Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, February 20, 2012

Ja i moj naukowiec

Jak wiecie, lub nie wiecie, w tym drugim przypadku wlasnie sie dowiecie:) moj maz, zwany Wspanialym jest naukowcem.
Mundre toto jak niewiemco, ma aze dwa doktoraty;  jeden z mikrobiologii i drugi z genetyki.
To powyzej bylo w kwestii formalnej.
Ja natomiast jestem zupelnym przeciwienstwem Wspanialego, czyli umysl zupelnie nieokrzesany, kierujacy sie glownie intuicja. Generalnie rzecz biorac ja robie wszystko polebkach, Wspanialy do wszystkiego podchodzi naukowo.
Jak wytrzymujemy ze soba?
Tego nikt nie wie, ale tez ja na pewno nie bede tego analizowac, jesli juz, to zostawie te prace naukowcowi.
Jak juz pisalam, tydzien temu byly urodziny Wspanialego, ktore tym razem dziwnie rozeszly sie po kosciach, glownie z powodu mojej operacji.
Zapowiedzialam juz w swieta dzieciom, ze ja w tym roku nie przewiduje stania w kuchni z okazji urodzin ojca, wiec owszem sa zaproszeni, ale na obiad bedzie pizza zamowiona z dostawa do domu, a na deser tort z piekarni. Przyjeli do wiadomosci a ja uznalam to za akceptacje mojego planu.
Natomiast tydzien przed urodzinami zadzwonil A. i powiedzial, ze on i jego zona wymyslili, ze skoro ja nie moge gotowac, to dlaczego oni nie mieliby przejac paleczki.
Pomysl bardzo nam sie spodobal, tym bardziej, ze ciagle jeszcze nie widzielismy nowego mieszkania mlodych. No ale, nic w tej rodzinie nie moze byc proste, wiec okazalo sie, ze zwolanie wszystkich razem w ubiegly weekend bylo niewykonalne i tym sposobem na urodzinowy obiad jestesmy zaproszeni dzis.
Tydzien wczesniej czy tydzien pozniej jak sie ma 64 lata to juz nie robi roznicy.
Wspanialy zgodny czlek, za moim potwierdzeniem przyklepal zaproszenie.
A ja wymyslilam, ze wobec powyzszego moge przeciez upiec jakies ciasto, czy nawet tort.
Ten ostatni (moj) pomysl spotkal sie z entuzjastycznym przyjeciem mlodych.
A ja juz mialam upatrzony tort, ktory chcialm upiec tylko nie bardzo wiedzialam na jaka okazje, teraz nareszcie mialam okazje i tylko nalezalo sie rozpatrzec w sytuacji jak tego dokonac.
Glowny problem z tym konkretnym tortem polegal na tym, ze sklada sie on z dwoch pieczonych w osobnych formach plackow tej samej wielkosci.
Form i foremek do pieczenia mam od licha, ale kazda innego rozmiaru.
W srode wracajac od doktora przechodzilam wlasnie obok Williams Sonoma, kiedy przypomnialam sobie, ze powinnam kupic forme do pieczenia o rozmiarze jednej z moich tortownic.
Wlazlam do sklepu i zaczelam kombinowac "na oko" jaki tez rozmiar maja moje tortownice. Patrzylam na te rozne rozmiary form i tortownic i im wiecej patrzylam, tym mniej wiedzialam zwlaszcza w tych mniejszych rozmiarach. Intuicyjnie wykombinowalam, ze na pewno moja najwieksza tortownica ma 10 cali, co do dwoch mniejszych nie bylam pewna, wiec postanowilam kupic zwykla forme 10-calowa.
I tak tez zrobilam.
Juz wracajac w srode z pracy Wspanialy zapytal:
-- A co masz w tej torbie z Williams Sonoma?
-- Forme do pieczenia ciasta.
-- Ooo nastepna forme? Dlaczego? Czy masz ich za malo? - i szybko dodal - I tak sie nie mieszcza w szafce.
Zignorowalam te uwage i tylko wzrokiem "delikatnie" przypomnialam mu wczesniej dana obietnice, ze ktores kolejne pytanie zaczynajace sie od "dlaczego?" moze sie okazac dla niego smiertelnym.
W domu sprawdzilam, owszem forma jest dokladnie tego samego wymiaru co tortownica i juz moglam spac spokojnie.
