Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, November 25, 2011

Czarny Piatek i inne wariactwa

Caly swiat wie, ze juz w nocy po czwartkowym dziekczynnym obiedzie Ameryka ustawia sie w kolejce po rozne badziewie, bo akurat jest obnizona cena. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, bo ja jeszcze nigdy w Czarny Piatek nie bylam w zadnym sklepie.
Dzis owszem bylam w parku, bo pogoda piekna srednia temperatura 16C, a slonce dawalo prawie jak latem, wiec grzech bylby siedziec w domu, to wzielam ksiazke, okulary sloneczne i pojechalam do parku.
Posiedzialam nad woda, poczytalam i wrocilam do domu.
Isc do sklepu? Po co?
Jedzenie jest w domu, nawet jak nie robilam nic na wczorajsze swieto to i tak mam co jesc, a wszystko inne kupie jak bedzie potrzebne.
Co wcale nie znaczy, ze lubie przeplacac.
Nie, ale nie widze potrzeby stania cala noc w kolejce tylko po to zeby kupic cos co mi jest naprawde niepotrzebne, bez czego moge sie obejsc.
A obejsc moge sie bez bardzo wielu rzeczy.
Wlasnie przed chwila obejrzalam krotki film, ktory ktos nagral jak sie ludzie napierniczaja po lbach w Walmart za maszynka do robienia wafli w cenie (uwaga) $2.00. Ludziska sie wiec szarpia, kotluja na tym filmie, jednej kobicie gacie opadly do polowy dupy i widac co nie powinno ujrzec swiatla, ale za to z gola dupa, bo z gola, ale wyszla zwyciesko z bodajze 2 czy 3 maszynami do wafli.
Ile wafli moze jesc to towarzystwo? i jak czesto?
Ja owszem raz na 2-3 lata mam ochote na takie wafle i wtedy sobie pozwalam, ale czy do tego musze miec takie ustrojstwo w domu? Niekoniecznie.
Porzadna maszyna do robienia wafli kosztuje pewnie z $50 - $70 (strzelam z ta cena, bo sie nie znam, nigdy mnie takie cos nie interesowalo) a wiec za $2.00 to wyjatkowa okazja.
Hmmm czy naprawde?
Porzadna maszyna do wafli na pewno nie jest wyprodukowana w Chinach, a ta z Walmart tak.
Generalnie to mysle, ze Walmart sprzedaje to co zostalo zwrocone w innych sklepach. Tak mysle, a w zasadzie sie domyslam, bo nie mam pojecia. Nigdy w zyciu nie bylam w zadnym Walmart i daj buk nie bede.
Wychodze z zalozenia, ze "jak kupisz gowno, to masz gowno"
Jak cos mi jest naprawde potrzebne to wole wydac wiecej i kupic lepszej jakosci.
Tak wiec Walmarty i Targety nie bardzo mi leza.
Tak samo jak nie leza mi Grupony i inne srupony, bo to jest pic na wode.
Wiem, bo ten trend juz jest tutaj od tylu lat, glownie w branzach uslug i sprzedazy, a to moja dzialka, wiec zdazylam sie przekonac, ze to jest funta klakow nie warte.
Ja nawet zapisalam sie na oferty z Your Best Deal i Living Social, Grupona tez przez jakis czas dostawalam i robie to glownie dla moich prywatnych obserwacji.
W NYC sa jeszcze takie cuda jak Tydzien Restauracyjny i Tydzien Spa.
Na czym to wszystko polega? Doklanie na tym samym.
Od strony klienta robi to wrazenie duzej oszczednosci, ale tylko pod warunkiem, ze klient nie ma pojecia o wartosci prawdziwej wartosci, lub kosztach uslugi.
Dla biznesow jest to ponoc sposob na "zlapanie nowego klienta" i tak sie to sprzedaje wlascicielom biznesow. Juz dawno temu moja kolezanka Elena zapisywala swoj biznes na Spa Weekend, wplacala jakies tam wpisowe, zeby ten swoj biznes zarejestrowac(nie wiem ile dokladnie, ale cos slyszlam o $500.00), a potem tyrala przez tydzien kasujac $50 za kazda usluge bez wzgledu na jej wlasciwa wartosc. I tak niewazne czy dany zabieg kosztuje $100 czy $250 ona mogla skasowac tylko $50.
Taki regulamin.
A wiadomo, ze klient wybiera to co najdrozsze, przeciez po to przyszedl, to dla niego okazja.
Po tygodniu zadna z tych klientek nie pokazala sie przez nastepny rok, bo za rok byl kolejny Spa Weekend.
Zarobek jak jasna cholera!!!
Po takim tygodniu Elena liczyla straty, zeby chociaz procent z tego odpisac od podatkow.
Kto wiec i w jakim celu zapisuje sie do tych wszystkich Gruponow, Best Dealow i innych szmilow?
Zapisuja sie glownie nowe biznesy, ktore nie maja stalej klienteli i taki cymes daje im szanse przezycia do nastepnego cymesu.
W Living Social od ponad roku z czestotliwoscia co 3 miesiace oglasza sie ten sam salon masazu.
Ciekawa jestem dlaczego? Ale nie jestem na tyle ciekawa, zeby ryzykowac wlasnym cialem i pojsc tam na masaz. W koncu zle zrobiony masaz moze sie bardzo przykro skonczyc.
Wole zaplacic pelna cene i isc tam gdzie wiedza co robia.
Podobnie jest z fryzjerami, kosmetyczkami itp. do takich uslug wysyla sie pracownika, ktory dopiero co skonczyl szkole, lub kurs i nie bardzo ma pojecie, nie mowiac o doswiadczeniu.
Taki swiezo opierzony pracownik ma za zadanie klienta pomiziac na tyle, zeby nie zrobic krzywdy i sprawa zalatwiona. Jaka placa taka usluga.
Nikt nie bedzie nikogo sadzil o $50.00 tym bardziej, ze nie ma wyraznych szkod.
Dla mnie to sa pieniadze wyrzucone w bloto.
Najwiekszym ryzykiem jest fryzjerstwo, bo tutaj juz jak ktos ciachnie nie tak jak trzeba, to niestety nie odrosnie w ciagu 24 godzin. Przemalowac jeszcze mozna w miare szybko, ale odrastanie ciachnietych wlosow trwa.
Ale ludzie lubia takie "okazje" i potem maja o czym rozprawiac przez nastepny rok.
Kupuja wiec badziewie, ktore potem zalega w garazach i piwnicach, za jakis czas jak sie juz zaczyna w piwnicy przelewac, wtedy sami robia Garage Sale i sprzedaja wszystko po $1.00 ale co mieli radosci z nabyciem tego towaru to im nikt nie odbierze:))

