Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, November 11, 2011

Madre to czy glupie?

Kiedys dawno temu, kiedy jeszcze nawet telefony stacjonarne nie byly zjawiskiem powszechnym ludzie pisali listy. Wiem, to byla szczegolnie dla mnie zmora nad zmorami, bo ja do pisania listow ciezka jestem, ale zeby wiedziec co sie u kogo dzieje, zeby miec kontakt z rodzina czy przyjaciolmi trzeba bylo przysiasc faldow i napisac. Albo jak ktos mieszkal w odleglosci, ktora mozna bylo pokonac "z buta"  nalezalo sie ubrac i wyruszyc w odwiedziny.
Siadalo sie wiec i pisalo, a napisac nalezalo o sobie i wypytac o wszelkie nowosci jakie mogly wydarzyc sie po drugiej stronie, a przede wszystkim o zdrowie, bo przecie zdrowie najwazniejsze.
Jak sie juz napisalo i wyslalo, z tym drugim ja mialam najwiecej poslizgow, bo czesto napisany a nie wyslany list odnajdywalam po kilku miesiacach w glebokich czelusciach wlasnej torby, czekalo sie na odpowiedz.
W sumie taki proces komunikacji byl upierdliwy, czasochlonny i czesto niewystarczajacy, bo zycie sie toczylo i zanim list doszedl z jednego zakatka kraju na drugi, opisane fakty juz byly nieaktualne.
Pozniej nastaly telefony i przyszedl czas oddechu, bo mozna bylo porozmawiac prawie na zywo i omowic aktualny stan wydarzen na biezaco.
Oczywiscie jak w listach tak i w rozmowie telefonicznej nalezalo zapytac o zdrowie... bo zdrowie ciagle najwazniejsze. Telefony bezprzewodowe ulatwily zycie jeszcze bardziej bo mozna bylo lazic z takim po calej chalupie, mieszac w garach, sprawdzac dzieciom lekcje, na migi musztrowac spoznionego na obiad meza i ciagle nadawac radosnie z osoba po drugiej stronie.
Telefon to moj sposob na zycie:)))
Moge gadac non stop godzinami, oczywiscie nie z kazdym, bo nie kazdy podziela to moje telefoniczne zboczenie, no i nie z kazdym da sie i ma sie o czym gadac godzinami;))
Ale zawsze lubilam i lubie slyszec glos i jego ton, i jak mawiala kiedys dawno temu "zamorska" miec "kontakt z zywego slowa". Zywe slowo to jest wlasnie to co mnie rajcuje.
No ale niedlugo trwala moja radosc, bo po zywym slowie wrocilismy znow do slowa pisanego, a wlasciwie bardziej prawidlowym okresleniem byloby slowa klikanego, bo nie piszemy tego na papierze, ale klikamy na telefonie i wysylamy do telefonu drugiej osoby.
Tak, tak to nie jest pomylka, bo moim zdaniem te "essesmany" nie sa wysylane do drugiej osoby, tylko do telefonu tejze osoby. Osoba posiadajaca w kieszeni, lub torebce telefon, do ktorego wlasnie wyslalismy nasze klikanie dostaje sygnal i odklikuje.
I teraz nastepuje wymiana klikow, a ze klikanie jest czynnoscia troche upierdliwa, to juz nikt nie pyta, jak sie miewa druga osoba tylko kazdy skupia sie nad tym aby w jak najkrotszej formie przekazac najwiecej tresci.
I na tym polega cala zabawa, w ktorej obie strony licza na inteligencje drugiej.
I tak kilka dni temu moj telefon dostal klik od telefonu klientki z zapytaniem.
"Czy moge przyjsc w piatek po poludniu?"
Jestem w miare inteligentna, nie nadzwyczaj inteligentna, nie mam IQ geniusza, ale wiem, ze ta konkretna klientka pyta o 15 minutowa wizyte w celu regulacji brwi. I teraz co ja mam napisac, zeby bylo krotko i zrozumiale dla niej, a jednoczesnie zeby nie wywolac burzy klikania po obu stronach.
Pomyslalam i odpisalam:
"Popoludnie ma 6 godzin, czy mozesz byc bardziej specyficzna?"
Za kilka sekund dostalam kolejny klik:
"A o ktorej godzinie mozesz mnie przyjac?"
Ja przepraszam, ale ja pierdole, czy ja mam teraz wyklikac caly grafik mojego piatku?
Cos jest nie tak z inteligencja jednej ze stron? Tylko jeszcze nie wiem, ktorej, ale poniewaz wyznaje zasade "klient nasz pan" (bez przesady i do czasu, ale jednak) to napisalam:
