Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, September 1, 2011

Srebrne gody

Karen widzialam ostatnio jakis rok temu, zadzwonila, ze chce pogadac.
Wybralysmy sie na obiad do kubanskiej restauracji, nic nadzwyczajnego babskie pogaduchy. Ale juz wtedy czulam, ze cos jest nie tak w jej zyciu, ale jak to ja nie pytam. Wychodze z zalozenia, ze jak ktos chce to mi sam powie co go dreczy.
Karen wtedy nie mowila wiele, tylko gdzies tak w przelocie zazartowala, ze Brian (maz) przechodzi kryzys wieku sredniego i ciezko sie z nim dogadac. No coz bywa - powiedzialam i na tym w sumie sie rozmowa skonczyla. Ona nie oferowala wiecej danych, ja nie ciagnelam za jezyk.
A potem przepadla jak kamfora, rozmawialysmy kilkakrotnie przez telefon, ale jakos nigdy nie bylo oakzji zeby sie spotkac, ona zajeta, ja tez nie cierpie na nadmiar czasu.
I tak jakos zeszlo.
Wczoraj zadzwonila, czy mozemy sie spotkac, w trybie natychmiastowym.
Ja mialam dzis dosc zajety dzien i w sumie nie bardzo mi sie chcialo, ale jak trzeba to czego sie nie robi dla przyjaciol. Umowilysmy sie, ze Karen przyjdzie do mnie do pracy jak ja juz skoncze ostatnia klientke.
Przyszla punktualnie.
Ja mialam tylko zakonczyc dzien, czyli podliczyc kase, zebrac pranie do kosza i wylaczyc wszystko co trzeba. Zwykle nie zajmuje mi to dluzej niz 5 min, wiec krzatajac sie zapytalam:
-- To co robimy? Gdzie idziemy?
-- Wiesz tak naprawde to wolalabym nigdzie nie isc, tylko pogadac z Toba tutaj.. jesli oczywiscie nie jestes glodna i nie masz nic przeciwko temu.
-- Nie ma sprawy, mam kawe, mam jakies ciasteczka, mozemy posiedziec i pogadac.
I tak Karen zaczela mi opowiadac co sie wydarzylo w ciagu ostatniego roku.
7 miesiecy temu Karen i Brian obchodzili 25ta rocznice slubu. Troche ja to dziwilo, ze Brian nie mowi nic na ten temat, nie robi zadnych planow, w koncu pewne rzeczy po 25 latach malzenstwa planuje sie wspolnie.
Karen uznala wiec jego milczenie za sygnal, ze przygotowuje jakas wielka niespodzianke i puscila wodze fantazji... druga podroz poslubna.... moze Hawaje, a moze Bali... albo jeszcze cos bardziej egzotycznego...
Na tydzien przed Brian zaproponowal zeby w dniu rocznicy poszli na obiad.
-- Nie ma sprawy - zgodzila sie Karen - czy chcesz zebym zrobila rezerwacje? czy sam sie tym zajmiesz? tylko pamietaj, ze na pewno Jen przyjedzie z uczelni, no i Grace.. nie zapomnij o dzieciach - zazartowala.
-- O dzieciach pamietam, rozmawialem z Jen i powiedzialem jej, zeby nie przyjezdzala, bo ja chce byc tylko z Toba, wiec Grace tez nie bedzie z nami na obiedzie - wyjasnil tajemniczo Brian.
Karen zatkalo, jak to? do tej pory wszystkie tego typu uroczystosci obchodzili razem z corkami?
Ale nie prosila o wyjasnienie, bo uznala, ze moze on wlasnie cos szczegolnego zaplanowal... no w koncu ma sie zaufanie do czlowieka, z ktorym przezylo sie cwierc wieku..
W dniu rocznicy Brian powiedzial, ze bedzie czekal na nia w restauracji i nic wiecej.
Przyszla o oznaczonej godzinie hostessa skierowala ja do stolika w koncu sali, przy ktorym juz siedzial Brian. Na stole oprocz drinka, ktorego pil nie bylo nic, ani kwiatow, ani nic co wskazywaloby na waznosc spotkania.
-- Podeszlam do niego i pocalowalam go w policzek mowiac "happy anniversary" nie odpowiedzial tylko ruchem reki wskazal, zebym usiadla.
Atmosfera byla co najmniej dziwna, ale zamowili jakies tam dania, drinka dla Karen i w sumie nie bardzo mieli o czym rozmawiac.. Karen zaczela sie czuc niewygodnie, nie wiedziala co sie dzieje, ale czula, ze jest cos powaznego, co go dreczy.
-- Czy masz jakies klopoty w pracy? Ostatnio malo rozmawiasz, czesto wyjezdzasz i w sumie nie wiem co sie dzieje, czy moge w czyms pomoc?
-- Nie, nie mozesz - padla krotka odpowiedz.
-- Ale widze, ze cos Cie dreczy... Czy jest cos o czym nie wiem, a powinnam wiedziec?
-- Tak. Powinnas wiedziec, bo ja juz dluzej nie jestem w stanie tak zyc...
Karen poczula jakby jakis ogromny ciezar spadl na nia i cala zamienila sie w sluch.
-- Jestem gejem.
-- Jak to??
-- Normalnie.. jestem gejem..
-- Ale jak to mozliwe? Mamy za soba 25 lat malzenstwa, dwie corki? Ja nic nie rozumiem? Czy to ma byc zart? - Karen odsunela talerz z jedzeniem i opadla jeszcze glebiej w zaglebieniu krzesla.
Teraz juz czula, ze nie ciezar, ale caly swiat zwalil jej sie na glowe.
-- To wszystko prawda, mamy za soba malzenstwo, mamy dwie corki, tylko ja od dawna wiem, ze cos jest ze mna nie tak... Teraz juz jestem pewny. I wiem, ze musisz o tym wiedziec, bo ja juz dluzej nie moge tak zyc...
-- Ja nie chce tego sluchac!!!
Karen wstala, zabrala torebke i wyszla.
Nie mogla pozbierac mysli, stala przed restauracja i czekala, ze Brian zaraz wyjdzie i powie, ze to wszystko nie prawda, ze to glupi zart... ze to... jej sie snilo...
Sen!! Tak, to jest sen, to nie moze byc prawda..
Starala sie uspokoic sama siebie...
Ale Brian nie wyszedl ani zaraz za nia, ani nawet 15 minut pozniej...
Wrocila do domu i zasnela placzac.
Brian nie wrocil do domu tamtej nocy wcale.
Trzy dni pozniej dostala od niego email, w ktorym bardzo krotko i rzeczowo poinformowal ja, ze przyjedzie kiedy ona jest w pracy zeby zabrac swoje rzeczy, a potem odda klucz portierowi na dole.
Odpisala, ze to niepowazne, ze przeciez bez wzgledu na wszystko, sa dzieci, Jennifer studiuje, Grace za kilka miesiecy zacznie studia, przeciez tak sie nie postepuje.
Nie dostala odpowiedzi.
Tydzien poziniej jak wrocila z pracy portier wreczyl jej klucz od mieszkania.
Zadnej kratki, zadnej wiadomosci... nic.
Po prostu nic.
Grace miala na zakonczenie szkoly prom (to cos w rodzaju polskiej studniowki) Karen kupila jej sukienke, kazala przymierzyc, zrobila zdjecie i wyslala do Brian'a, zeby wiedzial jak jego corka bedzie wygladac w czasie pierwszego w jej zyciu doroslego balu.
Nie dostala odpowiedzi, ani potwierdzenia, ze otrzymal... znow nic...
W miedzyczasie obie corki zaczely co raz czesciej dopytywac co sie dzieje, tym bardziej, ze Karen chodzila jak wlasny cien. Wreszcie nie miala innego wyjscia i opowiedziala im cala historie.
Dziewczyny postanowily go znalezc.
Poszly do pracy, ale sie okazalo, ze Brian juz tam nie pracuje.
Jennifer przezyla to bardzo, natomiast Grace, ktora ciagle mieszkala w domu powiedziala tylko, ze tak jest lepiej i skoro on nie chce ich widziec, to ona jego tym bardziej.
Karen zlozyla pozew o rozwod, ale oczywiscie nikt nie wie gdzie jest Brian.
Policja szukala go w pracy, w rodzinie, nikt nic nie wie, albo nie chce powiedziec.
Dzis Karen powiedziala mi, ze juz nie ma sily i juz nic nie chce, chce tylko aby mogla dostac rozwod bez dodatkowych kosztow poszukiwania i oglaszania o zaginieciu.
Pogodzila sie z mysla, ze jest jak jest, ze wyszla za maz za faceta, ktory te 25 lat temu nie potrafil sie odnalezc, ktory probowal walczyc sam ze soba i juz jest ta walka wykonczony.
Nie ma do niego pretensji, ani nawet zalu, bo jak twierdzi "nie mozna oskarzac kogos o to, ze jest kim jest", mam tylko zal o dzieci, bo w koncu nawet gej to jest ich ojcem.
Wysluchalam tego wszystkiego i nie potrafilam powiedziec slowa, bo i co powiedziec?
Karen i Briana znam od 14 lat, mile malzenstwo.... bylo.