Do wczoraj.
Bo wczoraj zabralam sie za pieczenie tortu. I sie okazalo, ze przepis jest przystosowany do formy o srednicy 9 cali a nie 10. Dziewieciocalowa tortownice tez posiadam, ale nie mam 9-calowej drugiej formy.
No coz, trzeba kombinowac, a ze kombinator ze mnie niezly to wykumkalam sobie, ze jak zrobie ciasto z poltorej porcji jaka przewiduje przepis to owszem placki beda troche grubsze, ale oglonie powinno byc dobrze. Siadlam wiec nad wydrukowana kartka papieru z przepisem i zaczelam zmieniac ilosci poszczegolnych skladnikow kiedy do kuchni wszedl Wspanialy.
Wiecie, ze takie zajecie nie moze umknac spostrzegawczosci naukowca?
To tez nie umknelo.
-- Co robisz?
-- Przystosowuje ilosci skladnikow do wielkosci formy - wolalam odpowiedziec, bo przeciez nie dalby sie zbyc milczeniem.
-- A dlaczego? Przeciez kupilas forme.
-- Ale przepis jest na 9 cali, a ja kupilam forme 10-calowa.
Poszedl grzebac w szafce z formami do pieczenia i po chwili wrocil z 9-calowa tortownica w rece.
-- Masz przeciez 9-calowa.
-- Kochanie Ameryki nie odkryles, wiem, ze mam, ale jak kupowalam to nie wiedzialam i na wszelki wypadek kupilam 10-calowa bo taka wiedzialam, ze mam na pewno. Jasne?
-- Nie bardzo. Nie rozumiem dlaczego nie sprawdzilas przepisu zanim poszlas kupic forme.
Kryste, juz bylam prawie pewna, ze to jest to fatalne "dlaczego?" ale sie w pore opamietalam, ze pieczenie tortu jest przyjemniejszym zajeciem niz przygotowywanie pogrzebu, wiec sie dyplomatycznie nie odezwalam.
Stanal nade mna jak diabel nad dobra dusza i patrzyl co robie.
-- Ale po co zwiekszasz ilosc skladnikow o 50% jesli tortownica jest wieksza o tylko 10%?
Zabije, jak mi buk mily, zabije - pomyslalam.
A glosno powiedzialam:
-- Bo tak latwiej.
-- A co bedzie jak sie nie uda?
Dalam mu te kartke papieru i powiedzialam:
-- Prosze bardzo, zwieksz o 10% - i wyszlam z kuchni.
Walnelam sie w sypialni na wyrko i zaczelam ogladac telewizje.
Po pol godzinie Wspanialy przyszedl i z duma podal mi kartke z wyliczeniami jakie poczynil.
Popatrzylam na to i zbladlam. Jakies mu kurwa mac dziesietne i setne ulamki powychodzily!!!
Jak zobaczylam 5 i 1/5 jajka to zwatpilam i myslalam ze spadne z lozka ze smiechu, ale 1/16 malej lyzeczki kawy mnie dobila!!
-- Skarbie, wiesz co? Ty sobie moze wyjdz po jakies zakupy, albo pobawic sie z dziecmi na boisku, moze pogadac z sasiadami, a ja w tym czasie upieke ten tort.
-- Ale dlaczego? Masz dokladnie zwiekszone ilosci o 10% - powiedzial zdziwiony i z tak glupia mina, ze az mi go bylo szkoda.
-- OK to w takim razie moze mi jeszcze odmierzysz te skladniki skoro wyliczenie Ci tak latwo poszlo, chcialabym widziec jak dzielisz surowe jajko na piec czesci i jak odmierzasz te 1/16 lyzeczke kawy.
W tym momencie dotarlo, bo naukowiec ma to do siebie, ze wie jak wyliczyc, zaplanowac, doradzic, znalezc rozwiazanie, ale jak wprowadzic to wszystko w zycie to juz sprawa wykonawcy.
Chyba teraz rozumiecie dlaczego nie moge sie doczekac emerytury?:))
I juz mu nawet obiecalam, ze wtedy go nareszcie otruje;)
A swoja droga, to tort wyszedl taki super, ze nawet przeszedl moje wlasne oczekiwania.
Az w nocy wstalam i pomaszerowalam do lodowki zeby go zobaczyc.
-- Noz piekny jestes, querwa i mam nadzieje, ze tak samo smakujesz jak wygladasz - powiedzialam do otwartej lodowki i szybko zamknelam drzwi, zeby mi nie przyszlo do glowy sprobowac.

