje:))) Buziaki dla Was:**

    ReplyDelete
  10. I zycze z calego serca aby te uczucia pozostaly juz do samiutkiego koniuszka!!!
    Milego weekendu

    ReplyDelete
  11. Scenki--> Tak i chyba nawet takie momenty sa potrzebne, bo w codziennym kieracie czlowiek pewnych rzeczy nie dostrzega, a co za tym idzie nie docenia:)

    ReplyDelete
  12. Granato--> Chyba wiek odgrywa w tym tez swoja role:))) Jakos tak mam wrazenie, ze gdybysmy mieli po 30 a nawet 40 lat to nie zareagowalabym az tak intensywnie. A przeciez nawet w duzo mlodszym wieku roznie to bywa...
    Bede pewnie miala kilka dni refleksji nad tym, ale to tez minie. Najwazniejsze, ze jest dobrze:)

    ReplyDelete
  13. Beata500--> Takie wydarzenia, sny zmuszaja do refleksji i ja wiem, ze bede wracac myslami do tego dnia.

    ReplyDelete
  14. Ineczko--> Dziekuje i milego weekendu dla Ciebie:))

    ReplyDelete
  15. Rozumiem Cię doskonale.W takim strachu przeżyłam kilka miesięcy w ubiegłym roku. Ale już jest lepiej, już nie wstaję w nocy by zajrzeć, czy oddycha.Został lęk i strach gdy się spóznia a nie zadzwoni, że się spózni.Więć właściwie może nie powinnam sie dziwić,że mi nocą ciśnienie skacze.Moze szkoda,że nie mamy mozliwości wyłączenia jakims guzikiem funkcji myślenia o tym jak to będzie gdy....
    Trzymaj się, ;)

    ReplyDelete
  16. ja czasem śnię podobne klimaty... nic przyjemnego

    ReplyDelete
  17. Anabell--> Pamietam Twoje zmagania z ubieglego roku. Wtedy niby rozumialam, ale teraz wiem na pewno co przezywalas.

    ReplyDelete
  18. Chwilka--> Tak to nie jest przyjemne. Z drugiej strony teraz juz emocje opadly i wiem, ze musze to sobie przepracowac, bo nie da sie zyc w leku, nawet jak on jest gdzies odlegly (a moze nie, bo nikt nie wie co go czeka) to nie moge sobie pozwolic na podporzdkowanie codziennosci lekowi. Taka juz baba jestem, ze ja sobie to musze przerobic:))

    ReplyDelete
  19. Kazdy ma takie chwile w zyciu, ktore uswiadamiaja nam co sie tak naprawde liczy. Zwykle, ze nie jest to bogactwo i dobra materialne a zdrowie, milosc i rodzina!!! Moze gdyby nie te chwile to bralibysmy wszystko "for granted" (to chyba najlepsze slowo, ktore nie ma odpowiednika w naszym ojczystym jezyku?) A przeciez nie ma nic "for granted"! Na Wszystko trzeba sobie zapracowac i niestety, w kazdej chwili mozna to stracic:) To chyba hormony tak nas kobiety zniewalaja, u mnie dochodzi jeszcze jakis irracjolnalny lek o dzieci mimo, ze oboje juz dorosle. Piekna jest taka milosc jak Wasza Star i tego sie trzymajmy:)
    PS A jutro ponoc koniec swiata hehe;)

    ReplyDelete
  20. Ja to dobrze rozumiem i mam podobnie. Mąż też wstaje rano i ja czasem jestem zaskoczona, jak budzę się i go nie ma i nikt się nie odzywa, a on jest w .....łazience, a ja jakoś tego od razu po przebudzeniu nie kojarzę!
    To uczucie minie, zobaczysz, i to bardzo szybko.

    Alicja

    ReplyDelete
  21. Boże, ja chyba też wpadłabym w panikę! Straszne są takie momenty, ale za to jakie piękne są chwile, kiedy okazuje się, że to fałszywy alarm, zły sen, albo zbyt intensywnie pracująca wyobraźnia. Ta ulga, że wszystko jest po staremu i że świat się nie wali - jest bezcenna.

