Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, June 15, 2011

Przeprowadzka

Tym razem natchnienie znalazlam na blogu Magenty, ktora pisze o przeprowadzce i przypomnialy mi sie moje przeprowadzki. Najgorzej chyba bylo przeprowadzic sie z Polski do Stanow, bo i restrykcje byly dosc ostre, ograniczona wagowo ilosc srebra, wyraznie przepisy co moze, albo raczej nie moze byc mieniem przesiedlenczym. W rezultacie wolno mi bylo zabrac dziecko:)
Jesli ktos posiadal jakies faktycznie wartosciowe rzeczy czy nie daj buk nieruchomosci to nalezalo sie ich pozbyc, nie wolno mi bylo zostawic nic co byloby moja wlasnoscia. I dobrze, bo i tak nic nie mialam, wiec nie bylo problemu, ale nawet nic nie majacy czlowiek ma np. pamiatki, ktore moga nie miec innej wartosci poza sentymentalna, a ta jest nie do odbudowania.
I tu juz byl problem, bo niestety trzeba sie bylo pozegnac z przeszlscia.
Sentyment, sentymentem a wladza wiedziala swoje i dobrze na tym nie wyszla (wladza) bo sie udlawila. A mnie wyszlo na dobre, bo razem z przeszloscia wyzbylam sie tesknoty i jestem szczesliwa emigrantka:)
Pozniejsze przerpowadzki byly juz latwiejsze.
Pierwsza nastapila w piec miesiecy po naszym tutaj przybyciu i na oko wydawaloby sie, ze nic nie mielismy, ale jak przyszlo do przewozenia tego nic to i tak sie uzbieralo na trzy kursy takim najmniejszym samochodem z U-haul. Kolejna przeprowadzka byla w obrebie tej samej dzielnicy, ta jeszcze powazniejsza, bo juz byly meble i wyposazenie kuchni i szmat od cholery i ciut ciut.
Zawsze lubilam sie przeprowadzac, bo lubie nowe. Lubie urzadzac nowe mieszkania, lubie zaczynac od nowa, na nowym. Nic wiec dziwnego, ze posiadanie domu pewnie by sie zakonczylo smiercia z nudow.
Jakbym miala mieszkac ciagle w tym samym miejscu i tylko co kilka lat malowac, to by mnie szlag trafil.
Nie cierpie malowania!!!
Takie samo przy tym pakownie jak przy przeprowadzce a nic nowego czlowiek w nagrode za te robote nie ma. O remnotach to juz nawet nie wspomne, jakbym miala robic remont, to chyba wybralabym zwis na zyrandolu. Jak slucham czy czytam o wymianie okien, budowie szafek kuchennych, montowaniu wanny i innych urzadzen sanitarnych to mi sie slabo robi.
To zdecydowanie nie dla mnie.
Ja musze miec mieszkanie, ktore jest wyposazone w to wszystko co jest najbardziej potrzebne, moge wniesc swoje dywany i meble i w ciagu 3 dni mam byc urzadzona.
A szukam mieszkania tak dlugo az znajde taki wystroj szczegolnie kuchni, ktory mi najbardziej odpowiada, przy czym bardzo wazna jest dla mnie ilosc szafek kuchennych i ich funkcjonalnosc.
Lazienka tez wazna, ale w koncu jak nie ma wystarczajacej ilosci szafek w lazience, to zawsze mozna reczniki trzymac w szafie, natomiast kuchnia jest dla mnie najwazniejsza. Mam duzo garow i sprzetow kuchennych wiec to wszystko musi mi sie gdzies zmiescic. Nigdy do tej pory nie mialam problemu ze znalezieniem tego co chcialam miec. Zwykle wychodze o 2-3 setki ponad planowany budzet, ale wiem, ze warto, bo to jest to, czego akurat szukam.
Pakowanie przychodzi mi bardzo latwo, zreszta jakbym tego nie lubila, to zawsze mozna wynajac firme, ktora wszystko spakuje, przewiezie i rozpakuje, ale ja lubie, wiec robie to sama.
Jak pakuje to wszystko jest czyste, wyprane, wymyte, wypucowane na blysk, kazda szklanka i lampka wina owinieta w czysty recznik papierowy tak zebym na nowym mieszkaniu mogla tylko otworzyc karton i natychmiast ustawiac na polkach. Kazdy karton jest opisany i jak sie wprowadzam to zaczynam od dywanow, polozone musza byc natychmiast i rozwiniete dokladnie tam gdzie maja lezec, teraz ida kartony kazdy do odpowiedniego pokoju, zeby ich potem niepotrzebnie nie dzwigac z jednego pokoju do drugiego. Kazdy mebel musi byc od razu ustawiony w tym miejscu, ktore sobie wczesniej wymyslilam. I nastepnego dnia zaczyna sie urzadzanie.