Zdjecie tortu, dla tych z mala wyobraznia:)

77 comments:

  1. Ha ha ha! 1/5 jajka!:-)))) Coś specjalnie dla mojego Żółwia, bo jak on wyławia te skrętki białkowe z jajek, to może i w trakcie tej operacji oblicza, jaka to część całości!;-) Cudaczny ten Twój Wspaniały! I dlatego taki wspaniały!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, 20 lat temu takiego Wspanialego zabilabym widelcem:)) Teraz nauczylam sie, ze nalezy zejsc z drogi i oddelegowac wszystkie upierdliwe zajecia domowe wlasnie jemu:))
      Przeciez wiadomo, ze on zrobi lepiej i dokladniej.

      Delete
    2. Tez wylawiam sznury bialkowe, bo mi 25 lat temu kumpel z akademika sprzedal swoja fobie kazac pousuwac "kogucia sperme". I co z tego, ze wiem ze to nie to - od tamtej pory wylawiam :)

      Delete
    3. Ha ha ha ! No to jest Was więcej!;-)

      Delete
    4. No jest - fobie puscilam dalej ;)))

      Delete
  2. No i tu jest najlepszy przyklad, ze przeciwienstwa sie przyciagaja:)))
    Nasz kot przez moje zakupy "na oko" ma trzy za male koszyki do spania:)Moj R z zawodu informatyk, z charakteru bardzo dokladny informatyk- ma to dobre strony, bo jak juz sie za cos zabierze, to jest to precyzyjnie precyzyjne:) To prawda, z Marsa oni sa...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casablanca, dokladnie tak:) Przeciwienstwa przyciagaja, tylko trzeba umiec zaakceptowac, ze ta druga osoba jest inna. Jakos nam sie to udaje, jak do tej pory:))

      Delete
  3. Star, znam ten bol:)))) Moj p. tez inzynier matematyk (z wksztalcenia) w kuchni liczy przelicza, wyzsza szkola jazdy:)))))
    A ja wszystko na tzw. "oko" i tez jet ok:))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, ale wazne, zeby dac sie im wykazac. Ja zawsze z gory wiem, ze ta jego metoda nie zadziala, ale po cholere mam sie klocic?:))
      Niech sobie chlop popracuje, ja poczekam, w koncu nigdzie mi sie nie spieszy, a potem i tak wychodzi na moje;))
      Zaczynam byc cierpliwa, a to wyjatkowo w moim przypadku objaw starosci;)