"A o ktorej mozesz przyjsc?" bo przeciez wiem, ze ona pracuje wiec w piatek bedzie w pracy i moze nie moc przyjsc o godzinie jaka ja wyznacze w/g mojego grafiku.
Suma sumarum, zeby nie przeciagac historii, klikalysmy jeszcze w lewo i prawo nastepne 15 minut i wreszcie udalo sie ustalic konkretna godzine.
Oczywiscie z "zywego slowa" mozna bylo cale to klikanie zastapic 30 sekundowa rozmowa.
Ale przeciez od tego sa smartphony zeby ulatwiac sobie zycie, komunikowac sie z innymi w sposob nieinwazyjny itp. itd. to sa argumenty, ktore na okraglo slysze od wielbicieli klikania, a ktore mnie jakos nie przekonuja.
Wczoraj moj telefon dostal wiadomosc w postaci zdjecia noworodka.
Popatrzylam, dziecko jak na dziecko przystalo ladne, bo moim zdaniem wiekszosc dzieci jest ladna, widze, ze noworodek, bo dziecie jest okutane w szpitalne szmatki, ale nic poza tym nie wiem, bo cudem jakims zamiast nadawcy jest "no name" i nie ma przy tym nawet numeru telefonu, ktory moglabym probowac w jakis sposob zidentyfikowac.
Jak przystalo na osobe w miare inteligentna zaczelam szperac we wlasnej glowie w poszukiwaniu informacji czyje to moze byc dziecko. Mam kilka klientek, ktore sa w zaawansowanej ciazy, dwie z nich mialy rodzic "lada dzien", ale ktora urodzila? Zreszta, urodzic mogla nawet jedna z tych, ktore maja termin za miesiac czy nawet 6 tygodni.
Nie myslalam dlugo, bo zarobiona bylam wczoraj troche po kokardke, a wiadomosc przyszla w czasie pracy, wiec odlozylam telefon.
Przypomnialam sobie o tym zdjeciu wlasnie dzis rano. Jeszcze raz patrze, no nic sie nie zmienilo, dziecko ciagle jest jak bylo. I co dalej?
Wreszcie wyklikalam:
"Widze dziecko i badzo sie ciesze, bo widok dziecka to przyjemna sprawa, ale na Boga czyje to dziecko??"
Kilka sekund pozniej przyszla odpowiedz:
"Tara, chyba wizyta u Ciebie wywolala oczekiwany porod"
Kurwa, no ciesze sie, ze mam taka moc, bo Tara byla juz prawie tydzien po terminie, ale dlaczego nie napisala jaka jest plec dziecka??? To akurat jedna z tych klientek, ktora nie chciala wiedziec i wybrala niespodzianke. Ale wiedziala, ze obie czekalysmy z niecierpliwoscia na plec bo od tego zalezalo, kto bedzie wybieral imie dziecka. Tara umowila sie z mezem, ze jak bedzie chlopiec to ona wybiera imie, a jak dziewczynka to maz ma decydujace zdanie. Tara wybrala Patrick dla chlopca, ale bardzo jej sie nie podobalo Charlotte, ktore to imie wybral maz dla dziewczynki, Juz nawet knulysmy jak ugrac zmiane mezowej decyzji jak dziecko okaze sie dziewczynka, a ona mi teraz nawet nie pisze jaka jest plec dziecka.
No ten inteligentny przekaz wiadomosci w najkrotszej formie ma jednak za duzo wad jak na moj gust.
Poddalam sie bo mnie ciekawosc zzerala:
"Ale jakiej plci jest dziecko????????"
Tak postawilam az tyle znakow zapytania, bo mnie trafialo juz cos w sam zoladek.
Patrze jeszcze na zdjecie, ale nic nie widac, szmata, w ktora jest owiniety noworodek biala w rozowe i niebieskie paski nic mi nie mowi, a odwinac sie tez za cholere nie da(!!!)
Po kilku tym razem minutach (wiadomo ona w szpitalu moze tez nie miec czasu na klikanie) przychodzi nareszicie oczekiwana odpowiedz:
"Chlopiec, mam Patricka"
Teraz juz moglam spokojnie pogratulowac i zakonczyc wymiane klikow.
I czasem tak sobie mysle, czy te smartphony nie robia z ludzi idiotow?
Bo ja takich przykladow moglabym na peczki tu podawac i kazdy jeden swiadczy o tym, ze ludzie traca umiejetnosc porozumiewania sie, smartphon czy jakikolwiek inny phone, bo moj nie jest smart wcale nie znaczy, ze nagle ktos zostal obdarzony darem jasnowidzenia i odczytywania mysli na odleglosc.
Ja przynajmniej takiej umiejetnosci jeszcze nie posiadlam.
Natomiast co raz czesciej mam niesamowita ochote wykazac sie inteligencja geniusza i w jednym slowie zawrzec caly przekaz informacji.
Tym magicznym slowem jest "Spierdalaj"

