Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, December 4, 2011

Zebralo mi sie na wspomnienia

Boli mnie dupa od lezenia.
Przelezalam te 3 dni, ale z trudem ogromnym. Moze jakby mnie cos bolalo, to byloby inaczej, ale takie lezenie dla samego lezenia, to daje w dupe do wiwatu.
Telewizji sie naogladalam do wypeku, glownie programy o gotowaniu, bo przy tym moglam spokojnie zasypiac i budzic sie bez szkody dla ogladania:)
I tak sobie mysle, ze jakbym byla naprawde chora, to najgorsza katorga byloby lezenie. A tu sie zapowiada, ze na wlasne zyczenie bede lezec prawdopodobnie w styczniu przez tydzien.
Jak dam rade? Jeszcze nie wiem, ale wiem, ze mnie to czeka, ale o tym potem;)
A w trakcie tego lezenia, to mi rozne glupoty przychodzily do glowy i przypominaly sie rozne sytuacje zyciowe i tak przypomnialo mi sie...
Jak to 10 lat temu bylam na przyjeciu z okazji 50tych urodzin meza mojej kolezanki. Towarzystwo bylo nieliczne, wiec w sumie nawet nie bylo mozliwosci ignorowac niektorych komentarzy. Nasi znajomi Helcia i Jedrek przysiedli sie do jubilata i tak nadawali:
-- Rysiek, teraz to juz bedziesz zaczynal i konczyl dzien ziolkami.
Na zdziwiona mine jubilata padlo:
-- Tak, tak, zobaczysz, my z Helcia parzymy co wieczor i co rano swieze ziolka, wiesz na trawienie, na przeczyszczenie, na odporonosc...
Tak sie glupio zlozylo, ze ja bylam wtedy jeszcze przed magiczna 50tka, a Helcia i Jedrek juz po, wiec uznali chyba, ze majac doswiadczenie maja prawo pouczac i jechali rowno.
-- Wiesz teraz kazdy nowy rok zaczyna sie od badania krwi, przegladu uzebienia, przeswietlenia, gastroskopii, kolonoskopii...
Pewnie byly tam jeszcze inne -skopie ale skupilam sie na piciu drinkow uznajac, ze po to w sumie tam bylam, a juz na pewno wolalam picie niz sluchanie takich pierdol.
Ale nasza para nadawala tak przez caly wieczor.
A ja biedna siedzialam na przeciwko i nie mialam jak sie z tego wymigac, wiec szczatki tych madrosci chcial nie chcial wpadaly mi w ucho.
Pamietam nawet, ze w pewnym momencie nie zdzierzylam i powiedzialam cos w rodzaju, ze chyba lepiej umrzec niz tak zyc.
-- Ty Stardust nie badz taka madra, Ciebie to tez czeka. Zobaczysz jak Ci tylko 50tka stuknie to zmienisz zdanie i sama bedziesz latac po doktorach.
Zamknelam sie, bo przeciez nie zaproszono mnie tam po to, zeby sie klocic z pozostalymi goscmi, ale zrobilam sobie tylko notke mentalna, zeby na moje 50te urodziny tych dwojga nie zapraszac.
Slowa danego sobie dotrzymalam, dzieki czemu urodziny byly huczne i tancowalam do 5tej rano.
I moze tez dzieki temu nie parze ziolek, nie zaczynam nowego roku od badania krwi, kupki, dupki i chujwiczegojeszcze. Po prostu zyje i mam sie calkiem dobrze.
Rozumiem, ze nie  kazdy tak ma, rozumiem, ze ludzie nawet mlodsi ode mnie choruja na powazne choroby, przyjmuje tez do wiadomosci, ze jak sie choruje, to trudno o tym nie mowic, czy nie pisac.  Ale moim zdaniem jest roznica miedzy informacja, a biadoleniem.
Informacja jest informacja i w sumie nie ma tu nad czym dyskutowac, natomiast biadolenie i uzalanie sie nad soba jeszcze chyba nikomu nie pomoglo. Ja np. pisze o takich rzeczach glownie dla wlasnej pamieci, a nie dlatego, ze mi tak strasznie zle:) A juz na pewno nie potrzebuje wspolczucia, bo to mnie dopiero dobija tak, ze zaczynam sie rozgladac czy nie daloby sie powiesic na wieszaku od mezowego garnituru.
Ja wiem, ze jestem szczegolnie uczulona na biadolenie i narzekanie, niestety mialam i mam w otoczeniu (na szczescie po drugiej stronie kaluzy) ludzi ktorzy lubuja sie w uzalaniu nad soba. I to jest fajne, niech sie uzalaja, ale najgorsze jest to, ze oni sie tym uzalaniem koniecznie lubia dzielic ze mna. I gdyby nie ocean, ktory nas dzieli to juz nie raz odkrecilabym komus glowe i nasrala w korpus.