65 comments:

  1. Daj spokój! A ja myślałam, że takie historie to tylko mogą być tylko w powieściach!
    A swoją drogą - jak ktoś mi mówi z wielką pewnością siebie, że zna świetnie swoją drugą połówkę, to zwykle traktuję to z pobłażliwością pewną, bo sama siebie tak dobrze nie znam i jeszcze nie wiem, co wywinę... ;)))

    ReplyDelete
  2. Życie pisze najdziwniejsze scenariusze, ale ten jest po prostu jak niesmaczny żart. Karen pretensji i żalu do męża nie ma, ale jak dla mnie, on zachował się jak tchórz i dupek.
    Się zirytowałam normalnie...

    ReplyDelete
  3. niewiarygodne.
    niewiarygodne w sensie, ze takie assholes jak brian chodza po ziemii - i nie chodzi mi o to, w zadnym wypadku ze jest gay, tylko zeby tak potraktowac kogos, z kim sie spedzilo 25 lat zycia to trzeba byc niezlym kawalem bydla. tak zostawic? olac? wymazaz z zycia tyle lat? dzieci?
    kobiecie zycie sie zawalilo. zostala sama - no szok.

    ReplyDelete
  4. Zastanawiam się dlaczego faceci na takie wyznania (jestem gejem, mam kochankę etc. ) wybierają takie momenty jak rocznice ślubu, urodziny czy inne ważne uroczystości rodzinne. Nie wiem, wydaje im się może,że niczego nieświadoma, nastawiona optymistycznie kobieta będzie mniej wściekła ?
    To poniżające!
    Jakimi argumentami oni się kierują bo nie ogarniam ?
    Dlaczego nie można tego powiedzieć w każdy inny dzień, w normalnej rozmowie ?
    Ja rozumiem,że mężowi Karen też jest trudno ale zachowanie, "ja ci powiedziałem a teraz radź sobie sama" to zwykłe tchórzostwo.