44 comments:

  1. Stardust, ja tez "tekstowania" nie lubie, choc czasami, musisz mi uwierzyc na slowo;) wygodniej kogos zagadnac jezykiem pisanym niz mowionym. Czasami naprawde jest szybciej. Technologia idzie naprzod, czasy sie zmieniaja i nic na to nie poradzimy, ze telefony powoli wychodza z lask. Chyba musimy sie przystosowac do tych zmian??? Tak mysle...A ta Twoja klientka to jedna z tych madrych co to nie wie o co w biega.
    PS Wlasnie nabylam nowego iPhone'a i mimo, ze sie zaklinalam, ze nie potrzebuje data plan, to jest to jednak fajna rzecz. Wiesz jak fajnie spedzilam czas czekajac w poczekalni dentystki? Nic a nic mi sie nie nudzilo:)Nie bede jednak z tym przesadzac i nikt mnie nie zobaczy idacej ulica lub tez na silowni tekstujacej!!!

    ReplyDelete
  2. Zgadzam sie z Toba Star:)
    "Powiem"tylko ze to ma jedna zalete,nie trzeba pamietac o kupnie znaczka i nie trzeba zapieprzac na poczte lub do najblizszej skrzynki,chociaz tutaj wystarczy ze czlowiek wlozy list do wlasnej skrzynki, listonosz to zabierze:))
    Sa tez tacy,ktorym to odpowiada,maja czas na zastanowieniem sie co napisac bo w rozmowie pewnie wypadli by blado:))))

    ReplyDelete
  3. Przyznam się, że, bez dwóch zdań, najchętniej rozmawiam przez telefon:) Nie cierpię esemesowania, ale czasem, gdy nie chce z kimś rozmawiać ta forma jest wymarzona. Wygodny jest e-mail. Gdy siedzę przy komputerze często rozmawiam czatując.
    Dawniej, jeszcze przed era komputerową, też pisałam listy i też czasem przeleżały, zdezaktualizowała się ich treść. Wtedy pisałam od nowa. Niezbyt lubiłam tę czynność, ale uwielbiałam dostawać listy, więc musiałam coś i z siebie dać:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  4. Moniko--> Ja sie bardzo chetnie przystosowuje do nowosci, ja wrecz uwielbiam nowosci, ale glownie te dzieki ktorym nie trace na kontaktach z ludzmi:)) Nowosc ma mi ulatwiac kontakt, a nie prowadzic do pomieszania zmyslow tylko dlatego, ze nie potrafie sie domyslic co poeta mial na mysli:)) Czekanie w jakiejkolwiek poczekalni uprzyjemnia mi Kindle, bo moge czytac i jak widzisz nie nosze juz ksiazek pod pacha, bo idac z nurtem nowoczesnosci kindle jest wygodne. W kolejce mozna nie tylko czytac, ale mozna nawet robic na drutach i tez czas szybko leci. A jak sie zajme w kolejce tekstowaniem, to czy aby komus nie przeszkadzam? Przeciez ta druga osoba nie musi w tym czasie siedziec rowniez w jakiejs kolejce, moze jest w pracy? moze gotuje obiad? moze prowadzi samochod? Niestety tekstowanie wcale nie jest nieinwazyjne. Mimo to nie mam nic przeciw tekstowaniu, pod warunkiem, ze tekstowanie zawiera tresc, informacje, na ktora moge odpowiedziec a nie sygnal do domyslow. No jakos nie jestem Duchem Swietym, a moze szkoda:))

