Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, August 17, 2011

Wkurwa mam!!!

Nie cierpie bufonow!!!!!!!!!
W drodze powrotnej do domu stwierdzilismy ze Wspanialym, ze sluzba ma wolne i nikt nie przygotowal obiadu. Trzeba bylo ratowac sie czym sie da przy stacji subwaya. Ja stawialam na Last Stop, czyli calkiem przyzwoita domowa knajpke z wloska kuchnia. Wspanialy chcial Igloo, bo tam robia dobre hamburgery, a my lubimy kilka razy do roku dobrego hamburgera.
Dobrze, akurat bylam pogodnie nastawiona do swiata i otoczenia wiec sie zgodzilam.
Wlascicielami Igloo tez sa Grecy, malzenstwo, a wiec bedziemy wspomagac ten sam kraj. Chodzimy tam nie za czesto, ale wlasnie przy okazji hamburgerowej chcicy. Bywamy na tyle czesto, albo moze raczej od tak wielu lat, ze znamy obsluge i oni tez nas znaja.
Weszlismy, usiedlismy przy wskazanym stoliku, przyszla kelnerka zamowilismy zarelko, w miedzyczasie wymienislismy uprzejmosci z kelnerem, ktory tam pracuje chyba najdluzej i wszystko bylo fajnie i milo.
Do czasu........
W pewnym momencie z tylu knajpy od strony ogrodu (sa tez stoliki w ogrodzie, ale mnie tam juz raz komary o malo nie zezarly, wiec nie ryzykuje) pojawil sie wlasciciel w towarzystwie jakich kumpli. Nic niezwyklego, wlasciciel zwykle ma to do siebie, ze siedzi przy stoliku w korytarzu miedzy sala a ogrodem z jakimis typami wygladajacymi na meneli i debatuje. Ale tym razem zaraz za nimi pokazal sie inny typ.
Typ byl otyly, wygladal jak pien drzewa tyle, ze pien drzewa raczej nie posiada tendencji wylewania sie z portek. Typ byl mlody, w wieku mniej wiecej 30-35lat, ubrany czysto, ale niechlujnie jesli to ma jakis sens. Biala koszulka z krotkim rekawkiem i jasne spodnie, ale jedno i drugie robilo wrazenie ubranka mlodszego brata, czyli typ mocno wyrosl z tych odzionek.
Typ nie tyle moze wygladal niechlujnie ile zachowywal sie niechlujnie i takim niechlujnym krokiem skierowal sie prosto za dlugi bufet.
Za bufetem jest kasa i gabloty z ciastami, tam tez jest sokowirowka, bo w Igloo mozna dostac swieze, robione na miejscu soki, jest tez lodowka z lodami.
Typ natychmiast zwrocil moja uwage i to w sposob negatywny.
Mial bardzo nieprzyjemny wyraz twarzy i chodzil za bufetem w te i z powrotem przypatrujac sie bacznie tak pracownikom (za bufetem pracuje jedna z najstarszych pracownic) jak i wszystkiemu dookola.
Zupelnie jakby czegos szukal, a ja od razu wiedzialam ze szuka czego by sie tu przypierdolic.
-- Nie podoba mi sie ten typ - rzucilam bez sensu prosto we Wspanialego.
-- Jaki typ? Ktory typ? A czemu Ci sie nie podoba?
Odpowiedzialam kolejno na wszystkie zadane pytania i wyjasnilam, ze domyslam sie ze jest to syn wlascicieli i raczej powinni go trzymac jesli nie w piwnicy, to przynajmniej gdzies w ukryciu, ale zdecydowanie nie wpuszczac za lade.
-- Czy Ty aby nie przesadzasz z tym osadzaniem? Nie znasz faceta, nawet nie wiesz na pewno kim jest i sie czepiasz.
Wspanialy zawsze taki kurwa politycznie poprawny i pozytywny:)
-- Mowie Ci ze to wredny czlowiek jest i tyle. Moze Ci sie to podobac, albo i nie, ale ja sie znam na ludziach.
Jeszcze czekalismy na jedzenie, ale ja juz nie moglam spuscic oka z typa.
