Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, November 17, 2011

Absolutny ZEN

Cos mi sie wydaje, ze osiagnelam stopien absolutnego ZEN i juz nic nie jest w stanie mnie wkurwic.
Zycie zaczyna byc nudne, jak tak dalej pojdzie, trzeba bedzie zamknac bloga, bo i komu bedzie sie chcialo pisac o nudzie, albo czytac o nudzie...
Wczoraj rano zadzwonilam do Wspanialego, zeby mu przypomniec/upewnic sie, ze bedzie pamietal, ze ma przywiezc obiad wieczorem. Obiad to indyjskie jedzonko, ktore na zamowienie ugotowala dla nas jego pracownica. Ta kobieta gotuje tak, ze gdyby orientacja seksualna byla kwestia wyboru, to juz pisalabym papiery o rozwod i kupowala pierscionek zareczynowy dla niej.
Ale poniewaz wyboru nie ma to od czasu do czasu wspomagamy akcje chartatywna, dla ktorej Marcie gotuje i za to dostajemy pyszne zarelko.
I tak wiedzialam, ze na drodze mojej hinduskiej szczesliwosci moze stanac jedynie pamiec Wspanialego, wiec na wszelki wypadek wykonalam telefon:
-- Skarbie, ja tylko dzwonie, zeby Ci przypomniec o obiedzie, ktory masz dzis zabrac.
-- Oj to przypomnij mi o 16tej.
Byla godzina co prawda 10ta ale nie rozumiem dlaczego mialabym ja pamietac o dzwonieniu o 16tej skoro robie to teraz, wiec tylko powiedzialam:
-- Chyba zartujesz, wlasnie dlatego dzwonie teraz, zebym nie musiala o 16tej.
Na tym rozmowa sie skonczyla, bo i o czym wiecej mozna rozmawiac.
Poszlam do pracy i caly dzien prawie nie jadlam, bo wiedzialam, ze wieczorem bede miala "niebo w gebie".
Wspanialy zwykle ok. 19tej dobija do portu Penn Station i wtedy dzwoni do mnie, zeby 10 minut pozniej spotkac sie na stacji subwaya i wrocic razem do domu.
Bylo juz kilka minut po 19tej a on ciagle nie zadzwonil, ale pomyslalam sobie, ze moze jakies kilkuminutowe opoznienie pociagu, co sie zdarza, wiec spokojnie zrobilam wszystko co mialam zrobic przed wyjsciem i czekam. Dokladnie o 19:12 zadzwonil, a ja odebralam i nie czekajac co powie zacwierkalam radosnie:
-- Wychodze za 2 minuty.
-- Poczekaj, poczekaj nie spiesz sie, bo ja wracam dzis nie pociagiem tylko Steve zaproponowal, ze jedzie do NYC samochodem i zabralem sie z nim. Jestesmy obecnie na West Highway i dojazd do Ciebie moze nam zajac nastepne 15 minut. Jak dojade to zadzwonie.
-- Dobrze - powiedzialam zupelnie wbrew temu co chodzilo mi po glowie.
Wczoraj padal deszcz, a wiec warunki jazdy sa juz gorsze niz normalnie. Dodatkowo wiem jak sie jezdzi po NYC o tej porze nawet bez deszczu, miasto jak zawsze pelne turystow, ktorzy nie wiedza gdzie ida lub jada, do tego wszystkiego ruch przedswiateczny.
Spokojnie odpalilam kompa i postanowilam o tym nie myslec.
Ale za chwile telefon znow zadzwonil, zerknelam na ekran, Wspanialy.
-- Tak? - odebralam pytaniem.
-- Ja tylko chcialem powiedziec, ze zapomnialem obiadu.
-- Zartujesz, prawda?
-- Niestety nie zartuje, zapomnialem bo obiad jest w lodowce i...
-- Nie wazne, jak zapomniales to zapomniales, tylko w domu nie ma nic do jedzenia - przerwalam mu.
