Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, March 1, 2012

Trzy siostry, trzy corki (1)

Trzy siostry, byly kiedys moimi klientkami. Jedna w druga, sliczne dziewczyny, Greczynki, piekne dlugie i ciemne wlosy, szczuple ciala wrecz jak wyrzezbione, naprawde bylo na czym zawiesic oko.
Wydawaloby sie, ze dziewczyny z takim wygladem nie powinny miec zadnych problemow ze znalezieniem partnera, a nawet, ze moga tylko wskazywac palcem, tym bardziej, ze oprocz wygladu kazda miala ukonczone studia i dobre stanowiska.
Moze tylko najstarsza Elena nie byla jak to mowia Amerykanie "najjasniejsza zarowka na polce", bo jakos tak wolno i ciezko zalapywala. Nie wiem, czy to obnizona inteligencja, skutki wychowania czy moze taki temperament. Tak czy inaczej Elena potrzebowala zawsze ekstra czasu, zeby zrozumiec podstawowe zachowania i sytuacje.
A moze to zycie spowodowalo, ze Elena nie tylko zwolnila pewne procesy, ale tez sie wycofala.
Bo Elana byla rozwiedziona, co w tradycyjnie greckiej rodzinie, przy takich rodzicach, bylo skaza nie do odrobienia. Nikt nigdy nie mowil o rozwodzie, nikt nigdy nawet slowem nie wspomnial o samym malzenstwie Eleny, ale jakos tak wyszlo w czasie rozmow, ze ja sie domyslilam. Chyba nawet Elena sama kiedys cos zupelnie niechcacy wspomniala na ten temat. Ale bylo wiadomo, ze jest to temat tabu.
Jak dziewczyny zaczely do mnie przychodzic, to z czasem zaczynalam poznawac rozne tajniki ich zycia. Najbardziej barwna postacia byla Christina, srednia z urodzenia i chyba najbardziej wygadana, inteligentna i chyba nawet najladniejsza, chociaz przy urodzie wszystkich trzech ciezko bylo postawic zdecydowany werdykt.
Najmlodsza Martha byla jeszcze na studiach, a pozniej dostala stypendium na Uniwersytecie w Chicago i wyjechala. Ponoc ojciec pozegnal ja slowami:
-- Zamiast jezdzic gdzies i wiecznie sie uczyc, powinnas tu zostac i szukac meza.
Martha jednak spakowala swoje rzeczy i wyjechala.
Nigdy wiecej juz nie slyszalam nic na temat Marthy, kto wie, moze nawet znalazla meza, tylko czy aby godnego oczekiwaniom rodzicow?
Tego nie wiem i juz nie bede wiedziec.
Elena spotykala sie dlugo z mezczyzna, ktory traktowal ja wrecz strasznie, oprocz bicia facet posuwal sie do wszystkiego lacznie ze skandalicznymi scenami zazdrosci w jej miejscu pracy.
Czesto sie zalila do mnie, ze facet dzwoni o roznych porach dnia i nocy i ona musi odebrac telefon, bo jak nie odbierze, to natychmiast jest awantura. I nie bylo tlumaczenia, ze wlasnie brala prysznic, nie, musiala miec telefon tuz obok kabiny prysznica, przerwac jak zadzwonil i odebrac.
Ja oczywiscie tlumaczylam, ze powinna z nim zerwac, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, ale Elena jakos byla na te decyzje za slaba.
Dopiero jak poznalam matke, domyslilam sie dlaczego.
Otoz matka dziewczyn uwazala, ze najwiekszym osiagnieciem kobiety jest wyjsc za maz i nie wazne czy ten maz bedzie dobry, czy zly, wazne zeby byl.
Przy ktorejs okazji wrecz powiedziala:
-- Ja nie chce nic wiecej tylko sluby.
A po chwili dodala:
-- Chociaz jeden slub... i jakies wnuki.
Nie byli to bogaci ludzie, ot przyjechali do Ameryki oboje kiedy jeszcze byli dziecmi, tu sie poznali, pobrali, ciezko pracowali odkladajac kazdy grosz na "posag" dla corek. I chcieli ten posag wydac razem z corkami. Z zupelnie niezaleznych zrodel wiem, ze jak Elena wyszla za maz, to kupili jej dom, ale poniewaz malzenstwo sie rozpadlo i to bardzo szybko, to dom sprzedali. Chyba glownie dlatego, zeby sie nikt nie domyslil, ze Elena byla juz "towarem z odzysku".
I to chyba dlatego Elena godzila sie na takie traktowanie przez tego osobnika.
Sprawa nabrala zupelnie innego wymiaru jak kiedys Elena wyjechala sluzbowo na kilka dni do Las Vegas.
Oczywiscie proponowala swojemu partnerowi, ze moze z nia jechac i przy okazji beda mieli kilka dni dla siebie. Ale on sie nie zgodzil. Zazadal tylko szczegolowych informacji na temat hotelu, w ktorym miala przebywac i rowniez rozkladu zajec w ciagu dnia. Oczywiscie biedna Elena jak ciele powiedziala mu wszystko co mogla z gory wiedziec na temat przebiegu dnia pracy i podala nazwe oraz adres hotelu.
Oczywiscie facet dzwonil po kilka razy dziennie jak i w nocy, ale do telefonicznego terroru Elena byla juz przyzwyczajona.
Natomiast spotkalo ja absolutne zaskoczenie, kiedy bodajze trzeciego dnia po skonczonym dniu pracy poszla w towarzystwie wspolpracownikow (kobiet i mezczyzn) na obiad do hotelowej restauracji. W czasie tego obiadu Elena odebrala telefon trzy razy, oczywiscie dzwonil "narzeczony" z pytaniami: gdzie jest, co robi, co to za glosy slychac w tle. Naiwna Elena powiedziala jak na spowiedzi, ze jest w restauracji w towarzystwie swoich wspolpracownikow, lacznie z szefem firmy, podala rowniez nazwe restauracji, bo takie pytanie tez padlo i na tym myslala, ze sie skonczylo.
Niestety jak wychodzili z restauracji facet podszedl, zlapal ja za reke, zrobil karczemna awanture przy wszystkich wyzywajac ja od kurew. Skonczylo sie nawet na interwencji sluzb hotelowych, ale wystraszona Elena nie zlozyla skargi tylko tlumaczyla wszystko zazdroscia na tle milosci.
No coz, moze taka logika odpowiadala Elenie, ale nie jej szefowi, ktorego bylo nie bylo spotkal ogromny wstyd. Zaraz po powrocie do NYC Elena zostala wezwana "na dywanik" i szef postawil jej ultimatum, albo chce utrzymac prace, albo narzeczonego. Jak sie okazalo byl to nie pierwszy wystep towarzysza Eleny w miejscu pracy, ale ten przechylil szale tolerancji pracodawcy.
Elena po uzgodnieniu z rodzicami i za ich przyzwoleniem zerwala z niedoszlym narzeczonym
I tak to matka znow stracila nadzieje na "chociaz jeden slub", a Elena jeszcze bardziej sie wyciszyla i poddala. W koncu byla najstarsza, to ona powinna juz miec ustabilizowane zycie, a tymczasem wszystko wskazywalo na to, ze ktoras z mlodszych siostr ja ubiegnie, a najprawdopodobniej Christina.