43 comments:

  1. No właśnie. Wczoraj się zastanawiałam z mężem nad tym zakupowym szaleństwem. Przecież jeśli mam w domu dobry odbiornik TV to po jaką nagłą śmierć lecieć w te kolejki, by kupić taki sam, tylko po okazyjnej cenie? A co z tym, który mam? Na śmietnik czy do piwnicy? Jedyny racjonalny sposób oszczędzania to jest na podróżowaniu pociągami w Niemczech- tam nieznajome osoby wspólnie kupują bilety wycieczkowe na daną trasę, bo są znacznie tańsze niż przejazd indywidualny.Poza tym jeśli idzie o przecenione towary w Polsce, to przekonałam się,że zawsze jest to uzasadniona przecena- ukryta wada wyjdzie w trakcie użytkowania. Kiedyś złakomiłam się na jakiś ciuch- fajna bluzka za 8 zł.Kolor, rozmiar, gatunek - no super. Miała jedną "drobną" wadę - farbowała bieliznę, co okazało się dopiero w noszeniu, po kilku dniach.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  2. na szczęście jestem odporna na tego typu "promocje", jak czegoś potrzebuję to idę i kupuję..

    a tandety nie znoszę, w żadnej postaci, czy to sprzętu czy to ciucha, a już boszebroń jedzenia z końcowym terminem ważności!!!! ale w promocji!

