Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, September 7, 2011

Brian

Sama nie wiem od czego zaczac, jak uporzadkowac fakty, bo jak juz wczesniej pisalam, troche okruchow historii Briana slyszalam jeszcze jak byli malzenstwem, a teraz doszla reszta.
Postaram sie to jakos ogarnac w logiczna calosc, chociaz nie obiecuje, ze to bedzie chronologicznie, bo to troche trudno, ale bede sie starala.
Od poczatku jak Karen poznala Briana, wiedziala, ze jego matka nie zyje, zginela w wypadku jak Brian najstarszy z trojga dzieci mial tylko 10 lat. Byla jeszcze siostra, Theresa i najmlodszy Roni.
Brian twierdzil rowniez, ze jego rodzina mieszka na Florydzie i tylko on sam mieszkal w NYC. Poznali sie, zakochali i pobrali. Niby nie bylo w tej historii nic nadzwyczajnego, moze poza tym, ze Brian nie chcial aby ktos z jego rodziny byl na slubie i generalnie nie utrzymywal kontaktow z rodzina.
Karen nie przywiazywala do tego wielkiej wagi, bo sama miala i ma bardzo luzne kontakty z wlasna rodzina, uznala wiec, ze "tak bywa" widocznie nie tylko w jej przypadku. Po latach jednak okazalo sie, ze najmlodszy Roni rowniez mieszka w NY, nie w samym NYC, ale w zupelnie bliskich okolicach. Mimo tego kontakty nie byly czeste, owszem czasem telefon, czasem spotkanie, ale nie bylo w tym rodzinnej zazylosci.
Brian twierdzil, ze nie lubi zony Roniego Marcie. W pewnym sensie Karen musiala przyznac mu racje, bo Marcie byla zupelnie inna od niej samej, wiec znow nie wzbudzalo to zadnych podejrzen.
Ale przy okazji nawiazania stosunkow z Ronim wyszla sprawa ojca, ktory jak sie okazalo faktycznie mieszkal na Florydzie, ciagle samotny. Bracia nie mowili o nim wiele, a wlasciwie to ilekroc Roni wspomnial ojca, to Brian natychmiast zmienial temat. W sumie Karen ani dziewczynki nigdy nie mialy okazji poznac ojca Briana.
Brian mial wlasna firme sub-kontraktorska zajmujaca sie glownie remontami, odnawianiem a nawet przebudowywaniem domow. Byl czas, ze Karen nawet zajmowala sie troche ksiegowoscia firmy, bylo to jakies 8 moze 9 lat temu, kiedy Grace byla juz na tyle duza, ze zajmowanie sie dziecmi nie wymagalo tyle czasu. A Jennifer, ktora jest 7 lat starsza spokojnie mogla odebrac siostre ze szkoly.
Nie robila tego dlugo, ale jak mi powiedziala zauwazyla, ze 80% klientow firmy to homoseksualisci i lesbijki.
Kiedys zazartowala cos na ten temat w towarzystwie, na co ktos inny powiedzial:
-- Przynajmniej nie musisz byc zazdrosna, ze sie maz zakocha w klientce.
Dyskusja sie ponoc na tym skonczyla, ale Karen zauwazyla, ze Brian mial dziwny wyraz twarzy jak ta scena zaistniala. Nikt nie kontynuowal rozmowy i ona sama przeszla nad tym do porzadku dziennego, bo i nie miala powodow, zeby o tym myslec. Jedno bylo pewne, gejowskie srodowisko bylo dobrymi klientami i placili dobre ceny.
Niedlugo po tym incydencie Brian zaczal namawiac Karen, zeby zaczela rozgladac sie za jakas niezalezna praca. Argumentowal to faktem, ze gdyby cos sie stalo z nim, czy firma, to przynajmniej Karen bedzie mogla dalej sie sama utrzymywac. Bo tutaj jest tak, ze np. w przypadku smierci meza, niepracujaca zona, ktora byla na jego utrzymaniu owszem ma prawo do emerytury po mezu, ale dopiero jak sama skonczy 63 lata a nie wczesniej. Wszystko to bylo bardzo logiczne, ale Karen, ktorej nie spieszylo sie do podjecia pracy wymyslila sobie, ze w takim razie ona chce isc do szkoly pielegniarskiej.
Szkola trwa 5 lat, Brian sie zgodzil i oplacal jej szkole oraz jak zawsze utrzymywal cala rodzine.