cdn.

70 comments:

  1. no pięknie...horror.

    czekam na c.d.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Horror, to naprawde odpowiednie slowo.

      Delete
  2. Zabic takiego gada.
    Ale nie rozumiem jednego zdania:
    "No coz, moze taka logika odpowiadala Elenie, ale nie jej szefowi, ktorego bylo nie bylo spotkal ogromny wstyd."
    Jak dla mnie, to nic go nie spotkalo i wzywanie na dywanik dyskwalifikuje go totalnie.
    Mogl olac, ewentualnie mogl zaproponowac pomoc. Ale ultimatum?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kamyk, a ja sie temu szefowi nie dziwie. Nie bede pisac na podstawie tej historii calej ksiazki, wiec staram sie skrocic;) Ale ten szef tolerowal juz wiele wystapien partnera Eleny. Wystarczy, ze tolerowal jak tamten dzwonil w czasie narad, zebran i Elena MUSIALA odebrac telefon. Nie wiem jak u Was, ale tutaj nie prowadzi sie prywatnych rozmow w czasie pracy. A ona odbierala takie rozmowy nawet w czasie narad. Owszem wychodzila z tym telefonem na korytarz, ale ile mozna tolerowac, ze pracownik nie ogarnia swojego prywatnego zycia?
      A juz w tym hotelu w Vegas, to ja sie zgadzam, ze to byl ogromny wstyd dla niego. Wyobrazasz sobie jestes szefem znanej na swiecie firmy i wychodzisz z restauracji w towarzystwie 6-7 osob i nagle napada facet z karczemna awantura? Przeciez to nie Elena wezwala sluzby hotelowe do pomocy, tylko one sie same pojawily. To nie jest reklama, ktorej tego typu ludzie poszukuja. Wiec postawil jej ultimatum.
      I wiesz co? To byla najwieksza pomoc jaka Elena dostala, bo wczesniej ani matka, ani ojciec nie mieli nic przeciwko temu zwiazkowi. Dopiero jak w gre weszla mozliwosc utraty pracy, to zaczeli sie zastanawiac.
      Wczesniej nie obawiali sie o zdrowie, bezpieczenstwo, czy moze nawet zycie corki.
      Wszystko bylo tlumaczone, ze "po slubie minie".

      Delete
  3. Niestety, grecka mentalność jest porażająca. Znam małżeństwo grecko-włoskie, to dopiero jest jest radocha.Oboje mocno pod wpływem swych rodziców i coś mi się wydaje,że skończy się wszystko rozwodem.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, to nie jest moim zdaniem grecka mentalnosc. Powiedzialabym, ze to jest raczej tradycyjna mentalnosc. Corki sa po to zeby wydawac je za maz, zeby pozniej rodzily wnuki i tak ma byc. Jesli do tego jeszcze dojdzie kompleks nie posiadania syna, to jest juz od krok od tragedii, a przynajmniej tworzy sie koszmar wlasnym dzieciom.
      I dzieje sie to wszystko w imie milosci rodzicielskiej.
      Znam wiele malzenstw mieszanych narodowosciowo, religijnie i nawet rasowo i nie ma problemow, ale tez tym ludziom rodzice pozwolili zyc wedlug wlasnych upodoban i potrzeb.
      Tradycjonalisci nie toleruja potrzeb wlasnych dzieci jesli te potrzeby burza obraz tradycji.
      Bardzo duzo przybyszow z Europy ma jakis uraz na punkcie malzenstw swoich dzieci, a przynajmniej wyobrazenie, ze dziecko musi zawrzec zwiazek z osobnikiem tej samej narodowosci. Czesc potrafi sie pogodzic z prawem dziecka do wlasnego wyboru, a czesc nie.

      Delete
  4. Replies
    1. Magda, ja tez bym nie zniosla... Chociaz z drugiej strony nie wiemy, bo nie bylysmy w takiej sytuacji. Mysle, ze to zalezy od okolicznosci, od warunkow w jakich czlowiek jest wychowany. Ja mysle, ze dziewczyny od poczatku mialy swiadomosc ciezaru oczekiwan jaki na nich spoczywa.
      Szkoda tylko, ze to byly oczekiwania rodzicow, a nie ich wlasne cele i marzenia.