    ReplyDelete
  3. Szaleńśtwa wyprzedaży nie pojmuję. Widziałam kiedyś reportaż z wyprzedaży sukien ślubnych w Anglii chyba (a może w USA). Nie umiem sobie tego racjonalnie wytłumaczyć. Gruppon wszedł także do Polski. Nie ma dnia bym nie dostała na pocztę oferty. Nie zadrzyło mi się dotąd skorzystać. Wiem od znajomych, że oferty biur turystycznych są naciągane bardzo, bo otrzymuje się najgorsze pokoje i w najsłabszym okresie roku. Córcia moja robiła manicure - była bardzo rozczarowana i fachowością i uzytymi kosmetykami czyli dokładne potwierdzenie tego, co mówisz. Za to zadowolona jest z kupowanych w ten sposób win. Wina w Polsce zdobywają rynek i wyglada na to, że gruppony są realizowane uczciwie

    ReplyDelete
  4. Tak sobie myślę, że nocne stanie w kolejce, albo przepychanie się czy wręcz walka z inną babką o przysłowiową parę gaci nie jest w moim stylu i nigdy nie było, a na dodatek to trochę poniżej ludzkiej godności. Widziałam podobnie jak zante w tv reportaż o wyprzedaży sukien ślubnych i kobiety, które nie miały jeszcze zaplanowanego ślubu razem z kobietami które nie miały jeszcze partnera czy narzeczonego urządzały sceny dantejskie w kolejce po wymarzoną suknię ślubną. Ubaw miałam po pachy :))

    ReplyDelete
  5. anabell--> Jak mieszkam tu 27 lat jeszcze nigdy nie bylam w zadnym sklepie w piatek po Thanksgiving i nigdy nie bede. Chyba jestem czlowiekiem.
    Nie pojmuje tego, to przerasta moje mozliwosci rozumowania:))

    ReplyDelete
  6. Mijko--> Ja tez z tych co kupuja jak jest potrzebne, owszem potrafie skorzystac z okazji, ale nie z okazji, do bycia stratowana:))
    Ja w ogole nie cierpie sklepow, a w taki dzien? Omijam szerokim lukiem. Grudzien to juz dla mnie miesiac, w ktorym moge ewentualnie zrobic zakupy zywnosci, bo tego sie nie da na wyrost. Prezenty swiateczne? Kupuje w ciagu roku, nigdy w grudniu. A jesli bym musiala, to tylko on line.

    ReplyDelete
  7. zante--> Na pewno sa rzeczy, ktore warto kupic ta droga, ale nie sadze, ze w tej kategorii sa jakies uslugi. Za bardzo sie na tym znam, zeby wierzyc, ze to sie oplaca ktorejkolwiek ze stron. Mnie sie nie oplaca, mimo, ze przeciez kryzys robi spustoszenie w mojej klienteli. Ale ciagle mi sie nie oplaca. Nie potrafie zanizyc poziomu uslugi tylko po to zeby cos zyskac. Tym bardziej, ze tutaj akurat nic nie zyskam, a na pewno strace. Jak Grupon jest w Polsce, to tylko czekajcie jak przyjdzie jakis dzien, ktory bedzie odpowiednikiem Czarnego Piatku:)))

    ReplyDelete
  8. Kachna--> To sie nazywa "kreowanie rzeczywistosci" Jak jest suknia to sie znajdzie kandydat do zawarcia malzenstwa:))))
    Lubie sie bawic w kreowanie rzeczywistosci, ale tak daleko jeszcze nigdy sie nie posunelam:))

    ReplyDelete
  9. No Czarne Piątki na bank przyjdą. Z drugiej strony może nie będą to aż takie obrazy, bo w Polsce słowo "przecena" baaardzo kojarzy się z bublem, z wybrakowanym towarem albo takim, który odleżał swoje w magazynie i nie podlega reklamacji. Za to u nas furorę robią otwarcia nowych wielkoformatowych sklepów, szczególnie ze sprzętem AGD i audio. Wtedy ręce i nogi połamane

    ReplyDelete
  10. a jak to się ma :
    CHOCIAŻ RAZ W ŻYCIU ?

    ReplyDelete
  11. zante--> Widzialam kiedys filmik z polskiego bodajze Tesco, tam facet dostal wozek i w ciagu chyba 5 minut mial napchac towar, ktory dostal za darmo. Kurde gosc sie zwijal jak w ukropie, niby chcial zaladowac na ten wozek to co jest mu potrzebne, ale w sumie w koncowce juz pchal co sie dalo zmiescic:)) Od razu sobie pomyslalam, ze to trenig do wprowadzenia Czarnego Piatku:)))

    ReplyDelete
  12. tuv--> Nie rozumiem co sie do czego ma? Czy poeta moze rozwinac mysl? :))