Karen zostala wzorowa uczennica i nawet czasem wygrywala w konkurencji z wlasnymi corkami co calej trojce wyszlo na dobre, bo podnosilo motywacje.
I tak dwa lata temu zostala Dyplomowana Pielgniarka.
Byla radosc, byla celebracja ale zaraz potem zaczely sie poczatkowo drobne i malo widoczne klopoty malzenskie. W miedzy czasie jak jeszcze Karen studiowala to Roni poinformowal ich, ze ojciec jest ciezko chory na cukrzyce i na skutek choroby amputowano mu noge. Mieszkal w osrodku dla samotnych inwalidow.
Karen zaczela namawiac Briana, zeby w jakis sposob zainteresowac sie ojcem, moze przeprowadzic go do NYC, zeby zamieszkal jesli nie z nimi, to przynajmniej na tyle blisko, zeby mozna bylo mu pomoc.
Brian powiedzial wtedy tylko:
-- On nigdy nie byl ojcem i niczym sobie nie zasluzyl na zadna pomoc od zadnego z nas. Jesli Roni i Marcie chca, to niech mu pomagaja. Ja ojca nigdy nie mialem i nie mam.
Przy czym stanowczo zaznaczyl, ze to jest koniec dyskusji i on wiecej nie chce o tym slyszec.
Ojciec zmarl kilka miesiecy pozniej i Brian nawet nie pojechal na pogrzeb, na ktory pojechala Marcie i Roni.
Po powrocie z Florydy Roni powiedzial, ze na pogrzebie byla rowniez ich siostra Theresa, ktora mieszka gdzies w Colorado. Brian tylko zainteresowal sie siostra, nawet wzial od Roniego numer telefonu i Karen pamieta, ze kilka razy z nia rozmawial, ale robil to tylko wtedy gdy byl sam w domu.
Nigdy nie zorganizowal zadnego spotkania, ani nawet nie zapoznal ich telefonicznie.
Karen nie nalegala, nie pytala, po prostu uznala, ze cos jest nie tak w rodzinie i widocznie maja swoje powody aby zachowywac sie tak a nie inaczej. Zreszta w tamtym czasie wlasnie zaczela prace w szpitalu i zupelnie sie jej oddala. Jennifer skonczyla juz pierwszy etap studiow i wyjechala do Connecticut robic doktorat, Grace chodzila juz do liceum i sama zaczela przygotowywac sie do wyboru studiow.
No jakos tak bylo na tyle wydarzen biezacych i dotyczacych bezposredniej rodziny, ze wiele rzeczy przechodzilo obok i Karen ich nie dostrzegala.
Tak samo jak nie dostrzegla, ze Brian zaczyna brac kontrakty poza miastem i to laczy sie z jego krotkimi wyjazdami, a kiedy wraca jest przemeczony i jakby "obecny cialem, ale nie duchem"
I w takiej sytuacji doszlo do opisanej juz wczesniej 25ej rocznicy slubu.
Tyle wiedzialam juz wczesniej, albo od Karen kiedy na biezaco cos wspominala, bo jak to bywa, jak sie rozmawia to czasem jakies informacje wychodza w rozmowie. A to czasem chciala sie pozalic, czy podzielic faktem, ze nie rozumie dlaczego Brian tak bardzo nie lubi swojego ojca, ze nie rozumie dlaczego nie utrzymuje kontaktu z siostra itp.
Ot drobne okruchy, ale nic wiecej, bo jak pisalam ja nie mam zwyczaju wypytywac, a ona mowila cos tam miedzy wierszami i na tym sie konczylo. Po tamtym spotkaniu jednak poczula potrzebe wyrzucenia z sebie calej reszty, ktorej ja jeszcze nie znalam.
Kiedy zaczely sie poszukiwania Briana zeby przeprowadzic rozwod i dziewczyny poszly go odnalezc, wiadomo, ze poszly do budynku w ktorym Brian mial ostatni kontrakt. Niestety kontrakt byl juz zakonczony, praca wykonana i Brian tam juz nie pracowal. Tego typu firma kontraktorska w sumie nie potrzebuje miec zadnego biura, wystarczy, ze jest komputer i wszystko co trzeba mozna zalatwic siedzac w kawiarni z laptopem. Okazalo sie rowniez, ze Brian przepisal firme na swojego wspolnika.
Karen podejrzewa, ze tylko chwilowo, ale tak zrobil. Pracownikow w sumie nie mial zadnych stalych, bo zatrudnial pracownikow, ktorzy pracowali nie tylko dla niego, ale tez dla innych firm. W sumie nie bylo potrzeby miec hydraulika czy malarza na stalym etacie jesli nie bylo dla nich zatrudnienia, a akurat byl potrzebny elektryk. I tak poszukiwanie tropem pracy padlo.
