Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, February 21, 2012

Bardzo mi sie podoba

Musze, bo sie udusze:)
Bardzo mi sie podoba jak nasze dzieci wychowuja mala.
Bylismy tam wczoraj i tak sie glupio zlozylo, ze nam sie synowa rozchorowala, co prawda wczesniej i wizyty nie odwolali, ale co troche bidula z nami posiedziala to musiala isc polegiwac.
Cos z zoladkiem, a wiadomo, ze to trzeba czasem wziac na przetrwanie.
Dla malej to zupelnie nowa sytuacja, ze matka jest, ale jakby jej nie bylo. Mala dopiero za tydzien skonczy poltora roku, wiec tez wiele nie rozumie, nie ma pojecia co to znaczy, ze ktos jest chory, czy zle sie czuje.
Dodatkowo "obcy" w domu:) co tez nie jest dla dziecka zrozumiale, ze tu jakis najazd, a matka lezy w sypialni i pojawia sie tylko po to zeby znow zniknac.
Z tego tez chyba powodu wpadala w panike, jak znikal rowniez ojciec, ktory staral sie jak mogl pelnic role gospodarza, co wiazalo sie z wyjsciem na przyklad do kuchni.
Bawila sie ladnie dopoki miala w zasiegu wzroku jedno z rodzicow, jak tylko znikali oboje to zaraz robila sie podkowka i dramat wisial na wlosku.
A. wiec od czasu do czasu bral corke na reke, zeby jej pokazac, ze matka jest, nigdzie nie zginela i tylko co chwila powtarzal slowo "chora", ale to jakos malo docieralo.
Pewnie kiedys dotrze, ale niekoniecznie w trybie tak natychmiastowym. Na to potrzeba wiecej takich sytuacji i skojarzen, laczenia slow z konkretna sytuacja.
Oczywiscie najbardziej byla szczesliwa jak mogla siedziec na kolanach ojca lub matki, wtedy nawet laskawie rozsylala usmiechy i buziaki.
Coz chyba taki poltora-roczny bak jednak niewiele rozumie.
Ale byla taka scenka.
Siedzielismy wszyscy za stolem i jedli przygotowana wczesniej przez synowa lasagne (nawiasem mowiac bardzo dobra). Mala rowniez siedziala w swoim krzeselku i podzerala pelnymi garsciami, a jak juz skonczyla to musiala czyms sie zajac.
Wybor padl na mlynek do pieprzu, ktory ojciec jej podal i zaczela sie nim bawic.
Ale w zabawie oblizala ten koniec gdzie byl pieprz.
Juz zwinela buzie w podkowke, juz, juz miala plakac..
A na to matka zareagowala z zimna krwia:
-- Oblizalas pieprz, jest niedobry. Napij sie wody.
Na co mala popatrzyla i wziela swoj kubek z woda i sie napila, ale widocznie jeszcze nie splukala dobrze, bo znow patrzyla pytajaco na matke, a matka spokojnie:
-- Napij sie wiecej.
Teraz juz dziecko pilo wode az do czasu kiedy gorzki smak zniknal z buzi i zadowolona odstawila kubek.
Nie bylo przy tym paniki, ani oskarzania "po co jej dales?" po prostu zimna krew.
Pozniej siedziala ze mna na podlodze i bawilysmy sie gra planszowa. Jakies chinskie warcaby to byly z marmurowymi kulkami i okragla plansza z dolkami na kulki.
Jak jej sie juz znudzilo to zaczela wrzucac kolejno kulki do woreczka, a na koniec podniosla plansze i dala mi do zrozumienia, ze powinnam otworzyc szuflade, bo czas schowac zabawki.
Jest to moim zdaniem znak, ze dziecko sprzata po sobie, podoba mi sie:)
Po krotkiej przerwie po obiedzie byla kawa i tort.
A. dal jej maly kawalek tortu, ot tak na dwa razy do buzi, bardzo jej posmakowalo, wiec za chwile jak zjadla to znow zawolala "kek" czyli ciasto "cake".
Dal jej jeszcze jeden rowniez maly kawalek i znow chciala wiecej, ale tym razem ojciec byl nieublagalny:)
Tlumaczyl, ze juz dostala dwa kawalki i wiecej nie moze.
Sluchala cierpliwie po czym probowala go przekonac w swoim narzeczu, wstajac i podskakujac w krzeselku, pokazujac reka na lezacy na stole tort, ale znow bez wrzaskow, placzu czy innych widowiskowych argumentow.
A ojciec spokojnie tlumaczyl pokazujac na palcach, ze dostala juz dwa kawalki i wiecej nie dostanie.
Najbardziej mi sie podobalo jak w ferworze argumentacji rozlozyla rece i zawolala "mami" czyli szukala oparcia w matce.
A matka spokojnie:
-- Juz dostalas, a teraz to mozesz tylko chciec mleko i isc spac.
Na co mala klasnela dlonmi i powiedziala:
-- No way!
Wiecej sie juz nie upominala o tort:))
Jeszcze w drodze powrotnej smielismy sie ze Wspanialym, ze to typowe dziecko prawnikow, nie wrzeszczy, nie rzuca sie na ziemie tylko uzywa logicznej argumentacji.
Oby tak dalej.



