Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, November 1, 2011

Wczorajsza wyprawa

Zgodnie z wczesniejsza umowa spotkalysmy sie wczoraj z Nusia coby troche polatac po pieknym jesiennym NYC. A pogoda byla cudna, jeszcze czekajac na autobus zrobilam te trzy fotki, bo nie moglam sie oprzec:





Oczywiscie gwozdziem programu byl High Line. Ale wyprawe zaczelysmy od lunchu, w koncu trzeba miec co spalac;))
No, nie powiem, zeby nam brakowalo, ale paliwa trzeba zawsze miec na zapas;)
Tym razem wedrowke zaczelysmy od gornej czesci High Line, czyli od 30tej Street i pomaszerowalysmy w dol az do 14tej. Bylo duzo mniej ludzi niz poprzednio, wiec znow kliknelam kilka fotek, szczegolnie miejsc, ktorych ze wzgledu na tlumy nie mialam okazji sfotografowac poprzednio, jak np. takie wypustki z lawkami gdzie mozna obok maszerujacego tlumu przysiasc i poczytac ksiazke:



Czy umeblowany ciagle jeszcze taras budynku przy trasie HL



Albo ciekawe ogrodzenie innego tarasu:



Albo niewielki teatr(?) z widokiem na ruchliwa ulice Manhattanu:




I kilka ladnych zakatkow z miejscami do siedzenia, ktore tym razem ze wzgledu na mniejsza ilosc odwiedzajacych byly puste:





To ostatnie miejsce serwuje lunch, ale jak my przyszlysmy to juz bylo zamkniete.
Nie bylabym soba, gdybym nie cyknela kilka fotek roslinom;)




Nie wiem co to za krzew, ale mi sie podobal, wiec zrobilam zblizenie:




Krokusy troche zmarnowane przez sobotni snieg, ale ciagle kwitna:



I nawet motylek mi sie trafil, chociaz aparat mialam zupelnie nie odpowiedni do zblizen:



Skonczylysmy wedrowke po parku, ale dzien byl ciagle piekny wiec cos trzeba bylo zrobic, cos jeszcze odwiedzic, cos jeszcze zobaczyc:))
Wybor padl na Chelsea Market, to jest ogromny budynek w ktorym kiedys miescila sie National Biscuit Company produkujaca miedzy innymi popularne ciastka Oreo cookies. Osobiscie nie bardzo znam sie na ciastkach, ale Oreo musialam w swoim czasie sprobowac;)
Zaswiadczenie o probowaniu Oreo jest potrzebne do uzyskania obywatelstwa;))))) A jak mus, to mus.
Obecnie w budynku przeremontowanym (chyba nowe slowo utworzylam) miesci sie na dole duzo sklepow z zywnoscia, kilka restauracji, sklepow z roznosciami oraz na gorze miedzy innymi stacja telewizyjna Oxygen i Foodnetwork (cos dla mnie, bo ja moge to ogladac 24 na dobe).
Chelsea Market z ulicy:



Oraz widok z High Line:



A wewnatrz? Wewnatrz jest juz cala kraina szczesliwosci dla podniebienia i nie tylko:)
Jak ktos lubi moze sie przez duze oszklone sciany przygladac parcy piekarzy:




Ale wczoraj oczywiscie wszedzie panowal Halloween



Przebrani nie tylko mali ale i duzi ku radosci nie tylko malych, ale wrecz ogolnej:




Nawet niektorzy sprzedawcy ciekawie wygladali:



No i oczywiscie dzieci, dla ktorych byly przygotowane specjalne stanowiska do malowania:





I te juz przebrane w towarzystwie rodzicow:









A nam pozostalym, czyli gapiom przygrywala radosna muzyka Mariachi:



I tak minal moj Halloween:)
Jak wrocilam do domu bylo juz po 18tej, ale jeszcze zdazylam wydac przebierancom zgromadzony na te okazje zapas slodyczy.

35 comments:

  1. jak zoabczylam twoje piekne kolorowe drzewa, to az przez okno wyjrzalam. U mnie nadal zielono, chociaz juz zimnawo sie robi- rano 50, potem czaaasem dojdzie do 70, ale ogolnie w porownaniu z latem ;) to mi chlodnawo. W pensylwanii za to piekna jesien byla dwa tygodnie temu! Cudowne kolory. I okropne wiatry i deszcze :)
    Bardzo mi sie ta high line podoba. Chce taka u mnie!

