Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, June 13, 2011

Dobre bylo ale sie skonczylo

Wypadajace w piatek urodziny sa calkiem dobre, bo to oznacza w sumie 3 dni przyjmowania zyczen, leniuchowania, swietowania i niestety obrzarstwa.
W piatek rano jak tylko zobaczylam te kartke z anonsem wizyty w Spa, to natychmiast wpadlam w panike, bo przeciez nie moge isc do porzadnego Spa porosnieta mchem. Mchem, bo trudno to po tylu latach woskowania nazwac wlosami. Zarost mam, ze tak powiem kolejowy, co przystanek to klak, ale niestety stwierdzilam, ze musze sie odmechacic w trybie natychmiastowym. W pracy poniewaz mialam luzy odmechacilam witki gorne i pachy, bo tyle jeszcze moge sobie zrobic sama, cala reszta niestety musi sie zajac ktos inny. Zadzwonilam wiec do zakladu, w ktorym od lat juz poddaje sie tego typu zabiegom i umowilam wizyte na sobote rano.
Wizyte w Spa juz wczesniej udalo mi sie z soboty przelozyc na niedziele. Wspanialy nie byl zachwycony, bo juz ustalil, ze w niedziele pojdziemy na obiad z Potomkostwem. Trudno, poprosilam, zeby namowil Potomkostwo do zmiany planow. Udalo sie.
Teraz juz spokojna o moje zajecia postanowilam wszystko zapisac w moim osobistym rozkladzie jazdy. Patrze a tam jak wol stoi, ze juz mam wizyte u dnetysty wlasnie na sobote rano, czyli o 11tej, bo jak wiemy moje rano zaczyna sie w porze hejnalu, a wiec i tak ukradlam sobie troche czasu.
Jaki duren zamawia sobie wizyte u dentysty dzien po urodzinach?
Ano ja, czyli osoba, ktora nie zawsze pamieta kiedy sie urodzila.
Zadzwonilam jeszcze raz do kosmetyczki i przelozylam wizyte na 12:30, uznajac, ze dentyscie powinno wystarczyc 30 minut na czyszczenie mojego uzebienia.
Tym sposobem mialam zajete pol dnia w sobote.
Dentysta widac sie za mna stesknil, bo zachcialo mu sie robic mi zdjecia. Nie, nie moje, tylko takie wyrywkowe czyli moich szczek. Zrobil zdjecia, zabral sie za czyszczenie i gada.
Kurwa, dlaczego oni ciagle gadaja, jak czlowiek siedzi z otwarta paszcza, slina cieknaca do podlogi i nie ma mozliwosci powiedziec slowa tylko belkoce jakies "yyyhyyy, eeheeem, uuuuhuuu".
Korzystajac z okazji, ze mi zrobil przerwe na plukanie otworu gebowego powiedzialam:
-- Moze niech doktor do mnie nie gada, bo ja nie dosc, ze nie moge nic powiedziec to mi sie jeszcze spieszy. 
-- Sobota jest, gdzie sie Tobie spieszy? 
-- Ja mam nastepne spotkanie umowione na 12:30 i jeszcze musze tam dojsc. 
-- Dobrze, to juz nie bede gadal i zaraz konczymy. 
Ale gdzie tam, ledwie mnie znow polozyl i nawija. No ma facet gadane i tyle.
Jak juz skonczyl to byla 12ta. Mam pol godziny zeby jak strus pedziwiatr doleciec do kosmetyczki.
A ten mnie zatrzymuje, bo musi obejrzec zdjecia.
-- Doktorze, doktor sobie te zdjecia obejrzy w spokoju ducha i jak bedzie cos nie tak, to prosze do mnie zadzwonic, bo ja naprawde musze juz leciec. 
Nie czekajac na jego odpowiedz polecialam. Nie dzwonil, to znaczy, ze wszystko jest w porzadku.
Na ostatnia minute zdazylam na odmechacenie.