Akcja sprzatania gry:)

44 comments:

  1. bo prawda jest taka, że logiczna argumentacja dziecka prawników potrafi rodzica doprowadzić do stanu kiedy ten wrzeszczy i rzuca się na ziemię ;)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, znaczy wszystko jeszcze przed nami:)))

      Delete
    2. Witaj kochana... Nie zgodzę się z Twoim zdaniem, że dzieciątko w wieku Twojej słodkiej wnuczki za bardzo nie rozumie. Rozumie BARDZO dużo! Nawet więcej niż nam się wydaje! To BARDZO BARDZO inteligentne stworzenie które właśnie teraz CHŁONIE!!!!!!! wszelkie informacje i jednocześnie próbuje coś wygospodarować dla siebie (CWANA BESTIA) Fajna ta Wnuczka, Fajni Rodzice. Mądrzy! Pozdrawiam Maleństwo :-) GEKON.

      Delete
    3. Gekon, ja wiem, ze nawet tygodniowe dziecko rozumie, ze placzem mozna uzyskac jedzenie;) dlatego nie musi sie wysilac w porze karmienia, czy tez ze placzem mozna wymusic na kims wziecie na rece.
      Natomiast nie jestem pewna, czy dziecko, ktore pierwszy raz styka sie z kims chorym rozumie roznice miedzy lezeniem ze wzgledu na zle samopoczucie a lezeniem dla lezenia.
      Tak czy inaczej wiem, ze dzieci sa cwane i w wielu przypadkach staraja sie wychowywac rodzicow i otoczenie;))

      Delete
    4. Przynjamniej jest ciekawie z takim prawniczym dyskutantem, a nie jak z nauczycielskim rozpuszczonym bachorstwem ;)
      Nieustajaco mnie to fascynuje - ludzie, ktorzy maja "rzad dusz", ucza i wychowuja czyjes dzieci, nie potrafia poradzic sobie z wlasnymi...

      Delete
    5. Owszem, potrafią. I nie miałam dużych problemów. Moje koleżanki po fachu zresztą też:)))

      Delete
    6. Czarownico, ja do konca zycia nie zapomne jak moje sasiadki pytaly dlaczego ja nie wolam z okna czy balkonu i dlaczego Potomek zawsze przychodzi bez dyskusji do domu, jak tylko po niego wychodze na podworko.
      Ale on wiedzial, ze jak matka mowi "do domu" to nie ma co dyskutowac, trzeba isc do domu.
      Pamietam kanapki zjezdzajace na sznurkach z nizszych pieter, bo nie mozna sie bylo dowolac potomstwa na jedzenie w domu:) Nie zapomne jak sie kiedys taka kanapka rozwalila w czasie podrozy do rak dziecka i mamusia zawolala z okna "kurwa mowilam, ze jedzenie jest w domu! zapierdalaj na gore, ale juz".

      Delete
    7. No wlasnie, o konsekwencje najtrudniej.

      Wrzaski z okien i balkonow to jeszcze jak przez mgle pamietam, ale kanapki na sznurkach?
      Na to bym nie wpadla - to bylo w Polsce, czy juz w NYC?

      Delete
    8. Czarownico, kanapki na sznurkach zjezdzaly w Polsce:) Mieszkalam w 10piertowym bloku i z tych nizszych pieter zawsze zwisaly matki z okien i nawolywaly. Wiadomo, ze dzieci nie chca przyjsc do domu, kombinuja, ze nie glodne itd. Wtedy matka pakowala kanapke w papier, na sznurek i spuszczala z okna. Takie paczki widzialam zjezdzajace nawet z trzeciego pietra. W USA nawet jak mieszkalam na osiedlu miejskim, to nigdy nie widzialam wolajacych z okien matek, ale tez tutaj nie wypuszcza sie dzieci samych, wiec nie ma potrzeby:))

      Delete
  2. Są super :))) Byle tylko dla świętego spokoju nie stracili konsekwencji :)))) Podoba mi się ich solidarnośc w decyzjach
    pozdrawiam Ewa(http://kobieta-tez-czlowiek.blog.onet.pl/)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kati, nie wiem czy juz zawsze tak bedzie, bo tego nie da sie przewidziec;) Ale jak narazie to sama jestem pelna podziwu. Mala nic nie sciaga, nie zrzuca, nie otwiera zadnych szafek i nic z nich nie wyciaga.
      Mam wrazenie, ze zarowno rodzice jak i niania maja bardzo dobre porozumienie w kwesti co wolno a czego nie.