Dodatkowo zawsze mam wrazenie, ze jak sie oslucham o roznych chorobach i objawach to zaraz zaczne je miec. Nawet teraz w przypadku Tatkowej choroby, to owszem chcialam wiedziec co mu bylo, ale jak juz jest w szpitalu to nie musze znac szczegolow, bo zaraz zaczne sie dopatrywac czy ja nie mam podobnych objawow, no sila sugestii.
Zreszta na szczescie Tatek nie marudzi i jak zdzwonimy to mowi o tym co jadl, kto go odwiedzil i ile meczow dzis obejrzal, a nie narzeka jak mu zle. A dobrze w szpitalu nikomu raczej nie jest.
Ja nie jestem lekarzem, nie mam ochoty sluchac na temat roznych schorzen, bo sie na nich nie znam i nie chce znac a tymczasem sa tacy, co kazdy list koncza zapowiedzia rychlej smierci.
Kurwa, czy ktos wie o co takim ludziom chodzi?
I jak ktos mi tak pitoli to jestem taka szczesliwa, ze wyemigrowalam, ze normalnie mam ochote wyjsc i calowac amerykanska ziemie;))
A najbardziej przeraza mnie mysl, ze gdybym zostala w Polsce, to moglabym byc taka sama... Jak mnie ta mysl nawiedza, to mam ochote popelnic samobojstwo, tak na wszelki wypadek, na wyrost.
Wspanialy mnie pociesza, ze nie bylabym taka, bo "Ty jestes inna, Ty jestes za bardzo pozytywna i nie bierzesz zycia smiertelnie serio"
Fakt, nie biore zycia na serio, bo zycie na serio jest cholernie nudne, a ja nie lubie sie nudzic, tylko czy to by pomoglo? Obawiam sie, ze raczej nie, gdybym na codzien zyla wsrod wiecznych narzekaczy, trudno byloby sie uchowac.
A tymczasem na styczen planuje sobie nastepna i chyba ostatnia operacje kosmetyczna stopy.
Kosmetyczna, bo tak szczerze z reka na sercu, to wszystkie moje operacje byly bardziej kosmetyczne niz konieczne. Widzialam stopy mojej mamy, ktora miala takie zwyrodnienia stawow, ze od 50 roku zycia chodzila w butach ortopedycznych, a jakie to ochydztwo, to chyba nie musze nikomu tlumaczyc.
Robila je co prawda na zamowienie, ale to im dodawalo niewiele uroku, poza cena.
Majac wiec takie doswiadczenie w rodzinie, jak tylko zobaczylam, ze mi gdzies zaczyna wystawac jakas kostka, to natychmiast lecialam do doktora i zarzadzalam ciecie.
Pamietam kiedys bylam wlasnie po operacji i jeszcze nosilam bandaz zabezpieczajacy przed opuchlizna, a doktor dawal mi te bandaze w roznych kolorach teczy, co by mi kolorystycznie do ubrania pasowaly, jak umowilam sie na randke w ciemno.
Jak doszlismy w rozmowie do momentu w jaki sposob sie poznamy, to powiedzialam, ze latwo mnie pozna wlasnie po bandazu na stopie, ktory bedzie widac z sandalow.
-- Ojej a co Ci sie stalo w stope? - zapytal troskliwie kandydat na rokujacego.
-- Nic mi sie nie stalo, po prostu chce miec ladne stopy do calowania - odpowiedzialam zupelnie serio.
-- Do c-a-l-o-w-a-n-i-a?? Ty chcesz zeby Cie ktos po stopach calowal?!?! - zapytal zdumiony.
-- A dlaczego nie? Tak samo dobre miejsce do calowania jak kazde inne - odpowiedzialam.
Spotkalismy sie na lunch i jak juz trzeba sie bylo rozstac, to zapytal czy mozemy sie jeszcze kiedys spotkac.
-- Nie, przykro mi, ale nie mozemy - odpowiedzialam.
-- A czy... moge wiedziec... dlaczego? - byl wyraznie zaskoczony.
-- Alez oczywiscie. Ty nie calujesz kobiet po stopach - rzucilam konkretna odpowiedz, obrocilam sie na piecie i poszlam. A na co mi taki facet? :))
No i wlasnie sie znow dopatrzylam, ze cos mi zaczyna wystawac nie tam gdzie trzeba, wiec czas na kolejna operacje. Moglam cale zycie miec brzydkie stopy, ale jak umre to mozna mnie bedzie wystawic w japonkach:)) A niech ludzie widza, a co? A moze sie ktos rozpedzi i pocaluje?