    ReplyDelete
  13. kiedyś zastanawiałam się czy gdyby taki czarny piątek był w Polsce to czy też takie tłumy wyruszyłyby na poszukiwanie atrakcji zakupowych? Myślę, że dokładnie tak samo zachowywalibyśmy się jak Amerykanie. Swoista psychoza tłumu stałaby się naszym doradcą:)
    Jeszcze czeka Was cyber poniedziałek, którego Wam szczerze zazdroszczę;))
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  14. Iva--> Wcale nie potrzeba Czarnego Piatku, ja pamietam jak sie w Polsce wsiadalo do autobusow i pociagow:) Nie bylo kolejki, ludzie sie pchali na leb na szyje, w wakacje czesto pakowalo sie dzieci przez okna. Koszmar:)))
    A co to jest cyber poniedzialek, bo nie mam pojecia, znow cos przegapilam? :))

    ReplyDelete
  15. prosz,kopiuję z poprzedniej notki:
    "Kiedys, juz dawno temu wyczytalam, ze czlowiek powinien pewne rzeczy zrobic, zobaczyc, chocby tylko raz w zyciu. Nie powiem idea mi sie spodobala i tak uznalam, ze raz w zyciu trzeba spedzic noc Noworoczna na Time Square i spedzilam. "
    no skoro spędziłaś NOC TAM ,to dalczego idąc tym tropem NIE SPĘDZISZ NOCY czarnego piątku w sklepach? ;)

    ReplyDelete
  16. cyber poniedziałek to jakby przedłużenie 'czarnego piątku'. Zakupy dokonywane są w e-sklepach, a towary mają 'atrakcyjne' ceny:)

    ReplyDelete
  17. tuv--> Radosne powitanie Nowego Roku na Time Square jakos nijak mi nie pasuje do lamania kosci w sklepach:)) To drugie zupelnie nie moja bajka:)))

    ReplyDelete
  18. Iva--> W tym ukladzie Cyber Monday przemawia do mnie bardziej niz Black Friday, ale z tego tez nie skorzystam. Nie mam potrzeby nic kupowac, wszystko co mi potrzebne mam, a i tak trzeba sie niedlugo bedzie zaczac pozbywac nagromadzonego badziewia:))

    ReplyDelete
  19. Podpisuję się obiema rękami. Poza tym, jak ja coś kupuję to muszę zrobić gruntowne rozeznanie co do marki, modelu itp., a nie kupić jakiekolwiek, bo jest akurat przecenione. Poza tym, jak czegoś nie potrzebuję to nie kupuję, choćby miało być za darmo.

    P.S. Czy chodzi o gofrownicę? Zdaje mi się, że gofry to odpowiednik ang. waffles, a wafle to ang. wafers.

    ReplyDelete
  20. Kiedys dawno temu jak bylam w NYC na Boze Narodzenie odwiedzajac rodzine eks-meza, owa rodzina wyciagnela mnie na "shopping day".
    Myslalam, ze mnie szlag trafi. Nie znosze tlumow, a to juz bylo przezycie ekstremalne.

    Zgadzam sie z calym postem, poza jednym wyjatkiem: Target nie jest taki zly. Kupowalam sobie tam tanie ciuchy np. majtki, skarpetki, t-shirty etc.
    Sa one dokladnie te same co i w Banana Republic (czy innym markowym badziewiu), z ta roznica, ze nie maja metki Banana Republic no i z tego powodu kosztuja polowe albo trzy razy mniej :)
    Jedne i drugie sa robione w Chinach - co za roznica.
    A jesli chodzi o trwalosc, to spodnie-bojówki ktore tam kupilam 4 lata temu sa ze mną do dzis dzien, przezyly sporo gorskich wypraw z plecakiem i na szczescie nie maja ochoty sie rozpadac :)

    ReplyDelete
  21. to ja nigdy nie będę miała wszystkiego pod dostatkiem, bo zawsze mi brakuje... butów, torebki, zegarka,obiektywu etc;))) Oddaję, robię miejsce na nowe i jakoś się bilansuje;))

    ReplyDelete
  22. Aneta--> Ja nie wiem jak sie to nazywa, ale z tego co piszesz to wlasnie gofrownica. Zapomnialam, ze w Polsce takie cos to gofry:))

    ReplyDelete
  23. futrzak--> Szczerze powiedziawszy nie znam Targetu:) Ja tak nie cierpie sklepow, ze wszystko kupuje on line. Zakupy w sklepie to dla mnie katorga. Jedyne sklepy jakie toleruje to z zarciem:))

    ReplyDelete
  24. Iva--> Buty, torebki, szaliki i tego typu rzeczy kupuje na biezaco, jak potrzeba. Chodzilo mi glownie o wyposazenie domu, sprzety kuchenne itp. A tego nie potrzebuje bo mam.