Bosze jaka ja mam przy tym frajde:))
Latam z kazdym talerzykiem, miseczka i szklanka i morda mi sie smieje do ucha do ucha.
Jestem w swoim zywiole!! Najczesciej w ciagu dwoch, gora trzech dni mam juz wszystko urzadzone, lacznie z obrazami wiszacymi na scianach i moge przyjmowac gosci.
Tak jest najczesciej, bo jak zawsze bywaja odstepstwa od normy.
Ostatnia przeprowadzka byla wlasnie nieco skomplikowana, bo oprocz moich rzeczy, ktore pakowalismy razem ze Wspanialym, to doszly jeszcze jego rzeczy, ktore przez rok byly w przechowalni.
Najpierw nalezalo sie pozbyc wielu podwojnych rzeczy, co nie jest latwe, bo przeciez kazdy jest w jakims sensie przywiazany do swojego, ale jakos nam to poszlo.
Jak juz wszystko zostalo przewiezione i zaczelo sie rozpakowywanie, to ja oczywiscie nie poszlam spac, dopoki nie rozpakowalam ostatniego kartonu. Trwalo to dwa dni, ale wszystko bylo na wlasciwym miejscu.
Wszystko?
Niezupelnie. Okazalo sie, ze nie mamy sztuccow.
Nie tyle nie mamy, bo bylo niemozliwe z prostej przyczyny, ze sztuccow mamy wspolnie na 32 osoby, a wiec male wesele. Ja mialam komplet na 16 osob tzw. swiateczny i na wieksze okazje, komplet na 8 osob, ktory byl przeze mnie okrzykniety kompletem codziennego uzytku i oprocz tego byl komplet na 8 osob nalezacy do Wspanialego. Problem polegal na tym, ze komplet na 16 osob zostal schowany jak nalezalo, komplet Wspanialego tez byl, ale nie moglismy znalezc kompletu codziennego.
Co w takiej sytuacji robi normalny czlowiek?
Prawdopodobnie uzywa kompletu Wspanialego.
Ale czy ja jestem normalny czlowiek? Raczej nie, bo jak sie uparlam, tak zapowiedzialam, ze sztucce na pewno sie znajda i do czasu ich odnalezienia uzywamy plastikowe.
Wspanialy przez pierwsze kilka dni nawet nie narzekal, po kilku dniach zmagania sie z plastikowym nozem i widelcem zaczal mi wmawiac, ze pewnie ten moj komplet komus wydalam, albo w ostatecznosci wyrzucilam, bo przeciez "wynosilismy takie ciezkie worki smieci".
Nie! Nie! Nie!!!
Nie dalam sobie wmowic, ze przez nieuwage moglam wyrzucic caly komplet sztuccow.
Potomek tez zaczal mi delikatnie mowic, ze moze jednak...
Mowy nie ma!!! Jestem ciagle osoba swiadoma co robie, przytomna na umysle i absolutnie nie zgadzam sie, ze te sztucce wyrzucilam.
-- No dobrze, jesli nie wyrzucilas to przeciez do czasu kiedy sie nie znajda, mozemy uzywac moje sztucce - probowal logicznie perswadowac Wspanialy.
Niestety logika nie ma prawa bytu jak ja sie na cos upre.
A uparlam sie, bo wiem, znam siebie, ze jak juz zaczelibysmy uzywac te jego sztucce, to pewnie zaniechalabym poszukiwan. I tak przez 3 tygodnie meczylismy sie jednorazowymi plastikami, a ja od czasu do czasu przeszukiwalam rozne miejsca, gdzie ewentualnie moglabym te nieszczesne sztucce upchnac.
Jak marudzili to im wmawialam, ze plastikiem sobie chociaz krzywdy nie zrobia, na co oni odpowiadali, ze nie grozi im walka za noze bo wyjatkowo darza sie wzajemna sympatia.
Po trzech tygodniach kiedy juz sama zaczynalam watpic w sile mojej pamieci i umyslu, kiedy Wspanialy juz stracil nadzieje, ze kiedykolwiek bedzie mu dane jesc normalnymi sztuccami, kiedy juz wszystkie zakamarki zostaly dodatkowo przeszukane, cos ustawialam w szafie, ktora zakupilismy do mojego biura. Szafa ta sluzy do przechowywania roznych rzeczy, ktorych mimo najszczerszych checi nie dalo sie upchnac w normalnych szafach i szafkach ze wzgledu na gabaryty. I nagle spojrzalam na podluzne metalowe pudelko po ciastkach.
"Hmmm co ja wsadzilam do tego pudelka?" zaczelam sie zastanawiac. Siegnelam reka, ale pudelko okazalo sie wyjatkowo ciezkie, wiec musialam uzyc obu rak.
W pudelku grzecznie i cicho lezaly moje sztucce:))
Do dzis mi to wypominaja...