      Delete
  3. Tylko niech teraz dziadkowie nie wezmą się za rozpieszczanie :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie sadze. Z tego co wiem to i ojciec i matka byli wychowani konsekwentnie i madrze, wiec raczej dziadkom nie powinno odbijac;) Zreszta dziadkowie sie nie zajmuja mala. Na pewno odwiedzaja czesciej niz my, ale to jest pod kontrola rodzicow. Ja sama jak ona wczoraj tak rozkladala rece i tlumaczyla, ze przeciez jeszcze jeden kawalek ciasta moze zjesc, to wolalam nie patrzec, bo mi jej bylo zal i jednoczesnie smiac mi sie chcialo.

      Delete
  4. No wyjątkowy szkrab.
    Zadziwia mnie tylko jedno, że dziewczynka ma....bose nóżki, będąc całkiem szczelnie ubraną....aż mnie ciarki przeszły;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. W USA, a i na zachodzie Europy, dzieci sie nie przegrzewa tak jak w Polsce.
      Jak sobie przypomne te wszystkie bety, kolderki rozki, brrrr... nic dziwnego, ze byle powiew i zaraz chore.

      Delete
    2. Zante, tak jak napisala Czarownica, tutaj sie dzieci nie przegrzewa i dodatkowo ich mieszkanie jest calkiem cieple, ocenilabym tak na 22C.
      Ta sukienka i legginsy tez sa bardzo cienkie, tyle ze rekaw dlugi. Zreszta zaczela goscine w skarpetach, ale je zdjela, wiec chyba bylo jej cieplo.

      Delete
  5. dobrze, że nie zatarła oczka, bo bez płaczu by się pewnie nie obyło, ale to też byłaby dla niej nauka, a o to przecież chodzi, by poznawać, próbować i wiedzieć. Próbować można i trzeba, i właśnie pod okiem dorosłego.
    Czasem słyszę, jak do dzieci rodzice/dziadkowie mówią nie po ludzku, lecz seplenią/zmiękczają, dźwięki znane tylko im artykułują - z wielką krzywdą dla dziecka.
    Fajna dziewczyneczka:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iva, z okiem na pewno bylby wiekszy problem, bo juz potrzebna bylaby interwencja jednego z rodzicow. Ale to tak fajnie wyglada, jak ona szuka pomocy, a dostaje instrukcje jak sobie samej pomoc;)) Do tego ma bardzo powazna mine jak slucha. I nie, nikt nie mowi do niej zadnym ciupcianym jezykiem. Tez nie lubie jak ludzie tak zdrabniaja i zmiekczaja.

      Delete
    2. a jakie Ty masz przepiękne, długie włosy!

      Delete
    3. Iva, no urosly nie wiadomo kiedy:)

      Delete
  6. Dziewczynka naprawde swietna.Gratulacje dla rodzicow i szacun dla zdrowego rozsadku:))
    Denerwuja mnie rodzice,ktorzy ciumciaja,dziumdziaja,ziuniuniaja,do dziecka zamiast najnormalniej w siecie rozmawiac:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, ja tez jestem uczulona na takie cipcianie:))) Potem wyrasta taki osobnik i mowi pieniazki i trumienka:))

      Delete
  7. Chciałbym usłyszeć, jak takie małe dziecko woła NO WAY!

    ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bosy, ona dobrze wie co mowi:) Robi to z taka przekora i zawadiacka mina i tylko ten przyklask dloni na podkreslenie waznosci stwierdzenia. Fajnie to wyglada;)

      Delete
  8. brawa dla rodziców:)
    mnie denerwuje jak dziecko dostaje sprzeczne sygnały np. jedno z rodziców "nie pozwala na coś" a drugie wymięka...
    dzieci są bystre i szybciutko wypracowują sobie swoje własne techniki manipulacji, wiadomo: mama się wstydzi to narobię krzyku, padnę na ziemię i osiągnę/dostanę co chcę:DDDD a potem już leci lawina:)))
    niestety nie mam dzieci, ale wiem, że starałabym się wychowywać je podobnie jak Twoi bliscy:D
    Pozdrawiam serdecznie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sydonio, tez mysle, ze nie ma gorszej rzeczy na oslabienie wizerunku rodzica niz sprzeczne sygnaly:)

      Delete
  9. A ja zupełnie z innej bajki: wiewióra w nagłówku cudna jest :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiewiora jest z ubieglego roku, bo w tym roku sniegu ani grama poki co...

      Delete
    2. I ja też o wiewiórce- taka płowa, czy... A dziewczynka jest przeurocza. Podoba mi się jej skupienie na buzi. Rodzice mądrzy są- wspólnym frontem, to i skutki wychowawcze pozytywne.