    ReplyDelete
  5. Maga--> Wszystko jest fajne i wszystko jest dla ludzi, ale niech w tym bedzie jakas tresc. Obojetnie czy to jest papierowy list, rozmowa telefoniczna z zywego slowa, czy tez wiadomosc tekstowa. Ja nie mam ochoty ani czasu ogladac literek i domyslac sie o co chodzi komus, kto te literki ulozyl w jakis rzadek. Komunikacja polega na wymianie tresci:)))
    W blablaniu o niczym tez jestem dobra, tylko po co? Po jasna cholere zawracac komus dupe jak nie mam nic do powiedzenia?

    ReplyDelete
  6. Kindle akurat nie mam, bo lubie tradycyjne ksiazki. Ale juz powoli oswajam mysl o zakupie, bo czasem targanie ze soba na wakacje 3 ksiazek, przy ograniczeniach wagowych jakie narzucaja linie lotnicze po prostu nie ma racji bytu. A u tej dentystki to ja sobie surfowalam po necie, czytalam news'y i o pare blogow zahaczylam:)))) Nie tekstowalam wcale!

    ReplyDelete
  7. Iva--> Mam podobnie, uwazam, ze rozmowa jest najszybsza i najbardziej celna forma komunikacji. Bez wzgldeu na to jak ktos szybko klika w te malutka klawiaturke to jednak zajmuje to wiecej czasu niz potok slow, ktore dodatkowo mozna na szybko skorygowac.
    Listy tez lubilam dostawac i pewnie lubilabym nadal, ale odpisywanie nie idzie mi juz tak gladko:))

    ReplyDelete
  8. Ja w mojej sieci zablokowalam text i poinformowalam moich znajomych wlasnie smsem. Teraz ludziska mailuja albo pisza na FB, a najczesciej dzwonia. Chociaz z rozmowa to czasem jest tak, ze sie ktos za bardzo rozgada, kiedy ja chce tylko poinformowac: spotykamy sie o 4.

    ReplyDelete
  9. ja ostatnio analizowałam mój biling z komórki i tam były jedynie:
    3 smsy
    kilkadziesiąt dłuugaśnych rozmów (dobrze, że to komórka służbowa ;-)
    kilkaset rozmów po 10-15 sekund, które to zastępują mi klikanie i smsowanie, bo smsować nie lubię, po pierwsze właśnie w tych powodów, które Ty opisałaś (strata czasu), a po drugie bo mam superowego smartphona i pisanie na nim to jakaś porażka - zawsze mi wstawia bez pytania inne słowa i do ludzi idą wiadomości typu "o kto wie mama idź" co ma znaczyć "o której mam być"... a ja nie mam w zwyczaju dwa razy czytać tego co napisałam (w blogu i commentsach też... ;-)

    ReplyDelete
  10. Jesli chodzi o komorke, to wole sms - juz po kilku minutach zaczyna mnie glowa bolec, wiec staram sie jak najmniej. I nie wierze, ze tak silne pole nie wplywa na musk, wiec staram sie nie narazac.

    Natomiast stacjonarny, ohoho, szybko odkrylam, ze sie po 2 godzinach rozlacza i trzeba ponownie zadzwonic ;)
    Natomiast w tej chwili gadam glownie przez skype, bo mamy inny abonament - internet rewelacyjny, ale m-narodowe dodatkowo platne, wiec.

    ReplyDelete
  11. ja wcale nie lubie rozmawiac przez telefon,dzwonie krotko i tresciwie, ale kilka bliskich lubi pogadac, wiec na dluga rozmowe zakladam sluchawki, na krotka jakos to ścierpie, ale mowie glownie :aha, mhm, tak, nie..ok, w porządku..i tez coraz czesciej mam ochote uzyc twojego czarodziejskiego slowa :-))\sms tylko wtedy jak nic pilnego, albo jak wiem ze ktos nie moze wlasnie rozmawiac (w pracy, na wykladach). lubie pisac maile albo czatowac. skajpa tez nie lubie, bo musze sie uczesac, umalowac i ubrac cywilizowane szatki. amen ;-))

    ReplyDelete
  12. Mam 400 darmowych smsów na orange, wykorzystuję połowę, staram sie pisać na przykład: w piatek spotkanie, gdzie, o której? zaproponuj. ja się dostosuję.

    albo proszę - napisz dokładnie

    to ważne, gdy muszę pisać do telefonu innego operatora albo za granicę, za drogo wychodzi wymienianie się pytaniami:)

    smsy ratuja mi zycie na przykład na radach pedagogicznych, czy innych nasiadówkach, na których nie moge gadać przez tel

    ReplyDelete
  13. Dla mnie klikanie to męka i ostateczność.
    Niedoskonałość przekazu (np. ta z sytuacji z Tarą) jest ogromna.