-- To jak dojedziemy na Astorie, to pojdziemy cos zjesc. Ty wybierasz knajpe.
-- Dobrze, najpierw dojedz tutaj.
Wylaczylam sie, bo co moglam zrobic. Moglam sie jedynie wsciec, ale czy to by pomoglo w czymkolwiek?
Raczej watpie, wiec sie nie wscieklam.
Minelo 20 minut a on nie dzwoni, wiem, ze to bez sensu, ale pomysalam, ze zadzwonie i sie chociaz dowiem gdzie sa. Zadzwonilam.
-- Gdzie jestescie?
-- Tak mniej wiecej na wysokosci 50tej ulicy i 9tej. Jest straszny traffic i jedzie sie okropnie... Zadzwonie jak bedziemy na miejscu.
I znow sie nie wkurwilam, nie wrzasnelam, nie nakrzyczalam, nie rzucilam kilkoma fuck'ami do sluchawki tylko powiedzialam:
-- Dobrze.
Bylo 7 minut po 20tej (o tej porze zwykle jestesmy w domu) gdy znow zadzwonil:
-- Jestesmy dwie ulice od Ciebie.
-- OK - rzucilam do telefonu, wylaczylam sie, wylaczylam komputer i swiatlo, zamknelam zaklad i zjechalam winda na dol. Wlasnie wyszlam na ulice ja podjechali.
Wyszli obydwaj z samochodu i jednoglosnie zawolali:
-- Musimy skorzystac z lazienki.
Kurwa, budynek juz zamkniety, teraz musze wygrzebac karte z portfela, ale znow nic nie powiedzialam, tylko siegnelam w glebokie czeluscie torby.
Po chwili moglismy wejsc z powrotem do budynku, teraz winda i kod, zeby wjechac na moje trzecie pietro, znow klucze zeby otworzyc drzwi zakladu, bo przeciez tam mam klucz do meskiej lazienki.
A ja cala ZEN.
Dalam im klucze i czekalam w korytarzu.
Jak juz wyszli i odzyskali mowe to Steve zaczal przepraszac, ze on nie przypuszczal, ze to tak dlugo im zajmie.
-- Steve, nie przepraszaj to nie Twoja wina, tylko lepiej mi powiedz skad znalezliscie sie na West Highway, bo to jest interesujace?
-- W radio podawali, ze Lincoln Tunnel ma 90 minut opoznienia, wiec sie wycofalismy i pojechalismy przez GW Bridge, stad West Highway.
-- No tak, logiczne - usmiechnelam sie.
-- Teraz wiesz kochanie dlaczego nie dojezdzasz codziennie samochodem? - zapytalam Wspanialego.
-- Wiem, od poczatku mialas racje z tymi dojazdami.
-- I nie tylko... - rzucilam przez ramie, pozegnalismy Steva i poszli na stacje subwaya.
Tam, kolejna przygoda, dwa pociagi pod rzad linii R a dopiero po 10 minutach N.
Jak dojechalismy na Astorie dochodzila 21a.
-- To gdzie chcesz isc cos zjesc? - zapytal Wspanialy.
-- O tej porze?
-- Nie jestes glodna?
-- Bylam, ale juz nie jestem. Ale jak Ty jestes glodny to mozemy gdzies isc.
-- No tak, ale o tej porze to juz faktycznie za pozno. Zjem cos w domu.
-- W domu mozesz zjesc tylko ser, owoce, krakersy... chyba, ze chcesz cos na szybko rozmrozic w mikrofali.
-- Nie, ser i owoce wystarcza.
Kiedy nareszcie lezelismy w lozku zapytalam:
-- Skarbie, czy wiesz co jest najwazniejsze w naszym malzenstwie?
Troche byl zaskoczony, bo nie wiedzial do czego zmierzam, ale zaczal wyliczac:
-- Milosc, zrozumienie.. cierpliwosc, poczucie humoru...
-- Nie. Srodki masowego transportu. Gdybys dojezdzal samochodem, bylibysmy juz dawno po rozwodzie.
Cmoknelam go na dobranoc i zasnelam.