      Delete
    2. Szkoda, bo będą żyły życiem z wizji innych ludzi, a nie swoim własnym...

      Delete
  5. A ten typ tak po prostu dał jej spokój po zerwaniu? Aż niewiarygodne...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, nie zupelnie. Ale na szczescie typ byl rowniez Grekiem i ostateczna rozmowe z nim przeprowadzil ojciec Eleny. A to troche dziala jak mafia, wiec obylo sie bez wiekszych problemow.

      Delete
  6. Nie mogę czytać spokojnie, wszystko się we mnie buntuje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aga, wyobrazam sobie, bo jak siegne pamiecia, to ja sama bylam bardzo emocjonalnie zaangazowana w te historie. Ja sie balam o jej zycie i tlumaczylam, ze powinna z tym natychmiast skonczyc. No ale ja widocznie nie mialam sily przebicia.

      Delete
  7. Moze wywolam burze i gromy, ale takie historie zdarzaja sie nie tylko u Grekow i innych poludniowcow, znam niestety podobne z naszego rodzimego Kraju.
    Milego weekendu

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ina, juz napisalam wyzej do Anabell. Takie historie zdarzaja sie w kazdej narodowosci. To przywiazanie do tradycji i nieumiejetnosc poradzenia sobie z faktem, ze dorosle dzieci maja prawo do zycia wedlug wlasnych potrzeb i marzen. Kilka miesiecy temu zakonczyla sie nareszcie szczesliwie historia mojej jedynej polskiej klientki, ktorej matka wbijala w glowe, ze musi wyjsc za maz za Polaka. Od 5 lat dziewczyna byla w zwiazku z Polakiem, ktory nie pracowal, olewal ja ale byl Polakiem. Regularnie co rok z nim zrywala, ale za namowa matki znow wracala kiedy ten tylko skinal palcem. A slubu i tak nie bylo, ba nawet nie bylo pierscionka:)) Nareszcie dwa lata temu poznala na weselu w Kalifornii Amerykanina, ktory pochodzi z Pensylwanii i dzis sa juz zareczeni, a chlopak przeprowadzil sie juz do NYC. A pojechala na to wesele sama tylko dlatego, ze Polak nie mial pieniedzy i owszem pojechalby gdyby to ona zaplacila koszt podrozy.
      Matka jakos sie pogodzila, ale ma uraz, bo nie moze sie z przyszlym zieciem dogadac. Ale czyja to wina, ze przez ponad dwadziesicia lat zycia w Ameryce nie nauczyla sie mowic po angielsku? Na szczescie Agnieszka sie zbuntowala.
      Moze tez ma znaczenie fakt, ze w zyciu Agnieszki nie ma ojca, a matki same sa slabsze? Nie wiem, wiem, ze dobrze sie stalo.

      Delete
  8. Taaaaaaaaaaaa....hmmmmmmmm.... do d...... :(

    ReplyDelete
  9. Współczesne niewolnictwo, nie wyobrażam sobie czegoś takiego!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, rozejrzyj sie dookola. Na pewno uda Ci sie zobaczyc wiele kobiet podporzadkowanych mezczyznom, tradycji, wymaganiom opinii publicznej itp.
      Niestety takich przypadkow jest jeszcze bardzo duzo na swiecie.

      Delete
    2. Jest.I to wcale nie jest regula, ze tylko w malych miastach czy na wsi. Niewiele ma to tez wspolnego z wyksztalceniem, niestety...

      Delete
  10. Moj ulubiony temat.
    Wcale nie trzeba sie urodzic w greckiej rodzinie, zeby poddac sie takiej presji. Sasiad mojej matki skwitowal slub swojej dziewietnastoletniej corki slowami: "klopot z glowy"... I nie wazne, ze gosc mial powazne problemy alkoholowe. Wiekszosc moich kolezanek ze szkoly podstawowej i sredniej pobralo sie zaraz po szkole, czesc z milosci pewnie, ale duza czesc "bo jak nie znajde nikogo lepszego..." Stereotyp, ze kobieta powinna szybko znalezc meza, a mezczyzna, powiedzmy...powinien "zdobywac doswiadczenie", caly czas pokutuje w naszej swiadomosci i wszystko zalezy w jakiej rodzinie bylysmy wychowane.
    Taka historia mogla zdarzyc sie wszedzie na swiecie. Jezeli mloda kobieta spotyka sie z ciagla dezaprobata w najblizszym otoczeniu, nie ma oparcia w bliskich, to po pewnym czasie ulega presji dla swietego spokoju, przy okazji wpadajac z deszczu pod rynne.
    Ofiara,predzej czy pozniej zawsze znajdzie swojego przesladowce.
    Iw ma racje, to takie wspolczesne niewolnictwo za przyzwoleniem i aprobata najblizszych, brrrrrrr....
    Moja matka ma dzisiaj urodziny- chyba podziekuje jej za to, ze byla normalna i pozwolila mi isc swoja droga, a w razie potrzeby pozwalala sie wyryczec:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casablanco, zdecydowanie Twojej mamie naleza sie podziekowania:)

      Delete
    2. O nie, to nie ofiara znajdzie swojego prześlaowcę. A prześladowca szuka ofiary i tylko od osoby wybrnej na nią zależy czy się nią stanie i od otoczenia czy jest przyzwolnenie na takie zachowanie, że:" Ofiara jest sama sobie winna". Błąd w założeniach. Można żyć w zgodzie z tradycją, ale nie poddawać się stereotypom. Nawet jeśłi w jakieś kulturze jest przyjęte, że kobieta powinna wyjść za mąż, to nie oznacza, że za byle kogo za wszelką cenę, bez szacunku i godnosci. Przykro, kiedy rodzice nie szanują swoich córek, a tym samym nie wpajają im szacunku dla samych siebie. Zastanawiam się jakim cudem Elena rozwiodła się za pierwszym razem.