    ReplyDelete
  2. Ten krzew się nazywa Sumak ;) ... mam wrażenie, że w NY jest dużo takich zakątków gdzie mimo ruchliwości miasta można się przysiąść, odpocząć i odizolować. High Lane, rewelacja ;)

    ReplyDelete
  3. Rinonko--> Ty to w ogole mieszkasz na rowniku:)) I wiesz, moze to nawet byc fajne, gdyby te Twoje tereny byly zamieszkale przez ludzi, ale tam normalnych jest pewnie z 10% gora:)))

    ReplyDelete
  4. ucieczko--> Sumak mowisz, pewnie masz racje, ja do tej pory znalam troche inne sumaki:)) Ale w koncu pewnie jest wiele odmian.
    Masz racje, w NYC mimo tempa zycia i wiecznego gwaru jest wiele miejsc, gdzie mozna przysiasc i zapasc sie w siebie:)) Jakos tak jest to miasto pomyslane, ze kazdy mozliwy skrawek miejsca jest wykorzystany odpowiednio.

    ReplyDelete
  5. wiecha wskazuje na sumaka octowca inaczej sumaka odurzającego. Pewność miałabym widząc liście, które są lancetowate i w okresie jesieni barwią się odcieniami żółci, czerwieni i pomarańczu. Ciekawa jestem dlaczego nie ma liści?
    Fajny wypad:)

    ReplyDelete
  6. nawet nie wiem czy 10% by sie znalazlo :D naprawde mialam szczescie sie wbic w te dobras grupe ludzi ;) nadal znajduja sie rdzenni mieszkancy w grupie, ale da sie zniesc raz na jakis czas (jak nie ma wyjscia, to sie da :))
    szczerze to mnie nawet te upaly tak bardzo nie wkurzaly, zwlaszcza, ze przeciez AC wszedzie.
    siedzialam sobie albo w milym klimatyzowanym mieszkanku albo przy basenie z ksiazka :) zyc nie umierac :) (tylko zatkac uszy, zeby nie sluchac country music, bo mnie ta muzyka boli!)

    ReplyDelete
  7. Uwielbiam Chelsea MARKET, zwlaszcza herbaciarnie przy koncu. Na High Line za to jeszcze nie bylam.

    ReplyDelete
  8. Coraz częściej i my rozdajemy cukierki w tych dniach. Ameryka wkrada się w nasze tradycje:)

    ReplyDelete
  9. U nas halloween zakonczyl sie parzeniem ziołek dla najmłodszej latorosli bo tak sie objadła słodyczy, ze jej brzuszek odmowil wspolpracy ; ) U ciebie jak zawsze swietne zdjecia, mam wrazenie jakbym tam była.

    ReplyDelete
  10. Uwielbiam te wirtualne spacery z Tobą :)

    ReplyDelete
  11. Iva--> Zgadza sie z tym sumakiem:) Pytalam Wspanialego dlaczego nie ma lisci, ale on tez nie wie, widac na tym pierwszym zdjeciu, ze zostaly obciete, a wiec celowa robota;) tylko to nie wyjasnia dlaczego. Wspanialy dodatkowo stwierdzil, ze on sie nigdy sumakami za bardzo nie interesowal, bo sa wsrod nich trujace, to wolal sie trzymac z daleka. Whatever;))

    ReplyDelete
  12. Rinonko--> Mnie tez country music boli:)) Chociaz raz na jakis czas moge posluchac, tylko tych bardzo starych przebojow. Ale ta kowbojska mentalnosc jest dla mnie nie do przyjecia:)))
    Az mi sie wlos na dupie jezy jak mysle, ze kiedys o malo co nie przeprowadzilam sie do Dallas:)))

    ReplyDelete
  13. evita--> Herbaciarnie i gelato:))) Jak zapragniesz kiedys super dobrego chleba, to polecam Amy's Bakery. Boziu jakie oni tam pieka chleby!!!! A High Line jest bardzo fajnym miejscem, ja sie juz nie moge doczekac, kiedy zrobia reszte trasy;)))

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> Nie Ameryka, bo Halloween jest zwyczajem celtyckim:))) A jak sie wpycha, to widac, ze sie jakos slabo bronicie. Jakos tak jak ja przed tym ciastem co to go przynioslam na wizyte do Nuski, a ona mi go z powrotem spakowala;)))
    Ja bym sie tam nie bronila, troche radosci i zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodzilo;)

    ReplyDelete
  15. Socjo--> Czyli najmlodsza latorosl dopadl skutek uboczny, ale dobrze, ze mama miala ziolka:)) Moja klientka wczoraj wszystkie slodycze uzbierane przez jej dzieci i resztke zapasu, ktory miala na rozdanie odwiedzajacym dzieciom oddala do punktu, ktory zawsze organizuje zbiorke dla dzieci w domach dziecka i szpitalach.