42 comments:

  1. Hehehe, puenta jak najbardziej prawdziwa. Moj tez dojezdza do pracy metrem (od jakichs trzech lat dopiero) i tez mowi, ze byl glupcem, ze wczesniej na to nie wpadl! A tego ZEN, to Ci zazdroszcze. Ja sie go ucze ale nauka cos mi kulawo idzie;))))

    ReplyDelete
  2. Moje ZEN juz by dawno mnie zabiło;-))))
    A dlaczego 21-wsza to już za późno na pójście do restauracji?

    ReplyDelete
  3. absolutne Zen :-)) a zoladek skurczony juz pewnie nie protestował?

    ReplyDelete
  4. Moniko--> Do mnie ten ZEN przyszedl jako package deal razem z menopauza:))) Masz jeszcze czas;)

    ReplyDelete
  5. zante--> Za pozno, bo jak czlowiek chce isc spac o 23 to ja potem nie moge zasnac. W weekend moge sobie pozwolic, bo wtedy moge siedziec dluzej. Nie moge zasnac z pelnym zoladkiem:))

    ReplyDelete
  6. el--> Juz bardziej chcialam byc w domu, niz bylam glodna. Zjadlam jablko i tez wystarczylo:)

    ReplyDelete
  7. ZEN'u jak najbardziej zazdroszcze :)))

    ReplyDelete
  8. Ach;) To w przeciwieństwie do mnie, bo jak idę spać z pustym, to jestem bardzo nieszczęśliwa i czuję się jak dziecko z Somalii (takie ze slamsów, opuszczone, owrzodzone i z wydętym brzuszku;-)))

    ReplyDelete
  9. ...brzuszkiem* miało być ;-)))))

    ReplyDelete
  10. cutie--> Nie ma czego, przychodzi z wiekiem, wiec pewnie dostaniesz swoja porcje w swoim czasie:))

    ReplyDelete
  11. zante--> Ja nie moge zasnac jak jestem najedzona. Wtedy lazikuje przez pol nocy i jest mi ciezko, niewygodnie. Zawsze staramy sie jesc lekko i malo na noc, a i tak musi to byc na 1.5-2 godzin przed pojsciem spac.
    Taki typ:)))

    ReplyDelete
  12. Przy tak odległych miejscach pracy ( dla osoby z niedużego miasta to wręcz KOSMOS ), te środki komunikacji, istotnie, bardzo ważne i całe szczęście, że u tam u WAS tak dobrze działają, a ludzie mogą spokojnie, bez nerwów z nich korzystać. Ale jednak z podziwem czytałam o tej Twej "anielskiej cierpliwości ", wciąż się spodziewając, że wreszcie WYBUCHNIESZ... a tu jednak ...NIE... i buzi na dobranoc, ślicznie;)) Chyba jednak bez UCZUCIA żadna dobra lokomocja nie utrzyma tak FAJNEGO ZWIĄZKU, JAK WASZ... ? ;)

    ReplyDelete
  13. Ten fragment: "Moglam sie jedynie wsciec, ale czy to by pomoglo w czymkolwiek? Raczej watpie, wiec sie nie wscieklam." - zapamietuję sobie i obiecuję, że będę stosować.

    ReplyDelete
  14. Wow! Zen absolutny! Ja zachowuję ten stan w wielu przypadkach, ale nigdy gdy jestem głodna! Moje 'faki' to by już były słyszalne w Europie ;-)

    ReplyDelete
  15. Ale fajnie. Ja tez gwaltownie zmniejszylam swoja reaktywnosc i zycie takie spokojniejsze. Poprzedni wpis do najlepszego poradnika!!!! Widzialam i sobie wydrukuje dla referencji. mam urlop tatatattatata!!!!!