      Delete
    3. Thuria, tez sie zastanawialam nie raz jak doszlo do tamtego rozwodu, ale jak pisalam, na ten temat sie nie rozmawialo, wiec nie mialam mozliwosci nic sie dowiedziec. A moze z jakichs powodow to tamten facet podal o rozwod? Nie wiadomo.
      I z tym, ze ofiara jest sobie winna, to ja nie mysle, ze Casablance o to chodzilo w sensie doslownym. Mam raczej wrazenie, ze chodzi o sile przyciagania i w tym wypadku sie zgadzam, ze ofiara przyciaga przesladowce, a on z kolei szuka ofiary. I wcale nie musi to byc przesladowca, czy tez ofiara w jakims wielkim tych slow znaczeniu. Ja sama bylam ofiara do pewnego czasu i przyciagalam taki a nie inny typ mezczyzn. Kazdy zwiazek konczyl sie lzami, tylko po to zebym znow trafila na nastepnego. Nie bylam ofiara bicia, nikt sie nade mna nie znecal, ale bylam ofiara. Ofiara mezczyzn, ktorzy wykorzystywali moja dobroc, moja uleglosc itp. Az sie w koncu obudzilam i przyczyn nieudanych zwiazkow zaczelam szukac w sobie. Zaczelam obwiniac nie ich, tylko siebie. Dotarlo do mnie, ze to ja powoduje, ze jestem tak na nie inaczej traktowana, ze to ja jestem przyczyna, a oni tylko te przyczyne najpierw potrafili wywachac a pozniej wykorzystac. Teraz juz wiem, ze ludzie traktuja mnie tak jak ja sama im na to pozwalam. Jak sie poloze na ulicy to nie moge miec pretensji, ze cos mnie przejechalo:))
      I mysle, ze Casablance o cos takiego chodzilo, w kazdym razie ja tak to odczytalam.
      No ale biorac pod uwage fakt, ze czytamy i odbieramy tak jak chcemy, moge sie mylic;))

      Delete
  11. O dzizas, co za historia, scyzoryk sie sam otwiera w kieszeni. Czuje pismo nosem, ze ta historia nie ma happy endu!!! Star, dopisuj reszte, bo umre z ciekawosci;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, nie umieraj:) Historia Eleny w sumie tak sie konczy. Z tego co wiem, to jest ciagle poszukujaca. Jakim kosztem? Tego juz nie wiem.

      Delete
  12. Niektórzy piszą, że taka historia mogła się zdarzyć wszędzie na świecie. Owszem, ale niektórych miejscach łatwiej, w innych trudniej. Wśród Greków niewątpliwie łatwiej. Tak w praktyce wygląda świętość rodziny. Polega ona na tym, że kobieta jest własnością mężczyzny. Dziś słyszałem, że coraz więcej młodzieży licealnej wypisuje się z lekcji religii. Chwała Bogu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, ja mysle, ze to sie moze zdarzyc wszedzie. Tyle, ze tutaj (w Stanach) takie historie bardziej rzucaja sie w oczy, a moze tylko ja tak mysle:)) W sumie to kraj przybyszow z roznych stron swiata, jedni sie asymiluja i wtapiaja w tlo, inni odstaja. Tych drugich bardziej widac.
      A religia (nie mylic z wiara w Boga) zawsze i kazda slepo podporzadkowuje, a juz szczegolnie kobiety.

      Delete
  13. Dla mnie to jezt szokujace,kto jak kto,ale wlasnie rodzice powinni byc wsparciem ,a dom rodzinny azylem.Jesli corki maja wzorzec w postaci ojca despoty,i moze dlatego godza sie na takie traktowanie przez swoich przyszlych i nie doszlych.Kiedys ,juz nawet nie pamietam czy to bylo w TV,czy gdzies czytalam ze mezczyzni szukajac partnerek na zycie,znajduja takie,ktore maja wiele cech matki.I ponoc tak samo jest z kobietami,szukamy facetow,ktorzy sa podobni charakterem do naszych ojcow.Moze cos w tym jest.
    Poziom adrenaliny mi sie podniosl po przeczytaniu tego posta.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga całe szczęście nie szukałam takiego jak mój ojciec - no nie wychwaliłabym sobie :D zabiłabym w ciągu miesiąca miodowego bo w przeciwieństwie do Mamy która to tylko odeszła od dziada ja jestem bardzo żywiołową choleryczką (żeby nie pisać dosadniej )
      choć patrząc z drugiej strony właśnie wychodziłabym na wolność :D:D:D

      Delete
    2. Maga, moze i cos w tym jest:) Jak patrze na moich mezow, to dopiero za trzecim razem trafilam na typ podobny do mojego ojca. Jest szansa, ze przertwamy:))

      Delete
  14. Star a co myślisz o teorii że takie właśnie naturalne ślicznotki są mega wycofane z wielką samokrytyką które wierzą wszystkim we wszystko tylko nie w siebie ?
    znam kilka takich które to "pewność siebie " mają zerową

    ReplyDelete
    Replies
    1. Te, co ja znam to mega wredne jedze-w pozytywnym sensie-calkiem swiadome swojej wartosci:)

      Delete
    2. Nie mysle, ze uroda ma tutaj jakies znaczenie. Jestem raczej sklonna uznac, ze wzorce wyniesione z domu rodzinnego. Tyle tylko, ze jako dorosly czlowiek mozemy te wzorce albo powielac, albo sie od nich calkowicie odciac.
      Ja sie odcielam, ale ja nawet jako dziecko jakos "odstawalam" od pozostalych czlonkow rodziny:))
      A juz bedac dorosla wiedzialam, ze nie chce byc jak oni.
      Mimo, ze ta moja rodzina gdzies tam miescila sie w ramach stereotypu. No ale ja i tak chcialam byc inna;)))
      Moze to juz taka moja wredna natura?

