Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, August 15, 2011

Z tygodniowym poslizgiem

Nie moglam sie zebrac do napisania kolejnej notki, a wrzucenie samych zdjec jakos tak nie bardzo mi pasowalo:) Chyba sie odzwyczailam od pisania przez czas wizyty Tatka i wyjazd do Southampton.
Nawet czytanie blogow idzie mi opornie, owszem czytam, bo nie chce miec za duzych zaleglosci, ale po przeczytaniu notki patrze jak sroka w kosc w okienko komentarza i nic madrego nie przychodzi mi do glowy. Wiec patrze, patrze i z reguly zamykam... ;(
Tak wiec kochani blogowicze, jestem ale jakoby mnie nie bylo:))
Jednak pobyt w Southampton musze sobie zapisac, bo pamiec juz ulotna i nie chcialabym, zeby nie zostalo po tym sladu;)
W piatek jak juz Mark przyjechal to zaczely sie przygotowania do obiadu, a my na ten czas zostalismy wyrzuceni z kuchni. Zapowiedziano, ze obiad bedzie o 18tej i do tej pory mamy wolne, a byla godzina dopiero 15ta, wiec postanowilismy wyruszyc na przeglad okolicy.
Kryste jak tu zielono!!!
I do tego jak czysto!!!!
Japierdole, czysto tak, ze nawet mysli niczystych miec nie wypada, bo a nuz zabrudza atmosfere.
Najblizsza okolica w ktorej mieszaka Alice i Mark wyglada mniej wiecej tak:



A wlasciwie to nie tylko najblizsza okolica, bo teoretycznie kazdy dom jest ogrodzony sciana z zywoplotu. W wiekszosci przypadkow z calej posesji mozna zobaczyc tylko droge dojazdowa i ewentualnie dach domu, cala reszta kryje sie za zywoplotem.
A to zdjecie, maszerujacego Wspanialego zrobilam specjalnie zeby bylo widac jak wysoko siega zywoplot.



Chcialam go ustawic tuz pod zywoplotem, ale sie zaparl, ze nie bedzie robil cyrku, wiec mam nadzieje, ze macie wyobraznie przestrzenna:))
Niektore posiadlosci sa tak duze, ze nawet wchodzac kilka krokow w droge dojazdowa i tak nic nie widac, droga jest przewaznie kreta i tylko sie domyslam, ze gdzies tam za drzewami jest dom.





Albo tak jak ponizej, zdjecie zrobilam stojac jakies 3 kroki w glab posesji i uzylam zblizenia, a dom mozna dopiero wypatrzyc gdzies na tylach, za drzewami.


Owszem, czasem trafi sie perelka, jak ta, ze widac az tyle:)



 Czasem tez sa domy zupelnie widoczne, stojace tuz przy ulicy:



I to wcale nie jest najdrozsza czesc miasteczka. Tak sobie mysle, ze jednak bogaci ludzie to maja mocno przesrane, bo i kto przy zdrowych zmyslach chcialby dobrowolnie mieszkac w takiej izolacji. No, ale nie moj problem, wiec nie bede sie martwic;)
Wrocilismy na obiad i zdebialam.
Kryste, ja myslalam, ze ja dobrze gotuje, moja rodzina uwaza, ze jestem prawie Martha Stewart, ale to co robi Alice z Markiem to juz wyzsza szkola jazdy.
Mark jest mistrzem grilla i wedzarki!!!
Wspanialy, ktory normalnie je minimalne ilosci o malo nie pekl z przezarcia i juz zapowiedzial, ze kupuje wedzarke. Tak, tak wedzarke, o ktorej ja marudze juz od roku.
I najpierw bylo, ze nie mamy pojecia co z tym robic, ze jest nas tylko dwoje, ze gdzie to bedziemy trzymac... no tysiace argumentow na NIE. A tu prosze? Jak zezarl caly rack of ribs to mu sie nagle odmienilo:)))
Dzieki Mark;)
Faktem jest, ze Mark sprowadza mieso wieprzowe z Belgii, czego my akurat nie bedziemy robic, ale kto wie, jak go kiedys wywioze na farme to moze zaczniemy swinie hodowac;)
Wracajac do tematu glownego, Mark zajmuje sie miesami i rowniez sosami do nich, robi wlasne sosy do grilla, zajmuje sie tez napojami czyli posiada bar pelny wypas lacznie z beczkowym piwem z roznych stron swiata i winami. Alice natomiast przyrzadza wszystko poza miesem, a wiec do obiadu byly zapiekanki warzywne, ktorych nawet nie potrafie nazwac, oraz piecze doskonale ciasta.
Po obiedzie, poniewaz nikt nie mial sily oddychac przenieslismy sie do piwnicy, gdzie Mark urzadzil kino domowe znow z pelnym wypasem i tam wlasnie znajduje sie bar winno-piwny.
Nie fotografowalam tego wszystkiego, bo uznalam, ze po prostu nawet nie wypada pytac o zgode.
Nie moglam sie zachowywac jak zupelna wiesniaczka;))
Ale troche mi szkoda...
No moze jak sie jeszcze kiedys wybierzemy z wizyta, to nabiore wiecej odwagi :P
Tym razem bylam grzeczna, jak przystalo na stateczna kobiete w odpowiednim wieku;)
Na pozegnanie dnia zapowiedzielismy, ze rano nas nie bedzie na sniadaniu, bo wybieramy sie rozchodzic skutki obiadu. Alice nie byla zadowolona, ale przyjela to ze zrozumieniem, zapowiadajac jednoczesnie, zebysmy nie robili zadnych planow na niedziele, bo ona ma juz wszystko ulozone jak powinno byc.
Nie chciala zdradzic tajemnicy, wiec nie nalegalam.
W sobote rano wybralismy sie na obchod miasteczka, ktore jak typowe amerykanskie miasteczka ma w sobie duzo uroku. Mnie sie przynajmniej podobaja takie slodkie male miesciny.
Po drodze minelismy kosciol.