Kobieta za lada wlasnie przygotowywala lody dla gosci siedzacych przy stoliku obok naszego i dekorowala je truskawkami kiedy typ podszedl i zaczal cos marudzic. Oczywiscie nic nie bylo slychac, ale wystarczyl moment zawieszenia dloni z lyzeczka nad lodami i pytajacy wzrok kobiety zeby sie domyslic, ze typ sie czepia.
Kurwa, ta kobieta pracuje tutaj od dnia kiedy otworzyli knajpe, czyli jakies 10 lat.
Zaczelam sie wkurwiac, co oczywiscie bylo natychmiast widac na mojej twarzy.
-- Niech oni juz przyniosa to jedzenie, moze jestes wkurwiona bo glodna - powiedzial uspokajajaco Wspanialy.
-- Kochanie moj glod nie ma z tym nic wspolnego. Biznes restauracyjny czy jakikolwiek inny, ktory swiadczy uslugi prowadzi sie na zapleczu, a nie na oczach klienta. Mam ochote podejsc i dac mu w pysk!
-- Ja rozumiem, ale tak naprawde to nie Twoj interes - Wspanialy probowal zalagodzic sytuacje, a tylko dolewal oliwy do ognia.
-- A wlasnie, ze moj!! Jestem konsumentem i przychodze po to zeby zjesc w przyjemnej atmosferze.
Biedny chlopina zamilkl, bo juz wiedzial, ze temperatura wrzenia doszla mi juz do wysokosci uszu i w kazdym momencie mogl nastapic wybuch.
W tym czasie katem oka zaobserwowalam jak typ potraktowal nastepna konsumentke, ktora wlasnie weszla do restauracji. Po prostu bez slowa, ani bronbuk usmiechu podal jej menu w reke i powiedzial, zeby sobie usiadla gdzie chce.
Przyniesi nasze jedzenie.
Odetchnelam i zajelam sie talerzem.
Ale nie na tyle, zeby sie zupelnie uspokoic.
Po chwili nasz znajomy kelner wlasnie przechodzil obok rzucilam mu takie spojrzenie jakbym czegos potrzebowala. Podszedl i zapytal czy wszystko jest w porzadku.
-- Tak, tak wszystko jest OK, ale ja chce Cie zapytac kto to jest ten facet w bialej koszulce.
-- Ktory?
-- No ten, co to chodzil za lada, potem byl w kuchni... to znow przy kasie... taki otyly... mlody...
-- AAaaa to syn wlascicieli.
-- Nie podoba mi sie ten typ - powiedzialam prosto z mostu, a Wspanialy o malo sie nie udlawil.
-- Znasz sie na ludziach - usmiechnal sie klener - to okropny gbur.
-- Tak wlasnie myslalam.
Na tym zakonczylismy nasza krotka wymiane inforamcji, ale co dziwne, jak zaplacilismy rachunek to cala obsluga zyczyla nam milego wieczoru, a pani z za bufetu powiedziala do mnie:
-- Dziekuje, ze to zauwazylas, chociaz to naprawde nic w porownaniu z tym co on potrafi.
Wyszlismy.
-- A nie mowilam? - powiedzialam do Wspanialego.
-- No mialas racje, ale moze bylo lepiej powiedziec to ojcu czyli wlascicielowi...
-- Pewnie tak, ale przeciez jak wyszedl tak sie juz nie pokazal. Wszystko jeszcze przed nami, jesli znow tam pojdziemy i typ ciagle bedzie to na pewno powiem.
Z drugiej strony mowienie o tym do ojca chyba nie bardzo ma sens, sadzac po zachowaniu tatusia, to niedaleko padlo jablko od jabloni. Tyle tylko, ze ojciec sie z lekka usmiecha i nie wtraca sie zupelnie do niczego, po prostu jest i to wszystko. W sumie tak lepiej, bo jak sie nie potrafi byc szefem, to lepiej nie udawac.
Jedyna tam godna rozmowy na ten temat osoba bylaby matka, ale ona jest pewnie na urlopie.
Tak czy inaczej, wiem, ze wkruw mnie opusci, ale szkoda mi ludzi, ktorzy musza pracowac w takich warunkach, wiec jest pewne, ze jesli nastepnym razem znow typ tam bedzie to na 100% powiem cos, bo inaczej musialabym przestac tam chodzic.