      Delete
    3. Zmorko, a poza tym, to przeciez MY tez jestesmy naturalne slicznotki. Mam nadzieje, ze nikt nie smie twierdzic inaczej;)))

      Delete
    4. ja jestem ślicznotką do tego stopnie że muszę ją tuszować :D:D:D

      Delete
  15. Jak ja uwielbiam twoje opowieści z cdn!... chociaż niestety w większości, są one na tematy ciężkie i trudne... niemniej czyta sie je w tempie błyskawicy ;)

    Co do samej sytuacji... mam w okolicy w Polsce 3 schematy podobne. Z kontrolą telefoniczną (jesteś z D? a daj ją do słuchawki...), albo z chłoapkiem, który jak mu się podoba to jest, jak ma inne zajęcia to znika i potem wraca a dziewczyna się na to godzi, albo najbardziej mnie irytujące 'on chce ślubu, ja nie jestem pewna, w zasadzie go nie lubie, no ale nie zostawie go, bo co? sama zostanę?"... straszliwie działa ten system uzależnienia od mężczyzny i od związku. Od nie bycia samej. Moja mama pół godziny temu tak sobie pomyślała "rodzina nam się wykrusza (zawsze mieliśmy minimalną 5cio osobową, najbliższą) może byś coś zaradziła? Albo wiesz - nic na siłę, z tymi facetami teraz, może lepiej nie...". Mój brat właśnie się zapętlił w taki związek bez przyszłości ale z dzieckiem. Mała niczemu nie winna, że jej rodzice to cholerycy z małą tolerancją do odstępstw, no i ciężko się rozstać, jak oboje nie chcą stracić dziecka.
    Samemu żyć nie zawsze fajnie, ale wpaść tak z deszczu pod rynnę i za bardzo ulegać drugiej osobie, to już lepiej z kotem ;)
    (albo petycje pod klonowanie Wspaniałego podpiszę! :D)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, bo to jakos tak dziwnie dziala, ze jak jestesmy dziecmi to potrafimy widziec co nam sie nie podoba w postepowaniu rodzicow. A potem jak sami mamy dzieci to nagle zaczynamy powielac te bledy, ktore nam sie wczesniej nie podobaly:)) Paranoja, ale w wielu przypadkach tak to wyglada. Jak slysze rodzicow mowiacych "bo ja tylko dla jego/jej dobra, z milosci, bo chce ustrzec przed bolem, rozczarowaniem, tragedia" to mnie szlag trafia.
      Sama uczylam sie na wlasnych bledach, bo tylko te wlasne ucza i na kazdym etapie bycia matka pamietalam o tym. Nawet jak juz juz bylam bliska powiedziec cos, albo nawet juz powiedzialam to pozniej przychodzila refleksja "przypomnij sobie siebie w jego wieku".
      Kilkakrotnie po takiej refleksji sama poszlam i przeprosilam syna, bo wiem, ze nie mam prawa oczekiwac aby on zyl w/g mojego planu. To jest jego zycie.
      Ja nawet nie rozmawiam na temat jego zycia, podobnie jak nie pisze o nim na blogu, nie mam takiego prawa. Owszem czasem wspomne cos glownie jesli to cos jest zartobliwe i dotyczy rowniez mnie, ale nic poza tym.

      Klonowanie Wspanialego moze tez nie miec sensu:)) Do Wspanialego trzeba dorosnac;) Mnie to zajelo dwoch zupelnie nie-wspanialych i jeszcze kilku przydroznych:)
      Gdybym spotkala Wspanialego 20, 30 lat wczesniej to nie mialby zadnych szans;) Ja wtedy szukalam takich co to podtrzymywali moj puls na wysokosci graniczacej z wylewem i temperature na poziomie wrzenia.
      Dopiero jak oni mnie nauczyli rozumu to bylam gotowa docenic wspanialosc Wspanialego.
      Cale szczescie lepiej pozno niz wcale;)

      Delete
    2. Słusznie mówisz, trzeba się odciąć od rodziców w pewnym momencie, odstawić ich rady, dostać parę razy po tyłku, albo wręcz przeciwnie - zyskać na niesubordynacji :)
      I tak to zawsze nasze sumienie nas będzie bolało. Więc lepiej zbierać informacje z zewnątrz, a i tak każdy sam uzna co dla niego w TYM MOMENCIE jest dobre ;)
      haha, a z tym Wspaniałym to racja... jeszcze wymieniasz niektóre jego cechy, które my popieramy w nim, a możliwe że same mamy podobnego obok siebie i już nam to nie odpowiada. Kobiety i ten ich zmysł idealizacji. Z każdego parobka, w mózgu zrobimy księcia :)

      Delete
  16. Szok!! A jednak takie rodziny jeszcze istnieja, a mialam nadzieje, ze takie przypadki nie maja juz miejsca :(. Szkoda mi jej :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pagatku, takie przypadki maja miejsce i w pewnych kregach sa nawet dosc czeste. Tylko o nich sie nie mowi, zwykle zmiata sie pod dywan, albo przykrywa kociol wielka pokrywa, a na pokrywie siada glowa domu:)
      Ja slysze o takich historiach, bo jest latwiej zwierzyc sie czy zapytac o rade kosmetyczke, do ktorej ma sie zaufanie niz matke, ciotke, lub kuzynke.
      W trudnych sytuacjach rodzina wcale nie musi byc najblizsza. Po pierwsze widocznie takie przypadki juz nie maja zaufania do rodziny, po drugie nawet jesli to zaufanie jest, to jest tez szansa, ze ktos z rodziny wykorzysta pewne rzeczy w najmniej dla zwierzajacego sie odpowiednim czasie, albo przeciwko.
      Latwiej opowiedziec takie historie komus, kto nie jest z nami zwiazany, kto obraca sie w zupelnie innym kregu, a czasem nawet zupelnie przypadkowej osobie.