Pozniej ledwie wrocilam do domu, wzielam powtorny prysznic i trzeba sie bylo przygotowac na obiad z Potomkami. Na te okazje Wspanialy wybral restauracje grecka, do ktorej zawsze chcialam isc, ale jakos nigdy nie bylo okazji. Jest to jedna z najlepszych restauracji greckich w NYC i dziwnym zbiegiem okolicznosci jest niedaleko naszego domu. Jedzenie maja tam naprawde super!!!
Drogo, to fakt, ale uznalismy wszyscy, ze naprawde warto. Tak przepysznych kotletow z jagnieciny nie jadlam chyba nigdy. Mniam...  A potem byl jeszcze urodzinowy deser, podany przez czterech kelnerow i szefa kuchni z odspiewaniem "happy birthday" i butelka szampana.
Bardzo mi sie podobaja takie urodziny:)
Ale prawdziwa jazda zaczela sie w niedziele.
Najpierw bylo sokojnie, sniadanie do lozka, troche sie pogapilam w telewizornie, pozniej prysznic, wykrecilam soibe loki i na 12 pojechalam do Spa.
To jest to tajskie Spa, do ktorego chodzimy czasem na masaze. Nigdy wczesniej nie korzystalam tam z innych zabiegow, bo ja troche sie cykam jesli chodzi o moja twarz i zwykle korzystam juz z miejsc sprawdzonych. Co podkusilo Wspanialego? Nie wiem, no ale skoro juz za wszystko zaplacil, to postanowilam podjac ryzyko.
Na powitanie dostalam filizanke mocnej herbaty imbirowej, ktora tam czestuja przy kazdej okazji.
Zaczelo sie od peelingu calego ciala cukrem, na szczescie minelo juz prawie 24 godziny od odklaczania, wiec nie mialam zadnych nieprzyjemnych sensacji. Cukier pachnial malinami i momentami mialam ochote polizac:)
Pozniej zmyto ze mnie cukrowa maz i panienka oblozyla mnie plynna czekolada, teraz dopiero mi jezor latal, ale dalam rade sie wstrzymac przed niekontrolowanym lizaniem.
Jak juz bylam cala czekoladowa to zawineto mnie w kokon termiczny i tak lezalam przez 20 minut. Na cala te impreze moje loki zosaly zawiniete w jakis turban, coby nie zmokly i jakos nie myslalam za wiele jak bede wygladac pozniej. Ot poddalam sie z radoscia tej macance, bo ja lubie jak mnie miziaja:)
Przy czym warto zaznaczyc, ze caly zabieg peelingu i obkladania czekolada odbywal sie na 4-rece, co daje fantastyczne uczucie. Chyba nawet nie potrafie tego opisac, ale jest to naprawde bardzo relaksujace.
Co cztery rece to nie dwie;)
Po prysznicu i zmyciu calej czekuladowej mazi czekal mnie masaz.
Masazystka zapytala jaki masaz preferuje i czy mam jakies specjalne zyczenia, ewentualnie czesci ciala "specjalnej troski". Zgodnie z prawda, powiedzialam, ze czasem dokucza mi bol w dolnych pratiach kregosupa, ale zyczen szczegolnych nie posiadam i zdecydowalam sie na shiatsu.
O tajskim masazu nawet boje sie myslec od czasu kiedy bylam swiadkiem jak to w czasie tajskiego masazu Wspanialemu leb do dupy skrecili.
Masazystka powiedziala, ze ona w takim razie zastosuje mix trzech technik zebym mogla jak najwiecej skorzystac. A niech tam bedzie, niech sie dziewczyna wykaze kreatywnoscia, pomyslalam i polozylam sie twarza w dol.
Zaczelo sie od delikatnego przyciskania tu i owdzie na calej powierzchi moich plecow a i tam gdzie plecy juz utracily swa szlachetna nazwe, potem takie rozciagajace ruchy na przemian z kolyszacymi.
