Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, December 18, 2011

Zima czy co?

Zimno sie zrobilo, tak nagle dzis, albo moze w nocy przyszlo.
Wiem, bo Wspanialy wstal, zadzwonil zebami po czym wylaczyl wiatrak, ktory ja wlaczylam w srodku nocy. Wyszedl do korytarza, znow wrocil i obwiescil co nastepuje:
-- W mieszkaniu 18C a Ty wiatrak wlaczylas? Chyba chcesz zeby mi jaja do przescieradla przymarzly.
Parsknelam smiechem, bo on tymi przymarznietymi do roznych rzeczy jajami straszy juz od kilku lat.
-- Z czego sie smiejesz? zimno tu jak cholera.
-- Jak szlismy spac to bylo cieplo - wymamrotalam wychylajac sie spod cieplej koldry.
-- Bylo cieplo, bylo cieplo... - przedrzeznial - to jak takie "bylo cieplo" to czemu jestes zakryta pod sam nos?
-- Wlasnie, zeby bylo cieplo:))
Zakladajac gacie na dupe mamrotal jeszcze pod nosem:
-- Co mnie podkusilo, zeby ten wiatrak zainstalowac? Nie bylo wiatraka, byl spokoj, teraz jest wiatrak, to moja zona bedzie sie nim bawic.
Ponarzekal, poszedl podkrecic termostat i zrobil kawe, wiec uznalam, ze moge wstac.
No faktycznie zimno, ale przeciez zima, nie?
Oj tam, niech sobie chlop pogada z rana...
Jutro znow bedzie cieplej i znow bedzie marudzil, ze ogrzewanie jest jeszcze nie potrzebne, bo mamy szczescie jakies w tym domu, ze jest wyjatkowo cieply. Moze dlatego, ze prawdopodobnie sasiedzi na gorze juz grzeja od jakiegos czasu, ale oni z cieplych krajow to im zimno;)
Okna sa podwojne i wyjatkowo szczelne, wiec cieplo sie trzyma, a Wspanialy jest cieplolubny w przeciwienstwie do mnie, bo ja wole zimno zwlaszcza w sypialni na noc. Wtedy sie wtulam w poduchy i koldre i sie fajnie spi, jak jest cieplo to sie krece, przewracam z boku na bok i nie moge sobie znalezc odpowiedniego miejsca.
Napisalam to i sie zastanawiam, ze to nie prawda. Wspanialy wcale nie jest cieplolubny, bo czapki nie nosi nawet zima, skarpety tylko zima:) i do pracy, bo tam wstyd sie pokazac bez skarpet. Na taras pewnie dzis tez wyjdzie boso. On tylko nie lubi wstawac rano jak jest rozgrzany snem a w mieszkaniu jest zimno.
I tu mu sie nie dziwie, bo ja tez bym nie lubila, ale ja wstaje pozniej jak mieszkanie jest juz nagrzane.
Nic tam, nie ma sie nad czym rozwodzic.
Dzis na szczescie nikt nie musi nigdzie wychodzic, wiec zimno, czy nie to nas nie bardzo dotyczy.
Ale Wspanialy od piatku straszy sniegiem:)
Chodzi, oglada chmury i mowi "jakies te chmury sniegowe", ja nie reaguje, bo sie nie znam. Wczoraj pol dnia siedzial w garazu i cos tam przestawial, ukladal... co ja gadam, przeciez nie wiem co tam robil, bo nie bylam:) Ale cos robil.
Wrocil po kilku godzinach i mowi:
-- W powietrzu pachnie sniegiem..
Ja znow nic, bo przeciez wiem o co mu chodzi:) On mnie bedzie tym sniegiem straszyl az do 6 stycznia, czyli do dnia operacji a potem az do polowy lutego, kiedy to bede mogla zamienic buta operacyjnego na normalnego czyli sportowego, bo w nic innego mi sie noga na poczatek nie zmiesci.
Tak czy inaczej sniegiem postanowilam sie nie przejmowac, dopoki to nie nastapi i nie utrudni mi zycia.
Ale wczoraj jak Wspanialy byl w tym garazu, to mialam przygode.
Byla pora lunchu wiec zadzwonilam, co by byl uprzejmy przyjsc cos zjesc, ale uslyszalam, ze nie bedzie sobie przerywal roboty, nie jest glodny (on nigdy nie jest glodny) i pozniej cos zje.