    ReplyDelete
  25. Sama sobie dałam zakaz rzucania się na tak zwane okazje. Bo jak mówi sama nazwa okazje sa tylko tak zwane;)

    ReplyDelete
  26. Stardust:
    ja nie moge ciuchow kupowac online bo jestem dosc niestandardowa w temacie wymiarow, wiec musze przymierzac, niestety. Ale staram sie ograniczac do minimum, a tam jest taniej za to samo niz w sklepach z zadeciem i marką :)
    Tez bym chciala kupowac online, ale po paru probach dalam sobie siana bo musialam odsylac albo wywalic :(
    Jak juz musze isc, to ide w srodku dnia w srodku tygodnia, wtedy zwykle nie ma nikogo i dzieka bogu :)

    ReplyDelete
  27. Myślę sobie, że to takie współczesne polowanie. Ludzie uzbrajaja się w cierpliwość i parę dolarów bo nie moga zabrać ze sobą dzidy lub kuszodmuchawki, i polują...zaczajają się, nadymaja, żeby przestraszyć przeciwnika. No, wesoło jest, cos się wreszcie w ich życiu wydarza:)

    ReplyDelete
  28. Nivejko--> Okazja to chwyt reklamowy w 95% przypadkow. Tak naprawde, to w Czarny Piatek wyprzedaje sie tutaj rzeczy, ktore od Nowego Roku i tak bedzie mozna kupic za bezcen, to zostana wyparte przez nowe technologicznie. Oczywiscie mam tutaj na mysli sprzet elekryczny, elektroniczny itp. Ale nawet ciuchy i buty, to tez wyrzucaja te, ktore juz wychodza z mody i wiadomo, ze sa male szanse zeby ktos je kupil po Nowym Roku. Ale ludzie daja sie na takie cyrki nabierac i juz nie widza, ze stali sie zwierzetami.

    ReplyDelete
  29. futrzak--> Rozumiem, mam to szczescie, ze jestem typowa i bez wzgledu na to czy chudne, czy tyje to jestem typowa:)) Ale zakupy w srodku tygodnia w czasie godzin pracy sa dobrym rozwiazaniem.

    ReplyDelete
  30. Pieprzu--> Okazuje sie, ze sa uzbrojeni nie tylko w pare dolarow i cierpliwosc. Jakas baba w Los Angeles uzyla pepper spray zeby pozbyc sie konkurencji. Te zabawy sa niebezpieczne. Kilka lat temu pracownika sklepu stratowano na smierc, dzis czytalam, ze 36 letnia pracownica Targetu po calonocnej zmianie stracila panowanie nad samochodem i wjechala do kanalu wodnego. Uratowali ja, ale moglo byc gorzej.
    Jak to niewiele trzeba, zeby czlowiek stal sie zwierzeciem.

    ReplyDelete
  31. A ja bylam- co roku. W piatek po poludniu ide sobie do staples i "kupuje" papier do drukarki (ktory jest za darmo) oraz czasem jakis program komputerowy. W tym roku za darmo byl Quickbooks, ktorego nie bralam i antywirus, ktorego akurat potrzebowalam. Nigdzie indziej nie chodze, bo te przeceny to nabijanie w butelke.
    A propos sprzetu z Walmart. ja akurat potrzebuje kupic nowy TV i okazalo sie, ze Walmart ma zlom. Nie przesadzam- stare modele za cene nowych na promocji. Lepsze przeceny znajde za tydzien.

    ReplyDelete
  32. evita--> Nigdy nie bylam w piatek po Thanksgiving na zadnych zakupach i nie bede:) Powodow jest kilka, moj Thanksgiving jest zwykle w sobote, a wiec w piatek to ja gotuje. Nawet gdybym nie gotowala i celebrowala swieto w czwartek, to piatek bylby jego przedluzeniem, a wiec odpoczywalabym a nie latala po sklepach. Quickbooks jest fajny, mam i uzywam juz od lat, bo potrzebuje w pracy. Antywirus tez mam, a Staples nie mam w poblizu, dla mnie pojscie do sklepu to makabra, a juz zeby sie tam wybrac w dniu wolnym, to tragedia na miare katastrofy swiatowej:)))
    Moim zdaniem wiekszosc tych okazji to zadna okazja. Oczywiscie darmowy Quickbooks jest w tym przypadku faktycznie okazja:)

    ReplyDelete
  33. Star- Ja w zeszlym roku wzielam darmowy Peachtree wiec juz Quickbooks byl mi niepotzrebny. A staples maam blisko, wiec...