    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  5. A ja bym była daleka od nazywania kogoś, kogo historii nie znam, tchórzem i dupkiem. Sorry, Akulat - nie zgodzę się z Tobą:))
    Za każdym człowiekiem stoi jakaś historia, jakieś życiowe wybory, a często tragedie. Dlaczego kiedys się zdecydował na małżeństwo? Możemy się pozastanawiać - Bo x lat temu społeczeństwo nie było tak tolerancyjne dla gejów( nadal nie zawsze jest), a on stał gdzieś na pograniczu, wydawało mu się, że jest w stanie związać się z kobietą, która darzył uczuciem (może pomylił przyjaźń z miłością?)? Może? A może bał się reakcji najbliższych? Matki, ojca, przyjaciół i próbował za wszelką cenę stać się "normalny"?

    Jeśli dał kobiecie 25 lat zgodnego, dobrego życia to cudownie, bo wiele z nas nawet ćwierci tego nie przeżyło zgodnie z jednym człowiekiem.
    A teraz? Hmmm...chyba nadal się boi tej prawdy o sobie. Przykre:/

    ReplyDelete
  6. O żesz, jak ja 'lubię' takich egocentryków....
    Bo że dojrzał i się ujawnił - ok, ale że nawet nie raczył pół słowa wyjaśnienia skierować do dzieci, tchórz paskudny, i wszystko zostawił na głowie Karen, to naprawdę....
    Podziwiam kobietę, że nie się tak trzyma, bo co innego dowiedzieć się, że się 25 lat żyło z kłamcą, a co innego doświadczyć, że ten kłamca ma w dupie nawet wspólne dzieci.
    Radykał ze mnie wyłazi, pardon, ale naprawdę nie trawię egocentryków skupiających się wyłącznie na komforcie własnego ptaka.

    ReplyDelete
  7. Wmurowało mnie. Po prostu.
    25 lat wspólnego życia przekreślone w kilka minut... I powód tego przekreślenia - szukanie i odnajdywanie własnej tożsamości, budowanie swojego życia od nowa, choć nie da się wymazać przeszłości...
    Nie wyobrażam sobie jakie to ciężkie dla Obojga...

    Heh, bo cóż innego mogę napisać?

    ReplyDelete
  8. Z drugiej strony... jakie życie bywa przewrotne. "Miłość na całe życie" to jednak oryginalna mrzonka...

    ReplyDelete
  9. No cóż, zdarza się. Można się w takiej sytuacji rozejść, ale nie można całkiem przekreślać tych 25 lat. To nawet przyjaźń nie została? A dzieci? Gej, nie gej, ale ojcem jest, jedynym jakiego mają jego córki i pewnie nie chcą mieć innego, i z pewnością go kochają, i przypuszczam, że zrozumieją. Ale tu wszystko zależy od niego, od tego jak on sie w tej sytuacji zachowa. Jak widać wybrał złe rozwiązanie...

    ReplyDelete
  10. Rozumiem,że gdy się wreszcie wewnętrznie określił, małżeństwo zaczęło mu doskwierać, ale sposób rozwiązania problemu jest nie do przyjęcia.Znam kogoś, kto miał problem z okresleniem własnej płci i po własnie 25 latach małżeństwa zmienił płeć, odtąd dzieci miały 2 mamy.Ale rozumiał, w jakiej sytuacji nagle znalazły się dzieci i żona.Załatwił wszystko naprawde kulturalnie, ale i tak ani dzieci, ani żona nie chcą utrzymywać kontaktów.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  11. Ciężko uwierzyć, że takie historie dzieją się naprawdę... Chociaż w sumie przeżyłam podobną, tyle, że w roli córki. Jest typ facetów, którzy są słabi tak bardzo, że nigdy nie zdobędą się na wysiłek, aby zmierzyć się z problemem. Nawet taką sytuację można rozwiązać na milion sposobów i każdy będzie lepszy, od tego... Współczuję żonie i córkom, chociaż... może i lepiej, że się pozbyły chwasta.

    ReplyDelete
  12. Ja w tym wszystkim rozumiem potrzebę szczrości z żoną i samym sobą... rozumiem to, że trzeba być sobą i że on nie umiał już na dwa frony. Ale nie rozumiem dlaczego powiedział jej to takiego dnia... to było moim zdaniem podłe...

    Szkoda Twojej znajomej...

    ReplyDelete
  13. Spodziewałam sie po tej historii ze ma kochanke z ktora ma dziecko, latwiej to chyba przetrawic ze nagle zrobil taki coming out. Dobrze ze w koncu powiedzial, mial prawo to zakonczyc ale nie w taki sposob, gdzie oswiadcza i znika potem zostawiajac ja ze wszystkim, i nie ma odwagi sie skontaktowac z nia, a na dodatek z corkami! To juz jest podlosc, bo nawet tak rozwod czy alimenty czy cokolwiek... Mam nadzieje ze Karen bedzie silna i przetrwa to.
    No i wlasnie - tez nie mogl wybrac innego dnia niz rocznica slubu... eh...

    ReplyDelete
  14. tzj--> Masz racje nie zna sie nikogo i rowniez masz racje, ze czlowiek nie zna samego siebie. Ja kurde nie potrafie przestac o tym myslec.