      Delete
  17. Dobrze, że ja takiej matki nie mam, ale i dobrze, ze nie należę do osób uległych. Mam natomiast znajomą, która po przedstawieniu swojego chłopaka matce i ojcu usłyszała - szybciej zobaczę cię leżącą w trumnie, niż on będzie moim zięciem. Dziś ma 54 lata i jest stara panną. Matkę - jej dobry bóg pokarał, jak to niektórzy by powiedzieli - po wylewie leży od pół roku sparaliżowana.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, w tym wszystkim to juz jest mnie wazne jakie byly czy sa nasze matki. Najwazniejsze, zebysmy MY nie byly takimi matkami dla naszych dzieci:)

      Delete
    2. To wiadomo!
      Słowa tamtej matki, o której pisałam mocno mi utkwiły w głowie, bo dla mnie - dla matki - są nieprawdopodobne do wypowiedzenia do własnego dziecka.

      Delete
    3. Ivo, wcale Ci sie nie dziwie, ze tak gleboko zapadly Ci te slowa w pamiec, bo tez nie wyobrazam sobie jak mozna cos takiego powiedziec do wlasnego dziecka. Ale widocznie mozna...:(

      Delete
  18. Straszne. Po prostu. Dla kobiety, której wartość przekładana jest na obrączkę na palcu.

    Znam to właściwie z podwórka. Gdy wracam do domu z Poznania taksują mnie spojrzenia sąsiadek i starych babć, że jakże to tak, bo przecież... większość moich koleżanek szkolnych ma już układy z duetem wiązanym sakramentem. I dzieckiem.
    A u mnie widoku na to nie ma. I się nie spodziewam raczej zmian, więc robię za takiego dziwoląga trochę. Na szczęście moi rodzice uważają, że takie rzeczy to dla dorosłych i zdecydowanych, a nie takich postrzeleńców, jak ja - jak się coś w tym temacie wydarzy, to dobrze, a jeśli nie - moja sprawa.
    I luzzzz :))))

    ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, ja jeszcze teraz pamietam te wszystkie ciekawe sasiadki z mojego dziecinstwa i mlodosci. Potem starsze wspolpracownice. Wyglada na to, ze ludzie maja bardzo nudne swoje wlasne zycie i musza zyc zyciem innych:))

      Delete
  19. Niektorzy ludzie w ogole nie powinni miec dzieci. Jak mozna tak psychicznie zgnoic wlasne dziecko??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futrzaku, czesto mam wrazenie, ze ci co nie powinni maja tych dzieci wiecej. Szkoda dzieci i tyle.

      Delete
  20. Czekam na cedeen, ale coś czuję, ze to nie będzie szczęśliwe zakończenie.
    Buziak!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pozytywko, juz niedlugo sie doczekasz:))

      Delete
  21. Zaskakujące dla mnie jest, szczególnie, że często się powtarza (choćby w filmach), że emigranci w różnych częściach świata i z różnych krajów podejmują decyzje o wyjeździe, rodzeniu i wychowaniu dzieci w obcym dla siebie kulturowo kraju, a jednocześnie z taką siłą trzymają się swoich tradycji. Może silniej, niż gdyby byli w domu?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, jedni sie asymiluja, inni nie. Nie wiem jak wyglada czy wygladalo podejmowanie decyzji u innych, moge tylko pisac o sobie:) I wlasnie z wlasnego doswiadczenia wiem, ze zanim wyjechalam to cala rodzina dostala jakiegos parcia na wymusznie na mnie przyrzeczen i zobowiazan zeby nie daj buk "dziecko nie zapomnialo polskiej mowy" i tym podobne duperele:)) Wiesz, tak jakby to bylo najwazniejsze. Dziwne, ze nikt nie kazal mi przyrzekac, ze dziecku nigdy nie braknie chleba:)) No to przyrzekalam:) I dotrzymalam tych przyrzeczen "dziecko mowi po polsku" czyli wszystko jest OK. A cala reszta to juz jest moja i dziecka sprawa;))
      Od momentu gdy wyszlam z samolotu wiedzialam, ze to co jest tu i teraz to JEST moje zycie. Nie mialam zadnych tesknot za tradycja, za schabowym, gorzkich zalow pt. "polski chleb" itp. Mysle, ze dzieki temu zachowalam zdrowy rozsadek i nie mam durnych wymagan i oczekiwan od Potomka.
      Jednak jak czytam czesto o tesknocie za polskim chlebem, za kielbasa, za ogorkiem kiszonym to sie dziwie po co tacy ludzie w ogole wyjezdzaja? Po co sie katowac tesknota? Mozna przeciez wrocic i miec te ogorki i kielbasy, chleby, zury i babki ziemniaczane zawsze na miejscu i pod reka.
      I prawdopodobnie tak zachowuje sie cala masa emigrantow z roznych krajow. A jak sie samemu tak zyje w rozkroku to czlowiek jest rozgoryczony, niespelniony i przerzuca swoje niespelnione marzenia na dzieci.
      Nie wiem na ile mam racje, ale jakos tak mi to pachnie.