No fajnie bylo i nic nie wskazywalo na to, ze cos mi grozi.
A tu nagle baba wskoczyla na lozko i siadla na mnie okrakiem!
Juz mialam zaprotestowac kiedy poczulam, ze jej cialo sie unioslo, ale na moich plecach wyraznie czulam jej stopy przesuwajace sie rownomiernie i dosc gesto po calym moim ciele.
Jak sie juz przyzwyczailam, ze zostaje zdeptana jak kapusta w beczce, tak ona od czasu do czasu dawala mi solidnego kopa z piety. A juz na koniec to normalnie bez pardonu odtanczyla na moich plecach i nogach tradycyjnego kazaczoka. Moje biedne cycki zostaly przez to rozplaszczone na regularne nalesniki.
Jak se juz potanczyla to zeskoczyla z wyrka i dawaj mnie szarpac za koczyny raz gorne raz dolne.
Szczescie od Boga jestem kawal solidnej baby, bo ani chybi skonczylabym na wozku inwalidzkim.
Nareszcie pozwolila mi sie przewrocic twarza w gore, wiec pomyslalam, ze przynajmniej bede widziec, z ktorej strony mnie teraz zaatakuje.
Nic z tego, bo mi nakryla oczy jakims pachnacym recznikiem i odplynelam zupelnie.
Ale chyba mi zadnej krzywdy juz nie robila, bo spalam jak niemowle.
Na koniec mnie obudzila, pomogla sie ubrac w puszysty szlafrok i zaprowadzila na pedicure i maniciure. Manikurzystka przyniosla kolejna filizanke herbaty imbirowej, wybralam kolor i zaglebilam sie w czelusci ogromnego fotela na dokonczenie drzemki.
Pozniej suszenie paznokci i zabieg twarzy, czyli to czego sie balam najbardziej.
A w sumie okazalo sie, ze byl to jeden z najlepszych zabiegow jakie mialam w zyciu.
Jeszcze teraz mam skore na twarzy jak aksamit.
Tyle tylko, ze przy tych wszystkich zabiegach tak mi rozkoltunily moje pracowicie wykrecone loki, bo oczywiscie w ramach masazu masowano mi rowniez skalp, ze jak wyszlam do czekajacego na mnie Wspanialego to wygladalam jak bocianie gniazdo.
-- Wygladasz slicznie, a jak sie czujesz? - zapytal moj ukochany maz.
-- Narazie to trudno powiedziec jak sie czuje, bo ciagle mam wrazenie, ze spie.
W tym momencie podeszla do nas wlascicielka Spa z dwoma lampkami wina i drobnym upominkiem dla mnie z okazji urodzin. Bardzo to mile z ich strony.
Upominkiem okazly sie probki produktow jakie oni tam uzywaja. Ja akurat znam te linie, bo kiedys nawet bralam pod uwage uzywanie ich u mnie w pracy, ale jednak wybralam cos innego.
Probki zawsze sie przydadza, wazny jest gest.
Pozniej pytalam Wspanialego czy on moze zamawial to wino itp., ale nic podobnego, on po prostu zasiegal porady jakie zabiegi beda najbardziej odpowiednie "dla zony z okazji urodzin" i tym sposobem wiedzieli, ze to jest prezent z okazji.
Przy winie Wspanialy powiedzial, ze teraz idziemy na obiad do tajskiej restauracji, ktora znajduje sie tuz obok Spa. I dotarlo do mnie, ze przeciez mam na glowie kapuste, w ktora wlasnie pierdolnal granat.
-- Do restauracji? Bosze a moje wlosy?
-- Wlosy sa calkiem dobre, przy dzisiejszej modzie wygladasz jakbys wlasnie lansowala nowy trend.
I tak to, ostatni etap swietowania dostal tytul "obiad z koczkodanem".
Wrocilismy do domu i poszlam prosto do lozka spac.
Byla 19:27... a ja nie moglam za nic utrzymac otwartych oczu.