      Delete
    3. Jaskolko, u nas sa takie szare wiewiorki, nie mamy rudych:) na poczatku nie moglam sie przyzwyczaic, a teraz to juz normalne. Czasem spotyka sie tez czarne, ale rzadko.

      Delete
  10. mnie też koleżanka wkurzała jak do swojego synka mówiła "titit brum brum dada " co miało znaczyć pojedziemy autem do domu :D:D:D
    ja uczyłam Kubę normalnej mowy i nigdy nie obiecywałam czegoś czego spełnić nie chciałam bądź nie mogłam zawsze tłumacząc swoja decyzję i przyznam szczerze to było bardzo trafne rozwiązanie choć ta sama koleżanka twierdziła że źle robię traktując 2 latka jak dorosłego ale teraz moje relacje z Kubą wyglądają pozytywnie a jej z dziećmi nie koniecznie
    wiem że to brzmi jak przechwałki ale trafił mi się "niecodzienny okaz dziecka " w sumie ma juz 15 lat nie przechodził żadnego buntu 2 ,3 ,4 latka o których czytam ba ( tu trzeba odpukać ) nie widzę buntu nastolatka i myślę że to właśnie dlatego ze traktowałam go po partnersku :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ja tez traktowalam mojego syna jak normalnego czlonka rodziny, a nie kogos o kim sie decyduje bez jego udzialu:) Do dzis mamy doskonale porozumienie.

      Delete
  11. Z tego co pamiętam, u mnie też tak było - jak Mama powiedziała "nie", to Tata podtrzymywał decyzję i odwrotnie. Nie było więc jakiegoś biegania od jednego do drugiego, żeby coś wymusić. Super, że Mała jest tak wychowywana. Tylko nie mogę uwierzyć, patrząc na nią, że skończy dopiero półtora roku, duża z niej dziewczynka:-)Ach, no i jeszcze tort z poprzedniego posta - mniam, bajeczny!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, a u mnie bylo zawsze "zapytaj mame" a za chwile "zapytaj tate". I tak sie chodzilo z tym pytaniem od jednego do drugiego, a jak mialam z 10 lat to juz mi krazylo po glowie, ze moi rodzice nie potrafia podjac glupiej decyzji samodzielnie;)
      Co do malej, to ona na zdjeciu wyglada "duza" w rzeczywistosci jest zupelnie przecietna i miesci sie w "ramkach":))
      Przepis na tort juz wstawilam na Gotuje bo Musze, wiec jakby co, to polecam;)

      Delete
  12. no i mnie się podoba:))))))

    i moje też latały boso, w domu około 20 stopni, po wizytach u rodziny z tendencjami do przegrzewania zaraz był katar i inne takie... a pierwszy spacer trzytygodniowa Polka odbyła przy minus dziesięć, i to nie w wózku, a w "torbie" i żyje:),Zuza miała lepiej, bo minus dwadzieścia,jakoś mi to nie robiło...ale kiedyś zamarłam przed sklepem, upalny maj wtedy panował, Polka rozebrana, gołe nogi na wierzchu, a tam w wózku dziewczynka w przepięknej wełnianej sukienusi, pod kocykiem, aż blada z przegrzania...
    mnie się od patrzenia słabo zrobiło..
    a no i na chrzciny Zuza też przybyła z gołymi nóżkami, obok dzieci w atłasach, omatko...

    ale my jakieś dziwne som, o:),aktualnie przykręcamy kaloryfery na 2, bo za gorąco:)

    tort pięęęęękny, to tak w kwestii poprzedniej notki:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mijka, ja tez nie przegrzewalam i to ponad 30 lat temu:) Pamietam jak moja mama zawsze mowia, ze zima to wstyd z tym dzieckiem (moim znaczy sie) wyjsc, bo wyglada jakby nie mial ubrania. Zawsze odpowiadalam, ze to nie moja wina, ze inne dzieci nie maja szafy i musza wszystko nosic na sobie:)) Nigdy nie chorowal, mimo, ze wychowany w zlobku i przedszkolu.

      Delete
  13. Hmmm... teraz to tylko czekać na pierwszy pozew małej :)

    ReplyDelete
  14. Oj, pozazdrościć. Moja wnuczka ma tysiąc zabawek i żadną się nie bawi dłużej niż pól sekundy, robi co chce i nie zwraca na nic uwagi. A ja, jako zaoczna babcia nie mam nic do gadania i siedzę cicho... Serce mi pęka, bo dziewczynka jest mądra, ale rozpuszczona jak dziadowski bicz.
    Czytam Twój blog od dawna, teraz dotarło do mnie, że jesteśmy rówieśniczkami :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...