Karen zadzwonila do Roniego ale ten powiedzial, ze nie widzial Briana od miesiecy i naprawde nie ma pojecia co sie z nim dzieje i gdzie jest. W ogole udal, albo naprawde nie wiedzial, ze Karen i Brian sie rozwodza, czy ze maja jakies problemy.
Po jakims czasie Karen zadzwonila do Roniego jeszcze raz i tym razem trafila na Marcie, zaczely rozmawiac i Karen powiedziala, ze w sumie to wszystko wydaje jej sie nieprawdopodobne, zeby cala rodzina nic o sobie nie wiedziala. Na co Marcie powiedziala:
-- Ty chyba o niczym nie wiesz?
Kiedy Karen wyrazila zdziwienie, Marcie obiecala, ze owszem moze sie z nia spotkac i porozmawiac, ale Karen ma obiecac, ze nikomu o tym nie powie, bo jakby sie Roni dowiedzial to "skroci ja o glowe".
Kazda z nich wziela po kryjomu dzien wolny od pracy i Marcie przyjechala do NYC. Spotkaly sie gdzies w kawiarni i tam Marci opowiedziala jej cala historie rodziny.
W czasie kiedy zginela matka to Brian mial 10 lat, Theresa 8 a Roni 7. Krotko po smierci matki ojciec zaczal molestowac dzieci seksualnie, oczywiscie proceder zaczal sie od najstarszego Briana, ktory przez lata wspolnie z Theresa starali sie znosic co mogli aby ustrzec najmlodszego Roniego. Oczywiscie nie dalo sie go ustrzec, ale robili co mogli aby czesto pijany ojciec raczej wyzywal sie na nich niz na najmlodszym bracie.
Brian mial 18 lat jak wyjechal i obiecal mlodszemu rodzenstwu, ze jak tylko stanie na nogi to bedzie im pomagal. I tak kilka lat pozniej sprowadzil do NY oboje Therese i Roniego.
Po kilku latach Theresa zglosila sie na terapie dla doroslych ofiar molestowanych w rodzinie. Z czasem namowila na terapie Roniego, tylko Brian byl zawsze przeciwny, mimo, ze terapia najbardziej chyba pomoglaby jemu. Podobno czul sie bardzo czesto winny, ze jako najstarszy nie potrafil pokonac ojca, ze nie potrafil obronic rodzenstwa przed jego agresja. Niestety nie dalo sie go namowic, byl zamkniety, malomowny, ale jak ktores z nich wspomnialo o terapii sam robil sie agresywny, wiec zaniechali.
Jakis czas pozniej Theresa poznala swojego meza i wyjechala do Colorado, razem z nimi wyjechal Roni, ktory po kilku latach wrocil, ale juz stracil kontakt z Brianem.
Jak nawiazali znow kontakt, to Roni w pewnym momencie znow staral sie przekonac brata do terapii wiedzac jak bardzo pomoglo to jemu samemu odnalezc sie w zyciu.
Ale Brian skwitowal to krotko, ze jemu terapia nie jest do niczego potrzebna, bo wlasnie poznal kogos, kogo kocha i ma zamiar sie ozenic. Wrecz powiedzial, ze dla niego najlepsza terapia bedzie posiadanie wlasnej normalnej rodziny. Jak Karen i Marcie porownaly mniej wiecej daty kiedy to sie dzialo, to faktycznie wyglada na to, ze krotko potem Brian zaproponowal Karen malzenstwo. Natomiast nigdy nie wybaczyl swojemu ojcu i dlatego nie chcial go juz nigdy widziec.
Skoro nie wybaczyl ojcu to prawdopodobnie nie wybaczyl tez pewnych rzeczy sobie i chyba idac tym tokiem rozumowania uwaza, ze jego corki nigdy nie wybacza jemu.
I to chyba dlatego tak zniknal i nie chce zeby go ktos znalazl.
Zabezpieczyl rodzine finansowo i chyba nie potrafi zrobic dla nich nic wiecej.
Niestety obie z Karen i Marcie rowniez podzialamy zdanie, ze niestety Karen nie moze o tym powiedziec dziewczynom. To nie jest jej tajemnica, to jest tajemnica Briana i tylko on sam moze to zrobic.
A czy kiedys zrobi?
Tego nikt nie wie.