48 comments:

  1. jakoś do tej pory nie mogłam się zdecydowac na masaż... ale po taaaakim opisie już niczego się nie lękam :)

    ReplyDelete
  2. Ale bosko! Kij z tym czupiradłem! Też bym chciała być tak wymasowana i wypieszczona:)
    I ta kobiecina tak na serio po Tobie łaziła?!:)
    Ja też tak chcę!!!:)

    ReplyDelete
  3. super urodzinowy prezent! aż mi się zachciało. i urodzin. i spa :)

    ReplyDelete
  4. Chwilko--> Masaze polecam, dzis czuje sie jak mlody bog:))

    ReplyDelete
  5. el--> No poddal mnie chlop generalnemu remontowi:))

    ReplyDelete
  6. Krokodylko--> Tak, ona po mnie chodzila:) Wzdluz lozka wisi taki drazek i ona sie tego trzyma i chodzi po czlowieku. Trzymanie sie drazka pozwala na regulacje ciezaru jej wlasnego ciala. W sumie to jest bardzo fajne, tyle, ze od czasu do czasu dostajesz kopa:)))

    ReplyDelete
  7. Spt--> Wiem, ze Ty tez lubisz takie zabiegi:))

    ReplyDelete
  8. A nie mowilam, ze Wspanialy cos fajnego Ci sprezentuje:))))Twoj opis masazu, skakania po Tobie, gniecenia, uciskania i kopania, to niczym z jakiegos filmu, tylko jakiego???
    PS Moj syn jak go boli dolny odcinek kregoslupa to kaze swojej siostre chodzic po sobie i to ponoc mu pomaga!!!!

    ReplyDelete
  9. Gratuluje takich,,, bogatych w zdarzenia urodzin:) i oczywiscie sto lat:)

    a miziania na cztery rece to chyba bym nie zniosła...no może, jednak zawinięcia w kokon to juz nie , bo na sama mysl o kokonie swedzi mnie nos poza tym brak kontroli nad soba sama pralizuje mnie:)

    ReplyDelete
  10. Miło się czytało... tym bardziej, że nienawidzę masażu! Wiem, wiem dziwna jestem. Mimo, że nie cierpię to raz się skusiłam w Tajlandii. Wszystko było cacy prócz masażu. No nie i już! I jeszcze sobie myślę, że taki prezent to coś cudownego! CUDOWNEGO!!! Cudownego tym bardziej, ze od Wspaniałego... Pozdrawiam. "gekon"

    ReplyDelete
  11. Ja też chcę taki prezent na urodziny! Nie wiem tylko czy przeżyłabym taki masaż ekstremalny :))

    ReplyDelete
  12. A co tam fryzura,w Ameryce jestes:)))Wszystkie trendy dozwolone:))
    Najwazniejsze ze bylo fajnie i ciekawie.
    Co do dentysty,pewnie facet kozysta z okazji ze nie mozna mu przerwac i nadaje...wiesz,nie kazdy ma w domu mozliwosc zabierania glosu:)))))

    ReplyDelete
  13. Moniko--> To chodzenie to chyba ma cos wspolengo z japonska metoda, bo pracowalam kiedys z Japonka, ktora wlasnie masowala stopami. Kiedys mi jakis bol wszedl w okolice lopatki i nie mialysmy czasu zeby mi zrobila masaz, to tylko kazala mi siasc na schodach ona stanela na gorze i mnie wziela z kopa:))) O malo nie spadlam ze schodow, ale bol minal:)))

    ReplyDelete
  14. Beata--> Dziekuje:)) Masz racje, ze zawiniecie w kokon moze byc upierdliwe, na szczescie potrafie medytowac wiec to pomaga. Inaczej to pewnie bym sie kazala co chwile gdzies drapac:)))