      Delete
  4. Mój na szczęście się nie wpiernicza do pieczenia i gotowania bo wie czym by się to skończyło....pierdyknęłabym wszystkim i poszła sobie...(ale zaciukanie widelcem dobry pomysł...)
    A tak wogóle to już myślałam, że jakies zdjątko tortu cyknęłaś...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Megan, mnie sie bardzo oplaca takie jego wpierniczanie:)) Bo jak gotuje czy pieke, wystarczy, ze cos pizgne do zlewu, juz jest umyte, wystarczy, ze wspomne, ze czegos zapomnialam, juz stoi w drzwiach gotowy leciec do sklepu:)) Gdybym sie nie pozwolila wpierniczac, to pewnie trzepalabym trzepaczka, albo jakims robocikiem dla dzieci piane z bialek do tej pory, a tak siadl i zamowil mi profesjonalny Kitchen Aid, zebym sie nie meczyla;)) Jak widzi, ze ja urzeduje w kuchni to jest zawsze gotowy do pomocy.
      No i jak ja upichce cos to juz jest wydarzenie tygodnia:))
      A ze sobie przy tym pogada? No coz, a o czym mialabym pisac te notki na blogu? Nudne zycie starego malzenstwa, on w kapciach przed telewizorem, ona w kuchni:)))
      Zdjecie tortu razem z przepisem bedzie na Gotuje bo musze, ale jeszcze nie wiem kiedy;) Postaram sie w miare szybko.

      Delete
    2. Tort piękny!!! a te malinki mniam, mniam pycha! Ja też bez mojego Kitchena Aid nie wyobrażam sobie życia - masę czynności to to robi za mnie łącznie z ciastem na pierogi jak mi się czasem zachce robić.

      Delete
  5. Wyższa matematyka w kuchni się raczej nie sprawdza ;)))
    Ale Wspaniały perfekcyjnie podszedł do zadania, ojj, perfekcyjnie :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, Ty wiesz i ja wiem, wiekszosc kobiet wie, ale im trzeba pozwolic sie pobawic;)
      On jest taki perfekcjonista nie tylko w kuchni. Do konca zycia nie zapomne jak stal 10 minut z obrazem przy scianie i czekal, az ja zaakceptuje czy na pewno w tym miejscu bedzie dobrze:)) A moze dwa centymetry w lewo? A moze troche wyzej? A jestes pewna, czy nie za nisko? Bo wiesz jak cos postawisz na tym stoliku, to zeby nie kolidowalo...
      Ja bym zlapala mlotek wpierniczyla gwozdz i dopiero potem sie martwila czy sie obraz zmiesci. A jakby sie nie zmiescil to powiesialbym inny:)))

      Delete
    2. Ujmuje mnie w Waszym życiu to, jak Wspaniały liczy się z Twoim zdaniem, jak mu zależy na tym, żebyś była zadowolona :)))

      Delete
    3. Granato, to juz taka natura, on jest z gatunku tych co to chca wszystkich uszczesliwic, bardziej dawca niz biorca i lubi robic przyjemnosc innym. Wszyscy mezczyzni w tej rodzinie sa tacy.

      Delete
  6. Ponieważ właśnie niedawno byłam na szkoleniu powiem: on jest bóbr, a Ty wydra:D
    Rozumiem, że parę lat temu byś utłukła. Oj, jak rozumiem:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justm, czy ja moge prosic wiecej o tym bobrze i wydrze? Bo ja lubie takie rzeczy, gdzie tego szukac? Jakis link?
      Milo mi, ze rozumiesz:))
      A na dowod, ze tak by bylo, mam dwa rozwody:))
      Nie utluklam, ale puscilam wolno;)

      Delete
    2. nie znalazłam linka, który jasno to definiuje "po zwierzętach". generalnie odnosi się to do typów wg Junga. choleryk, malnacholik, sangwinik, flegmatyk. wg typologii stosowanej na szkoleniach pracowych (pewnie dla ubarwienia:) bobrem jest flegmatyk, a wydra sangwinikiem. lew to choleryk, a seter - melancholik. przy czym głownie są typy mieszane. ale też melancholik wymieszany z cholerykiem nie istnieje, takoż flegmatyk z sangwinikiem. bo są przeciwstawne.
      może to:
      http://onepress.pl/pliki/Osobowosc_a_praca.pdf
      a propos puszczania wolno, to swiadoma swych cech puszczam wolno siebie. w sumie nic mi ci biedni faceci nie zrobili;-)

      Delete
    3. Dzieki Justm, przejrze sobie ten link jak wroce z pracy.
      Mnie tez moi byli faceci nic zlego nie zrobili;) Wrecz przeciwnie w tym wszystkim uwazam, ze bardzo wiele im zawdzieczam. W koncu gdyby nie oni, nie bylabym kim jestem i nie byloby Wspanialego.