46 comments:

  1. Przygnębiające. No, ale życie nie jest romansem i różne rzeczy się zdarzają.Ciężko jet walczyć z czyjąś przeszłością,jeśli ktoś nie chce, by mu pomóc.
    Miłego,;)

    ReplyDelete
  2. Życie pisze straszne scenariusze...
    Jakież proste wydaje się stwierdzenie: powinien powiedzieć, wszystko wyjaśnić i będzie jak w bajce - happy end!
    Wydaje mi się, że nie powie. Skoro milczał tyle lat, to dlaczego miałoby się to teraz zmienić?

    ReplyDelete
  3. Na bezdechu przeczytałam całą historię...
    Smutne to, że ludzie muszą żyć z taką traumą. Nie każdy potrafi przyznać się, że potrzebuje pomocy...

    ReplyDelete
  4. Bardzo poruszyla mnie ta historia.
    Pozdrowienia

    ReplyDelete
  5. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że to pójdzie w tę stronę...
    I nie można powiedzieć niczego, poza jednym: życie może być okrutne, a wielu ludzi to potwory...

    Mam nadzieję, że kiedyś Brian sobie wybaczy... I że pozwoli córkom mieć ojca.

    Ehhh...

    ReplyDelete
  6. niesamowita historia, scenariusze filmowe się chowają. strasznie to smutne. ja bym chyba na miejscu Karen próbowała odnaleźć męża i dotrzeć do niego. ma jeszcze kawałek życia przed sobą...

    ReplyDelete
  7. I nie trezba wymyslać. Życie pisze takie scenariusze że ... szok!

    ReplyDelete
  8. anabell--> Niestety kazdy chyba musi sam dojrzec do pomocy, nie mozna pomoc komus, kto tego nie chce, bez wzgledu na to jak bardzo to przykre.

    ReplyDelete
  9. Ata--> Masz racje, takie historie sa tylko proste jak patrzy sie na nie z boku. Tym w srodku mozna tylko wspolczuc.

    ReplyDelete
  10. Moaa--> Trauma musi byc ogromna. Przeciez to co Marcie powiedziala Karen to tylko zarys tragedii. A co jakie szczegoly sie za tym kryja? Tylko Brian wie.

    ReplyDelete
  11. Ina--> Mnie tez, tym bardziej, ze znam ludzi...
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  12. Granato--> Karen tez ma, moze nawet nie nadzieje, ale jej cien. W koncu o nic wiecej nie chodzi, tylko zeby dziewczyny mialy kontakt z ojcem.

    ReplyDelete
  13. ds--> Naprawde? Probowalabys odnalezc? A w jaki sposob i jakimi srodkami? W kraju wielkosci calej Europy i wsrod 300 milionow ludzi. Czy naprawde myslisz, ze to takie proste? Karen ma tylko kontakt z Ronim i Marcie, a oni tez nie wiedza gdzie jest Brian. On moze byc wszedzie w calych Stanach. W jakis sposob znalezc czlowieka? Zwolnic sie z pracy i zaczac przeczesywac kraj krok po kroku? Jesli nawet, to po co? Ja mysle, ze on wlasnie potrzebuje teraz samotnosci.

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> Tak, niestety czasem zycie bywa okrutne...

    ReplyDelete
  15. Jezu, historia jak z powiesci Danielle Steel;) A swoja droga bardzo, bardzo smutne, jak to jeden czlowiek (mysle teraz o ojcu Briana) potrafi zamienic zycie tylu ludzi w pieklo!

    ReplyDelete
  16. Podniosla mi sie adrenalina do najwyzszego poziomu.
    Takich skurwieli molestujacych dzieci wyslalabym bez wody na pustynie liczyc ziarna piasku,z jedna lyzeczka porcji wody dziennie.
    Nawet nie jestem w stanie wyobrazic sobie stanu psychicznego tak mocno skrzywdzonych ludzi,jaka to musi byc trauma.

    ReplyDelete
  17. Co do Karen i tego by dziewczynom nie mówić się zgadzam, moja mama miała inna historie też z dzieciństwa i kiedyś mi opowiedziała, pewnie z przypadku ale np moj brat nic nie wie i ja nie zamierzam mu mówić, bo i historia przez lata zbladła na znaczeniu i nie warunkuje niczego... coś zupełnie innego ale też jak wiadomo co za młodu to i potem w życiu wychodzi w dobrą stronę jak w przypadku mojej mamy, czy w trochę gorszą jak u Briana, ktory nie wytrzymał presji. W sumie w poprzednim kawalku opowiesci wieszałam psy na nim, ale teraz... ciezko krytykowac czlowieka ktory ma taka traume za soba, chociaz szkoda ze dla dobra rodziny sie nie otworzyl. Jednak, skoro z rodzenstwem znajacym historie nie otrafil sie porozumiec to co dopiero z żoną która przez tyle lat była 'okłamywana'... co za życie i scenariusze...