Niby to miescina niewielka, ale zwroccie uwage na szerokosc ulic.




Wspanialy, nie bylby soba, gdyby nie zajrzal z ciekawosci na ceny domow w mijanym biurze nieruchomosci.
Najtanszy:


I najdrozszy, chociaz Alice powiedziala mi, ze widzieli kiedys ogloszenie domu do sprzedazy za 40 000 000, a juz te zupelnie najdrozsze sa przewaznie budowane na zamowienie.



I jeszcze kilka zdjec z Southampton:







Zjedlismy sniadanie w restauracji na swiezym powietrzu.



I poszlismy na plaze, ale o tym w nastepnej notce, bo juz mi sie znudzilo:))

31 comments:

  1. ojejku! nie dość, że się zamarzyłam o wakacjach to jeszcze o grillu... nie wiem czy wypada sobie teraz zgrillować tosta z serem po tych Twoich opisach ;-)

    ReplyDelete
  2. SZKODA...ze nie masz zdjec tego zarcia:)))
    Jak bedziesz tam kiedys to powiedz im o durnej kolezance,ktora kolekcjonuje zdjecia potraw:))))bo sie zaslinilam,tak moja wyobraznia zaczela pracowac:)))

    ReplyDelete
  3. Ola--> Nie przejmuj sie czy wypada:)) Przeciez nie jestes na diecie.

    ReplyDelete
  4. Tam jest jakby luksusowo, że tak filmowym cytatem polecę!

    ReplyDelete
  5. Maga--> Mnie tez szkoda, ale wiesz juz sie ze mnie w domu smieja, ze zanim pozwole ruszyc zarcie to lece z aparatem:)) Nie wypadalo mi robic takiego obciachu tam, zreszta Alice korzysta glownie z przepisow z foodnetwork, wiec mozna poszperac. Robila pyszne nadziewane eggplants, te miniaturowe, te akurat to pomysl jest z przepisu Anne Burrell tylko tam sa rolowane plastry eggplant. Kuzwa, jak sie nazywa eggplant po polsku? :)))

    ReplyDelete
  6. Socjo--> Tak, a najbardziej lusksusowe sa ceny:)) Nawet w zwyklym supermakecie jest tak drogo, ze oszalec mozna. Mozzarella, ktora ja kupuje swizutenka, jeszcze ciepla i place $6.00 za funt, tam kosztuje $10.00 za funt i licho wie kiedy byla robiona:)) Niby nie jest to zwykla mozzarella, ktora nie przypomina w niczym wloskiego sera, ale mimo wszystko.

    ReplyDelete
  7. Z reakcji Wspaniałego na zakup wynika, że do rozumu faceta to jak i do jego serca- droga wiedzie przez żołądek. Ładne to miasteczko i roztacza aurę spokoju i porządku.Przestrzennie a jednocześnie zacisznie.Udany weekend , jak dotąd, ciekawam co było dalej.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  8. O ile mnie moja pamiec nie myli to baklazan,wiesz nie moge sobie przypomniec bo my od zarania dziejow mowimy na to jaja bosmana:)))na te duze a na te male to chyba bede mowic babelaki:))Przepisow poszukam w necie:)

    ReplyDelete
  9. a mówią, że to Polacy kłada na stół tyle, ze az się ugina a tu proszę :) Inni tez tak mają:)
    miasteczko rzeczywiście ładne, pokaz plażę:) i siebie na plazy