35 comments:

  1. o matko! wyobraziłam sobie typa i mi się jeść odechciało
    wysyła negatywne fluidy na odległość, nawet nie muszę go widzieć żeby poczuć jakim murkiem jest
    nic dziwnego, że mu się sadło wylewa z portek, pewnie te hamburgery rodziców robią swoje..

    ReplyDelete
  2. Wiesz Star, ja Ciebie rozumiem, ale mam wrażenie,że skoro sobie wychowali gada tak, a nie inaczej, to mówienie im o tym niczego nie zmieni.
    Miłego,;)

    ReplyDelete
  3. Ja bardzo przepraszam,bardzo przepraszam, ale już dwa lata temu złożyłam podanie o urlop okolicznościowy, które zostało przyjęte DWA MIESIĄCE temu, za co bardzo dziękuję, jednak przed wyjazdem zostawiłam w zamrażarce obiady, zeby Państwo nie musieli chodzic do restauracji mojego szwagra.
    z powazaniem słuzba

    ReplyDelete
  4. Po prostu zwolnij buca, niech się nie wyżywa na ludziach ;)

    ReplyDelete
  5. bosze. jak bym dobrego hamburgera zjadła! :)

    ReplyDelete
  6. Beata(pierwsza od gory:)--> Ja juz pomijam fakt jego otylosci, bo sama mam nadmiary wiec nie moge tego krytykowac;) Opisalam go dla wyrazniejszego przedstawienia obrazu, byl czysty, a to jest najwazniejsze. Ale sposob patrzenia na ludzi, zarowno pracownikow jak i klientow takim wladczym wzrokiem, pelnym krytyki, bez cienia usmiechu no i to podanie klientce karty w drzwiach w reke. Kurde gdybym to byla ja, to pizgnela bym te karte na podloge i wyszla. Wiesz mamy w okolicy sklep z wloska zywnoscia, wlasciciel (Rosario, czasem piszac o sklepie uzywam jego nazwiska) jest gruby i do tego niski, wyglada jak beczulka ze stopami i glowa, bo cala reszta gdzies niknie przy ogromnym brzuchu:)) Ale tego faceta uwielbia cala okolica, bo ma tyle uroku osobistego, ze nikt juz chyba nie widzi, ze Rosario jest gruby i malo atrakcyjny. Wchodzisz do sklepu i nagle gdzies z glebi ktos zaczyna spiewac po wlosku. Juz Ci sie geba smieje i zaczynasz sie rozgladac kto to. Po chwili widzisz te pekata beczulke z usmiechem od ucha do ucha, iskrzacymi oczami i dostrzegasz, ze spiew wydobywa sie wlasnie z tej beczulki. To jest urok, to co przyciaga klientow. Mieszkam tu juz 17 lat i wszyscy znaja Rosario i wszyscy kochaja Rosario.

    ReplyDelete
  7. Anabell--> Wiem o co masz na mysli, ale niestety ta postac rzutuje na biznes. Ja nie mam zamiaru krytykowac go jako syna. On moze byc lepszym synem od mojego. Ja tylko zapytam kto to jest, kto wprowadza taka nieprzystepna i nerwowa atmosfere i nic wiecej. Tak jak pisalam wyzej, wlasciciel (ojciec) jest tez dziwnym typem, ale on tylko jest i nic wiecej, mysle, ze malo kto z konsumentow wie, ze to jest wlasciciel, bo tego nie widac, nie wchodzi za lade, nie czepia sie pracownikow na oczach klientow, czasem wyjdzie do ogrodu, czasem pokaze sie na sali i to wszystko. Ten zachowuje sie jakby byl wladca swiata, bo to pewnie nastepca tronu w biznesie. Problem w tym, ze w uslugach to nie wlasciciel jest wazny, ale najpierw pracownicy, bo to oni powoduja, ze klient wraca. Madry wlasciciel biznesu wie, ze jego nazwisko jest tylko na drzwiach, albo licencji, ale to nazwisko utrzymuje sie tam tak dlugo jak dlugo ma dobrych pracownikow. Tam SA dobrzy pracownicy, ta kobieta od lodow widziala, ze ja zauwazylam jak on sie czepia. Tak sie nie traktuje dobrego pracownika. Zawsze chetnie tam wracalismy, a od wczoraj mam mieszane uczucia, bo ja nie chce widziec jak ktos sie czepia kelnerki, kucharza, czy jeszcze kogos innego. Nie mam zamiaru wtracac sie w to jak oni prowadza bizenes to ich sprawa i kompetencje, ale jako klient mam prawo zapytac kto to jest i wyrazic opinie. Tutaj przywiazuje sie do takich rzeczy naprawde duza wage i gdybym to ja byla wlascicielem to moglabym tylko podziekowac za taka uwage. A reszte nalezy zalatwic prywatnie poza jadalnia restauracji. A co oni zrobia, to juz nie moja sprawa, ale w konsekwencji albo bede tam chodzic jak chodzilam, albo przestane. Teoretycznie niewielka to strata, ale w dzisiejszych czasach na pewno da sie odczuc.