28 comments:

  1. Po sprawie to i mnie się podoba :D Dobrze, że dziecko nie zostało potraktowane jako żywy towar, dopiero by się porobiło ;)

    ReplyDelete
  2. a tak 9x w 10 lat? do 6 różnych miast? :)

    ReplyDelete
  3. Ewa--> No mialam szczescie z tym dzieckiem:)))

    ReplyDelete
  4. Chwilko--> Przeprowadzilam sie 4 razy dokladnie w ciagu 3 lat. Mnie przeprowadzki nie przerazaja. A do innego miasta? no coz jak masz duzo dobytku to zamawiasz kontenery i one sobie jada, a Ty dojezdzasz na miejsce zeby sie urzadzic i tyle. Jak masz mniej to sama wypozyczasz samochod, upychasz co trzeba upchnac i jedziesz pogwizdujac radosnie:)) Naprawde lubie przeprowadzki:)))

    ReplyDelete
  5. Ja sie sporo w zyciu przeprowadzalam, z Europy tutaj, to przyjechalam z dzieckiem i walizkami a kilka kartonow bylo wyslanych poczta. Nie bylo to najgorsze. Najgorsza byla tutejsza przeprowadzka z prowincji Manitoba do prowincji Ontario! Nigdy wiecej. W tym domu, w ktorym teraz mieszkamy chcialabym sie zestarzec. Serio!! Tak tego nie znosze, toc to gorsze niz pozar! Choc stary mowi, ze jak dzieciaki wyfruna z gniazda to ten dom bedzie dla nas za duzy!!!! Mamy juz tyle klamotow, ze ja sobie nie wyobrazam nastepnej przeprowadzki!!!

    ReplyDelete
  6. Moniko--> Ja tez jestem zbiraczka klamotow pierwszej wody:)) Ale wlasnie o to chodzi, ze przeprowadzki daja okazje do pozbywania sie przynajmniej czesci. Wiesz jak pomysle, ze moglabym umrzec i zostawic te cala graciarnie na glowie dzieci, to mnie przerazenie ogarnia. Lepiej chyba zminimalizowac to za zycia:)))

    ReplyDelete
  7. Kurde, nie zbiraczka tylko zbiERaczka:))) Chyba jestem glodna, bo pozeram lierki:)

    ReplyDelete
  8. 3 tygodnie z plastikami? O-sza-la-ła-bym :DDD

    ReplyDelete
  9. Remontow nie nawidze.(Chociaz przy Pieknym do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic:)))
    Pakowania przy okazji jakis wyjazdow nie cierpie.
    Ale jak mam rozpakowywac jakies kartony,zwlaszcza te,ktore juz nabraly mocy urzedowej..uwielbiam,mam przy tym nie lada frajde,tym bardziej ze czesto zapominam co w nich bylo:))))

    ReplyDelete
  10. Granato--> I tak mieli szczescie, ze tak szybko znalazlam:)) Ja jestem terrorystka:))