      Delete
  7. Dla Wspanialego to ponizej, bedzie zachwycony;)

    http://images.springer.com/covers/978-3-540-67466-5.tif

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownico, o tak:) Moze mu wydrukuje i powiesze na lodowce:))

      Delete
    2. No nie wiem, sprzet do molecular cooking jest dosc drogi, Wspanialy sie rozochoci i zacznie te wszystkie fikusne termometry i inne gadzety kupowac i co? Wpierniczysz mi wtedy ;)

      Delete
    3. Eee tam, wpiernicze;) Jak bedzie kupowal, to przeciez za swoje pieniadze nie moje;))

      Delete
    4. Ale te swoje pieniadze moglby wydac na Ciebie, a nie na urzadzanie kuchni :)
      O, nowe zdjecie masz - fajne :)

      Delete
    5. Moglby czarownico:) Z tym, ze jesli mam byc szczera, to ja wole swoje pieniadze wydac na siebie, a niech on wydaje na sprzety kuchenne:)

      Delete
  8. A gdzie zdjecie tego przystojnego tortu???
    Bo moja wyobraznia pracuje tylko na 90,16%:))))))

    ReplyDelete
  9. Moj kuziwa naukowcem nie jest a wpierdziela mi sie miedzy wodke i zakaske:))O dokladnosci nie wspomne:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Juz dodalam zdjecie, a teraz lece, bo juz nade mna wisi, ze czas wychodzic:))

      Delete
    2. This comment has been removed by the author.

      Delete
    3. Dzieki Stardust,teraz zwijam moj jezyk i uzbrajam sie w cierpliwosc czekajac na przepis:))))Tort musi smakowac tak jak wyglada...a wyglada uuummmmniam,apetycznie:)))

      No widzisz!!!jak dziala na mnie samo zdjecie tortu...pierwsza notke zamiast opublikowac nacisnelam delete:))))

      Delete
    4. Maga, tymczasowo wstawilam przepis na ciasto z gruszkami, co by sie Piekny nie rozchorowal od nadmiaru gruszek:))

      Delete
  10. ahahaha, ja przy takich eksperymentach mam problem czy jak jest 5 jaj to połowa to 2 czy 3, a tu 1/5 :D

    Genialne. Ale genialniejsze, że oboje nie dość, że wytrzymujecie, to potraficie się traktować z humorem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, na szczescie oboje mamy poczucie humoru i potrafimy sie smiac z siebie. Ale, bez tego nie byloby nas:) Poczucie humoru to najwazniejsza cecha jakiej poszukiwalam w ewentualnym partnerze.

      Delete
  11. hi hi hi hi, ale mnie rozbawiłaś tymi wyliczeniami Wspaniałego, dobre! 1,5 jajka! Wspaniałego by chyba nerwica wzięła jakby mnie zobaczył kuchni, ja w ogóle jestem anty-matematyczna i w przepisach rozumiem tylko miary typu łyżka, łyżeczka, szklanka, ale deko czy gramm to już nie wiem... nie mam też żadnych miarek... ostatnio pytam mojego: ej ile to będzie 20 deko masła? a ten mi na to: no kostka ma 200 gram to sobie wylicz... tja... se wyliczyłam...
    a tak jeszcze a propos różnych wyliczeń to mi się przypomniało, jak parę dni temu moja szefowa ustalała cele na nowy rok dla lektorów i wyszło jej z wyliczeń, że cel na piątkę to mieć 5,5 ucznia w grupie :-) powiedziałam, że jednemu mojemu w takim razie łeb odrąbię razem z kawałkiem tułowia (mam obecnie ich sześcioro) i tak na tym wiele IQ nie straci ;-)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, a teraz wyobraz sobie, ze czesc przepisow z jakich korzystam jest w systemie metrycznym, ale wiekszosc jednak w tutejszym, czyli uncje itp.
      W rezultacie naprawde wole lyzki, szklanki i szczypty:))
      Problem w tym, ze juz sie nie raz przekonalam, ze w polskich przepisach szklanka nie zawsze jest szklanka:))
      Mam wage, ktora na szczescie wskazuje zarowno gramy jak uncje, mam tez miarki do odmierzania tak szklanek jak lyzek i lyzeczek:))
      Z tymi uczniami w grupie to tez szefowa miala naukowe podejscie:))