    ReplyDelete
  18. No tak, w takich historiach zawsze jest jakieś drugie dno...
    Bardzo współczuję Brianowi przeżyć, to muszą być dla niego straszne wspomnienia ale ucieczka nie jest rozwiązaniem. Szkoda,że Brian nie chce pomocy.Nie pomyślał,że jego córki nie znając prawdy też mogą w przyszłości mieć problem z odpowiedzią na pytanie, dlaczego ich ojciec odszedł nagle, bez słowa wyjaśnienia.

    ReplyDelete
  19. Szokujące jest to, co ojciec może zrobić własnym dzieciom.
    Mam nadzieję, że Brian kiedyś będzie potrafił spotkać się z córkami.

    ReplyDelete
  20. I tego posta powinien przeczytać każdy facet, który uważa, że zwieranie małżeństwa to metoda odcinania pępowiny od traum dzieciństwa. Strasznie smutne. A Karen mądrze robi, moim skromnym zdaniem. O tym powinien im powiedzieć on sam, jeśli w ogóle. Ale tak naprawdę to nie wiem, czy przez 'wyspowiadanie się' im zbyt dokładne nie przerzuciłby tego ciężaru, z którym się sam nie uporał, na swoje dzieci. Ja jestem zdania, że dorośli są dorośli i nie mają prawa obciążać swoich dzieci swoimi ciężkimi sprawami, z którymi sobie nie poradzili. Lepiej usłyszeć po prostu 'odszedłem od matki, bo już jej nie kocham', niż wykładać im swoje poczcie krzywdy co jeszcze by je w geście dobroci nakierowało na myślenie typu 'trzeba pomóc tacie' i to by się stało ich ciężarem. To są taty sprawy, taty ból, nie ich.

    Mam nadzieję, że ten człowiek wróci, że odleciał tylko poukładać się ze sobą. Wróci nie w sensie do małżeństwa, ale po prostu skontaktuje się jak powinien w imię dobra swojej byłej żony i dzieci.

    ReplyDelete
  21. Bardzo smutna i wzruszajaca historia. Zastanawiam sie nad tym, jak te facet misial cierpiec przez cale swoje zycie.
    Natura ludzka jednak jest nieodgadniona, przez tyle lat ukrywal przed swoja najblizsza rodzina prawde o sobie.
    Mam jednak nadzieje, ze odezwie sie do swoich corek ktore nic nie wiedza i dla nich to jest dopiero szok, ze z dnia na dzien stracily ojca i nie wiedza dlaczego.
    Nie oceniam, nie doradzam, sama nie wiem co bym zrobila w takiej sytuacji, ale chyba jednak powiedzialabym dzieciom prawde.

    ReplyDelete
  22. Star, przy pierwszej notce o historii Karen pomyślałem sobie 'Ale kutas', ale zaraz potem przyszło mi do głowy, że to nie może być takie proste, że facet przechodzi andropauzę i postanowił sobie zmienić życie i że tu musi być 'drugie dno'. I że coś więcej musi być tu na rzeczy. Jak widać historia nie jest tak prosta i bez znajomości wszystkich (choć to pewnie niemożliwe) szczegółów ciężko zabierać głos. W najbliższym otoczeniu mam podobną historię i oboje mają dramat. Duży dramat. A tak na dobrą sprawę, to tak jak na Bliskim Wschodzie - tutaj nie ma rozwiązania. Smutne, ale prawdziwe.
    Marek

    ReplyDelete
  23. Nie chciał dać sobie pomóc. Myślał, że jest na tyle silny psychicznie, że terapia nie jest mu potrzebna.
    Szkoda.
    Jestem pewien, że ciężar, który w sobie nosi jest przyczyną takiej formy odejścia.
    Uciekł przed ojcem, teraz uważa, że musi uciekać przed rodziną :(. Smutne

    ReplyDelete
  24. Cóż, powtórzę się - za każdym człowiekiem stoi jego historia. Kiedyś w hospicjum usłyszałam jak jedna z pielęgniarek powiedziała" Nie mogłam kiedyś zrozumieć jak można nie odwiedzić własnych rodziców, zostawić ich samych sobie. A kiedy poznałam kilka historii to przestałam oceniać i niczemu się nie dziwię".