Pomyslalam wiec, ze to dla mnie doskonala okazja na zjedzenie puszki szprotek, ktore to jakis czas temu nabylam w osiedlowym sklepie z towarami z roznych stron swiata, a szprotki byly konkretnie z Rygi.
Te z Rygi lubie najbardziej, bo maciupenkie sa, dobrze uwedzone i potem potraktowane olejem, zadne inne mi tak nie smakuja.
Wspanialy na widok szprotek dostaje padaczki, bo jak to mozna jesc ryby razem z osciami, on by pewnie siedzial i gmeral w tym, zeby wybrac osci. Ja juz dawno zaprzestalam argumentacji nad brakiem sensu obierania szprotek z osci i jem je jak jestem sama.
Czego oczy nie widzia... itd.
Wzielam wiec puszke ze szprotkami, puszka ma zawleczke do otwierania, pociagnelam... uslyszlam pyk i zawleczka odpadla, a w puszce ledwie zrobila sie szpara dlugosci nie wiekszej niz 2 cm.
Zaklelam szpetnie i siegnelam do szuflady po otwieracz do konserw, ale tym moglam sobie tylko otworzyc te czesc puszki, co to byla w calosci, bo tam gdzie zawleczka zrobila pyk, otwieracz za cholere nie dzialal.
I tym sposobem z drugiej strony puszki uzyskalam nastepne, tym razem moze 4 cm szpary.
A szprotki w srodku i ani ich w te, ani wewte...
Kurwazjegomac!!!
Przeciez nie bede tych szprotek wywlekac przez jedna ani druga szpare, bo sie nie da, puszka plaska, wiec musze jakos otworzyc. Wyciagnelam z dna szafy skrzynke z narzedziami Wspanialego i patrze...
Wiertarka? Pewnie zadziala, ale wtedy bede miala szprotki fruwajace po scianach... odpada.
Jakies cazki? Niby moglyby byc, ale jak zaczne sie szarpac, to sie pewnie pokalecze... tym bardziej, ze ta stal, z ktorej zrobiona jest puszka to raczej z gatunku stali czolgowej.
Gmeram w tej skrzynce dalej...
Kurwa czego tam nie ma? Srubki, zawleczki, srubokrety, jakies tasmy, klucze rozne i rozniste... no wszelkie zabawki jakie dorosly mezczyzna marzy posiadac, to moj posiada.
Jak juz wywalilam polowe tych skarbow na podloge, to wreszcie zobaczylam... dluto!!!
Tak dluto i mlotek, to jest to!!!
Nie powiem troche mi sie balaganu narobilo na kuchennym blacie za pomoca tego dluta i mlotka, ale szprotki uwolnilam:))
Wlasnie pozeralam ostani kes kanapki kiedy wszedl Wspanialy.
-- Kryste! A co Ty tu robisz? Czemu moje narzedzia rozbebeszone?
-- Matko z corka, czy Ty muszisz tyle pytan zadawac zanim jeszcze wejdziesz?
-- No bo narobilas balaganu.
-- Narobilam i zaraz sie sprzatnie, otwieralam konserwe ze szprotkami - wyjasnilam, bo przeciez wiem, ze nie zazna spokoju dopoki nie bedzie wiedzial po co te swieta skrzynke ruszylam.
-- Otwieralas konserwe? i do tego potrzebowalas cala skrzynke narzedzi?
-- Tak, dokladnie tak, potrzebowalam do tego cala skrzynke narzedzi.
-- Przeciez konserwy maja zawleczki, wystarczy pociagnac i po robocie.
I zmuszona bylam zrobic wyklad na okolicznosc roznic solidnej roboty w Ameryce i Rosji.
-- Kochanie, to byla ruska konserwa, solidna robota, rozumiesz? Tego byle zawleczka nie bierze, zupelnie jak ruski i amerykanski czolg. Ruskiego nic nie rozwali, a w amerykanskim wystarczy pierdnac i juz sie posypie w drzazgi.
Hahalismy sie z tego przez reszte dnia.
Ale to prawda, z amerykanskimi konserwami trzeba byc ostroznym, bo wystarczy zaczepic o cos zawleczka i konserwa otwarta:) A tu prosze ruska, solidna robota.
Najwazniejsze, ze dzieki tej zawleczce uniknelam przesluchania na temat jedzenia szprotek z osciami:))