    ReplyDelete
  15. Akular--> Ja sama czuje sie jakby mi ktos niezle nastukal po lbie. Nie potrafie sobie tego wszystkiego uporzadkowac. Nie potrafie zrozumiec, nie wiem co powiedziec, chyba ja sama potrzebuje czasu, zeby sobie to jakos w miare poukladac.

    ReplyDelete
  16. Aniu_2000--> Nie wiem, nic kurde nie wiem. Nie moglam spac w nocy, bo ciagle o tym mysle. Te historie spisalam tak na goraco, na skroty bo musialam to z siebie wyrzucic. Ale jest kilka faktow, wydarzen, ktore gdzies mi sie kolataja po glowie i chyba szukaja odpowiedniego miejsca w calej tej aferze.

    ReplyDelete
  17. Klaudio--> Ja tez nie rozumiem dlaczego wybral akurat taki dzien.. to JEST podle, wlasnie ten dzien.

    ReplyDelete
  18. Pieprzniczko--> Czytasz moje mysli? Tez nie potrafie potepic Briana. Owszem, mogl wybrac inny dzien, owszem nie podoba mi sie jego zachowanie w stosunku do dzieci... ale z drugiej strony... Masz racje tam jest historia. Napisze o tym moze nawet pozniej, ale wczoraj jak wrocilam to bylo mnie stac tylko na tyle ile napisalam. I rowniez masz racje, ze Karen miala przy nim godziwe, nieswiadome, ale szczesliwe zycie przynajmniej przez pierwsze prawie 20 lat. A to duzo.

    ReplyDelete
  19. Witaj.
    Przyznam się szczerze,że gdy zobaczyłam Twój post,bez żadnego zdjęcia,zamierzałam wyjść nie czytając go.
    Zaintrygował mnie jednak tytuł....Pomyślałam: ach co mi tam.
    Nie chcę się rozwodzić nad treścią.
    Chcę napisać ,że przeczytałam ten post jak dobrą nowelę.
    Czytało mi się bardzo dobrze.
    Pewnie będę tu wracać .
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
  20. Laki--> Moze przez fakt, ze znam/lam Briana jestem mnej radykalna. Nie ulega tez watpliwosci, ze ma tu znaczenie fakt, ze wiem troche wiecej niz zdazylam opisac.
    Mimo to zgadzam sie, ze chowanie glowy w piasek jest tchorzostwem, szczegolnie wobec dzieci. Karen sie trzyma, bo ona stara sie zachowac w tym wszystkim szacunek do samej siebie, juz chyba nawet nie do niego, ale do siebie, do wspomnien, do tego co bylo i co z tego zostalo.

    ReplyDelete
  21. granato--> Kazda milosc jest "na cale zycie" i zadna nie jest:) Taka jest w sumie prawda, chociaz sa takie, ktorym sie udaje przetrwac do "grobowej deski". Na pewno sytuacja jest ciezka dla obojga. Znam tylko historie ze strony Karen, pewnie nikt nigdy nie pozna jej od strony Briana. Ale czy to znaczy, ze jemu jest latwo? Raczej nie, a moze nawet trudniej... nie wiem.

    ReplyDelete
  22. Madame--> Nie wiem jak to widzi Brian i dlaczego TAK sie zachowuje. Znam dziewczyny, Jennifer ma 24 lata, Grace 17. Jen przezywa to bardziej, bo jest starsza, patrzy na to z glebszej perspektywy i ma zal. Grace podejrzewam jest po prostu na etapie wscieklosci. "zrobil mi krzywde, jestem wsciekla i jak on mnie nie chce wiedziec to ja jego tez". To jest ciagle jeszcze nastolatka, a to wiek buntowniczy.
    Wlasnie najbardziej bolesne jest, ze on nie chce kontaktu z nikim, nawet z wlasnymi dziecmi. Dlaczego? Moze troche wiem, a moze tylko przez lata znajomosci i sympatii staram sie wytlumaczyc...
    Przemysle to wszystko i jeszcze napisze.

    ReplyDelete
  23. Anabell--> Mysle, ze czesto takie sytuacje sa tak trudne i tak zlozone, ze naprawde nie ma z nich "dobrego" wyjscia. Sama jestem wsciekla, ze Brian nie chce kontaktu z dziecmi, ale tez w tej wscieklosci nie potrafie go o to oskarzyc. No kurde, znalam faceta i jakos nie moge..

    ReplyDelete
  24. Porcelanowa--> Rozumiem, ze historia przywoluje jakies Twoje osobiste wspmnienia. Przykro mi, ze tak jest.
    Mimo to mysle, ze to sa sytuacje z ktorych nie ma dobrego wyjscia i bez wzgledu na to czy nazwiemy takiego czlowieka "chwastem, tchorzem, dupkiem" (takie slowa padaly w komentarzach) to nie zmienia to faktu, ze jest ojcem. I bez wzgledu na to czy uda nam sie pozbyc go fizycznie, to pozostaje jeszcze swiadomosc faktu. To nie sa latwe historie dla nikogo.. niestety.

    ReplyDelete
  25. Sytuacja jak z filmu. A jednak prawdziwa...

    ReplyDelete
  26. MM--> Wlasnie TEN dzien, to jest chyba najgorsze co mogl zrobic. Mnie tez jest szkoda Karen, ale rozumiem, ze powiedziala mi o tym wszystkim dopiero teraz, bo dopiero teraz moze o tym mowic. A to juz jest dobry sygnal, ze gdzies tam powoli pojawila sie akceptacja i zaczyna powracac spokoj.