28 comments:

  1. Stopy mam okropne, bo szerokie, chociaż bardzo krótkie i takie jakieś rozlezione. Na szczęście nic mi nie wystaje, ale do całowania i tak nie wystawiam ;)))
    Kiedys mi jeden koleś (techniczny) obliczył, jaki mam "nacisk na osie", tzn. waga na cm2 zajęte przez stopy, to się przeraziłam. Niesamowite, że jeszcze moje stopy nie są całkiem plaskate!

    ReplyDelete
  2. tzj--> Oj tam sie przejmujesz kto cos tam z nudow wyliczyl i pewnie dodatkowo z zazdrosci;))
    Ja tez mam szerokie stopy, ale za to mam bardzo ladne paznokcie u stop, wiec dbam zebym mogla je zawsze pokazywac:)) No i normalnie mam laskotki, ale calowac sie daje;)

    ReplyDelete
  3. Ponoc zycie zaczna sie po 50-tce, i niebawem zawitam do tego klubu! Ale precz z narzekaniem, jestem zdrowa, piekna, ladna i powabna, hahahaha. A co mi tam - tak mysle, i mam nadzieje, ze moj maz rowniez.
    Star, tych wszytstkich narzekajacych i stekajacych, ja omijam szerokim lukiem czego zycze wszystkim chcacym zyc w miare normalnie.

    P.S.
    A stopy musza byc zawsze piekne i zadbane, tak mam od dziecka, chciaz ja stawiam na dlonie - a moje sa zniszczone i wyglagaja jak dlonie stuletniej kobiety:(

    ReplyDelete
  4. Rany Jurek!Tęczowe bandaże - brzmi bardzo motywująco. Popatrzyłam na swoje stopy - małe sa, pocałować można a nawet possać (perwersja taka poranna)ale z poznokciami to mam kłopot. Zarówno tymi u rąk, jak i tymi u nóg mogłabym wkręcac śruby - to na bosonogą księżniczkę jakoś tak kiepsko pasuję.

    ReplyDelete
  5. ja też znowu grzebię przy nogach i też znowu leże (na katar) i także nie znoszę jępolenia - i nie dopadło mnie mimo że żyję w kraju nad Wisłą. więc Ciebie by też na milion procent nie dopadło :)

    (moje stopy były całowane w najmniej spodziewanych momentach. raz np w taksówce. trzeba więc być zawsze gotowym ;)))