      Delete
    2. Jeszcze dodam:) Zauwaz jakie jest wielkie przywiazanie Polakow mieszkajacych za granica do ogonkow i przecinkow (mam tu na mysli polskie znaki) Tak jakby do tego ogonka przy a czy e zalezalo cale zycie.
      Ja sama mialam wielokrotnie podpowiadane i dawane do zrozumienia tutaj na blogu, ze powinnam pisac z polskimi znakami.
      Powinnam, bo co? Skora mi sie zluszczy w zgieciach lokciow jak nie bede? Nie!!!
      Ale to chodzi o podporzadkowanie, tak masz robic, bo jestes Polka.
      A ja tak nie robie i tak jestem Polka:))
      Jak ktos nie potrafi czytac bez ogonkow to niech nie czyta, ja nie zmuszam ale nie pozwole zeby mnie zmuszano.
      A mogalbym wpasc w kompleksy i poczucie winy z powodu kretynskich ogonkow:))))

      Delete
    3. Dobreee i jakże prawdziwe, że najbliżsi nie kazali Ci przyrzekać, że Twoje dziecko będzie najedzone i zdrowe, byle po polsku mówiło ;-))))
      A z tymi ciągotami do ojczystego kraju to tak do końca się z Tobą nie zgadzam, bo myślę, że czasem wspomnienie kiszonego ogórka czy kapusty jest niezależne od człowieka. Nawet jeśli naprawdę zasymilował się i lubi swój nowy kraj i swoje miejsce na ziemi, to ten ogórek to nie tylko zapach, ale także dzieciństwo, może ktoś bliski, kogo już nie ma. Myślę, że to dopada także tych, którzy od urodzenia w jednym, rodzinnym kraju, mieszkają, tylko w innych jego rejonach. Np mój tata pochodził ze wschodu i smak kutii był dla Niego synonimem wszystkiego, co dobre w dzieciństwie. Moja mama, Wielkopolanka, kilka lat z rzędu się zacinała, by Mu tę kutię zrobić, a ona nigdy nie smakowała "jak dawniej".

      Delete
    4. Zante, jak ktos wyjezdza, to dla tych pozostajacych na miejscu jest wlasnie najwazniejsza "polska mowa":) Nic wiecej, to troche tak jakby czlowieka wysylali na placowke w celu krzewienia polskosci:)) Zupelnie nikogo nie interesuje czy i jak sobie emigrant bedzie radzil, ale po jakiemu bedzie mowil:)
      No paranoja jakas i tyle.
      Z tymi tesknotami za wspomnieniami z dziecinstwa czy tez mlodosci to ja jestem cholerna realistka. Tak sie nauczylam zyc TU i TERAZ, ze wspomnienia owszem mam, ale one sa tylko po to zeby je wspominac, posmiac sie przy okazji, czy tez wzruszyc, ale nie po to zeby za tym co bylo tesknic.
      Tesknota jest moim zdaniem emocja utrudniajaca zycie, a co za tym idzie marnowaniem pozytywnej energii. Szkoda mi na to czasu.
      No i nie wierze, ze jak ktos wyjechal do UK czy Niemiec to musi plakac za ogorkami:) Przeciez to nie Arabia Saudyjska, tylko Europa, tuz za miedza i chbya tam sa ogorki.
      Wiesz, tak sobie teraz mysle, ze moze ja taka madra, bo jeszcze nie az taka stara...
      Eeee to chyba nie ma nic do rzeczy. Jak kiedys zaczne marudzic nad polskim chlebem i piertuszka z polskiego ogrodka, to znak, ze mi trzeba zapalona gromnice w reke wsadzic:)))

      Delete
    5. Otoz myli sie droga kolezanka, w UK bynajmniej nie jest latwo o ogorki zdatne do kiszenia. Gruntowe czyli.
      W tych ichnich marketach tylko "weze" na stanie, a widzial kto weza kisic?
      Gdyby nie przedsiebiorczy rodacy, co w polskich sklepikach prowadza mydlo, powidlo, leki bez recepty, a nawet na, a takze ogorcy gruntowych nawoza latem, a nawet kopru zwiazanego z chrzanem i czosnykiem, to by my tu wszystkie szczezli juz dawno;)

      A serio, serio - mozna nie tesknic za ogorkami ani twarogiem. I byc patriota.

      Delete
    6. Czarownico, ja tam nie wiem, bo tutaj moge (jesli chce) akurat kupic wszystko czego dusza zapragnie w polskiej wersji. Ale gdybym nie mogla, to chyba umialabym sobie przetlumaczyc, ze owszem nie mam czegos, ale w to miejsce zyskalam cos innego. No niestety nie mozna wyemigrowac z kraju (obojetnie jakiego) i ciagle miec ten sam widok z okna. Cos sie traci, cos sie zyskuje i z tym trzeba sie liczyc, prosty rachunek plusow i minusow i juz czlowiek wie czy podjal dobra decyzje;)
      Tak ja to widze;))
      A czy mozna byc patriota nie teskniac za ogorkami? Nie wiem, ja tam sobie nie uzurpuje takiego tytulu. Nie jestem partiotka i dobrze mi z tym.
      Poza tym co to znaczy byc patriota?
      Ile ludzi tyle wersji patriotyzmu, to ja mam gdzies taka impreze niech sie inni bija o ten tytul, ja posiedze z boku i popatrze;)

