Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, March 7, 2012

Trzy siostry, trzy corki (4)

Od czasu kiedy w mieszkaniu Johna pojawil sie safe i Christina dostala klucze, powoli zaczela tam bywac tak czesto, ze w sumie mozna by uznac, ze zamieszkala na stale. John nie mial nic przeciwko temu, bo jak juz byla, to zajmowala sie wszystkim na co on nie mial czasu, ani pewnie ochoty.
A wiec teraz to ona dbala aby pranie bylo zrobione, aby w lodowce nigdy nie zabraklo swiezego mleka do kawy, koszule przyniesione z pralni chemicznej w odpowiednim czasie.
Czesto pojawiala sie u mnie obladowana zakupami.
Nie, nie byly to zakupy zywnosciowe, bo jedli glownie na miescie, ale teraz ona zajmowala sie kupnem garderoby dla Johna. Kiedys jak przyszla z kolejnymi zakupami stwierdzila z duma, ze John nie ma czasu zadbac o wymiane garderoby, wiec robi to ona.
No, jak lubi niech robi, pomyslalam, ale byl jeden maly problem.
Christina kupowala to co jej sie podobalo, rozmiary tez oceniala na oko, a potem chodzila wymieniac rzeczy, ktorych John nie akceptowal albo ze wzgledu na nieodpowiedni rozmiar, albo bo nie byly w jego guscie. Tego ja bym nie zdzierzyla, ale Christina to nie ja, wiec znow ugryzlam sie w jezyk.
Nie odzywalam sie, bo ja nigdy w zyciu zadnemu z moich mezow, czy partnerow nie kupilam nic z ubrania, wiec zupelnie sie nie znam na takich ukladach. Ja staralam sie wybierac partnerow na tyle doroslych, ze potrafili sami robic swoje wlasne zakupy. Przepraszam, raz jeden kupilam bodajze pierwszemu mezowi szalik jako prezent na gwiazdke i niech by mu sie nie podobal to bym go tym szalikiem udusila.
Tak czy inaczej Christina byla cala w skowronkach, a przynajmniej nie narzekala i juz nie plakala. Czasem byla smutniejsza niz zwykle, ale ja nie wypytywalam, bo uznalam, ze jak sama poczuje ochote rozmawiac, to na pewno do takiej rozmowy dojdzie.
Obie siostry, Elena i Martha rowniez przyjely z ulga fakt, ze Christina jest na dobrej drodze do zdobycia meza, bo to z kolei powodowalo, ze rodzice mniej skupiali sie na ich osiagnieciach w tej dziedzinie.
Co prawda ojciec ciagle nie akceptowal faktu, ze John jako potencjalny kandydat na ziecia nie jest Grekiem, ale tym ponoc zajela sie matka, ktora przy jednej z wizyt u mnie stwierdzila:
-- Niech sie tylko John oswiadczy, a juz moja w tym glowa, zeby przekonac Koste.
Tyle tylko, ze Johnowi nie bardzo spieszylo sie do oswiadczyn.
Wszystko niby bylo na dobrej drodze, czas mijal i Christina z Johnem byli juz w oficjalnym zwiazku przez prawie dwa lata, ale ciagle nikt nie slyszal slowa o malzenstwie.
Chociaz Abbe powiedziala, ze raz John w jej obecnosci powiedzial do Christiny, ze jesli obieca, ze do konca zycia bedzie w stanie utrzymac swoje cialo w rozmiarze nr.2 to on moze zdecyduje sie na malzenstwo.
Ale tym razem Abbe tez nie komentowala i wrecz udala, ze nie slyszala tego stwierdzenia.
Pewnego dnia John dostal propozycje czteroletniego kontraktu w Londynie.
Christina uznala, ze tym razem, to juz bedzie musial sie oswiadczyc, bo przeciez jesli chce zeby ona z nim pojechala, to powinna byc zona. Ze strony Johna nie zupelnie tak to wygladalo. On po prostu uwazal, ze poniewaz zarabia na tyle duzo, ze moze ich oboje utrzymac, to ona powinna sie zwolnic z pracy i z nim wyjechac. I tu zaczely sie schody, bo Christina stwierdzila, ze ona nie bedzie ryzykowac utraty pracy skoro on nie okresla w sposob przez nia oczekiwany swojego stanowiska wzgledem przyszlosci.