    ReplyDelete
  27. ucieczko--> Sprawa rozwodu tak czy inaczej sie rozwiaze, nawet bez jego obecnosci, owszem zwiekszy koszty i sie przedluzy, ale bedzie. Alimenty w tej konkretnej sytuacji juz chyba nie maja takiego znaczenia, bo Brian zostawil wszystko co mieli, a to jest troche dorobku, wiec nawet jak nie bedzie mozliwosci egzekwowania alimentow to o pieniadze Karen raczej moze byc spokojna.
    Mnie najbardziej dreczy to milczenie w stosunku do dzieci.

    ReplyDelete
  28. Teniu--> Witaj:))
    Szkoda tylko, ze to nie nowela, ze to czyjes zycie:((
    Bedzie mi milo jesli bedziesz wracac:)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  29. Nivejko--> Niestety, to jest zycie...

    ReplyDelete
  30. Jeju, jaka niesamowita historia! Facetom w tym wieku (kryzys wieku sredniego) czesto odbija i postepuja po prostu glupio. To, ze zdecydowal sie jej o tym powiedziec w ich 25ta rocznice slubu jest tego przykladem. Albo, ze teraz chowa glowe w piasek i nawet z corkami nie chce miec kontaktu. Nie bede go oceniac, bo nie znamy szczegolow, na pewno, jak piszecie jest tam jakas historia. Ciekawe....

    ReplyDelete
  31. Moniko--> Czasem zycie ludzkie jest tak pogmatwane, ze ciezko ogarnac rozumem. Ech..

    ReplyDelete
  32. Kasiu--> To chyba najbardziej adekwatne slowa, to jest bardzo smutne.

    ReplyDelete
  33. Masz rację, Star, ja gościa nie znam i moja ocena sytuacji jest pozbawiona podkładu osobistego. Jednakże o ile mogę współczuć człowiekowi problemów z własną orientacją seksualną o tyle uważam, że rodzic powołując dziecko na świat, ma wobec niego zobowiązania niezależne od swojej orientacji. Jakby mój ojciec coś takiego odwinął to dokładnie tak samo, jak córki Briana chciałabym z nim o tym porozmawiać. Nie nawracać, ale usłyszeć to od niego, móc zachować szacunek do niego jako człowieka. Brian zwiał jak szczur przed własnymi dziećmi. I tego w moich oczach nic nie tłumaczy.
    O to mi głównie chodziło.

    ReplyDelete
  34. 25-lat spedzonych razem z jednym czlowiekiem to naprawde kawal zycia.Mysle ze facet sam nie mogl sobie ze soba tak do konca poradzic ,z tad jego znikniecie,do tego pewnie dochodzi jakis wstyd(bo przeciez roznie ludzie reaguja)
    Stardust,wiesz ze po przeczytaniu tego posta zaczelam sie zastanawiac jak ja bym zareagowala w takiej sytuacji.Chciala bym zeby utrzymywal kontakt z rodzina,niech juz sobie jest tym gejem,tyle razem przezytych lat,ot tak fiu-nie ma.
    Szczerze wspolczuje Karen i Brianowi,jemu tez nie jest lekko z tym wszystkim.

    ReplyDelete
  35. Podejscie do dzieci ma dosc typowe i powszechne - jak to facet. Jeszcze powinien sie od wspolutrzymywania ich migac i bedzie komplet.

    ReplyDelete
  36. Laki--> Ja wiem o co Ci chodzi i tez uwazam, ze nie powinien zrywac kontaktu z dziecmi. Jednak gdzies gleboko tkwi we mnie nadzieja, ze to jeszcze nie koniec historii. Moze sie zawiode i moze faktycznie ten kontakt juz nigdy nie zostanie nawiazany, wtedy pierwsza powiem, ze Brian okazal sie kawalem skurwysyna. Narazie mam jakies wewnetrzne przekonanie, ze on daje czas wszystkim na pogodzenie sie z nowa sytuacja. Nie wiem, naprawde nie wiem czemu sie tego uczepilam, ale taka mam nadzieje.

    ReplyDelete
  37. Maga--> Tez mysle o tym jak ja bym sie zachowala. Nie wiem, nie jestem w stanie sobie tego wyobrazic. Wiem, ze pewnie przeszlabym przez cala hustawke emocji i chyba skonczyla jak Karen na zalu o dzieci. Wszystko inne chyba bylabym w stanie zrozumiec, albo nawet zaakceptowac bez zrozumienia.

    ReplyDelete
  38. Czarownico--> Ja nie jestem pewna czy utrzymanie finansowe jest problemem. Brian zostawil mieszkanie, ktore jest ich wlasnoscia, a na chwile obecna juz przepisane tylko na Karen. Mieszkanie jest na Manhattanie i ma wartosc ponad 2 miliony dolarow na dzien dzisiejszy. Rowniez konto oszczednosciowe, na ktorym mieli pieniadze jest rowniez przepisane na nazwisko tylko Karen. A chyba jest tam troche tych pieniedzy, skoro jeszcze kilka lat temu chcieli kupic wielorodzinny budynek gdzies w Brooklynie lub Queensie. Karen pracuje dopiero przez ostatnie 2 lata, nigdy wczesniej nie pracowala, wiec w sumie to co jest, jest dorobkiem bardziej jego niz jej.
    Dzieci? No coz, Jennifer robi doktorat z medycyny i juz pracuje, wiec teoretycznie utrzymuje sie sama. Jedynie Grace wlasnie tydzien temu pojechala na pierwszy rok studiow, jeszcze ona potrzebuje byc na utrzymaniu rodzicow, lub rodzica. Wyglada na to, ze Karen bedzie musiala jakos tym zagospodarowac.
    Jak wiesz, my kobiety zawsze jakos dajemy sobie rade:) Nawet bez takiego zabezpieczenia finansowego. Kiedy Brian zabral swoje rzeczy, to byly tylko jego osobiste rzeczy, nic wiecej. Reszte przepisal sam na jej nazwisko, nawet bez uprzedzenia, wiec nie ma problemu podzialu majatku. Tak naprawde to gdziekolwiek on jest, to on zaczyna od zera.