    ReplyDelete
  10. Anabell--> A wiesz, ze mnie zaskoczyl ta wedzarka:)) Bo do tej pory to on jest raczej sfiksowany na wszelakie ustrojstwa kuchenne chyba nawet bardziej niz ja. On od dawna sie juz upiera na kupno maszynki do mielenia miesa, a ja uwazam, ze nie ma na rynku dobrych maszynek elektrycznych i daje rade bez;) Ja sie nie bardzo upieralam przy tej wedzarce, bo wiem, ze to ja bede sie musiala nauczyc co z tym robic i kombinowac przepisy, no ale mysle, ze to jest dobry sprzet. Narazie robie rozeznanie, a on czeka i ciagle sie dopytuje czy juz cos znalazlam;)

    ReplyDelete
  11. Beata--> Beda zdjecia plazy, ale beze mnie:))

    ReplyDelete
  12. Ale się zrobiło smacznie, porządnie i nieco nostalgicznie...

    ReplyDelete
  13. Zgago--> Kto by pomyslal, ze ja taka porzadna? I to od slowa porzadek a nie pozadac:)))

    ReplyDelete
  14. oj Stardust,ale jesteś...takiego smaku mi narobić ;-)
    żartuje...:-))
    grilla Tobie nie zazdroszczę,no może niektórego żarełka...i zieleni również,bo ja mieszkam w okolicach Zielonej Góry...pamiętasz może z pobytu w Polsce,że u nas naprawdę jest zielono...a ja mam jeszcze ogród - 20 arów....to ja ci mam zielono,że ho...ho...pozdrawiam z zielonej Ziemi Lubuskiej...buziaki Hania :-)

    ReplyDelete
  15. pomarze sobie o domku w parku..:-)

    ReplyDelete
  16. Haneczko--> Chyba nie dokladnie sie wyrazilam o jaka zielen mi chodzi:) Ja wiem, ze w Polsce jest zielono, ale to tez zalezy od miejsca, miasta ipt. Tutaj jak pojedziesz na prerie to jak daleko wzrok siega nie ma nic tylko zielen:))) Ale chodzilo mi o to, ze idziesz przez to miasteczko i wiesz, ze tam sa domy, bo ludzie mieszkaja, a widzisz tylko zielen, domy widzisz bardzo sporadycznie.
    A apetyt to ja mam do tej pory na te grillowane miesiwa;))) Bo niestety grillowanie to sztuka, a musze przyznac, ze Mark jest mistrzem. Wspanialego powinnam ustawic przy grillu, zeby sie uczyl zamiast sie wloczyc po plazy:)))

    ReplyDelete
  17. El--> Umowmy sie, ze w nastepnym zyciu bedziemy mialy:))) Bo wiesz do tego jest potrzebna cala swita ogrdnikow, przycinaczy itp.

    ReplyDelete
  18. Stardust...to chociaz noge pokaż:) na plazy

    ReplyDelete
  19. Już napisałam jeden miły komencik i nie chciało mnie opublkować - znów jakaś barierka?
    Ponownie donoszę, że mi się bardzo podoba to miejsce i mogłabym tam mieszkać - chyba...? ;))

    ReplyDelete
  20. Aha - znów trza skreślić tego ptaszka - " zapamietaj mnie"- to jakaś CHOLERNA BZDURA - ale odptaszkowałam i oto JESTEM. Dołączam sie do życzenia Beaty - "chociaz nogę "! ;D

    ReplyDelete
  21. Piekne miasteczko! I jakże dla mnie, bo ja dzikus jestem i bym mogła właśnie w takim domu co to od ulicy go nie widać, a do sąsiada szybciej samochodem niż pieszo ;) (a potem zostałabym w nim sama bo mój teoretyczny przyszły mąż by pojechał na delegacje a ja bym oka nie zmrużyła ze strachu ;) )...
    Ceny tylko faktycznie powalają, chociaż ja się absolutnie nie znam jaki tam rynek jest, ale ten za 600tys to dość licho wygląda. Po tym jak oglądam Extreme Makeover House Edition, to zawsze mam wrażenie, że te domy w USA to sama dykta.