      Delete
    7. Oooo przepraszam, nie mam agrestu i wisni, ale widocznie nauczylam sie bez nich zyc, skoro mi sie zapomnialo:) Czyli nie tesknie;)))

      Delete
  22. Z "polskimi" ogonkami to jakaś jazda jest dla zasady, bo jakoś, z oszczędności, szybko Polacy nauczyli się pisać bez ogonków, sms-y, prawda? Ja na klawiaturze pilnuję ogonków, by jednak nie wypaść z wprawy - może jednak mimo starości dostanę pracę ;-)))) Natomiast u innych w ogóle mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi tylko całkowita niedbałość o wielkie litery czy przecinki - to powoduje, że łatwo zgubić sens tego, co się czyta. A u Ciebie czasem tylko, bez tych ogonków, zastanawiam się co miałaś na myśli;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie, dobrze, ze napisalas o tych ogonkach w SMSach, bo sama na to nie wpadlam, ze Polacy w Polsce przyjeli do uzytku klawiatury telefoniczne bez polskiej czcionki.
      No SKANDAL to jest!!!!
      Ale od emigrantow sie wymaga, bo jak napisalam wyzej emigrant pojechal z misja:)
      I teraz jak sobie czlowiek jakis (bo na szczescie nie ja) wezmie takie pitolenie o szopenie do serca, to nie ma sie co dziwic, ze wlasne dzieci terroryzuje.
      Przeciez to sie pochlastac mozna, zyc ciagle pod takim pregierzem zakazow i nakazow z zewnatrz.

      Delete
  23. Dżizas! Nóż się w kieszeni otwiera...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, zgago otwiera sie i piesci same zaciskaja...

      Delete
  24. jakim sposobem można aż tak nienawidzić siebie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eulalio, takie osoby nie zdaja sobie sprawy z tego. Wystarczy byc wychowanym w poczuciu wlasnej niedoskonalosci i juz poczucie wlasnej wartosci spada, a jak sie jest slabym psychicznie to czlowiek nie potrafi z tego wyjsc. Zreszta zeby z tym walczyc to trzeba sobie zdawac z tego sprawe, a Elena nie miala pojecia, ze cos z nia sama jest nie tak. Przy silnej wiezi rodzinnej, a taka tam byla mysle, ze one mialy wrazenie, ze tak powinno byc. Wiesz jak masz rodzicow, ktorzy cale zycie powtarzaja, ze sie poswiecili "dla ciebie" to podswiadomie chcesz im to poswiecenie odplacic. I czesto dzieje sie to wlasnym kosztem, niestety.
      Nie wiem, ale tak kombinuje, jak staralam sie na moj "chlopski" rozum to przeanalizowac to tak mi wychodzi.

      Delete
  25. Ach, jak ja lubię historię o ludziach z krwi i kości:)) Jedna z moich koleżanek miała takiego narzeczonego, lał ją nawet za niewinną rozmowę na ulicy ze znajomym ze szkoły. Nie dawała sobie powiedziec, że jeśli to miłość to wymaga natychmiastowej hospitalizacji, bo z pewnością to miłość chora i patologicznie rozumiana. Wyszła za mąż, przeżyła katastrofę, rozwiodła się i znalazła identycznego następcę. :/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, bo najczesciej to sie wlasnie tak dzieje, ze nie da sie przemowic do rozsadku takiej osoby. Niestety bez wzgledu na to jak czlowiek chcialby uchronic i zapobiec, to najczesciej ci ludzie musza dojsc do tego sami.
      Tak jak napisalam wyzej, czlowiek uczy sie na wlasnych bledach, do wiekszosci nie przemawiaja opowiastki o cudzych doswiadczeniach. Zwlaszcza zakochana dziewczyna widzi to co chce widziec i nie ma sily, zeby jej pokazac inna strone medalu. Dobrze, ze Twoja kolezanka sie rozwiodla z tamtym, ale wpadla w podobne sidla.
      Ja mysle, ze takie kobiety (chociaz nie tylko) nie potrafia kochac siebie. Ja nie wiem jak mlodsze pokolenie, ale moje pokolenie w wiekszosci przypadkow bylo wychowywane na sluzenie innym. Wszelkie objawy milosci wlasnej byly widziane jako egoizm i potepiane.
      Kobieta ma podniecac ognisko domowe, ma byc odpowiedzialna za to aby to ognisko nie wygaslo, odpowiada za atmosfere w domu, ma rodzic, pielegnowac, podawac, sprzatac itp. itd.
      A kiedy kobieta ma byc soba? Kiedy ma kochac siebie?
      Nigdy! Moze ewentualnie wychowac dzieci tak zeby ja kochaly, no i im lepiej bedzie dbac o meza, to tym bardziej on bedzie ja kochal.
      A gowno prawda!!!
      Dbaj o siebie, bo to jak dbasz o siebie, na jakiej wysokosci ustawisz te poprzeczke milosci wlasnej jest wyznacznikiem czego oczekujesz od innych. I jedynie to moze uchronic przed akceptacja "mniejszego zla".
      Troche przemocy juz w zyciu widzialam i co dziwne, to ofiara ma poczucie winy, nie oprawca. To ofiara sie zastanawia "gdybym nie przesolila zupy, gdybym podala te gazete ktora chcial, gybym uprasowala te koszule lepiej... gdybym... gdybym... to by mnie nie uderzyl" to ofiara tlumaczy sobie, ze jak bedzie schodzic z drogi, jak nauczy sie odczytywac mysli oprawcy, to on przestanie bic.
      Nie, on przestanie bic tylko wtedy jak od niego odejdzie, albo jeszcze lepiej jak zanim odejdzie przpierdoli mu goraca patelnia.
      Ech...

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...