20 comments:

  1. A ja ostatnio mam jakieś cyrki z otwieraniem słoików typu twist.Jakoś tak pozasysane,że nijak nie moge odkręcić, więc kończy się podważaniem pokrywki, która po takiej operacji kwalifikuje się tylko do wyrzucenia i słoik diabli biorą.
    Ja też lubię gdy w nocy jest chłodno, śpie przy otwartym lufciku i mam lekki stres, gdy rano wstaję, żeby to okno zamknąć.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  2. anabell--> Nasze okna nie maja lufcikow:( Cala jesien i wiosne mamy taki rytual:) Ja otwieram, Wspanialy zamyka, ja znow otwieram, on zamyka i tak w kolko co sie ktore obudzi to leci do okna:)) Ja mu sie nie dziwie, bo on spi w odleglosci mniejszej niz metr od okna wiec jak jest zimny wiatr to wieje prosto na niego.
    Mam o tyle dobrze, ze jego nie ma rano, wiec jak tylko ja sie juz wygrzebie z prysznicem i przygotowaniami to robie wietrzenie chalupy. Otwieram wszystko co sie da na pol godziny, po czym zamykam, wylaczam ogrzewanie i ide do pracy. Jak wracamy to w zaleznosci od potrzeby czasem wlaczamy ogrzewanie, ale wylaczamy przed pojsciem spac. Narazie jeszcze nie bylo potrzeby wlaczania ogrzewania na dluzej niz godzina i to nie codziennie.
    Do otwierania sloikow mam taki specjalny przyrzad i narazie dziala, ale czasem jak sloik duzy, to mam problem;)

    ReplyDelete
  3. Według mnie to może Wspaniały i nie jest jego ciepłolubny, ale jego jaja najwyraźniej tak! :D
    A co do konserwy, to uważam, że człowiek powinien sobie radzić w każdych okolicznościach i umieć otworzyć szprotki, skoro ma ochotę na szprotki. I nie może jakiś kawałek blachy (choćby czołgowej) Stać człowiekowi na przeszkodzie! Brawo! :))

    ReplyDelete
  4. To prawda ze puszki robia czasem z blach okretowej.Ja mam opanowane otwieranie wszelkiego rodzaju puszek nozem:),nawet lepiej kiedys mi to szlo niz otwieraczem:)
    Mamy wspolna ceche...lubimy jak w sypialni jest zimno,ja tez w niskich temperaturach wysypiam sie doskonale,jak zbyt cieplo budze sie z bolem glowy.
    Wiertarki kiedys uzywalam do mielenia kawy,pamietam mialam jeszcze w Polsce taki reczny mlynek(kawa byla super,tylko trzebabylo sie nakrecic:)),zwalili mi sie do domu goscie i zeby sprostac zamowieniom w ilosci konkretnej trzeba bylo podpiac mlynek do wiertarki:)),szlo jak burza,zarna szlag trafil ale kawy namielilam:)))

    ReplyDelete
  5. Oj znam te szprotki w tych w brazowych puszkach z Rygi, ktore z kolei moj malzonek kupuje i sie nimi objada a ja patrzec na to nie moge bo jak to mozna jesc ryby razem z oscmi, i pletwami ( (przysiegam ze widze tez pletwy na tych malych szprotkach!):)