    ReplyDelete
  15. Gekon--> Jak nie lubisz, to nie i nic na to nie pomoze. Ja uwielbiam masaze i jak tylko Wspanialy pyta czy mam jakies konkretne zyczenie w zwiazku z prezentem to niezmiennie odpowiadam "to co zawsze" i on juz wie, ze masaz na pewno. Gdybym mogla wyrobic finansowo to na masaze chodzilabym co tydzien:)))

    ReplyDelete
  16. Monikana--> Naprawde ekstremalny to jest tajski masaz:) Jak bylismy pierwszy raz razem ze Wspanialym 2 lata temu i mielismy masaz w tym samym pokoju, to jak zerknelam co wyczyniaja z moim chlopem, to sie wystraszylam ze wdowa zostane:))) A na koniec Wspanialy powiedzial "brakowalo jeszcze tylko kilka sekund naciagania i juz bym sie mogl we wlasna dupe pocalowac" To byla ekstrema, nastepnego dnia byl obolaly, ale juz dwa dni pozniej powiedzial, ze czuje sie jak nowonarodzony:)

    ReplyDelete
  17. Maga--> Moj dentysta zawsze gada:))) Ze mna najwiecej o jedzeniu, bo on oprocz tego, ze jest dentysta doskonale gotuje:))) Wiec jak przychodze, to sie zawsze chwali co nowego gotowal. A ja morda otwarta i slucham o tym zarciu i slina mi sie toczy ze wzmozona szybkoscia:))) Oszalec mozna, dobrze, ze sie facet zna na zartach to moge sobie pozwolic na takie uwagi:))

    ReplyDelete
  18. Brawo Wspaniały !!Spędziłaś te urodziny jak prawdziwa DAMA i bez względu na stan fryzury, według Wspaniałego, wyglądałaś ŚLICZNIE i "lansowałaś nowy trend " - to jest PARTNER - CUD - MIÓD ! Uśmiałam się przy tej Twojej narracji do łez - np. "obiad z koczkodanem " czy OPIS masażu tajskiego - ha,ha,HA !!
    Jeszcze raz wszelkiej pomyślności dla WAS ! :-)

    ReplyDelete
  19. Regularnie... wyłam ze śmiechu czytając, począwszy od fragmentu, jak Wspaniałego wykręciło do tyłu, na Koczkodanie skończywszy :DDD
    Kobieto - Ty masz takie pióro, że nic ino wydać z tego książkę ;)

    Tajskie SPA nadal brzmi groźnie... :D

    ReplyDelete
  20. Poczułam ochotę na masażyk...

    ReplyDelete
  21. Kwoko--> No koczkodan byl pierwszej klasy:)) Na szczescie nie bylo w tej restauracji wiele ludzi, bo pora obiadowa jest tutaj pozniej i jak wychodzilismy to sie dopiero towarzystwo zaczelo schodzic. A Wspanialy, to wiesz, moze on sie boi;))

    ReplyDelete
  22. Granato--> eee tam groznie;) Dobry masaz musi troche bolec nawet nastepnego dnia, a pozniej sie czlowiek czuje fantastycznie:)))

    ReplyDelete
  23. Zgago--> Ja zauwazylam, ze z wiekiem wzrasta mi zapotrzebowanie na masaze;)

    ReplyDelete
  24. Dawno nie smialam sie na glos czytajac tekst. Dzisiaj mi sie to zdarzylo czytajac Twoja relacje z urodzinowego pobytu w SPA. Happy B-day! D.

    ReplyDelete
  25. Ten post powinien być elementarzem dla panów, którzy nie mają pomysłu na urodziny dla swoich żon - spa :)
    Cieszę się, musiało być bosko:))

    ReplyDelete
  26. oh - why why ja nie lubie masazow???:)
    natomiast smarowanie czekolada? nirvana! no prosze mnie smarowac ile wlezie:))

    ReplyDelete
  27. Fajne urodziny, taki 'zmasowany' prezent, full wypas :))

    Spóźnione (ale niech tam;) życzenia wszystkiego najlepszego! Żebyś z okazji 100 lat tez się tak zaraźliwie cieszyła z życia i czerpała garściami:)
    Z Ciebie to prawdziwy gadatliwy bliźniak, ja to jestem taki powściągliwy bliźniaczek:)

    Pozdrawiam czerwcowo!