    ReplyDelete
  22. Moniko--> Zgadzam sie ze wszystkim co napisalas:))) A ten "koniec swiata" to juz chyba 78y w czasie mojego zycia:))) Wiec chetnie obejrze w tv:))

    ReplyDelete
  23. Alicjo--> Mam wrazenie, ze jednak nie rozumiesz, tu nie ma co minac, bo to nie jest pierwszy tydzien kiedy mieszkamy razem i musze sie przyzwyczaic. Mieszkamy razem od ponad 7 lat i przez te wszystkie lata on wstaje w czasie kiedy ja spie i nigdy nie mialam z tym ani problemu ani sie nigdy nie wystraszylam, ze sie budze sama w lozku. To byl incydent polaczony z tym halasem, ciagle nie wiem co spowodowalo ten halas, ale moja reakcja zostala nim spowodowana i niczym wiecej. Prosta, zupelna dezorientacja, a nie zaden strach bo sie obudzilam i nie znalazlam meza w lozku. On i ja bardzo czesto wstajemy w srodku nocy, bo jak ktos nie moze spac to wstaje, zeby nie przeszkadzac drugiemu. Tak robimy, ale nie ma przy tym zadnych wybuchowych odglosow.

    ReplyDelete
  24. Rozumiem co czujesz.
    Wiesz....mnie po przeczytaniu Twojego posta przyszla do glowy taka mysl...
    ..Czasem trzeba porzadnego huku zeby czlowiek docenil to co ma...,bo jak czesto ludzie w pogoni za tym czy owym przegapiaja to co jest najwazniejsze w zyciu(wiem ,i to mozna wyczytac z Twoich wszystkich postow)ze Ty jestes wpelni swiadoma swojego szczescia.Ta moja refleksja Ciebie nie dotyczy.
    Nie plakuniaj juz,wszystko bedzie dobrze.
    Przytulam.

    ReplyDelete
  25. Zolwico--> Tak ulga po takim czyms jest bezcenna:)

    ReplyDelete
  26. Maga--> Zgadzam sie, czasem jest potrzebny taki wtrzas, a juz polaczony z hukiem daje doskonale efekty. A propos placzu:)) Ja generanie jestem bardzo niesklonna do placzu, raczej twarda sztuka, z wyjatkiem lez wzruszenia. Ale mialam kilka sytuacji w zyciu (nie smiej sie, ale jedna byla polityczna) kiedy ryczalam jak dziecko i nie potrafilam sie opanowac;))) Tym razem to chyba placz byl odreagowaniem napiecia, ktore spadlo na mnie zupelnie niespodziewanie:))) Wspanialy przed wyjsciem do pracy juz mi zafundowal powod do smiechu jednym ze swoich powiedzonek;)))

    ReplyDelete
  27. no strasznie wzruszające to co napisalas...

    ReplyDelete
  28. Oj, jak rozumiem... Ja mam traumę powypadkową i takie napady świadomości dość często :/

    BTW ekstra foto sobie strzeliłaś w profilu, bardzo filmowe :)

    ReplyDelete
  29. bosz..a ja też sie popłakałam!!

    ReplyDelete
  30. Pfff...
    No wzruszyłam się.
    Buziaki.

    ReplyDelete
  31. Przez kilka dni nie miałam dostępu do Sieci i teraz hurtem czytałam ostatnie posty(już po reportażu z kasyna),a przy wszystkich się popłakałam - ze śmiechu lub ze wzruszenia... Ta ostatnia pełna ekspresji, napięcia i z poruszającym przesłaniem - naprawdę chwyta za serce. :) Dużo ZDROWIA dla WAS !!

    ReplyDelete
  32. No ale zamiast hałasu na przykład śniło mi się, że mąż mi zasłabł i umarł...kiedy po przebudzeniu nie było go obok mnie, a ja nie wiedziałam która jest godzina, to miałam po prostu duszę na ramieniu i dlatego napisałam, że dobrze Cię rozumiem. Ty miałaś hałas, ja miałam sen, a potem pomyślałam, że faktycznie zasłabł i coś się stało...tak jak we śnie.