    ReplyDelete
  8. Beata--> :))))) Sluzbie dziekujemy za wyjasnienie, ale rozwazymy konsekwencje pozniej:)))) Ubawilas mnie, dzieki:*:*

    ReplyDelete
  9. Ewa.P--> Nie mam takiej wladzy:))) Ale widze, ze nie wszyscy sobie zdaja sprawe, ze taki ktos jest wizytowka biznesu. Szczerze, to gdybym nie byla naprawde glodna, to juz podziekowalabym za te zamowione dania i wyszla.
    Ja nawet w domu nie mam widoku nadasanej twarzy, to czy ja po to ide do restauracji? :))

    ReplyDelete
  10. Spt--> A to wlasnie ta knajpka, gdzie bylismy razem na hamburgerach:)))

    ReplyDelete
  11. Zakorkowalabym nim studnie na jakiejs opuszczonej wsi:)

    ReplyDelete
  12. Ale masz OKO! Tak opisałaś, że już to widzę i wcale Ci się nie dziwię, jeśli chodzi o odczucia...ale JA na pewno nie włączyłabym się do akcji.Choć - czasami wtrącam sie z uwagami wobec dzieci koło bloku, ale też coraz rzadziej...syzyfowe prace ;-//

    ReplyDelete
  13. no masz, gbura na całym świecie się pozna:))))

    ja bym uciekła w piszdu! nawet za cenę dobrego hamburgera!

    ReplyDelete
  14. Łomatko! Ale trafiłas w sedno! Moj mąż ukochany pracuje w tym biznesie prawie od urodzenia, wiec historii takich jak twoja a nawet straszniejszych bo widzianych z perspektywy pracownika, znamy całe mnostwo. Hospitality jest naznaczone brakiem szacunku dla pracowników, tak samo czesto ze strony pracodawcow jak i klientow. Niestety, czesciej ze strony pracodawcow oraz ich dzieci, nawet kilkuletnich.

    ReplyDelete
  15. Maga--> Nadawalby sie, zwlaszcza jakby musial nabrac wody w usta:))

    ReplyDelete
  16. Kwoko--> Nie wtracam sie do sytuacji, ktore mnie nie dotycza:)) A co raz wiecej sytuacji zaliczam do tej kategorii. Jednak miejsce gdzie czasem (raz na miesiac, bo nie tylko hamburgery sa tam dobre) lubie wpasc chcialabym zeby mialo mila atmosere. Owszem moge zrezygnowac z bywania tam bez slowa, ale ja uwazam, ze konstruktywna krytyka moze wiele zmienic. Sama pracuje w uslugach i wiem ze taka krytyka nie szkodzi a wrecz przeciwnie moze pomoc.

    ReplyDelete
  17. Glupio mi wyszlo, mialam napisac: raz na miesiac albo czesciej. A napisalam raz na miesiac tylko;)

    ReplyDelete
  18. Mijka--> Gdyby to byla moja pierwsza, lub nawet piata tam wizyta, to pewnie bym tak zrobila. Ale wiem, ze uciekajac sprowadzilabym tylko klopot dla pracownikow. Bo wiesz, zamowienie juz zlozone, dania sie przygotowuja a konsumenci opuscili lokal bez slowa. To tylko wprowadziloby w dodatkowy klopot obsluge, ktora jest naprawde mila.