    ReplyDelete
  6. wg mnie na wszystko jest miejsce i czas. Jeśli spotykają się znajomi i rozmawiają o swoich chorobach to to jest ich sprawa i jak im ten temat pasuje niech go podtrzymują. Najgorsze jest, gdy w towarzystwie, które spotkało się w określonym celu i tym celem nie jest biadolenie o chorobach, znajdzie się taka jedna osoba, która absorbuje pozostałych swoimi 'zdrowotnymi' opowieściami, albo gdy są osoby, które za wszelka cenę chcą udowodnić podczas takiej rozmowy, że ich choroba jest ważniejsza, cięższa, jedyna. Ja zapytana na imprezie o to jak się czuję, bo wciąż mnie ktoś o to pyta, zdawkowo odpowiadam i czym prędzej ucinam temat. To nie znaczy, że temat chorobowy jest mi obcy i czasem sama na blogu biadolę. Pewnie dlatego, że choroby towarzysza mi od małego dziecka.
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  7. U na ludzkie bandaże są raczej białe/beżowe, ale są i uprzywilejowani co mają tęczowe TU i TU ;)

    ReplyDelete
  8. Star, oplułam monitor, gdy poczytałam o tym całowaniu stóp i japonkach jako butki trumienne!
    Ja najwięcej chorowałam jako dziecko, bo i poważnie i długo i było to dla mnie upierdliwe.W porównaniu do tamtego okresu jestem niemal okazem zdrowia, choć nie wiem, czy lekarz tak uważa. I właściwie to nie jest istotne ile się ma lat i jakie zdrowie, ale jakie się ma na to spojrzenie.Znam 90-latka, który jest super sprawny, wesoły a najważniejsze,że nazywa mnie młódką i nigdy nie straszy mnie perspektywą,że mogę dożyć takiego wieku.Gdy czasem coś bardziej jęczę,bo mnie za bardzo boli, to zaraz słyszę: "nie jęcz smarkulo, młoda jesteś, a gdy przestanie cię wszystko boleć to się może okazać,że już jesteś po drugiej stronie tęczy".
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  9. Ataner--> Zycie po 50tce moze byc tak samo fajne jak przed, to Ci mowie ja kobieta 57letnia:)) Jesli tylko Twoj maz nie jest od Ciebie 15 lat mlodszy, to mysle, ze nie bedzie mial z tym problemu, tym bardziej, ze on tez nie mlodnieje:)) My ze Wspanialym potrafimy sie zasmiewac do utraty tchu nad tym co nam obwisa, co sie pomarszczylo, co przestalo dzialac, a co dziala za szybko;) Nie mam zamiaru tracic czasu ani energii nad jakas tam nowa zmarszczka, bo wiadomo, ze przyjdzie ich wiecej;))
    Rece mialam kiedys bardzo ladne, teraz ja wiem? No sa, a to chyba najwazniejsze:))) Za to znow, mam ladne paznokcie i tez o nie dbam, tyle, ze tutaj uzywam bardzo jasne kolory, bo paznokcie u stop to np. latem potrafie sobie wymalowac kazdy innego koloru. A dlaczego nie? :))

    ReplyDelete
  10. Pieprzu--> Te bandaze nie byly braboze w teczowe paski, a tylko kazda rolka byla w innym kolorze, a ze doktor rozrzutny jest to mialam zawsze zapas 8 do 10 kolorow:)) I tak traktowalam bandaz jak apaszke czyli akcent kolorystyczny do wystroju calosci;))
    Rozumiem, ze paznokcie masz mocne, a to przeciez dobrze, bo czasem moga sie przydac jako bron sieczna:))

    ReplyDelete
  11. Ataner--> Jeszcze mi sie zapomnialo, ja tez lubie i unikam jak zarazy tych narzekajacych, ale niestety z niektorymi dziele jakis wycinek DNA i to oni mi najwiecej truja. Cos mi sie wydaje, ze od nowego roku zrobie czystke i w tym towarzystwie i bede miala spokoj, bo mnie krew zalewa na takie kontakty "rodzinne". Juz nawet wystosowalam kiedys bardzo rodzinny email pt. "na chuj mi taka rodzina" no ale jeszcze nie bardzo trafilo. Wrrrrrrrrrrrrrrrr