    ReplyDelete
  25. Moniko--> Pieklo, to dobre okereslenie i niestety tylko czlowieka na to stac.

    ReplyDelete
  26. Maga--> Tez jestem bezlitosna w przypadku molestowania dzieci i chyba w ogole jesli chodzi o dzieci.

    ReplyDelete
  27. ucieczko--> Sa historie tak skomplikowane, ze niestety nie mozna ich powtarzac. Mozna o nich mowic na szerokim forum, bo robi sie to glownie "ku przestrodze" ale indywidualnie naleza do tych co je przezyli.

    ReplyDelete
  28. Klaudio--> Nasza swiadomosc najbardziej ksztaltuje to co sami przezylismy, a w tym przypadku przezycia sa tak gleboko tragiczne, ze ja mysle, ze Brian traci poczucie balansu. W porownaniu z tym co jego ojciec zrobil jemu, to on swoje dzieci potraktowal bardzo uczciwie. Tak mi sie wydaje, ze w jego przypadku to on moze nawet nie znac uczucia potrzeby kontaktu z doroslymi dziecmi. On nie ma takich wzorcow.

    ReplyDelete
  29. Beata500--> Tez mam nadzieje, chociaz przyznam, ze wiara w te nadzieje jest bardzo slabiutka.

    ReplyDelete
  30. Laki--> Dalas mi do myslenia swoim komentarzem, bo ja czytalam juz wczesniej komentarze, tylko nie mialam czasu siasc i odpowiedziec.
    Widzisz ja mam wrazenie, ze my wszyscy oceniamy Briana (bez wzgledu na to czy pozytywnie czy negatywnie) stosujac do niego wlasne parametry uczciwosci ludzkiej. Tylko, ze te parametry do niego nie pasuja. On sie nigdy nie mial okazji nauczyc jak powinien postepowac normalny czlowiek. Ja mysle, ze jego rozwoj socjalny, czy spoleczny zatrzymal sie moze nie na wieku 10 lat ale nie mial okazji sie rozwijac normalnie. Nic nie wiemy na temat kiedy Brian poczul sie inny seksualnie, bo przeciez raczej nie stalo sie to na skutek molestowania. I ja mysle, ze w wieku nastoletnim sprawa wlasnej seksualnosci byla dodatkowym obciazeniem psychicznym. Mysle, ze to byla glowna przyczyna dla ktorej Brian nie chcial sie zgodzic na terapie. Byc moze on wlasnie myslal, ze ma pociag do mezczyzn tylko dlatego, ze byl molestowany przez mezczyzne. Mam wrazenie, ze poznanie Karen i malzenstwo uznal wlasnie za terapie dlatego, ze liczyl na to, ze trwaly zwiazek z kobieta zdominuje poped homoseksualny. Nie wiem, gubie sie w tym wszystkim, ale jakos tak staram sie wykombinowac jak to sie moglo dziac w jego glowie przez te lata. Z tego co wiem, to Roni nigdy nie wspomnial, ze Brian byl inny pod wzgledem seksualnym, a wiec to chyba byla kolejna tajemnica, ktora Brian ukrywal przed najblizszymi i moze dlatego nie chcial sie zgodzic na terapie. Zauwaz, ze Roni powiedzial do swojej zony, ze jak starali sie namowic Briana na terapie, to robil sie agreswyny. Ja wlasnie z tego wnioskuje, ze oni nic nie wiedzieli o jego naturalnych sklonnosciach.
    To wszystko jest cholernie skomplikowane.
    No i jeszcze sprawy molestowania i terapii zaczely byc masowo popularne i dostepne jakies 25 lat temu, czyli okres kiedy Brian poznal Karen to dopiero byly poczatki mowienia o molestowaniu i pierwsze kroki pomocy dla ofiar. Zwykle takie ofiary trafialy na terapie z innych powodow, a problem molestowania wychodzil dopiero w trakcie terapii. I tak chyba bylo w przypadku Theresy, a kto wie czy tez nie Roniego. Tutaj brakuje kilku klockow w tej ukladance i byc moze Karen nigdy tych klockow nie odnajdzie.

    ReplyDelete
  31. Ataner--> Ja tez staram sie nie oceniac i nawet nie wyrazac swoich przypuszczen co do przyszlosci, bo jakos my tutaj myslimy normlanie. Nikt z nas nie przezyl tego co on. Normalnie dziecko dorasta w atmosferze wiekszej lub mniejszej ale milosci i bezpieczenstwa, on tego nie mial. On nie ma zadnych wzorcow tak na role mezczyzny w malzenstwie jak i na role ojca. Te co ma to sa akurat sa jakie sa i spowodowaly spustoszenie w jego psychice.
    Ja tez nie mam pojecia co bym zrobila, jakbym sie zachowala... tego sie chyba nie da przewidziec.