    Nie chciałam pisać o tej wyimaginowaj śmierci, bo to nieprzyjemne i dla mnie i dla Ciebie...tylko tyle, że Cię rozumiem.
    Alicja

    ReplyDelete
  33. Poruszające jest to co opisałaś Stardust, a uczucie świetnie rozumiem... Czasem trafiają się ciężkie chwile i wtedy wyraźnie sobie można uświadomić kto i co jest ważne...

    ReplyDelete
  34. hmm.... mój mąż pewnego razu miał wrócić o 15. Nurkował. Była 20 a jego nie było. Przez te pięć godzin analizowałam, płakałam, tłumaczyłam sobie, histeryzowałam itd. Gdy w ciemnościach nagle zobaczyłam jego postać zareagowałam podobnie i podobnie myślałam... Nie napiszę nic wzniosłego, bo oczywiste jest że doskonale Cię rozumiem. Ściskam Cie mocno. "gekon"

    ReplyDelete
  35. Malgoska czarna--> W tym wszystkim to przeszlam przez cale spektrum emocji w ciagu chyba nie dluzej niz 10 minut. Ale dobrze, ze jest jak jest, swoja droga ciekawa jestem czy sie kiedys chocby przypadkowo dowiem co narobilo tyle huku:)

    ReplyDelete
  36. Laki--> Dawno temu, bo jakies 22 moze 23 lata temu bylam w wypadku samochodowym. Na szczescie nic mi sie nie stalo, siedzialam za kierowca, samochod doznal calkiem powaznych uszkodzen, z pasazerami bylo lepiej. Najdziwniejsze jest, ze ja na ulamek sekundy "przed" widzialam jak wpadamy prosto w slup i wiesz ten odruch obronny, kiedy czlowiek wyciaga rece i stara sie odepchnac przeszkode? Taki odruch mialam przez wiele lat najczesciej zupelnie niepotrzebnie, ale to juz jest kwestia chyba podswidomosci i tego nie da sie przeskoczyc. Teraz juz mi sie to nie zdarza, ale nprawde trwalo dlugo.

    ReplyDelete
  37. el--> Ja sie juz upokoilam, ale caly incydent wzbudzil naprawde wartosciowe refleksje.

    ReplyDelete
  38. RUDA--> Tyko brabuk nie chlipaj:) Wiesz my twarde kobitki som:)))

    ReplyDelete
  39. Ja mam takie myśli czasami - oboje jesteśmy motocyklistami, a to jak wiadomo niezbyt bezpieczne hobby. I zawsze jak się kłócimy, albo się o coś czepiam, to mam taką myśl, że zaraz sie musimy pogodzić, żeby nie wychodzić z domu poobrażani, bo nie wiadomo co się może stać. Nie tak, ze się trzęsę cały czas, ale taka myśl z tyłu głowy, że pewne rzeczy nie są warte zachodu i trzeba o siebie dbać :)

    ReplyDelete
  40. Alicjo--> Wlasnie dobrze, ze napisalas, bo to wyjasnia. Natomiast jak napisalas, ze mi to przejdzie to ja zrozumialam, ze Ty myslisz, ze ja sie tak codziennie budze z krzykiem tylko dlatego, ze jego juz nie ma:)))
    A sny moga byc naprawde bardzo sugestywne, wiec rozumiem, ze sie przerazilas.
    Durny przyklad, ale ja sie kiedys obudzilam w momencie kiedy mi sie snilo, ze jem lody i przez kilka sekund rogladalam sie po lozku za tymi lodami, zeby nie pobrudzic poscieli:)))
    Teraz rozumiem i na szczescie tak u Ciebie jak i u mnie skonczylo sie falszywym alarmem. Niech tak zostanie jak najdluzej:)

    ReplyDelete
  41. iimajko--> I tylko jak nam juz zycie/los/czy co tam jeszcze przypomni co wazne, to starajmy sie o tym pamietac:)))