    ReplyDelete
  28. Wszystkiego najlepszego....i zarażaj nas nadal swoim optymizmem. Tego Tobie i sobie życzę. :-)

    ReplyDelete
  29. Laki--> Jak widac z niektorych wypowiedzi nie wszystkie kobiety lubia takie zabiegi, ja akurat jestem pies na "macanki":)) Wiec dla mnie to zawsze najlepszy prezent.

    ReplyDelete
  30. Aniu_2000--> No wlasnie sa kobiety, jak Ty, ktore nie lubia i to pewnie bylaby katorga. Za to w pakiecie czekoladowym mozna dorzucic Ci jeszcze bita smietane;))

    ReplyDelete
  31. Magda--> Dzieki za zyczenia;)) Ja jestem gadula, ale tez nie zawsze, czasem mam takie dni, ze mi sie geby nie chce otworzyc:)))

    ReplyDelete
  32. Kasiu--> Mam nadzieje, ze nam nie braknie optymizmu:))

    ReplyDelete
  33. Chciałabym takie urodziny! Najlepszego, buziaki serdeczne!

    ReplyDelete
  34. lepsza baba okrakiem na plecach jak facet bo tego to byloby mi sobie trudno wyobrazic hahahahhahahahaha no pieknie mialas ja tez tak kce :) :) :) :)

    ReplyDelete
  35. Star Ty powinnaś wydać książkę czy cuś, piszesz przecudnie, obśmiałam się jak norka, a kazoczok na plecach po prostu czad !

    ReplyDelete
  36. BN--> Tez mysle, ze z ta baba wyszlam lepiej:) Jak by mi tak chlop zaczal cholubce (nie wiem czy to sie tak pisze) wyczyniac na grzbiecie, to moglabym nie wytrzymac:))

    ReplyDelete
  37. Scarbossa--> Moze i dobrze mowisz, ale wiesz z wydawania, to narazie najlepiej mi idzie wydawanie sie za maz:)))

    ReplyDelete
  38. Star! Ty szczesciaro, prezent urodzinowy wspanialy. Chyba kazda kobieta chcialaby byc tak "wymaltretowana" od czasu do czasu:))

    ReplyDelete
  39. Ataner--> Ja mowie ze jestem low maintenance i Wspanialy nie musi sie wysilac z mysleniem o prezencie:)) Moze byc nawet z kazdej okazji ten sam prezent:)

    ReplyDelete
  40. Sto lat! I az sie rozmarzylam. Wyliczylam sobie, ze jak bede obchodzic 57 urodziny , to moj maly synek bedzie na studiach i ja tez bede mogla kilka godzin w spa spedzic. Wiec czekam:-)
    A tak mowiac o spa - czy wiesz , czy w usa robia pedi frezarka - czy tylko takie glaskanie piet? Bo ja juz nie moge wyrobic i tesknie za takim porzadnym pedi z PL.

    ReplyDelete
  41. Ewa--> FREZARKA!!! Frezarka to o ile dobrze sie orientuje narzedzie mechaniczne do obrobki metalu. Jakie trzeba miec zaniedbane piety, zeby potrzebne bylo takie narzedzie? Chyba jednak nie rozumiem. Ja mam tyle lat ale nigdy nie potrzebne mi nic wiecej do piet niz normalna taka lapka pokryta tasma podobna do papieru sciernego i tym sobie sama szoruje piety raz na tydzien. Manikurzystka poprawia tym samym narzedziem i na tym koniec. Nie mam zadnych problemow z pietami, chociaz stopy mam fatalne:)) Przepraszam, ale ja pewnie cos zle pojmuje.

    ReplyDelete
  42. No i zrobilo mi sie troche wstyd, bo piety mam fatalne. A ta frezarka wyglada tak:
    http://www.kosmed.nazwa.pl/frezarki.htm i maja nakladki do pedicure.