    ReplyDelete
  11. Maga--> Jakbym musiala przezyc jakis remont ze Wspanialym to bym go zabila:))) On jest tak upierdliwe dokladny, ze mnie normalnie watrobe rozrywa:)) Ja juz przezylam malowanie z nim. Fakt nie bylo nawet jednej kropelki farby i nic nie musialalm sprzatac, ale kurde jakbym mu pozwolila malowac samemu to by go od kwietnia Boze Narodzenie zastalo:)) Jest dobry do pakowania, nawet lepszy niz ja, bo on potrafi utkac kazda najmniejsza dziure w kartonie i mozesz potem tym rzucac nic sie nie ma prawa uszkodzic.

    ReplyDelete
  12. lubie jeździć z meblami po mieszkaniu, ale teraz mam ograniczone mozliwości:(
    przeprowadzalam się 3 razy i ten ostatni raz wiedziałm, że to nie jest moje docelowe mieszkanie, jeszcze gdzies czeka na mnie mój dom...

    ReplyDelete
  13. uwielbiam sie przeprowadzac (w ciagu ostatnich 7 lat bylo tego hmmm 15 albo 16 razy), tylko pakowania nie znosze okropecznie. aczkolwiek juz sie w miare wyszkolilam (nie mialam wyjscia ;)) i jakos mi schodzi. gromadze okropna ilosc rzeczy, przy przeprowadzkach polowe wyrzucam, no chyba ze ma wartosc sentymentalna. Wtedy mam problem, bo do tej pory musialam zmiescic swoj dobytek w 2 walizki i plecak ;) teraz powinno byc troche lepiej (to i wiecej zagracam mieszkanie ;)))

    ReplyDelete
  14. Beata--> Ja tez lubilam jezdzic mablami po chalupie:)) Kiedys nawet zastawialm tak drzwi wejsciowe, ze Owczesny musial czekac, zeby wejsc do domu:)) Teraz nie jezdze, bo to mieszkanie ma za duzo otworow (okien, drzwi) i w zwiazku z tym jest malo mozliwosci;) Ale jeszcze kiedys sobie to odbije:))
    Bardzo mi sie podoba, Twoja swiadomosc, ze jeszcze gdzies czeka na Ciebie dom. Piekne jest takie myslenie.

    ReplyDelete
  15. Rinonka--> No wlasnie, Ty sie ciagle przeprowadzasz i to z jednego zakatka swiata na drugi, a nie w obrebie tego samego miasta:)) Ciekawe jak dlugo posiedzisz tym razem:))

    ReplyDelete
  16. ano :) na poczatku (na studiach) bylo w zakresie ok 50-60km. Teraz troche sie rozszerzylo ;)
    odnosnie posiedzenia to ja wiem ale nie powiem :) bo to w sumie ploty a nic na pismie jeszcze ;]

    ReplyDelete
  17. Rinonko--> Jesli chcialabys zeby sie ploty spelnily, to zycze Ci tego z calego serca:))

    ReplyDelete
  18. Przeprowadzamy sie za miesiac. Dystansowo to bedzie nasza najblizsza przeprowadzka, bo tylko jakies 1,7 km, ale i tak mnie to przeraza. Przez ostatnie 20 lat tyle razy sie przeprowadzalam, ze mam juz serdecznie dosyc (cztery kontynenty i kupa krajow)...

    ReplyDelete
  19. Mam małe doświadczenie, tylko dwie przeprowadzki na 34 lata...

    ReplyDelete
  20. Dwakoty--> Ale masz za to ciekawe zycie:)) Przeprowadzki sa fajne, ja tez wiem, ze jeszcze bede musiala sie przeprowadzic i prawdopodobnie do innego kraju. Ale ja wychodze z zalozenia, ze czlowiek podejmuje decyzje a za nimi ida konsekwencje, wiec narzekanie nic nie pomoze a tylko przeszkadza:))

    ReplyDelete
  21. Zgago--> Znaczy prowadzisz osiadly tryb zycia:)))