    ReplyDelete
  16. Kwoko--> Srodki lokomocji dzialaja jak dzialaja, czyli oczywiscie zdarza sie, ze NIE dzialaja:)) Ale na szczescie jest to rzadko. Dojazdy samochodem maja te slaba strone, ze czlowiek musi byc na wysokich obrotach, a po 8 godzinach pracy nie jest to takie latwe. No i w przypadku odleglosci jak widac, pociagi sa jednak szybsze i niezalezne od korkow na autostradach czy ulicach. Pomijajac juz fakt, ze mozna poczytac, lub sie po prostu zdrzemnac:))
    Dziekuje za buziaka na dobranoc i przeslylam zwrotnie:***

    ReplyDelete
  17. Bee--> Bo tak naprawde to nic innego nie moglam zrobic:)) Owszem moglam do niego zadzwonic i powiedziec, ze jade do domu sama, a on niech wroci kiedy wroci. Tylko co mi to da? Nic, poza tym, ze bylabym wczesniej w domu, ale przeciez nie raz sie juz zdarzylo, ze to Wspanialy przychodzil do mnie do pracy i czekal czesto cala godzine, az skoncze, bo mialam pozno klientke. To sie chyba nazywa kompromis? :)))

    ReplyDelete
  18. Olu--> Jak bym byla bardzo glodna, to w nawet nie przechodzac przez ulice mam 4 miejsca gdzie moglabym zjesc cos. Ale wiesz ja nawet glodna nie wygladam na glodna, to moze mi to na zdrowie wyjdzie:)))
    A kiedys tez bylam raptus i sie wsciekalam, ale ostatnio jestem zupelnie wyciszona. Owszem wkurwiaja mnie np. ludzie ktorzy nie potrafia isc ulica z parasolem bez wybijania oczu innym, lub targania za fryzure. Tylko co z tego, to moj wkurw i odbije sie tylko na moim zdrowiu:)) To wrzucam na luz;)

    ReplyDelete
  19. zgago--> Doszlam juz do takiego etapu w zyciu, ze nigdzie mi sie nie spieszy:))

    ReplyDelete
  20. Robin--> A ile mniej stresu:)) Ja to praktycznie mam zero stresu ostatnio.

    ReplyDelete
  21. Podziwiam Twoje opanowanie, a nawet jestem w szoku, ze nie nawrzeszczalas na niego.
    Tylko tego jedzonka szkoda:)

    ReplyDelete
  22. Ataner--> Wrzeszczec to ja nigdy nie lubilam i nie wrzeszczalam, ale potrafilam jednym slowem i wzrokiem zabic w locie:)) Ale to sie i tak zawsze odbijalo na moim nastroju, wiec w sumie doszlam do wniosku, ze sie nie oplaca:))
    Jedzonko bylo wczoraj:) Pysznosci!!!

    ReplyDelete
  23. Jakie to jedzenie? Masz moze nazwe tej potrawy?

    ReplyDelete
  24. Witaj Stardust
    Jestem z Ciebie dumna.Brawo.
    A jedzonko jak piszesz było wczoraj,pyszne.
    Pozdrawiam:))

    ReplyDelete
  25. robin--> A wiesz, ze nie potrafie tego nazwac:)) Zastanawialismy sie wczoraj ze Wspanialym, do czego to jest podobne i nic nam nie przyszlo do glowy. To nie jest jedzenie restauracyjne, tylko domowa kuchnia indyjska, dla mnie najwazniejsze, ze ostre:)) Mieso wieprzowe i robione na grillu, ale nie tandoori, bo inne przyprawy i do tego osobno dwa rozne sosy. OSTRE!!!!

    ReplyDelete
  26. Teniu--> dziekuje:)) Ja bardzo lubie indyjska kuchnie:) To moja druga ulubiona kuchnia zaraz po tajskiej.

    ReplyDelete
  27. Gdzieś wyczytałam, że anielska cierpliwość wymaga diabelnej siły ;)

    ReplyDelete
  28. Elu--> Moze i tak:) W moim przypadku to lata medytacji i pracy nad soba:))

    ReplyDelete
  29. Faktycznie musiałaś włożyć mnóstwo pracy nad sobą, żeby być tak spokojna :) Chylę czoła Mistrzyni! :)

    ReplyDelete
  30. Bardzo zazdroszczę srodków masowego transportu i to jeszcze na dodatek róznych, szynowych, kołowych, albo ze mozna dojśc piechotą. Ja się rozwiodę, jesli nie wróce do miasta!