    ReplyDelete
  12. Spt--> Ty zyjesz doslownie nad Wisla, a ja zylam nad Silnica:)))) To DUZA roznica;))
    Ale mi zadalas tym calowaniem stop w taksowce... Tego jeszcze nie zaliczylam, a teraz to juz mam marne szanse, bo mi sie noga nie wygnie:)) Tak sobie kombinuje, ze mozna to zrobic w limuzynie z otwieranym dachem, ja bym siedziala na dachu a stopy niech sobie zwisaja i beda calowane przez dziure w dachu. No wykombinowalam, tylko jeszcze jak to zrealizowac;))

    ReplyDelete
  13. No kurde ziolka...a czosnek, cebula,salata i inne tego typu....to te ziolka nie bylyby tak szybko potrzebne:))
    Ja unikam doktorow wszelkiej masci jak diabel swieconej wody,owszem bylam za uzde zaciagnieta przez pieknego z powodu mojego uczulenia,bo ja uparta myslalam ze jak samo wylazlo to i samo zlezie:))Doktory wszelkiej masci i rasy tez mi nie pomogly wiec wyszlo na moje i samo zlazlo:))W japonkach nie chcialabym byc pochowana bo jestem zmarzlakiem,w gre wchodza tylko cieple skarpety i bambosze:)))tak na wszelki wypadek bo na moim kanale nie podaja pogody po tamtej stronie:))

    ReplyDelete
  14. Iva--> Dokladnie tak, na wszystko jest miejsce i czas i jesli komus pasuje, prosze bardzo. Wiesz ja czytam czasem blogi osob walczacych z rakiem, glownie po to ze chce poznac jak te osoby radza sobie z tak powazna choroba. W koncu jest to choroba, ktora dotyka nie tylko chorego, ale i otoczenie. Zauwazylam, ze ludzie naprawde chorzy potrzebuja podtrzymania na duchu, pozytywnej motywacji do dalszej walki i to rozumiem. Rozmawia sie byc moze po to zeby pocieszyc, dodac pozytywnej energii, ale juz pitolenie o lupiezu na lokciach i udowadnianie, ze jest on bardziej grozny od raka przekracza mocno moje granice tolerancji. Nie mam na to sily, czasu i glownie ochoty.
    Jak juz napisalam w notce, mam wyjatkowe szczescie, ze jestem zdrowa, co nie znaczy, ze nie mam klopotow. Kazdy jakies ma, chociaz ja traktuje moje jako lekcje zyciowe i szanse na rozwoj, na zmiane rutynowego postepowania i myslenia. Ale jak mnie ktos zasypuje tylko klopotami i ciagle temu komus jest pod gorke i wiatr w oczy, to mam ochote powiedziec "cierp sobie pomalutku" i isc w cholere.
    Wracajac do tych rakowych blogow, czytalam blogi osob, ktore juz nie zyja, a jednak do konca staraly sie walczyc i zachowaly pozytywne nastawienie do zycia. Te osoby zmarly, ale to dla mnie nie znaczy, ze przegraly walke. Owszem powiedzialabym, ze przegraly walke "o zycie" ale nie walke "z zyciem".
    Nie wiem czy to jasno wyrazilam, ale tak ja to czuje i odbieram. Ktos moze powiedziec, ze nie znam leku smierci, bo nie stanelam jej twarza w twarz. Tak to racja, ale mysle, ze gdyby taka sytuacja zaistniala to wlasnie chcialabym miec wokol siebie jak najwiecej ludzi pozytywnych, ktorzy beda mna potrzasac i kopac w dupe do zycia, a nie ukladac w trumnie swoim biadoleniem.

    ReplyDelete
  15. Iva--> Jeszcze o bandazach, u nas tez ludzkie sa glownie biale i bezowe, ale to sa takie normalne bandaze. Natomiast ja po operacjach dostaje od mojego doktora bandaze zapobiegajace opuchliznom i te sa produkowane w roznych kolorach.