      Delete
  12. No i siem rozminęła teoria z praktyką. Eeee tam, ja jestem naukowcem, a robię dokładnie tak, jak Ty- "na oko". A J. nie jest naukowcem i dwa razy sprawdzi, czy pasuje...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, to moze to jest wina chromosomu Y? ;)

      Delete
    2. Sama nie wiem. Ja jestem w miarę dokładna, ale piekę, gotuję " tak na oko". W dodatku mam bardzo dobra orientacje przestrzenną. Kiedy J. komuś tłumaczy jak dojść czy dojechać, lub gdzie się coś znajduje- wychodzę. Dwa razy dłużej tłumaczy i 10 razy zawilej :)

      Delete
    3. Wyglada na to, ze to jednak ten chromosom:) Bo Wspanialy tez tak zawile tlumaczy;) Jak gdzies jedziemy, to ja robie wydruk z trasy. Jak kiedys zrobil to nawet nie potrafilam tego odczytac:)))

      Delete
  13. Dzielenie jajek przy dopasowywaniu (zmniejszaniu) porcji nieodmiennie mnie śmieszy. A rozdzielanie białek od żółtek brzydzi. Potem jest już wszystko z górki.
    A Ty ze Wspaniałym jesteście najlepszym przykładem przyciągania się przeciwieństw.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, jakby sie czlowiek uparl to mozna podzielic jajko:) Mozna go wybic cale do miseczki, roztrzepac i wtedy podzielic:)) No ale kto by wyczynial takie cuda, zwlaszcza dla uzyskania 1/5 jajka;)
      Nie mam problemu z oddzielaniem zoltek od bialek, jakos nigdy nie mysle, ze to moze byc obrzydliwe. Chociaz teraz jak o tym napisalas, to owszem przyjemne to nie jest;)

      Delete
  14. Naukowcy czasem bywają tacy...oderwani od rzeczywistości... ;P
    Przy 5 i 1/5 jajka oplułam monitor :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Antares, tak to jest ze scislymi umyslami, czesto bywaja za ciasne;))

      Delete
  15. hehehe, z mala czy duza, tez bym chodzila go sobie w nocy poogladac:)
    Tylko ciekawe, czy cos by do rana zostalo...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casablanca, tylko raz wstalam i szybko zamknelam lodowke;))

      Delete
  16. Nie wiem czy bym dała radę się oprzeć - no piękny ten tort!!, sama od lat wyławiam "sznurki" z rozbitych jajek, obrzydliwe toto, umysłu ścisłego nie mam, i też większość rzeczy w kuchni robie "na oko" i wychodzi! ba szkołę w tym kierunku nawet udało mi się skończyć 20 lat temu.
    Uśmiałam się czytając jak Wspaniały Naukowiec odliczał i przeliczał jajka :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kachna, to Ty jestes fachowiec!!! Ja samouk, ale tez mi jakos idzie;) Tych sznurkow, o ktorych piszecie nigdy nie usuwam, nie mysle o tym po prostu;)) Jajko to jajko i tyle;)

      Delete
  17. Replies
    1. Jaskolko i byl naprawde dobry, ciezki, mocno czekoladowy i maliny bardzo ladnie przelamaly te czekoladowa ciezkosc. Zreszta ja zawsze zmniejszam ilosc cukru.
      Ale jeden maly kawalek to wszystko co mozna zjesc.