    ReplyDelete
  22. Kwoko--> Nie ma zadnych nowych barierek:) Po prostu Googlom sie pomieszalo i ciagle obowiazuje ta durna zasada, ze trzeba sie logowac za kazdym razem;/ Wrrrrrr....
    W temacie miejsca, jest tam naprawde pieknie i spokojnie. Czy moglabym tam mieszkac? Raczej nie, bo na dluzsza mete byloby nudno, ale na wypoczynek doskonale miejsce:))

    ReplyDelete
  23. Ucieczko--> Tak amerykanskie domy sa z tektury:)) Potomek wlasnie zadzwonil do Wspanialego kilka dni temu z prosba o porade, bo wybil dziure w scianie pieta (przez sen) Nie pytalam co mu sie snilo:)))

    ReplyDelete
  24. Hmmm wielkie żywopłoty, ogromne trawniki...zero życia towarzysko-sąsiedzkiego... nuda :D o czym oni plotkuja? ;)

    ReplyDelete
  25. iimajko--> Zycie towarzyskie na pewno maja, niekoniecznie sasiedzkie, a czy i o czym plotkuja to nie mam pojecia:)) Wiem, ze moi sasiedzi nie plotkuja, jesli z nimi rozmawiam to mowi sie tylko o sobie i swojej rodzinie, nigdy o innych sasiadach. Ale w sumie ja znam jedna sasiadke, tak troche lepiej, reszta tylko na tyle, zeby powiedziec dzien dobry.
    A przez te wielkie zywopoloty to nawet nie da sie nic podejrzec i o czym tu plotkowac:)))
    Nuda jak cholera i tyle.

    ReplyDelete
  26. Twoje zdjecia zdecydowanie podwazaja dosc powszechna legende, ze w bogatych amerykanckich suburbiach to chodnikow nie ma, bo oni nawet na spacer samochodem...

    Nie wierze, ze w USA gossip nie istnieje - nawet flegmatyczni Brytyjczycy uwielbiaja, nie tylko w "Four weddings..." czy "Notting Hill".
    Ostatnio mialam okazje sie przekonac, jak mi starsza i bardzo nobliwa sasiadko-pacjentka ponadawala na majaca sie niedlugo wprowadzic w nasze okolice corke obecnego sasiada (wszystko pod haslem "bedziecie mieli jeszcze mniej miejsca do parkowania pod domami, bo ona NA PEWNO jak tatulek wepchnie sie na Wasze podworko" - przy czym na jednym wydechu dodala jeszcze o profesji, stanie rodzinnym rzeczonej oraz klotniach z ojcem).
    Nie moge wyjsc z podziwu jak oni to subtelnie-ironicznie robia, jakos tak mimochodem, bez topornej zlosliwosci.

    ReplyDelete
  27. Czarownico--> Moze na suburbiach gdzie dom od domu dzieli 30 km to i pewnie nie ma chodnikow, bo i nie ma potrzeby:)) No chyba, zeby sobie ktos chcial zrobic chodnik wzdluz autostrady tylko po to zeby byl. W miastach i miasteczkach w jakich bylam (a troche juz Stanow zjezdzilam przez te 27 lat) wszedzie sa chodniki. No ale ja tu juz mialam takiego agenta z wizyta z PL, ktory szedl ze mna chodnikiem oczywiscie i mowil mi, ze w Ameryce nie ma chodnikow. Zaczelam watpic czy wierzyc wlasnym oczom, czy temu co ludzie mowia:)))
    A z plotkowaniem, to nie wiem, bo moi znajomi i przyjaciele nie plotkuja, moje klientki mimo ze znam ich kolezanki i rodziny tez nie. Ale byc moze, ze to ja sie nie nadaje do plotek bo jestem na to za leniwa, zeby obserwowac i potem powtarzac co kto powiedzial, jak szedl i w co byl ubrany:))) Ja nawet jak wiem, to mowie, ze nie wiem bo tak latwiej i prosciej. Chyba jest w tym troche racji, bo to Wspanialy (Amerykanin) zna wszystkich sasiadow i potrafi dopasowac dzieci do rodzicow, a ja nie:))) No taka mam wade od urodzenia;)

    ReplyDelete
  28. Dla mnie to trochę obce klimaty, ale podoba mi się. Chyba przez moment Tobie zazdroszczę.... ;-) gekon. A najbardziej podoba mi się zdjęcie FAALLLL!

    ReplyDelete
  29. Gekon--> To tez nie moje klimaty:) Owszem mozna pojechac raz na jakis czas na weekend, wypoczac do wypeku i to wszystko. Ale mysle, ze posiadanie "letniego domu" zawsze wiaze sie z nuda z obowiazku:)) Nudzimy sie, bo kiedys zainwestwoalismy w to, wiec trzeba wykorzystac. No i jak sie jest wlascicielem, to wcale nie jest taki relaks, bo zawsze sie znajdzie cos o co trzeba zadbac, cos zrobic, poprawic. No chyba ze sie ma armie ludzi, ktorzy za nas to wszystko zrobia:)) Nie moge tak, tak to mnie jest zupelnie wygodnie w domu, tez nic nie robie:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...