    ReplyDelete
  19. Socjo--> Dobrze, ze sie odezwalas, bo rozumiesz sytuacje od srodka:)) Ja co prawda nie w restauracji, ale rowniez pracuje w uslugach. Wiem wiec jak takie miejsca wygladaja od strony klienta, pracownika, pracodawcy i rowniez wiem, jak powinny byc pewne rzeczy rozwiazywane. Wlasciciel ma prawo wziac pracownika na zaplecze i zjebac na funty, ale nigdy nie ma prawa spojrzec na tego pracownika w sposob krytyczny w obecnosci klientow. Oczywiscie tak sie zachowuje dobry wlaciciel, ktoremu zalezy na biznesie. Moze jest takich malo, ale to przeciez w sumie od nas zalezy jak wygladaja miejsca gdzie bywamy i zostawiamy nasze pieniadze. Nie jestem wariatka, nie czepiam sie jak opisana kiedys przeze mnie Derisha, nie krytykuje i nie wymagam bukwieczego, ale widze roznice miedzy tym jak jest a jak powinno byc. Pracowalam w duzych salonach, w zespolach naprawde trudnych i rozne byly sytuacje, ale dobry menadzer czy wlasciciel nawet jak klient skladal zazalenie to nie napadal na pracownika w obecnosci tego klienta. Tutaj nikt na nic nie narzekal, nikt nie mial zadnych zastrzezen oprocz bufona, ktory sie czepial i sam nie potrafil sie zachowac, to bylo widoczne. Pamietam jak kiedys nasza menadzer rozmawiala z klientka, ktora oskarzyla kosmetyczke o jakies tam bledy. Pierwsze co Amy zrobila to powiedziala "nie placisz za usluge skoro jestes niezadowolona i jest mi przykro ze mialas takie doswiadczenie z Paula, ktora jest ceniona przez innych klientow" Nie dyskutowala nad szczegolami, nie pobrala pieniedzy za usluge, ale jednoczesnie dala sygnal, ze kosmetyczka jest dobrym pracownikiem. Szlag mnie trafia jak ludzie nie szanuja pracownikow.

    ReplyDelete
  20. Krotko mowiac, wszelkie zachowania wlasciciela podwazajace kompetencje pracownika w obecnosci klienta swiadcza tylko zle o wlascicielu, bo to przeciez ON przyjal do pracy niekompetentna osobe. Szkoda, ze czesto wlasciciel jest tak zadufany w sobie, ze o tym nie mysli.

    ReplyDelete
  21. hm.ja tam nie przepadam za hamburgerami.
    Może nie trafiłam na tego właściwego?:)

    ReplyDelete
  22. Tuv--> Nie dziwie Ci sie, po pierwsze to zalezy od klasy wolowiny. Najlepsza wolowina jest w Japonii, Australii i Kanadzie. Amerykanska wolowina nie jest najlepsza, ale zdecydowanie lepsza od polskiej. Ja to wiem, bo ja gotuje:)) czasem, ale jednak gotuje. No i dobrego hamburgera trzeba umiec zrobic, nie robi tego McDonald. Wierz mi na slowo, SA dobre hamburery, sa nawet bardzo dobre, ale te juz na Manhattanie i za cene czterokrotna w stosunkuj do tej knajpy o ktorej pisze.

    ReplyDelete
  23. W życiu nie skonsumowałam hama burgera! I nie zamierzam! Ale wierzę, że takie tłuste bydlę wałęsające się po knajpie z miną pt. ,,gówno, wszędzie gówno'' może odebrać apetyt...

    ReplyDelete
  24. Zgago--> No moze, moze i odebralo, a raczej wkurwilo skutecznie, bo hambureger byl mimo wszystko dobry:))

    ReplyDelete
  25. Jako ciekawostka skoro juz ta kwestia wyszla w komentarzu tuv i zgaga tez pisze, ze w zyciu nie jadla hamburgera, to podam kilka danych. Hamburger z japonskiej wolowiny (Kobe) kosztuje srednio ok. $40.00 a cena steka z tejze wolowiny moze wynosic i $100.00. Oczywiscie nasz rodzimy (USA) Angus jest nieco tanszy, ale niewiele. Takich stekow ani hamburgerow nie zrobi sie niestety z polskiej wolowiny. I chyba dlatego wolowina w Polsce jest mniej popularna.

    ReplyDelete
  26. Znam ten bol, odechciewa sie isc ponownie do takiej knajpki. Myslam jednak, ze dowalisz gburowi:)))
    Fajnie, ze napisalas o jakosci miesa wolowego, bo wiele osob hamburgera kojarzy ze zwyklym mielonym kotletem.

    ReplyDelete
  27. ja tam lubię polską wołowinę , ale ta dobra jest droga i pewnie stąd jej mała popularność (jak na polskie warunki).Z tym że faktycznie nie nadaje się absolutnie do steków.
    Star -
    dzięki za informacje;)
    No a u nas hamburgery - to pewnie najgorsze mięso i mączka rybna,.....blech....