    Kilka lat temu zastanawiano się dlaczego instrukcje obsługi skonstruowane są nieczytelnie: potencjalni korzystający najczęściej nie potrafili zrozumieć zaleceń, gubili się w wykonywaniu kolejnych czynności... Wynikało to z różnic między autorem, który wie, z czym ma do czynienia, a odbiorcą, który o produkcie nie ma pojęcia.

    Podobnie jest chyba z SMS-ami.
    Nadawca pisze nieprecyzyjnie, często gubi wątek, a w kilkukrotnej wymianie informacji temat rozmywa się pośród dygresji...

    ReplyDelete
  14. evita--> Na FB to ja zapominam zagladac, praktycznie nie wiem co sie tam dzieje. Moj telefon komorkowy przeznaczylam na rozmowy sluzbowe, czyli dla klientek. Cala reszta ma dzwonic na stacjonarny do domu. Rozgadac sie moge, ale na pewno nie w przypadku kiedy mamy sie spotkac tego samego dnia:))

    ReplyDelete
  15. Olu--> Wlasnie o to chodzi, smartphone nie zna naszych mysli i wysyla sie w swiat bzdury:)))

    ReplyDelete
  16. czarownico--> Tak jak pisalam wyzej, moja komorka sluzy do rozmow z klientkami, a te naprawde nie powinny byc dluzsze niz 1min. a klikanie moze trwac 15 minut i zadna ze stron nie wie o co chodzi:)) Telefon domowy sluzy mi do gadania o pierdolach z kolezankami i wtedy moge nawijac jak mamy ochote;)

    ReplyDelete
  17. el--> Ale w skype mozna nie wlaczac kamery i wtedy nie ma potrzeby ubierania sie i malowania;)))

    ReplyDelete
  18. Beata--> Rozumiem, ze sa sytuacje kiedy essesman jest wygodniejszy, to wlasnie te wszystkie sytuacje kiedy moje klientki klikaja spod stolu czy biurka w czasie pracy, zebrania, posiedzenia. Rozumiem to i dlatego akceptueje tego typu komunikacje i rowniez odpowiadam essesmanem, ale do cholery jak juz sie klika to jeszcze nalezaloby sie upewnic, ze jest tam jakas konkretna wiadomosc, pytanie, czy tez odpowiedz. Bo tak to sobie mozna klikac do usmiechnietej smierci i nikt nie wie o co chodzi:))

    ReplyDelete
  19. Moniko--> Kindle jest praktyczny, bo lekki a ja podrozuje z czytadlem codziennie, wiec juz mialam dosc dzwigania ksiazek. W sumie to dla mnie jedyna okazja do poczytania ksiazki jest podroz do i z pracy, bo w domu komputer, w pracy komputer i moge siedziec surfowac, blogowac, czytac itd. Za to zawsze mam przy sobie ksiazke, tak sie juz przyzwyczailam, ze nie wsiadam nawet do autobusu na kilka minut bez ksiazki do poczytania. Nie chce zeby moje zycie bylo zdominowane przez swiat wirtualny i to jedna z glownych przyczyn dla ktorych unikam ciaglego podlaczenia:)))

    ReplyDelete
  20. nie lubię sms-ów ale używam ich w dwóch sytuacjach. 1/ jak mam do przekazania konkretną informację komuś z kim wcale mi się nie chce gadać i wynieniać grzecznościowych co słychać i w ogóle to kiedy jakaś kawa 2/ jak siedzę np na spoykaniu, ktoś strasznie pierdoli i ja muszę spod stołu napisać komuś coś - no że np odwołuję lunch. czyli wtedy gdy nie ma jak gadać.

    zdarza mi się moją kosmetyczkę sms-em zapytać - czy masz czas we wtorek? (bo np siedzę w miejscu publicznym i wcale nie chcę żeby ktoś słyszał,że idę włosy z nóg rwac. albo wiem że ona wcale nie odbiera bo z reguły ma kogos na "stole". a jak tak pytam to dla mnie jest oczywistym, że w ten sposób oznajmiam że ja mam czas CAŁY wtorek i czekam na odp z konkretną godziną.