      Delete
  18. Mam dużą wyobraźnię , więc nawet zapach poczułam;-)))))
    W miarę jak czytałam Twoją notkę to już miałam nadzieję, że Wspaniały postawił sobie za punkt honoru by Ci udowodnić, że jajko da się podzielić na piąte części....czuję rozczarowanie;-))) Ale tort piękny nad wyraz. Ja potrafię tylko murzynka upiec (teraz to szczególnie popularne ciasto w Polsce;-))))), więc takie konstrukcje, jak Twój tort, wywołują we mnie zachwyt

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, tez sie poczulam troche rozczarowana;) Bo jak pisalam wyzej, jajko mozna rozbeltac w pojemniku i podzielic, ale nie bede go tego uczyc, dla wlasnego dobra;) Ja lubie piec, ale nie lubie piec tych samych ciast po raz drugi, wiec musi byc cos nowego.
      A ten tort jest w sumie bardzo latwy w obsludze, wiec jak bedzie juz przepis to polecam:))

      Delete
    2. Że da się podzielić rozbełtane jajko to wiemy. Tylko ja liczyłam na to, że skoro piszesz o tym, to metoda, jaką wybrał Wspaniały będzie...........no wyjątkowa będzie;-))))))))))))))))

      Delete
    3. Hahaha, zante ja tez sie tej wyjatkowosci jego metody boje:))))

      Delete
  19. Moja wyobraznia szwankuje, mogę prosić kawałek? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, chetnie, gdyby nie ta kaluza miedzy nami:)

      Delete
  20. W calach czy nie, wygląda bardzo apetycznie :)

    ReplyDelete
  21. zazdraszczam... i podziwiam, zarowno talentow kulinarnych , jak i w zakresie "human relationship" . ale moze to z wiekiem przychodzi ( nie, zebym wytykala, czy cus ;-)? ja kiedys potrafilam drzwiami trzasnac, rzucic torebka cukru o podloge ( akurat to zdarzenie zapamietalam, bo bylo na oczach tesciowej, szwagra, szwagierki i calego tlumu ludzi w mojej kuchni), wysiasc z samochodu w srodku trasy i takie tam... teraz juz mam mniej takich reakcji, ale wciaz mi duuuuzo brakuje do "stanu zen". :-D pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Demon, to w wiekszosci sprawa wieku. Ja mam za soba dwa rozwody poprzedzone roznymi akcjami pokazowymi:)) A z wiekiem czlowiek jakos do czlowieka dociera, ze to wszystko nie jest wazne. I zadna racja nie jest wieksza racja, nie ma o co kruszyc kopii, bo to strata energii, ktora mozna lepiej wykorzystac:))
      Mnie tez pomaga usposobienie Wspanialego, to jest czlowiek bez jednego "nerwa" nawet poklocic sie nie byloby z kim:))

      Delete
  22. Tort jak marzenie! Sama bym spróbowała, nawet jakbym potem musiała obiec całe osiedle dla stracenia kalorii! :)))
    Pięknie opisałaś to mierzenie i dodawanie, a Wspaniały ma szczęście, że impreza urodzinowa jest przyjemniejsza niż pogrzeb.
    Pozdrowienia! :)))
    iw

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, ja caly dzien nie jadlam na okolicznosc kawalka tego tortu:) A i tak mysle, ze ten jeden kawalek zawieral wartosc kaloryczna na caly dzien:))
      Ale ja uwielbiam polaczenie gorzkiej czekolady z malinami, wiec sobie ulzylam;))

      Delete
    2. Wiem, że to już nie będzie na temat, ale tak piękne masz te loki na zdjęciu, że muszę dać wyraz mojemu zachwytowi!!!
      Ależ Ci szybko urosły i jak miło popatrzeć (czy też popaczeć, jak piszą ostatnio na necie) na zadbane piękne włosy na wspaniałej kobiecie (już miałam napisać nosicielce, tfu, tfu! :)))
      Pozdrowienia!