    ReplyDelete
  34. Naprawde nie bylas nigdy w Wal-mart???? Ja tez nie przepadam ale chodze, po pasty do zebow, szampony, plyny do kapieli, wywoluje tem zdjecia i takie tam.... A okazje byly tez w innych sklepach na produkty dobrej marki z tym, ze ja tez nie pojmuje tego szalenstwa i nigdy bym pod sklepem nie nocowala aby cos kupic:) Ten filmik, o ktorym piszesz tez widzialam;)))) Obled!

    ReplyDelete
  35. evita--> Nie mysle, zeby w Staples byly takie kolejki, jak w innych sklepach. Ja nie mam zadnych sklepow blisko:)) Mieszkamy daleko od subwaya, daleko od sklepow i spokoj:))

    ReplyDelete
  36. Elu--> Ludzie mnie zadziwiaja z tym pazerstwem:)

    ReplyDelete
  37. Moniko--> Nie bylam nigdy, bo nie wiem czy w NYC w ogole jest jakis Walmart, jest przy 34 ulicy K-Mart i w tym owszem bylam, bo pracowalam blisko. Pamietam, ze kupilam tam filtr do kawy:))
    A Walmart widzialam jak bylismy u Tatka w Buffalo, przejezdzalismy obok, ale wiesz jak czlowiek gdzies jedzie to nie robi zakupow. Pewnie sa tam rzeczy, ktore warto kupic, ale my wiekszosc kupujemy w Costco, gdzie ceny sa tez przyzwoite. Chiciaz nawet w Costco niektore rzeczy sa drogie i nie bardzo sie oplaca je tam kupowac.

    ReplyDelete
  38. Moniko--> Nie bylam, bo cos mi sie wydaje, ze w NYC nie ma nawet Walmart. Jest K-Mart przy 34 ulicy na Manhattanie i tam owszem bylam, bo pracowalam blisko, nawet pamietam dokladnie, ze kupilam tam filter do kawy:)))
    A Walmart widzialam w Buffalo, przejezdzalismy obok, ale nigdy nie bylam w srodku, bo nie bylo okazji ani potrzeby. Mnie tylko zawsze smiesza ciekawostki z Walmart, ktore czesto mozna znalezc na you tube w poludniowych i zachodnich stanow;)) Czasem to mam wrazenie, ze to ludzie z innej planety:))

    ReplyDelete
  39. ja tam lubię Target :)
    a w Walmarcie byłam może ze dwa razy. raz bo chcialam zobaczyc. a raz jak wracałam ze znajomym z jakiejś wyprawy dalszej, to był po drodze i mieli tam ciepły bufecik w środku. co reklamowali. więc się zatrzymaliśmy i nawet jedzenie było dobre. zreszta wtedy bylo nam wszystko jedno, bo to byl jedyny punkt z jedzeniem a my bylismy glodni ;)

    ale zeby stac cala noc, bo telewizor sobie trzeba kupic.... sa lepsze pomysly na spedzanie nocy!

    ReplyDelete
  40. zaiste nie cierpię zakupów, sklepy internetowe powstały właśnie dla mnie :), bez tłumów, przy herbatce, ze spokojem :)

    ReplyDelete
  41. evek--> Tak, tak sa zdecydowanie lepsze pomysly na spedzenie nocy:))) Ja nawet jak jestem sama, to mam lepsze pomysly niz spanie pod sklepem:))

    ReplyDelete
  42. chwilko--> Dokladnie tak. Cala wladza w koncowkach moich palcow i nikt mnie na nic nie namawia, nie stoje w kolejkach, nie przebieram miedzy wieszakami... zyc nie umierac:)))
    Zanim sklepy internetowe zdobyly popularnosc, kupowalam przez telewizje i tez mi sie to bardzo podobalo. Czasem jeszcze wracam do zakupow telewizyjnych.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...