    CMOKI :*

    ReplyDelete
  21. granato--> Dzieki!!!!!!!!!!!!!!!! Nareszcie ktos, kto rozumie o co mi chodzi:)))) Wlasnie o te "niedoskonalosc przekazu". Slowo pisane jest zawsze niedoskonale i bedzie niedoskonale w konkurencji z glosem. Bez wzgledu na to czy to jest list, email, komunikator klikany, czy "essesman" to nie ma mozliwosci przekazania intonacji glosu. I jedna osoba pisze majac na mysli cos dla niej konkretnego, ale odbiorca moze to odczytac zupelnie inaczej.
    Bardzo mi sie podoba ten przyklad instrukcji obslugi, wiadomo, ze dla producenta instrukcja jest prosta, natomiast nabywca produktu wcale nie musi jej wlasciwie odczytac.
    Nawet w rozmowie na zywo sa tacy co rozmawiaja sygnalami:) Ja czesto tak rozmawiam ze Wspanialym, bo jak on dzwoni zeby sprawdzic czy wracamy razem z pracy, to ja wcale nie musze prowadzic 5 minutowej rozmowy tylko zalatwiam to jednym slowem:) Czesto jesli mam w tym czasie klientke to ona mowi "ale moglas z nim rozmawiac, mnie to nie przeszkadza" Z tym, ze ja nie musze, bo juz w tym jednym slowie zostalo wszystko przekazane, on i ja rozmumiemy. Cala reszta nie musi, ale to sa rozmowy ktore my prowadzimy od 8 lat raz dziennie. Dla nas wystarczy to jedno slowo. I przy okazji tez nie rozumiem malzenstw ktore wiecznie do siebie dzwonia albo esemesuja "co robisz?" "gdzie jestes?" itp. Lubie pogadac z moim mezem (glownie dlatego wyszlam za niego za maz) ale w domu, nie lubie byc poddawana inwigilacji w czasie pracy:)))
    Boze, ja straszny dziwak jestem:))
    Lubie ale jednoczesnie nie lubie.. jakos tak na to wychodzi;/

    ReplyDelete
  22. spt--> Opisane przez Ciebie sytuacje sa dla mnie jak najbardziej zrozumiale i klarowne. Jest krotki przekaz, z ktorego wynika o co chodzi. Wiesz ja znam moje klientki i wiem, ktora pracuje, ktora nie pracuje, a nawet wiem ktora z tych niepracujacych ma zawsze wyliczony czas. Dlatego tez pytanie "czy moge przyjsc w piatek po poludniu?" oznacza zupelnie cos innego w zaleznosci od osoby:))) Czesc moich klientek nie musi mowic jaki serwis potrzebuje, wystarczy, ze mi powie, ze chce przyjsc na okreslona ilosc czasu i ja juz wiem czy chodzi o facial czy woskwanie i jakiego typu:)) Ale tez sa klientki z ktorymi nie mam az takiego jasnego porozumienia. Przed chwila dostalam tekst od klientki "37 czy 39" i juz wiem o co chodzi, nie pamieta ulicy ale to sie czesto zdarza wiec szybko pisze "37 W 39" i obie strony wiedza co jest grane. Czyli bywa i tak, ze sie da:)))
    Buziaki:***

    ReplyDelete
  23. "Bądz specyficzna!" - Zangielszczasz się Stardust:))Ale zabrzmiało zabawnie:))))
    I nie na darmo ja tutaj stawiam te nawiasiki, bo bez nich przekaz mógłby być całkiem inaczej odczytany. Ech, nowoczesność:))

    ReplyDelete
  24. Najbardziej lubię rozmowy face to face! I nic tego nie zastąpi...