    ReplyDelete
  39. Trudno coś napisać , nie znając Tych osób.Nie wiem, ale jakoś nie umiem tak po prostu rzucać oskarżaniami w Briana.
    Na pewno to ,że nie spotyka się z dziećmi, nie jest w porządku.Ja sądzę,że on chyba nie umie spojrzeć dzieciom w twarz, bo się boi ich reakcji.Jeżeli nie zrobił tego do tej pory, to teraz będzie mu coraz trudniej.
    Nie, nie bronię go, ale to ,że przepisał wszystko co miał na żonę, to chyba świadczy o odpowiedzialności za swoją rodzinę.

    ReplyDelete
  40. Też się zastanawiam, dlaczego akurat postanowił powiedzieć o tym tego dnia, bolało podwójnie, jak nie po...jnie.

    ReplyDelete
  41. Beata500--> Ja go tez nie tlumacze, ani nie bronie, ale mam narazie kilka przeslanek z przeszlosci, zeby wiedziec, ze jemu jest na prawde trudno. To jest glebsza historia, niz wyglada na pierwszy rzut oka, ale ja sama jeszcze nie moge wszystkiego poskladac. Znajac Karen, spodziewam sie, ze powoli dowiem sie wiecej. Nie chce i nie bede pytac, ale ona sama skoro juz zaczela, to raczej bedzie czula potrzebe przegadania tematu.

    ReplyDelete
  42. Kachna--> Nie mam pojecia. Jest jeszcze wiele znakow zapytania w tej historii i nie potrafie nic powiedziec. Jak pisalam wyzej, troche wiem, ale to ciagle za malo, zeby rozwiazac zagadke. A gdybac raczej nie wypada, to za powazna historia.

    ReplyDelete
  43. Matko kochana! To wszystko brzmi kompletnie nierealistycznie! I tak sobie myślę...ok, jest gejem, nie może nic za to. Ok, nie chce kontaktować się z rodziną bo się czuje głupio albo w swoim mniemaniu byłby dla rodziny wstydliwym elementem (podkreślam - w SWOIM mniemaniu). Ale nie dać swojej żonie szansy na rozpoczęcie normalnego życia zapadając się pod ziemię a co za tym idzie - uniemożliwieniem przeprowadzenia rozwodu jak najmniejszym kosztem? Egoista i tyle.

    ReplyDelete
  44. Antares--> Wiem, to jak bajka o zelaznym wilku. Ja caly czas o tym mysle i doszlam do wniosku, ze chyba Brian od momentu kiedy powiedzial to "jestem gejem" liczyl sie z reakcja Karen i jakos sobie wkalkulowal, ze juz nie bedzie musial widziec ani jej ani dzieci. Zauwaz, ze przeciez po swoje rzeczy tez mogl przyjechac normalnie, ale wolal przyjechac jak nikogo nie bylo w domu. Zostawil natychmiast swoj klucz u portiera co rowniez swiadczy o fakcie, ze nie chcial juz tam nigdy wracac. Nie bylo reakcji na zdjecie corki, wyslane przez Karen, a raczej na pewno go dostal, bo inaczej to email ze zdjeciem wrocilby do Karen. I mysle, ze to ukrywanie sie teraz to tez tylko po to, zeby nie musial jej juz widziec. On dobrze wie, ze sprawil jej bol. O przepisaniu miszkania dowiedzila sie, bo dostala wezwanie do prawnika, ktory dal jej nowy akt wlasnosci. O przepisaniu konta rowniez dowiedziala sie od banku, a nie od niego. Sprawa rozwodowa, on tez wie, ze sie odbedzie bez jego obecnosci, bedzie dluzej trwala, drozej kosztowala, ale sie odbedzie.
    No cos w tym musi byc, tylko jeszcze nie wiem co.

    ReplyDelete
  45. Stardust - podałaś fakty przytoczone przez Karen, ale jednocześnie zastanawiasz się co się dzieje z Brian'em. Podejrzewam, że przeżywa on teraz bardzo trudne chwile. Czy ze swojej winy? - daleki byłbym od takiego stwierdzenia a jeszcze dalej mi do potępienia go: ot - życie. Jestem pewien, że dalej czuje się ojcem swoich córek. Mężem już się nie czuje - i to jest również jego dramat (nie tylko Karen).

    ReplyDelete
  46. Mama narzeczonego siostrzenicy też nagle uciekła z .. narzeczoną! Bywa!