    ReplyDelete
  6. EwaP--> Zeby to bylo blizej Wielkanocy, to bym mu koszyk sprawila:)) Ale i tak by sie nie poznal na dowcipie, bo Ameryka to chyba jedyny kraj gdzie na jaja mowi sie pilki:))
    A szprotki rozpracowalam dzielnie, nie jem ich za czesto, ale czasem jak mnie najdzie ochota to nawet gdyby byly opakowane w prawdziwy ruski czolg to sobie poradze:))

    ReplyDelete
  7. Maga--> Ja tez sie budze z bolem glowy jak jest za cieplo:)) A ta wiertarka mnie rozwalilas:)) leze na podlodze i kwicze:)))

    ReplyDelete
  8. robin--> Wspanialy tez widzi te pletwy i ogony i tylko on raczy wiedziec co jeszcze:))) A szprotki sa pyszne:))

    ReplyDelete
  9. Popieram Wspanialego tym razem. Ja tez widze kazda osc, pletwe i glowe bym dala, ze one maja nawet jakies flaki, czy cos. Lubie ich smak, ale za duzo czasu kosztuje mnie wygrzebanie wszystkich odpadow i oddzielenie ich od jadalnych czesci rybki. Chyba skocze po makrele w sosie pomidorowym, bo mi smaka narobilas : )

    ReplyDelete
  10. Po pierwsze - masz uroczy zimowy obrazek przy tytule. Bardzo mi się podoba :)
    Po drugie - z tymi zawleczkami przy puszkach ja miałam na ogół problemy, mimo że nie były ruskie, ale nigdy się tak przy tym nie ubawiłam, jak czytając Twą relację ;))))
    Po trzecie - zwierzam się przy sposobności, że dziś, dzięki TWP, miałam OGROMNĄ PRZYJEMNOŚĆ przenieść się do NYC w porze przedświątecznej, w tłum kupujących ostatnie prezenty gwiazdkowe - wraz z Meryl Streep i Robertem de Niro ( jeszcze młodymi i pięknymi ) jechać metrem i rozglądać się za Tobą ( takie miałam dodatkowe wrażenie dzięki Twym notkom o NYC i jego niektórym znanym miejscom ).Bardzo się wzruszyłam, bo to jeden z mych ulubionych, już starawych filmów i wielokrotnie nadawanych, a dawno tym razem go nie widziałam...i my oboje z Robertem nieco się postarzeliśmy, bo Meryl jakoś nadal nieźle się trzyma. Film ma tytuł - " Zakochać się "i w zasadzie ma prostą, może nawet banalną fabułę, ale to głównie koncert tego duetu aktorskiego, duetu " na dwa serca "
    + urok NYC przed świętami. Tak się tu u Ciebie rozpisałam, że już nie muszę pisać o tym na swym blogu...
    Po czwarte - u nas także trochę straszenia ze strony zimy, w końcu pora na to - choć JA NIE TĘSKNIĘ wcale.
    Po piąte - pozdrawiam jeszcze przedświątecznie i trzymajcie się CIEPŁO, ale nie za ciepło w sypialni ( też nie lubię ) ;))

    ReplyDelete
  11. Socjo--> Wspanialy ma jakas fobie na punkcie osci. Ryby owszem, ale tylko filety. Pamietam jak w Polsce bratowa zrobila pstragi w calosci pieczone w folii, a on o malo nie zemdlal na ten widok. Gmeral i gmeral w tej rybie, moze cos polizal, ale ciezko bylo:))