    ReplyDelete
  25. Pieprzu--> A zebys Ty wiedziala ile ja siedzialam i dumalam zanim to napisalam:)) Nie moglam sie zdecydowac, czy tak mozna napisac po polsku, czy w ogole w polskim istnieje wyrazenie "specyficzny" wlasnie w tym kontekscie? Az w koncu machnelam reka i napisalam, bo przeciez trzeba bylo notke skonczyc i isc zarabiac na piwo:)))

    ReplyDelete
  26. zgago--> Face to face jest najlepszym rozwiazaniem, ale z kazdym i nie zawsze jest taka mozliwosc:)

    ReplyDelete
  27. Elu--> Malo, ze magiczne to jeszcze tak ogolnie przydatne:))

    ReplyDelete
  28. Podzielam Twoje zdanie, Star. Wszystkie wiadomosci tekstowe ktore otrzymuje, kasuje nie czytajac. Zablokwalam nawet opcje przysylania wiadomosci na moj telefon. Osobiscie uwazam, ze telefon jest do gadania a nie pisania, a magiczne slowo "spierdalaj" czasami dziala cuda:)
    Milego weekendu Ci zycze.

    ReplyDelete
  29. Ojej! Jakże często mam ochotę użyć w sms krótkie, żołnierskie słowo "spierdalaj"! Czasem, jak mam bardziej kreatywny dzień, to chętnie bym dodała "w podskokach"

    ReplyDelete
  30. Einstein doradzał, by wszystko robić możliwie najprościej, ale nie prościej.Coś mi mówi,że za bardzo lubimy prościej i dlatego wpadamy w pułapkę własnego chciejstwa i wówczas dobry jest także wiersz Tuwima, wskazujący na miejsce pocałowań.Serdecznie pozdrawiam.

    ReplyDelete
  31. Witaj Stardust, na początku rozwoju komórek, kiedy jeszcze koszt rozmów był dla mnie czymś odstraszającym, chętnie korzystałam z SMSów.
    Ostatnio nawet jeśli dostanę SMSa, po prostu staram się oddzwaniać, bo rzadko kto można się w tych SMSach porozumieć, jak słusznie zauważyłaś :)
    Poza tym takie klikanie trwa naprawdę dłużej niż 30-sekundowa rozmowa, w której przeważnie można zawrzeć to wszystko, co w 3-5 SMSach.
    Tak więc precz z SMSami, to jest dobre dla małolatów, piszących podczas lekcji spod ławki, ale nie dla dorosłych zajętych ludzi.
    Są usprawiedliwione wyjątki, jak w Twoim przypadku, trudno przypierać do muru każdą klientkę i oddzwaniać, ale rozumiem, że Cię to może wyprowadzać z równowagi :)

    ReplyDelete
  32. p.s. ale wiesz, w przypadku naszych sieci każdy wysłany MMS lub SMS pokazuje, z jakiego numeru została wysłana wiadomość. Nie znam opcji wysyłania zdjęć na inną komórkę bez pokazywania numeru, to chyba amerykańska specjalność.

    ReplyDelete
  33. Ataner--> Ja juz ustapilam na tyle, ze akceptuje koniecznosc tekstow w konkretnych przypadkach, ale szlag mnie trafia jak w tekscie nie ma tresci:)) Buziaki:***

    ReplyDelete
  34. zante--> "w podskokach" albo "kurcgalopkiem":)))

    ReplyDelete
  35. Dobrochna--> Niestety wiekszosc chce prosciej:))

    ReplyDelete
  36. iw--> Wlasnie wkurwia mnie to bezsensowne klikanie:)) Zupelnie sie nie znam na planach sieci komorkowych w PL, ale ja mam plan rodzinny, w ktorym mamy 2000 minut do przegadania na 3 osoby (nie jestesmy w stanie tego przegadac) i kazdy z nas ma 100 darmowych SMSow, do tego polaczenia miedzy nasza trojka bez wzgledu na to czy mowione czy klikane sa za darmo. No i ze wzgledu na fakt, ze mam klientki mieszkajace w roznych stanach, to moj plan pokrywa cala Ameryke. Jest mi w sumie obojetne czy gadam, czy klikam, tylko gadanie jest szybsze i skuteczniejsze.
    To zdjecie wyslane bylo z jej komorki sluzbowej, ktorej ja z kolei nie mam numeru w moich kontaktach, dlatego zdjecie przyszlo "z nikad":)) Normalnie zawsze jest jakis numer, lub nazwisko nadawcy, ale widocznie duze korporacje maja mozliwosc ukrycia numeru. Nie znam sie, ale tak sie domyslam.