    ReplyDelete
  16. Dzieki wielkie za spacer, ogromne!, niestety nie udalo mi sie dotrzec do Chelsea Market :( Inaczej sie oglada rzeczy znajome, fantastyczne uczucie! Cisze sie ze fanaberia pogodowa minela, bo jesien jest piekna, korzystaj ile mozesz!

    ReplyDelete
  17. Alicjo--> Jesien juz bardzo dawno okrzyknelam najpiekniejsza pora roku, zwlaszcza tutejsza jesien, ktora jest sloneczna i trwa... biorac pod uwage lagodnosc zimy... az do wiosny:)))

    ReplyDelete
  18. Elu--> Od kilku dni mamy prawie taka sama pogode jak w Warszawie:)) Jeden stopien wyzej u nas, no i u nas sa cieplejsze wieczory i noce, bo jeszcze nigdy temp. nie spadla ponizej 8C w nocy.

    ReplyDelete
  19. piekne fotki - jesien moze byc piekna :)
    pozdrawiam cieplutko :)

    ReplyDelete
  20. Maugosha--> Nareszcie jestes:))) I tak, jesien to piekna pora roku, ja uwielbiam jesien za najpiekniejsze kolory:))

    ReplyDelete
  21. :) Miło było się przespacerowac:)Jesień jest bajkowa:)

    ReplyDelete
  22. nic tylko sie zagniezdzic na takiej lawce z ksiazka...

    ReplyDelete
  23. jak Cię czytam i oglądam zdjęcia, zawsze mi się przypomina, że kiedyś chciałam mieszkać w NYC :)

    ReplyDelete
  24. Stardust, masz nowego avatara:) nie do poznania, łoł:)

    ReplyDelete
  25. Pieprzu--> Milo mi, ze lubisz ze mna spacerowac:))

    ReplyDelete
  26. LillaMy--> To naprawde fajne miejsce do samotnych spacerow i czytania, albo mozna przysiasc w towarzystwie z kawa na pogaduchy:))

    ReplyDelete
  27. zakurzona--> Nigdy nie jest za pozno i wszystko jest mozliwe:)

    ReplyDelete
  28. Beata--> Wiesz ja lubie zmiany, wiec avatara tez zmieniam:))

    ReplyDelete
  29. Witaj Stardust - fantastycznie Ci w tej fryzurze i świetne zdjęcie! Musiałam od tego zacząć :)
    Fajnie, że sobie tak miło spędziłaś Halloween.
    My byliśmy w Niemczech, tam tego dnia dzieci pukają do drzwi i trzeba im wtedy dać cukierka, żeby nie pomazały klamki, ale to amerykański zwyczaj, więc nie muszę w zasadzie opisywać.

    Wróciłam cała i zdrowa, jeszcze mocniej zapracowana, ale mimo wszystko z nowymi siłami!
    Pozdrowienia serdeczne!

    ReplyDelete
  30. iw--> DZieki:) Halloween ma korzenie celtyckie, no ale zwyczaj dawania slodyczy jest byc moze zwyczajem amerykanskim. Natomiast mazanie klamek musi byc zwyczajem "na skapego Niemca" bo ja o mazaniu klamek jeszcze tutaj nigdy nie slyszalam:)) Owszem jakies 25 lat temu bywaly jeszcze rozbite jajka na chodnikach, nie na domach, ale juz od lat tego nie widze. Byc moze mieszkam w bardzo porzadnej dzielnicy:)))

    ReplyDelete
  31. No, to ja sobie elegancko zaległości nadrobiłam, nawet możesz mnie odpytać;-) Star, ja uwielbiam Twoje zdjęcia - te z deszczem są rewelacyjne! No i ten mały krokodyl (bo to krokodyl, no nie?), taki zupełnie nie-Halloweenowy, ale za to jaki cudny! :-))

    ReplyDelete
  32. zolwico--> Najsmieszniejesze, ze to nie jest deszcz na tych zdjeciach:))) Tego dnia byla przepiekna sloneczna pogoda, tylko chyba tuz przed odjazdem umyli wagonik i woda nie zdazyla wyschnac.
    A bachorki sa zawsze cudne w Halloween, ja uwielbiam te male brzdace, co to ledwie chodza a juz sa poprzebierane i czesto nie moga sie poruszac w kostiumach, sa slodkie i tyle:)))

    ReplyDelete
  33. No widzisz, czyli jednak czytanie ze zrozumieniem u mnie leży:-)) Ale i tak są super!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...