    ReplyDelete
  16. anabell--> Bardzo mi sie ten pan podoba:)) Ja mam wyjatkowego pecha, ze moja rodzina to sami narzekacze, no z wyjatkiem ojca, ktory umarl bez chorowania i bez zapowiedzi. Wszyscy inni sa zawsze najchorsi, najbiedniejsi, najbardziej pokrzywdzeni i wszystkie inne negatywne naj...
    Szlag mnie trafia, czasem mysle, co ja takiego nawywijalam w poprzednim wcieleniu, ze mnie los rzucil w taka rodzine. Na szczescie ten sam los zeslal emigracje:)))

    ReplyDelete
  17. Maga--> Mnie to jest bosko obojetne, czy ktos chce sie zdrowo odzywiac, parzyc ziolka czy wpierdalac tabletki. Niech to tylko robi prywatnie w swoim wlasnym czasie i zaciszu domowych pieleszy a nie marudzi publicznie i nie mowi, ze wszyscy inni tak musza:))

    ReplyDelete
  18. no jak to jak! wypożyczaj limuzynę ! ;)))

    (to była zima - a mój partner w podróży zdjął mi kozaka a następnie pozostałe obleczenia a ja miast oddać się chwili to się zastanawiałam czy mi noga nie śmierdzi ;)))))

    ReplyDelete
  19. Ja tez mam fioła na punkcie stop. Zadnych gniotow, pazurow czy brudu za paznokciami. I miło gdy slyszy sie slowa zachwytu rowniez dla tej czesci ciala, czyz nie?

    ReplyDelete
  20. a ,to Wspaniały ma sie rozumieć całuje?
    I to CODZIENNIE ?:)

    ReplyDelete
  21. Rozumiem Cię. Każdy chory człowiek, także ze śmiertelną chorobą potrzebuje czego innego, jeden tak jak Ty - ludzi pozytywnych wokół siebie stymulujących do życia, drugi tak jak ja, która o śmierć ocierała się wielokrotnie, także zwyciężając nowotwór - potrzebuje wyciszenia i zero kontaktu, poza najbliższymi osobami. Ja należę do tych osób, dla których największym bodźcem motywacyjnym jestem ja sama.
    Obyś zawsze była zdrowa i piękna:)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  22. spt--> Myslisz, ze dach wytrzyma:)))

    ReplyDelete
  23. Socjo--> Masz racje, ze milo. Ja nie rozumiem dlaczego ludzie maja uprzedzenie do stop, nie mam pojecia z czego sie to bierze? Czesc ciala jak kazda inna, moim zdaniem:)

    ReplyDelete
  24. tuv--> A dlaczego mialby nie calowac? Jakbym napisala, ze mnie w dupe caluje, to nie bylabys zdziwiona, a stopy to takie dziwne?

    ReplyDelete
  25. Iva--> Na pewno patrzysz na to inaczej, bo masz doswiadczenie, zreszta ciezko jest zrozumiec o co mi chodzi skoro ja tez nie pisze jasno. Ale jasno i szczegolowo nie moge. Ucieczka w siebie i wyciszenie mysle, ze moga byc kojace, bo jest okazja sie skupic nad tym co nam jest najbardziej potrzebne. Mnie nie chodzi o ludzi naprawde chorych, a glownie o chorych z urojenia. To co napisalas wczesniej "moja choroba jest wazniejsza" i licytowanie sie na powage choroby, glownie w celu wywolania wspolczucia i litosci.

    ReplyDelete
  26. Ja nie jestem zdziwiona!
    No wiesz?
    przecież to takie miłe.
    tylko zainteresowana i zaciekawiona,czy jest tak jak powinno być!:)
    i pomyślałam sobie że napiszesz że i owszem ależ tak,jak najbardziej rano wieczór i w południe:)

    bo np mój dziadek moją babcię i owszem.
    Całkiem serio piszę.

    ReplyDelete
  27. tuv--> Napisalas, cytuje:

    "a ,to Wspaniały ma sie rozumieć całuje?
    I to CODZIENNIE ?:)"

    Moim zdaniem to JEST zdziwienie. A o dziadku to bardzo dobrze swiadczy. Jesli Twoj maz nie caluje, to sprobuj go namowic, stopy sa jednym z najbardziej erogennych miejsc.

    ReplyDelete
  28. dokładnie, tacy ludzie mogą być bardzo uciążliwi dla otoczenia i dobrze, że słowami 'nie zarażają';)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...