    ReplyDelete
  31. iw--> Jak tylko czlowiek wie jaki jest cel, to przychodzi automatycznie. Ja od pewnego czasu zaczelam sobie zdawac sprawe z faktu, ze tylko ja mam wplyw na to jak reaguje, a ze chce miec zycie latwe, lekkie i przyjemne to nauczylam sie tak kierowac swoimi reakcjami, zeby ten cel uzyskac:)))

    ReplyDelete
  32. Beata--> Rozumiem:) Dom za miastem to jest cudna sprawa jak sie jest na emeryturze, ale dojazdy do pracy sa upierdliwe. Dzien w dzien za kierownica to jednak ciezko.

    ReplyDelete
  33. Podziwiam takie ZEN - jesli przychodzi bez wiekszego wysilku i jest prawie odruchowe.

    Zazdroszcze, bo mi sie nazbyt czesto jeszcze zwacze zaciskaja w roznych zyciowych sytuacjach, a to jednak nie jest to, o co chodzi - nie sztuka jest zachowac spokoj na zewnatrz, a buzowac we wnetrzu.
    Ale jestem na dobrej dordze - czas nas uczy pogody:)

    ReplyDelete
  34. czarownico--> Na poczatku czlowiek sie musi ze tak powiem pilnowac. Ale jak juz dojdziesz do tego, ze 95% wkurwow jest bezsensu, to sie zaczynasz smiac sama z siebie zamiast wkurwiac. Pozostale 5% wkurwow jest skierowane nie tam gdzie naprawde potrzeba, a wiec w opisanej przeze mnie sytuacji wkurwialabym sie na Wspanialego, a zawinily warunki jazdy:))) Zupelnie bezsensu.
    Ja przerobilam to juz tak wiele razy, ze teraz jest to naturalny odruch. Nic mi nie buzuje w srodku, bo jakby buzowalo to pewnie mialabym juz wrzody zoladka, albo depresje. Innego ujscia nie widze.
    Szczerze mowiac, to bardzo duzo pomaga mi Wspanialy, ktory jest spokojny i nawet na poczatku jak ja sie o cos pienilam to w odpowiednim momencie spojrzal na mnie i mowil "so what?" I to mnie sprowadzalo na ziemie, faktycznie "so what?" NOTHING:)))

    ReplyDelete
  35. :)))a mnie się Zen ostatnio popsuł i jestem AntyZenem, jeszcze trochę a będzie do mnie można mówić "żmijo" lub ewentualnie "padalcu". Hmmm...powinnam się chyba zastanowić nad zmianą nicka - Czarny Padalec + na ten przykład, bardzo odpowiednio brzmi!

    ReplyDelete
  36. Pieprzu--> Nic nie zmieniaj w koncu jestes (w)Pieprz, a to juz mowi samo za siebie. Ewentualnie zlikwiduj ten nawias:))

    ReplyDelete
  37. do pracy jezdze co prawda samoch.bo mam 5 min ;) a pieszo 10 ;) ale na zakupy tez jezdze metrem bo parkowac nie ma gdzie

    ReplyDelete
  38. LOK--> A my odwrotnie:)) do pracy srodkami masowymi a po zakupy samochodem:))

    ReplyDelete
  39. Oto mój limeryk ku Twojej czci:

    Znacie Stardust, tę z Yorku Nowego,
    co wysławia cnoty Wspaniałego?
    Sama godna orderów,
    bo wśród rzeszy blogerów
    chyba najmniej rozdęte ma ego!

    Buziaki!

    ReplyDelete
  40. zgago--> Alez mi sprawilas niespodzianke!!!
    Dziekuje, bardzo mi milo, tylko nie wiem czy aby nie rozbuchalas mojego ego:)))))

    ReplyDelete
  41. Gratuluje Zgadze - bardzo fajny limeryk, super!
    I gratuluje Tobie, Star, jestem pelna podziwu dla Twojego ZEN i mam nadzieje, ze taka postawa nie tylko zapadnie mi w pamiec ale i uda mi sie wcielic ja w zycie, podziwiam, zazdroszcze i gratuluje, mam nadzieje ze i mnie sie uda :))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...