    ReplyDelete
  32. Marek--> Dokladnie tak. Nie ma rozwiazania, nie ma lepszego wyjscia, po prostu jest jak jest i tyle. Napisalam wiecej o moich przemysleniach w odpowiedzi do Laki i Ataner. Nie bede sie powtarzac:)

    ReplyDelete
  33. Pieprzniczko--> Tak, kazdy czlowiek ma swoja historie i czesto ta historia zupelnie nie pasuje do "normalnych" historii i jest zupenie niezrozumiala dla innych.

    ReplyDelete
  34. ja pierdziele ... normalnie jak scenariusz na niezły dramat ... cóż życzmy sobie aby tego kalibru historie nie spotkały nas i nam bliskich ...
    Pozdrawiam i uściskuję :)

    ReplyDelete
  35. Madziula--> Masz racje, takie historie lepiej znac z daleka.

    ReplyDelete
  36. Jeśli on to wyparł, Stardust (a tak mi się wydaje) to nic się nie działo w jego głowie. On się przez lata oszukiwał, że wszystko jest ok. Dlatego agresywnie reagował na próby namówienia go na terapię. On się prawdopodobnie bał myśleć o tym wszystkim, wyrobił sobie pancerz niepamięci i go chronił - przed terapią, przed kontaktem z rodzeństwem, przed wszystkim, co mogło mu przypomnieć. Wybrał Karen jako ucieczkę. Myślał, że ucieknie na zawsze. Nie wątpię, że w to naprawdę wierzył. Po ostrych przejściach w dzieciństwie ludzie tak reagują. Nie tylko po molestowaniu.
    To są oczywiście moje jakieś tam dywagacje, ale akurat coś o tym wiem. Nie o molestowaniu, ale o wyparciu i jego skutkach. Chciałam Ci tylko napisać, jak to działa. Sam schemat.

    ReplyDelete
  37. Laki--> I dobrze, ze dywagujesz i piszesz o tym, bo ja tez w duzej czesci dywaguje, Karen zreszta tez. Na dobra sprawe to nikt z nas nie wie na pewno. Tyle tylko, ze ja w moich dywagacjach opieram sie na tym, ze znalam czlowieka. Widzialam go na zywo w otoczeniu rodziny, widzialam jego reakcje jak kilka lat po urodzeniu Grace Karen zachorowala co skonczylo sie hysterectomy widzialam jak to przezywal. My obie z Karen uwazamy, ze Brian nie prowadzil podwojnego zycia w sensie zdrad, a jesli to zaczelo sie to dopiero kilka lat temu, ale nie trwalo caly czas. I dlatego chyba nie pasuje mi tu slowo "wyparcie" a raczej ciagla walka o odnalezienie samego siebie. To nie bylo malzenstwo z rozsadku, czy potrzeby ukrycia czegos, tam byla autentyczna milosc. Na pewno bal sie, ze prawda z dziecinstwa wyjdzie na jaw. Co do tego nie mam watpliwosci, bo o tym tez swiadczy brak zazylosci i w ogole ograniczone kontakty z rodzenstwem. Ucieczka? Na pewno tak.

    ReplyDelete
  38. ja uważam, że Brian nie potrzebuje samotności, bo samotność to on już miał od urodzenia. potrzebuje powiedzenia "potrzebujemy cię i kochamy, bez względu na twoją przeszłość i orientację seksualną".
    ale oczywiście rozumiem że trudno go odnaleźć. może przynajmniej do wspólnika się po jakimś czasie zgłosi...