    ReplyDelete
  42. Gekon--> Chyba bym umarla przez te 5 godzin. Rozumiem doskonale. Potomek jako nastolatek mi kiedys zrobil taki numer, ze prosto po szkole nic mi nie mowiac poszedl sobie do kina. O malo nie oszalalam, od tamtej pory zapamietal raz po wsze czasy, ze kobiety tak maja i nalezy dzwonic, informowac i nigdy wiecej nie robic takich numerow.
    Wspanialy wie tez od samego poczatku, bo jak jeszcze mieszkal w NJ to mial przykaz, ze bez wzgledu na godzine, o ktorej dojedzie do domu ma zameldowac, ze dojechal i wszystko jest w porzadku. Wiec na szczescie nawet jak sie pociag opozni o 15-20 min, to dzwoni i melduje.
    Troche terrorystka jestem pod tym wzgledem, ale.... ;))

    ReplyDelete
  43. Ja właśnie czytając czułam podobne emocje do różnych moich z takich życiowych historii. My też w domu mamy zasady meldowania się, jak również dzwonienia, jak się tylko wyląduje gdzieś tam, a potem jak się już dojedzie do hotelu (bo wiadomo, szanse na wypadek są większe w drodze na lotnisko i z lotniska). Jak coś jest nie tak i przeciąga się, to my, osoby z bujną wyobraźnią, widzimy już wyjaśnienia, co się mogło stać i dlaczego nie dzwoni. Ja nie lubię mówić i myśleć o śmierci (jak chyba większość ludzi nie traktuję tego jak powinnam, czyli normalnie), ale a takich momentach przychodzą mi najgorsze możliwe rzeczy do głowy. Brrrr. Wszystko jest dobrze, oby tak dalej i oby jak najdłużej!
    Alicja

    ReplyDelete
  44. rozumiem.Doznałam kiedyś czegoś podobnego.
    No u nas to "tylko"sąsiad GŁOŚNO wjeżdżał na posesję i huknął drzwiami od garażu...ale ten huk,i brak Osobistego obok,brrrr źle wspomnam;/.

    mam prosbe - jak byś przetłumaczyła to na polski?:
    "When these old pistols were fired, a delay occurred--while the powder fuse burned--before the explosion sent the ball out of the barrel."

    ReplyDelete
  45. tuv: wg mnie to by było "Po odpaleniu tych starych pistoletów pojawiło się opóźnienie spowodowane spalaniem lontu, zanim eksplozja wyrzuciła kulę z lufy" Nie jest to dosłowne, ale oddaje sens.

    ReplyDelete
  46. Wywołujesz skrajne emocje ... dzisiaj się wzruszyłam ... ja też nie wyobrażam sobie życia bez mojego Tomiego :)

    ReplyDelete
  47. Star... jak ja cie rozumiem. I cieszę się, że rozumiem, zanim byłoby za późno:)

    ReplyDelete
  48. Parę chwil i się czuje, co ( raczej kto) jest w życiu ważne/ważny...

    pzdr ciepło

    ReplyDelete
  49. No i ja sie nie dziwie.
    Tez pewnie bym tak miala.

    ReplyDelete
  50. Koala--> Wspanialy kiedys wspomnial o kupnie motocykla(u)(?) zeby dojezdzac do pracy, ale mu to skutecznie wybilam z glowy, bo chyba umarlabym na serce:))) A swoja droga to nigdy nie lubilam (nawet w nieudanych malzenstwach) wychodzic z domu obrazona, czy nawet isc spac. To chyba dobra zasada, rozwiazywac roznice zdan na biezaco:)))

    ReplyDelete
  51. Alicjo--> Teoretycznie uwazam smierc za kolejny etap w zyciu, co nie znaczy, ze jestem na nia gotowa, ale chyba nikt nie jest gotowy:)

    ReplyDelete
  52. Tuv--> Wlasnie jestem ciekawa czy sie kiedys dowiem co spowodowalo ten huk?
    A sorry ze nie pomoglam z pytaniem z tlumaczenia, ale ja ciagle jestem w pracy i moge tylko z doskoku kiedy nie jestem zajeta. Ale Koala juz zalatwila za mnie i dokladnie tak samo napisalabym ja:)))

    ReplyDelete
  53. Koalo--> Dzieki za pomoc w tlumaczeniu:)))) Jestes obcykana w angielskim super!!!!