    ReplyDelete
  12. Kwoko--> Ten obrazek to jedna z wystaw sklepu Lord & Taylor, ktory jest niedaleko mojej pracy. Szlam kiedys do banku i z braku aparatu cyknelam to zdjecie telefonem:) Narazie nie mialam mozliwosci polazic po swiatecznym Manhattanie, a jest tak pieknie, ze az serce peka, ze tego jeszcze nie zrobilam. Przymierzam sie na poniedzialek po BN, bo Wspanialy ma wolne wiec jak tylko pogoda dopisze, to ruszamy w swiateczny przeglad:)
    Znam ten film, o ktorym piszesz, fabula banalna, ale lubie takie lekkie swiateczne filmy:) No i obsada aktorska ma duze znaczenie.
    Ja tez nie tesknie za sniegiem:) Owszem lubie, ale tylko ten pierwszy dzien kiedy jest czysto i bialo. Pozniej robi sie brudna breja:))
    Pozdrawiam Cie rowniez serdecznie i znow przepraszam, ze tak rzadko zagladam;/ A nawet jak zagladam, to juz nie bardzo mam pomysl na komentarz i tak jest nie tylko u Ciebie niestety. Ale bedzie lepiej:)) W styczniu i lutym bede wiecej w domu i raczej unieruchomiona, wiec bede miala wiecej czasu. Przynjamniej na to licze:))

    ReplyDelete
  13. jaja mnie rozwaliły:))))))))

    w kwestii ości rozumiem Wspaniałego, nie cierpię ich, a ryby wybieram bezościowe,uh!

    też wolę zimno w sypialni, tym bardziej, ze Mauż z tych piecykowatych, czasami nawet muszę się odkryć, bo jak w saunie jest, pod cienką kołdrą (puchowe odpadają, zapach mnie wkurza i za ciepło mi).

    i radzieckie puszki,oo tak, wcale się nie dziwię,że skrzynka narzędzi była potrzebna, toż tego nijak nie idzie otworzyć!

    u nas tez pachnie śniegiem, ale na razie nie widać:)

    ReplyDelete
  14. Nie od parady w głupawych wierszykach zyczy sie ludziom ryby bez ości. Tylko co na to sama ryba? Mięso pływałoby luzem?:D

    ReplyDelete
  15. Ruska puszka nie jest dla "wsiech" tylko dla konkretnych kozaków ;) Amerykańską to sobie dziecko może otworzyć. Ruska nobilituje, hehe

    Też nie rozumiem, co się tak dziwią i kombinują z tymi ośćmi. Filetowaliby szprotki? Powodzenia :)
    A w ogóle to przypomniałaś mi bułgarski przysmak dobry do piwa. "Koprki" to się zwało chyba. A było właśnie jakąś malutką rybką a la szprotka smażoną w całości we frytkownicy po czym zapodawane z solą w papierowych tutkach - mniam :)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  16. A mnie się przypomniało jak dawno temu z siostrą próbowałysmy się dobrać do węgierskiego wina. Jęzory nam wisiały prawie do podłogi...a tu się korek urwał. Do tego nie miałysmy porządnego korkociągu i wpadłysmy na "genialny" pomysł aby za pomoca dłuta i młotka wbic ten korek do środka. Butelka miała długą szyjkę, długi korek i w czasie tej całej operacji zrobiło sie takie ciśnienie, że rozp... nam butelke na wszytkie strony swiata w siostrzanej kuchni. Wsio było z czerwonego wina łacznie z nami. I do tego jeszcze to szklo!!!
    Prawie płakałyśmy nad tym winem...

    ReplyDelete
  17. Mijka--> Nie dziwie Ci sie, ze Cie jaja rozwalily. Ja tez padam za kazdym razem, bo nie mam jaj, mimo, ze kilka razy slyszalam, ze jestem "baba z jajami", ale mimo to nie mam pojecia jak to mozna miec jaja przymarzniete do przescieradla:)))

    ReplyDelete
  18. Nivejko--> Te glupawe wierszyki to chyba pisali ludzie typu Wspanialego:))

    ReplyDelete
  19. Laki--> Masz racje, ruska puszka to jest TO. A filetowanie szprotek mnie przerasta;)) Pamietam szprotki wedzone, ktore w Polsce kupowalo sie na wage i tylko lebki odrywalam i pozeralam cala reszte:)

    ReplyDelete
  20. Megan--> Wasza przygoda z winem sprawila, ze moja puszka szprotek to male miki. Sama bym plakala nie tylko nad winem, szklem do sprzatania ale i reszta kuchni.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...