    ReplyDelete
  37. Hm...to co powiem bedzie niepopularne, ale.

    Smartfony i SMSy to bardzo fajna rzecz (ja znacznie bardziej wole ta forme komunikacji od telefonu!!), ALE.
    Ludzie, ktorzy ich uzywaja, musza to umiec robic. Po prostu.
    Opisane tutaj klientki SMSow uzywac nie powinny, bo wlasnie nie sa w stanie przekazac krotkiej, zwiezlej wiadomosci.
    Ja z porozumiewaniem sie w ten sposob nie mam probemow, ale wiekszosc komunikacji miedzy mna a znajomymi wyglada tak:

    "Bede jutro w Mntv po poludniu czy moge wpasc kolo 17.00?
    - bede dopiero po osmej, jak mozesz wtedy to ok
    - ok"

    "Ide dzis do Mollys, wpadniesz?
    - tak"

    Po prostu trzeba formulowac pytania zamkniete i zwiezle zdania twierdzace. No i nie przesylac zdjec, bo to upierdliwe potwornie :)

    ReplyDelete
  38. futrzaku--> To wcale nie jest niepopularne:)) Tak samo jak furmanka i samochod oba sluza do przemieszczania sie z miejsca na miejsce ale wymagaja innych umiejetnosci. Tak samo jak pranie na tarze i pranie w wypasionej pralce sluzy do prania, tak samo tekstowanie i rozmowa na zywo sluza do komunikacji. I wiele innych przykladow, to wszytko sluzy do osiagniecia tego samego celu, ale wymaga innych umiejetnosci:)) Zapewniam, ze nie piore na tarze, nie jezdze frumanka i tekstowac tez potrafie, tylko jak zawsze do tanga trzeba dwojga:))

    ReplyDelete
  39. Mam tak jak Ty, drażni mnie jak ktoś wysyła mi durne sms-y i liczy, że tak poprowadzimy konwersację, oddzwaniam albo czasami nie odpisuję po kolejnym "esesmanie" bo mam dosyć.

    ReplyDelete
  40. Kachna--> Prywatnie zrobilabym to samo, ale w przypadku klientek nie bardzo moge sobie na to pozwolic:))

    ReplyDelete
  41. To soczyste słowo na "s ", użyte na koniec Twej barwnej opowieści, często mam na końcu języka na dźwięk smsa od jednej z koleżanek, której komórka tylko do tego celu służy ( wiadomo - taniej). Pół biedy, gdy telegraficznie nadaje o ostatnich wydarzeniach ze swego życia, ale znacznie gorzej, gdy przesyła klasyczne pytanie: " A co tam u CIEBIE? "...wrrrr. Do tego jest to jeszcze poranna pora ( dla mnie - bo ja długo śpię, o czym ona powinna przecież wiedzieć )!! ;//

    ReplyDelete
  42. Mam wrazenie, ze ludzie czesto obawiaja sie rozmowy telefonicznej, wiec wola napisac sms. Kiedys tez tak robilam, ale pozniej zdalam sobie sprawe z tego, ze to nie jest sposob na rozwiazanie problemu. Nie wiadomo czemu, czesto zakladalam, ze moj telefon komus przeszkodzi i bedzie dla tej osoby problemem. Teraz, gdy chce cos ustalic - a szczegolnie zaproszenie kogos lub wizyte u kogos, nie wyobrazam sobie pisania sms. Do mojej pani kosmetyczki, gdy mam przesunac lub odwolac wizyte, zawsze dzwonie. Nawet, gdy nie odbierze od razu, oddzwania do mnie pozniej. Dlugie rozmowy telefoniczne prowadze z niektorymi przyjaciolkami lub kolezankami, ale to raczej dlatego, ze mam sluzbowy aparat. Chyba, ze zmienie operatora prywatnej komorki na jakiegos, ktory da mi sporo darmowych minut. :-)

    ReplyDelete
  43. Stardust :))) Tylko nie bij ;) Zamotana była, no co chcesz, hehe Ja nie wiem, ale dla mnie z momentem wydania na świat noworodka rozpoczęła się gwałtownie inna era - ciach i koniec poprzedniej. Nawet pamięć mi się na jakiś czas skasowała. Może Tara miała ten sam numer?

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...