    ReplyDelete
  54. Madziula--> Tak to w zyciu jest, klebek roznych emocji:))

    ReplyDelete
  55. Nivejko--> Taki moment wstrzasu mimo, ze przykry to jednak potrzebny;)

    ReplyDelete
  56. Bosy Antku--> Tak, w zyciu najwazniejsi sa ludzie. Cala reszte mozna tracic i znow nabywac, ludzi traci sie tylko raz.

    ReplyDelete
  57. Futrzaku--> To chyba w sumie bardzo typowa reakcja:)

    ReplyDelete
  58. Koala - dzięki:))))

    Star - no mnie by naprawdę intrygowało SKĄD ten dźwięk.I słyszł go Wspaniały,co oznacza że był naprawdę głosny a nie przynśniony/wyśniony .

    ReplyDelete
  59. Tak, Star - tylko ten żyje naprawdę - kto kocha. :)

    ReplyDelete
  60. Chyba każda z nas miewa takie momenty... Mój czasem zbyt długo zabawi w piwnicy, lecę wtedy sprawdzać, czy żyw! Skoro się trafiło na Wspaniałych, trzeba chuchać, dmuchać i chronić!

    ReplyDelete
  61. To pobudke mialas z wielkim hukiem, nie zazdroszcze! Przemyslenia wzruszajace i chwytajace za serce.

    ReplyDelete
  62. Najpiekniejsze pisanie o kochaniu innego czlowieka.
    Kokliko

    ReplyDelete
  63. To nie ja miałam wypadek tylko mój mąż. Kolizja z pijanym na trasie szybkiego ruchu. Mąż przeżył, ale szukałam go 48 godzin, bo taką mamy policję w PL, że 'nie wiedziała' o wypadku w nie swoim rejonie, podczas gdy już dawno leżał w szpitalu. I to było najdłuższe 48 godzin w moim życiu. Stąd to mam.

    ReplyDelete
  64. Kwoko--> Przepraszam, przez to doskakiwanie i odskakiwanie w czasie pracy, gdzies mi sie Ciebie przeoczylo:( Staram sie, ale nie zawsze wychodzi. Kochana dobrze, ze Twoj chwilowy brak dostepu juz minal i jestes:))) Slowem tak u Ciebie jak i u nas jest dobrze:)) Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia:)))

    ReplyDelete
  65. Tuv--> Juz wiem!! I zaraz napisze:)))

    ReplyDelete
  66. Thuria--> To prawda:)) Ale tez nie zapominajmy, ze lepiej kochac i stracic niz nie kochac w ogole;)

    ReplyDelete
  67. Zgago--> Szczerze?;) To wiesz ja nie naleze do takich chuchajacych i dmuchajacych na codzien, jakos nie jestem tak wylewna, ale jak cos sie dzieje, to potrafi postawic mnie do pionu:)) A dobry maz to skarb, tu sie zgadzam w 1000%:))

    ReplyDelete
  68. Ataner--> Tak z wielkim hukiem i nawet nie potrzebowalam 2 godzin zeby sie zorientowac kim jestem:)))

    ReplyDelete
  69. Laki--> Dzieki za wyjasnienie. Wspolczuje takich przezyc i rozumiem, ze to raczej nie minie, bedziesz sie juz chyba zawsze bala jak sie ktos z bliskich spozni. 48 godzin!!! Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazic co przezywalas.

    ReplyDelete
  70. no to wiesz co czuję, gdy Grubel nie odzywa się dłużej niż 3 dni lub gdy nagle zachoruje na byle co... Jego słabość obezwładnia mnie całą. Tracę równowagę i nie myślę racjonalnie.

    ReplyDelete
  71. Ade--> Ciebie to ja zawsze podziwiam, bo ja mimo tej zewnetrznej szorstkosci chyba jestem za bardzo kwokowata, zeby miec kochana osobe tak daleko. I przeciez nie zawsze macie lacznosc, a to moze czlowieka wykonczyc.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...