    ReplyDelete
  47. Rotos--> Zastanawiam sie, bo znam czlowieka, moze nie na tyle co (znam) Karen, ale widzialam go wiele razy z rodzina i nie moge uwierzyc, ze to jest z gruntu zly czlowiek. Dlatego go nie potepiam, nie bronie, ale tez nie potepiam, chcialabym tylko zrozumiec.
    Ja wiem, ze to jest dramat dla calej czworki, nie tylko dla Karen, ale rowniez dla niego i dla dziewczyn. Kazda z corek radzi sobie z tym inaczej, w zasadzie to nawet mam wrazenie, ze bol Jennifer jest mniej niebezpieczna emocja niz bunt i wscieklosc Grace. Moim zdaniem Jen radzi sobie z tym lepiej niz jej mlodsza siostra.
    Spotykam sie z Karen w niedziele na lunch, dzis zadzwonila, chce dalej rozmawiac. Ja mysle, ze ona ma potrzebe wyrzucenia tego z siebie, a ja jestem na tyle bezpieczna osoba, ze czuje sie swobodnie. Przeciez nawet tutaj jak pisze, to i tak zmieniam imiona, nie umiejscowilam ich nigdzie na tyle konkretnie zeby ktos mogl te historie powiazac z konkretna osoba.

    ReplyDelete
  48. Zgago--> Samo zycie... czlowiek nigdy nie wie, co moze przyniesc kolejny dzien.

    ReplyDelete
  49. Znam podobną historie,z tym,ze jakby z lepszym zakonczeniem.
    Najpierw był szok, i wszystkie te nieprzyjemne sprawy w zwiazku z jego przyznaniem sie, malzenstwo przezyło kryzys ,rozstało sie na kilka lat, on wyjechał (przed przyznaniem sie jeszcze zdazył spłodzic drugie dziecko),teraz widuje ich znów razem,ona nigdy nie przestała go kochać a synowie bardzo potrzebują ojca,wiec..

    ReplyDelete
  50. przygnębiająca historia...
    żal mi ich oboje.Jednak kobiety więcej/bardziej?
    Nie,nie chciałabym być w takiej sytuacji,zresztą kto by chciał?
    Pomyślałam sobie że zniknął z ich życia nagle bo nie chciał wiwisekcji,tego wieszania psów na sobie,prześwietlania każdego dnia z tych 25 lat pod kątem jego gejostwa...
    Zachował sie w porządku z tym przepisaniem na rodzinę dóbr itp,no cóż z rozwodem mu nie wyszło ale bał się tego pewnei jak ognia.

    ReplyDelete
  51. dora--> Witaj:)) Znajac Karen i obie corki, tez mysle, ze ta historia mogla sie zakonczyc lepiej. Dziewczyny sa na tyle dorosle i rozsadne, ze potrafia zaakceptowac fakt, ze ojciec jest gejem. Dla nich on jest OJCEM, ktorego bez wzgledu na wszystko kochaja i potrzebuja. W sumie dzieci z reguly nie maja potrzeby zastanawiac sie i roztrzasac zycia intymnego rodzicow. I fakt odmiennosci seksualnej raczej tego nie zmienia. Moze byc zaskoczeniem, moze szokowac przez jakis czas, ale w sumie rodzic jest zawsze rodzicem. Nie wiem, nie rozumiem tego, ze Brian zniknal tak zupelnie. To mi nie pasuje do wizji tego czlowieka, ktora sobie zbudowalam widzac go niejednokrotnie w roli meza i ojca.
    Jestem bardzo ciekawa mojego spotkania z Karen jutro.

    ReplyDelete
  52. tuv--> Cholernie przygnebiajaca. Mnie jest bardzo szkoda Karen, w koncu to moja kolezanka, a nawet powiedzialabym przyjaciolka. Ale jest mi tez szkoda jego i dziewczyn mi szkoda, bo jestem przekonana, ze kazda z nich tez cierpi na swoj sposob. To chyba troche taka sytuacja kiedy kazda z nich (matka i corki) staraja sie grac jedna przed druga, zeby nie poglebiac bolu.
    Francowate zycie!!!

    ReplyDelete
  53. Wiesz Star, co jest w tym wszystkim najstraszniejsze, co pewnie Karen boli najbardziej? Że okazało się, że tak naprawdę nic nie wie o osobie, która przez tyle lat była jej najbliższa, że te 25 lat razem to jedno wielkie kłamstwo, składające się z szeregu drobnych kłamstw, poczynając od przysięgi małżeńskiej, na tych codziennych, drobnych słowach, małych komplementach jak "podobasz mi się", "jesteś piękna" kończąc... Nagle dowiadujesz się, że Twoje życie było fikcją - i chyba to najtrudniej wybaczyć, a nie fakt, że on zrozumiał, że jest gejem. Jak widać takie rzeczy czasem się zdarzają, czasem nie da się odnaleźć siebie, nie krzywdząc innych. Myślę, że mąż Karen zrobił dużo, żeby zrekompensować rodzinie te 25 lat kłamstwa. Nie mnie go oceniać, ale zadbał o zabezpieczenie finansowe żony i córek, a to że zniknął... rozumiem go. Tyle mogę powiedzieć.