    ReplyDelete
  43. Ewo--> Ja bardzo przepraszam, bo absolutnie nie chcialam zrobic Ci przykrosci, ja po prostu wywoalam w pamieci frezarke do metalu:)))
    Dzieki za link, to co jest tam na obrazkach bardzo czesto widze w salonach, ale uzywaja do sztucznych paznokci, ktorych ja nie mam, wiec nie mialam bezposredniej stycznosci z tym urzadzeniem. Nie myslalam, ze to sie nazywa po polsku frezarka, a jak sie nazywa po angielsku to bede szczera, tez nie wiem. Tak samo jak nie wiem czy mozna to uzywac do pediciuru. Rozumiem, ze mozesz miec klopot z pietami, zupelnie niezalezny od Twoich zabiegow, bo sa ludzie, ktorym naturalnie naskorek twardnieje szybciej niz innym. Moja rada? Kup sobie taka maszynke z zyletka do stop, albo znajdz zaklad gdzie uzywaja i popros zeby Ci scieli twardy naskorek wlasnie ta maszynka. To taka mala pierdolka z zyletka. Jak juz zetniesz to co najgorsze zyletka to wtedy mozesz uzywac albo tego papieru sciernego, albo nawet pumeksu codziennie i na poczatek spac w skarpetkach bawelnianych ze stopami mocno nawilzonymi kremem. Tutaj znalazlam taka strone, poczytaj moze znajdziesz jakies bardziej odpowiednie rady dla Ciebie:
    http://www.wisegeek.com/how-do-i-soften-rough-heels.htm
    I jeszcze jedna strona gdzie mozesz znalezc produkty (kremy) usuwajace stwardnialy naskorek:
    http://www.footsmart.com/ProductList.aspx?productCategoryId=59&srccode=WMNDEFLT&cm_mmc=goog-_-Health-_-s-_-pedicure_supplies&src=FSpaid&mr%3AadGroup=1434182825&mr%3Aad=7352962625&mr%3Akeyword=pedicure%2Bsupplies&mr%3Amatch=e&mr%3AreferralID=NA&gclid=COO-j9imwqkCFUlx5Qod2SsXgg&pageSize=48

    Strasznie dlugi ten drugi link, wiec na wszelki wypadek napisze jeszcze raz tylko link do katalogu a juz reszte sobie tam sama znajdziesz:
    www.footsmart.com
    Jeszcze raz przepraszam, ze tamten komentarz byl taki nietaktowny:(

    ReplyDelete
  44. Nie ma sprawy.
    Z ta zyletka to ja mam troche traumatyczne przezycie. Raz probowalam to zrobic w wannie pelnej cieplej wody i sie zacielam. Nie bede sie wdawac w szczegoly. Mialam opatrunek przez 2 tygodnie.

    A tak odchodzac od tematu stop:-) to bardzo lubie cie czytac i dopiero teraz wylazlam z krzaczorow:-)
    Pozdrawiam bardzo goraco.

    ReplyDelete
  45. Ewa--> No tak ta zyletka jest sie latwo zaciac jak sie nie ma doswiadczenia. Popytaj w salonach tam gdzie mieszkasz na pewno uda Ci sie znalezc kogos kto robi pedicure taka maszynka z zyletka, albo moze ktos uzyje tej frezarki. Sa jeszcze w drugstores takie jak male tarki do owocow, one sa specjalnie do skory na stopach, tez skuteczne, no i nie zatniesz sie tym do krwi. Albo wyprobuj jakis z tych kremowych preparatow i przy okazji moze zbadaj poziom cukru, wyczytalam, ze to moze powodowac nasilenie w narastaniu zgrubialego naskorka.
    I w ogole to milo, ze sie odezwalas:)) Komentarze czytelnikow trzymaja nas blogerow przy zyciu:)))
    buziaki:**

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...