    ReplyDelete
  39. ds--> Nie bardzo rozumiem, to przeciez on sam wybral w tej chwili samotnosc, nikt mu jej nie narzucil, to on porzucil zycie w rodzinie dla samotnosci. Moim zdaniem widocznie taka ma potrzebe, no chyba, ze z gory zalozymy, ze jest nieodpowiedzialny umyslowo i trzeba za niego decydowac, bo on sam nie potrafi. Tyle tylko, ze on podjal w ostatnim czasie duzo odpowiedzialnych decyzji wlasnie samodzielnie, bez porozumienia z Karen (przepisanie mieszkania, konta bankowego to sa JEGO decyzje).
    Przeszlosc? Jak Karen moze mowic o przeszlosci o ktorej nigdy nie dowiedziala sie od niego, a tylko od Marcie w dodatku w tajemnicy?
    Nie sadze, ze cala sprawa jest tak prosta, no i oczywiscie Briana nie ma, nie ma z nim kontaktu. Swoje rzeczy zabral w czasie nieobecnosci Karen i dzieci w domu, mimo, ze Karen pisala wyraznie, ze skoro chce to zrobic to nie musi unikac spotkania z nimi, nie bylo zadnej reakcji z jego strony na zdjecie Grace, ktore Karen wyslala juz po fakcie jak powiedzial jej, ze jest gejem, co jest sygnalem, ze Karen akceptuje jego orientacje seksualna, ale chodzi jej tylko o utrzymanie kontaktu z dziecmi.
    Wiesz powiedzenie "potrzebujemy cie i kochamy, bez wzgledu na twoja przeszlosc i orientacje seksualna" ladnie brzmi, ale czy to jest to czego on oczekuje? I czy to jest to, co naprawde przyniesie ulge i rozwiazanie obu stronom i dzieciom? Czy to nie aby pusty frazes w tej chwili? Osobiscie mysle, ze po takim szoku kazda ze stron potrzebuje czasu na uporzadkowanie sobie swoich wlasnych emocji.

    ReplyDelete
  40. ds--> Pomysl, ze to Ty jestes na miejscu Karen. Czy po 25 latach malzenstwa, jak slyszysz, ze maz mowi "jestem gejem" i zostawia bez slowa wyjasnienia to Ty naprawde mozesz powiedziec "ale ja cie mimo wszystko kocham i badz sobie tym gejem, ale tutaj obok". No raczej chyba nie. Czy nie sadzisz, ze uczucia Karen sa tez w tym wszystkim urazone. Ona sama mowi, ze jest w tym wszystkim zagubiona, oczywiscie nie zaluje tych lat malzenstwa, pamieta wszystkie cudowne chwile, ale czy to jest milosc? Chyba raczej szacunek do przeszlosci, milosc do dzieci, ktore sa owocem tej przeszlosci TAK, ale do samego Briana to juz raczej nie ma milosci, a jest w to miejsce masa innych emocji, ktore sie klebia przeplatajac z wsciekloscia.

    ReplyDelete
  41. Nie wiem co sama bym zrobiła w takiej sytuacji, o chyba mnie przerasta. Znając siebie chyba byłoby mi go bardziej żal, niż byłabym wściekła za lata kłamstw. Mężczyźni jakich znam bardzo często unikają udźwignięcia odpowiedzialności za swoje decyzje (szczególnie te najbardziej drastyczne) i starają się unikać kontaktów ze skrzywdzoną żoną czy dziećmi. Potrzebują czasu by zebrać się na odwagę i wrócić do "normalnych" kontaktów. Myślę, że za jakiś czas on się odezwie, ale musi sam pogodzić się ze swoją "porażką", bo jak piszesz on szczerze starał się kochać swoją żonę i na koniec nie dał rady. Życie w kłamstwie jest straszne. Szczerze współczuję i jej i jemu. Mimo wszystko bardziej jej, bo ona przezte lata nic nie wiedziała i budowała swoją przyszłość na fałszywych przesłankach a teraz została sama...

    ReplyDelete
  42. Bardzo trudno wypowiedzieć się po przeczytaniu tej dramatycznej historii trojga dzieci i trojga dorosłych ludzi. Choć terapia pozwoliła dźwignąć się i żyć, to tak naprawdę nic nie jest wstanie wymazać koszmaru dzieciństwa z pamięci. Brian'a jako najstarszego z dzieci najmocniej ta tragedia dotknęła, a jego psychika jest na tyle trwale upośledzona, że nie jest on w stanie i najprawdopodobniej nigdy nie będzie, pozwolić sobie pomóc. Ten koszmar nie skończył się z chwilą, gdy każde z nich opuściło dom, on jest jak nieuleczalna choroba, która wyniszcza chorego i otoczenie...
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  43. Kiciu--> Ja tez nie wiem co bym zrobila i lepiej zebysmy nigdy nie musialy wiedziec. Wspolczuje im wszystkim, bo w sumie nikt nie ma lekko.

    ReplyDelete
  44. Iva--> Masz racje, to jest koszmar, ktory sie nigdy nie konczy, bez wzgledu na terapie, zrozumienie czy akceptacje najblizszych to gdzies w czlowieku siedzi.

    ReplyDelete
  45. Bardzo smutna historia.Wręcz przygnębiająca.
    Molestowane dzieci często nie radzą sobie w dorosłym życiu.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...