    ReplyDelete
  54. Brytusiu--> Na pewno jest duzo racji w tym co piszesz, ale tak naprawde to czy mozna znac druga osobe? tak ze wszystkim? tak na 100%?
    Obawiam sie, ze nie. Ja na dobra sprawe sama siebie nie znam:) Wiele razy zdarzylo mi sie zrobic cos, co bylo w kategorii "nigdy w zyciu". W kwestii przysiegi, to zawsze bylam sceptyczna do patosu przysieg. Komplementow wrecz nie lubie i nie potrzebuje. Wspanialy na poczatku mial zwyczaj prawienia mi komplementow, a ja zawsze kwitowalam to smiechem i odpowiadalam "wiem" w koncu wyjasnilam, ze dla mnie komplement nie ma znaczenia. Wiem kim jestem i jak wygladam, w sumie nie dbam czy to sie komus podoba, czy nie. Skoro wraca do domu, to znaczy, ze akceptuje i to jest najwazniejsze.
    Moze podswiadomie staram sie unikac nawet okazji do klamstw? Nie wiem, ale taka jestem:)) W razie czego, bede miala mniej rozczarowan.

    ReplyDelete
  55. Myślę i myślę.W tej sprawie musi być jakieś drugie dno.Nawet chodzi mi po głowie, że może Brian wcale nie jest gejem, może to jakieś głupie wytłumaczenie tego " drugiego dna".
    Pewnie za jakiś czas dowiesz się. Masz świetne podejście , nie wypytujesz, czekasz, aż Karen sama będzie mogła Ci powiedzieć.
    Bo to tez ważna sprawa - móc powiedzieć, bo słowa czasami nie chcą nam przejść przez gardło, zwłaszcza w takiej sprawie.

    ReplyDelete
  56. Hmm...a ja też się nie zgodzę, że 25 lat musiało być kłamstwem. Istnieje przeciez wiele odcieni uczucia i wcale, a wcale ten człowiek kłamać nie musiał. Jeden kocha tak, a drugi na wspak. Ich wspólne życie nie musiało być fikcją, myślę, że takie stwierdzenie krzywdzi oboje. To co jest między dwojgiem ludzi, jest tylko ich i inni nie są w stanie tego zrozumieć ani dobrze ocenić, bo po prostu nie chodzą w ich butach.
    Jeśli ktoś przestaje kochać to nie znaczy, że nie kochał przez cały czas. Znaczy, że mu przeszło.
    A poznanie drugiego człowieka jest tak samo możliwe jak wywinięcie się na lewą stronę. Każdy ma jakieś życie wewnętrzne,takie tylko własne najwłaśniejsze na świecie, czasem to dramatyczny sekret, a czasem tylko owsiki.

    ReplyDelete
  57. Zgadzam się w 100 procentach z CzrnywPieprz. Nie wymyślę nic więcej. Może tylko to, że pewnie łatwo to wszystko zrozumieć stojąc z boku, być osobą tolerancyjną itd. Bo myślę sobie , że gdyby mój Marcin zrobiłby coś takiego, zrobiłabym wszystko aby był obok, z partnerem czy bez, tylko jako przyjaciel. Choć to tak łatwo napisać.... ale czy w realu łatwo zrobić i zrozumieć!? gekon

    ReplyDelete
  58. Beata500--> Jutro spotykam sie z Karen na lunch i wiem, ze bedzie intensywnie, bo juz mi powiedziala, ze musi "komus powiedziec reszte", zaznaczajac, ze nikt wiecej o tym nie wie.
    Przyznam, ze troche sie boje, bo to jednak odpowiedzialnosc, no ale ja jestem osoba z zewnatrz, nie znam poza corkami nikogo z jej rodziny, nie znam nikogo z rodziny Briana. Wspolnych znajomych tez mamy niewiele, no i ona wie, ze moze mi zaufac. Chce i boje sie, bo tak naprawde to nie wiem czego jeszcze mozna sie spodziewac po tej sprawie. Rozumiem jednak, ze ona ma potrzebe "wygadania sie" tym bardziej, ze powiedziala, ze nie chce i nie moze na ten temat rozmawiac z corkami.
    Jestem dosc odwazna baba, ale przyznaje, ze mam cykora. W sumie nie wiem czemu.

    ReplyDelete
  59. Pieprzniczko--> Zgadzam sie, za kazdym czlowiekiem stoi jakas historia, jakis dramat. I na pewno tak jest tutaj. Niestety znam te sprawe tylko z punktu widzenia Karen, a byc moze Brian przedstawilby zupelnie inny obraz. Niestety, na to raczej nie ma co liczyc. Brian zawsze byl raczej skryty i nie sadze, zeby sie przed kims nagle otworzyl. A jesli nawet to zrobi, to nie bedzie to ktos ze srodowiska Karen. Tak mysle.

    ReplyDelete
  60. gekon--> Ja nie potrafie przewidziec co bym zrobila i jak bym sie zachowala. No kurde przerasta mnie to. Podziwiam Karen glownie za to, ze jak mowi nie ma zalu, nie ma pretensji i tylko jej przykro, ze Brian nie chce utrzymac kontaktu z corkami.
    No pogmatwane to wszystko jest i tyle.

    ReplyDelete
  61. A ja mam nieodparte wrażenie, że on wcale nie jest gejem, tylko znalazł sobie kochankę. Jednak podanie takiego powodu było łatwiejsze. No przecież wszyscy (albo prawie wszyscy) tutaj na tym blogu piszą, że co on może za to, że jest kim jest. Większość go żałuje i w jakiś sposób próbuje tłumaczyć - niekoniecznie jego samego, tylko tę sytuację samemu sobie. A gdyby się przyznał do kochanki, to byłaby kosmiczna awantura w domu, dramat zdradzonej żony, wszyscy psy by na nim wieszali, ubliżali od takich i owakich itp. nie byłoby żadnej taryfy ulgowej.
    Takie jest moje zdanie na ten temat, ale mogę się mylić, bo nie znam człowieka.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...