    ReplyDelete
  28. Ataner--> Nie przywalilam gburowi;) Tez mam momentami wyrzuty sumienia:)))
    A wolowina co do wolowiny, to kiedys zjadlam steka z japonskiej Kobe i bede ten smak pamietac do konca zycia:)))
    Pozniej gdzies wyczytalam, ze krowy na ten wlasnie rodzaj wolowiny sa poddawane nie tylko specjalnej diecie, ale i masazom.
    Efekt jest nie da sie ukryc.

    ReplyDelete
  29. Tuv--> Ja tez kiedys lubilam polska wolowine, bo nie znalam innej. Ale stek z porzadnej wolowiny jest jak maslo i rozplywa sie w ustach. Podobnie sprawa ma sie z hamburgerami. Tego w Polsce nie uswiadczysz, no chyba, ze gdzies w drogich restauracjach sprowadzaja wolowine z innych zakatkow swiata. Natomiast wczoraj wyczytalam, ze jesli nawet do Polski sprowadza sie bydlo Angus to wykorzystuje sie go do krzyzowek z krowami mlecznymi. Zastanawiam sie po co?

    ReplyDelete
  30. Cielęta czarnego Angusa są mniejsze niż kilku ras, a na dodatek szybko rosną robi się więc krzyżówki, żeby krowy się łatwiej cieliły, a wiem to bo kiedyś tłumaczyłam znajomemu informacje na ten temat;)

    ReplyDelete
  31. Kamernari--> No to juz wszystko jasne, bo sie zastanawialam co to za sens i cel:) A teraz juz widze i sens i cel. DZieki:))

    ReplyDelete
  32. Odważna jesteś, że to powiedziałaś głośno. Chociaż, jak to twierdzi Wspaniały (a mój D. by mu tylko przyklasnął) - ocenianie jest niewłaściwe. Czy coś w tym stylu. I w ogóle 'jak można'.
    A to jest niezła hipokryzja poniekąd (moim skromnym), bo oceniamy się nawzajem wszyscy i to w ciągu pierwszych kilku sekund żywego kontaktu.

    ReplyDelete
  33. Laki--> Tak bardzo glosno to tego nie powiedzialam, powiedzialam do kelnera i slyszala to rowniez pani za lada, a reszta sie pewnie dowiedziala od nich.
    Ja rozumiem stanowisko Wspanialego i Twojego D. i rowniez staram sie nie oceniac, ale staram sie nie oceniac wygladu, ubioru, gustow, pogladow itp. Mimo to opisalam wyglad i ubior typa:)) ale opis to jeszcze nie ocena, ocena byla w slowach "zachowywal sie niechlujnie", no coz nie jestem swieta;P Natomiast jesli napotykam sytuacje, ktora wymaga poprawy to staram sie reagowac, nie macham reka i nie mowie "nic nie moge zrobic" Swiat zmieniaja aktywne jednostki - wierze gleboko w te slowa. Samo narzekanie na system, ten czy inny urzad, lub unikanie miejsc, ktore nam nie pasuja nic nie zmieni. Natomiast wiele mozna zdzialac jesli sie odpowiednim osobom powie w czym rzecz. No, taka juz jestem:)) Staram sie jak moge unikac reakcji natychmiastowych, bo te sa nie wywazone, a krytyka zeby spelnila swoje pozytywne przeslanie musi byc madra.

    ReplyDelete
  34. Oj, Stardust! Ty jakaś nieżyciowa jesteś. Niektórzy tak mają i muszą bo inaczej się uduszą:)
    Muszą się nadymać bo para z wnętrza ich rozpycha.

    A po drugie - toż to Ropuch z "O czym szumią wierzby". Ropuch jak żywy:)A Ropuchy już tak mają, no taka uroda. Take it easy and keep smiling:)

    ReplyDelete
  35. No to mamy to samo - ja też nienawidzę gburów i bufonów! I generalnie trudno mnie wyprowadzić z równowagi, ale takie typki czasem potrafią. I staram się od takich trzymać z daleka, żeby mnie toksynami swoimi nie zarazili.. Ta obsługa pewnie była szczęśliwa, że ktoś wreszcie się odważył choćby zauważyć takie zachowanie. Współczuje im. W pracy spędza się sporą część życia, a tu takie klimaty...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...