    ReplyDelete
  22. Faktycznie jesteś niesentymentalna za bardzo jeżeli chodzi o przedmioty. Chociaż jednocześnie cieszy się układanie tych wszystkich rzeczy i lubisz jak "jest ładnie". Ja myślę, że w życiu emigranta jest lepiej być niesentymentalnym bo wtedy łatwiej można się dostosować, a czymże jest emigracja, jeżeli nie dostosywaniem się do nowego? Jak się to zrobi raz, to potem łatwiej następnym razem.
    Ja jednak jestem sentymentalna i nadal nie osiągnęłam tego zenu nieprzywiązania do przedmiotów. Chyba idzie mi jednak lepiej bo absolutnie nie zbieram szpargałów i gratów. Jak coś niepotrzebne, to oddaję, wyrzucam, pozbywam się. Mam jednak sporo jeszcze rzeczy których niby nie używam, a jednak...na przykład sporo biżuterii, której nie noszę. Z jednej strony nie noszę, a z drugiej podoba mi się i nie chcę się z nią rozstawać. Jest to mieszanka niedrogich rzeczy z droższymi, więc jest w niej wszystko. I tak te moje skrzyneczki z klejnotami przelewają się, a ja i tak 80% w ogóle nie noszę. No mam na przyklad ze 3 czy 4 rodzaje pereł, perły noszę bardzo rzadko, na specjalne okazje i nie do wszystkiego. Kolczyki z perłami mam chyba w 3 rozmiarach tych pereł, ale ich już zupełnie nie noszę. Mam też masę ślicznych koralików z młodości, ale o ile bardzo je lubię i gust mi się nie zmienił,. to wcale ich jakoś nie noszę. Czyli sentyment i chomikowanie. Powinnam kiedyś podjąć decyzje, prawda?

    Pozdrowienia, Alicja

    ReplyDelete
  23. Każdy ma swoje dziwactwa, a ile się można dzięki nim nauczyć, np. jadać plastikiem ;)
    Moim dziwactwem jest np. zbieranie dupereli, które są substratem rękodzieł, które nigdy (prawie ) nie powstają. Dzięki temu dziwactwu uczę się, że rzeczy się kurzą i lubią teleportować w różne miejsca, czyli potrafią się same 'przeprowadzać' ;)

    ReplyDelete
  24. Ha, z czułością wspominam przeprowadzki, głownie ze względu na to pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy - wtedy jakoś łatwiej, gdy ma się w perspektywie dodatkowe kilogramy do dźwigania.
    A ja malować uwielbiam, żeby nie mąż to co kilka miesięcy bym zmieniała kolor w pokojach :D

    ReplyDelete
  25. Nie lubię przeprowadzek, bo zawsze się coś zgubi. Głównie znajomi, koledzy czy przyjaciele. Dwa razy się przeprowadzałem - pierwszy raz w wieku 17 lat, drugi 6 lat później :)

    ReplyDelete
  26. Z racji pracy męża przeprowadzałam się przysłowiowe setki razy. I za każdym razem nie mogłam wyjść z podziwu skąd to wszytko mam i co ważniejsze po co mi to w ogóle jest:)

    ReplyDelete
  27. W sumie 5 przeprowadzek, w tym dwie w dzieciństwie ( i to właściwie moi rodzice się przeprowadzali - organizacyjnie ).Każda z nich to wyznacznik kolejnego etapu mego życia, innego od poprzedniego - to nie tylko zmiana miejsca akcji,jeśli by porównać np. z budową dramatu, ale i wszytkich istotnych elementów - czasu, scenerii ...i przede wszystkim osób wokół mnie.I to właśnie ten układ osobowy uważam za najbardziej istotny składnik etapów mego życia ( myślę, że również podobnie wielu innych ludzi ). I tak to , nieco filozoficznie podeszłam do tematu " przeprowadzka ", a odczucia i wydarzenia z nimi związane też były bardzo różne. Na szczęście nigdy nie jakieś aż ekstremalne... Ale miałam też zawsze dobrych pomocników, no, bo jedna mała osóbka, to by nie miała za łatwo...;))

    ReplyDelete
  28. Masz racje - narzekanie nic nie pomoze. Ale dobrze sobie czasem tak "ulzyc" :-)
    Mam tez nadzieje, ze tym razem to nasza ostatnia przeprowadzka, przynajmniej na najblizsze 10 lat.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...