      Delete
    3. Iw, moze byc nawet nosicielka:))) Urosly mi to fakt i teraz nie wiem co z tym dalej zrobic;))

      Delete
  23. Piękny ten tort! Czy Ty oby na pewno tak do tej lodówki zaglądając nie skubnęłaś z niego odrobinkę orzeszka tudzież malinki??? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Galopku, wyobraz sobie ze jednak nic nie skubnelam:) Sama nie wiedzialam, ze mam taka silna wole;))

      Delete
  24. Tort wyglada pychotkowo i napewno taki tez jest! Jakie szczescie, ze nie oboje jestescie naukowcami - bo inaczej tego tortu by nie bylo, albo wygladalby zupelnie inaczej.Pozdrowionka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ina, dwoje takich naukowcow, to albo juz bylby rozwod, albo jakis pogrzeb:))

      Delete
  25. Może Wspaniały chciałby poodrabiać matematykę z moim synem ? ;)))

    dwa placki pieczone po kolei w jednej formie rozumiem, że by się nie sprawdziły ? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, moze by sie nadawal do tych zadan matematycznych, tylko sie boje, ze jakby zaczal tlumaczyc potrzebe i zasadnosc takiej wiedzy Blodnynowi, to Blondas moglby uciec:)
      Nie da sie piec po kolei, to ciasto trzyma sie tylko na jajkach, a wiec nie poczeka. No i musi ostygnac w formie.
      Pewnie, ze na upartego, to moglam calosc przepisu podzielic na dwie czesci i jedna upiec wczesniej a druga po wystygnieciu pierwszej.
      Ale wiesz, wtedy mialabym pieczenie przez caly dzien i mycie sprzetu pomiedzy jednym a drugim... za duzo roboty;)

      Delete
  26. Wspaniały jest zdecydowanie zbyt wspaniały. Do tego stopnia że zaczynam podejrzewać że sobie go zmysliłaś;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, wcale Ci sie nie dziwie, ze tak myslisz:) Ja sama czasem musze sie uszczypac.

      Delete
  27. mniam mniam mniam
    czy przepis jest na Twoim kulinarnym blogu ?
    i jeszcze proszę wpisz przepis na te udka z pomarańczami
    a maliny są świeże ??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ciasto na tort dodam moze jeszcze sie uda w tym tygodniu;) Maliny sa swieze.
      A te udka to napisze Ci tutaj, bo to w sumie zaden przepis. Redukuje dzem pomaranczowy metoda podgrzewania na wolnym ogniu. Trzeba mieszac, zeby sie nie przypalil. Ja do dzemu dodaje tez troche ostrej papryki, bo lubimy taka mieszanke ostrego ze slodkim. Udka podsmazam na brazowo na bardzo rozgrzanej patelni, potem smaruje dzemem, ukladam w naczyniu do pieczenia i obkladam dodatkowo plasterkami czy czastkami pomaranczy. Pieke az sa gotowe. I to wszystko:)

      Delete
    2. faktycznie proste ;-)
      zapewne spróbuję tylko muszę upolować jakieś mało wytrawne pomarańcze bo do tej pory to udaje mi się kupić cytryny w przebraniu pomarańczy :D
      i świeże maliny w lutym ???

      Delete
    3. zmorko, u nas mozna o kazdej porze roku dostac wszystkie warzywa i owoce, sprowadzane z cieplych krjow:) Wspanialy mnie ostatnio przekupuje czeresniami, ktore ja uwielbiam.

      Delete
  28. ;) ależ się uśmiałam :) mnie się marzy ostatnio tarta z truskawkami... niestety u nas tylko mrożonki :)

    Piękny tort! Jesteście uroczy :)

    Miłego dnia!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...