On z kolei stwierdzil, ze nie bedzie skladal zadnych deklaracji "w ciemno", a wiec kontrakt w Londynie jest idealna okazja do sprawdzenia czy maja szanse jako malzenstwo.
I tak czas uplywal na pertraktacjach, az przyszedl dzien wyjazdu i John pojechal sam do Londynu.
Christina popadla w czarna rozpacz. Oczywiscie byly telefony, byly rozmowy przez Skype i kontakt mailowy, w czasie ktorych John ciagle namawial zeby przyjechala do niego.
W koncu Christina wziela 2 tygodnie urlopu i pojechala w odwiedziny.
Po tych dwoch tygodniach wrocila zdruzgotana, bo przyznala sie, ze miala nadzieje, ze wizyta zaowocuje pierscionkiem. Niestety, tak sie nie stalo.
Ale nadchodzily wlasnie swieta i John mial przyjechac do Stanow na nieco dluzsze wakacje, ktore planowali spedzic razem.
Pewnego dnia przyszla do mnie i jak tylko weszla to sie rozplakala.
-- Co sie stalo?
-- Moja matka zadzwonila do Johna i postawila mu ultimatum, ze albo w swieta sie oswiadczy, albo zabroni mi utrzymywac z nim kontakt.
Przyznam, ze bylam tym rowniez zaszokowana, bo jakos nie miescilo mi sie w glowie, ze w dzisiejszych czasach sa jeszcze matki, ktore stac na takie numery. Moze nie mam pojecia, bo nigdy nie mialam corki ale jakos w glowie mi sie nie miesci, ze moglabym cos takiego zrobic. Owszem rozmumiem, ze mozna radzic corce, mozna ja wspierac i ewentualnie doradzac, ale zeby dzwonic do faceta z zadaniem oswiadczyn, to juz zupelnie nie moja bajka.
Nie mialam pojecia co jej powiedziec, staralam sie jak moglam uspokoic ja i poradzilam, zeby poczekala na reakcje Johna. Mozliwosci byly dwie, albo sie oswiadczy, albo bedzie mial dosc tej zwariowanej rodziny i sam zerwie z Christina.
Oczywiscie Christina zrobila co sama uznala za stosowne, czyli zadzwonila do Johna z przeprosinami za zachowanie matki. Po swietach, ktore kazde z nich spedzilo ze swoja rodzina, wyjechali razem na tydzien urlopu. I tam wlasnie ostatniego dnia, kiedy Christina juz stracila nadzieje na pierscionek, kiedy juz spakowala swoje bagaze na powrot do domu nagle John powiedzial:
-- Jestes pewna, ze wszystko spakowalas? Nic nie zapomnialas?
-- Raczej nie... - odpowiedziala rozgladajac sie po pokoju hotelowym.
Poszla jeszcze do lazienki, zeby tam sprawdzic czy niczego nie zapomniala, kiedy wrocila do pokoju John wskazal palcem na lozko:
-- A to? Przeciez to Twoje...
Podeszla do lozka i wtedy dopiero zobaczyla, ze na poduszce po jej stronie lezalo male pudeleczko. Wziela je do reki i otworzyla... W pudeleczku byl pierscionek - nie byle jaki, bo z 3-karatowym diamentem.
-- Czy... to znaczy...? - zapytala niepewnie, bo nie tak wyobrazala sobie wlasne zareczyny.
-- No przeciez chcialas, to masz - odpowiedzial krotko John i dodal - a teraz juz musimy wychodzic, bo sie spoznimy na lotnisko.
Sama przyznala, ze ciezko jej bylo przetrawic ten zupelnie nieromantyczny gest, ale radosc z osiagniecia celu przewazyla i juz z lekkim sercem pojechala na lotnisko.
Po powrocie do domu oczywiscie matka zaraz zaczela dopytywac kiedy? Co? I jak? Padlo wiele pytan, na ktore Christina po prostu nie miala odpowiedzi. W koncu na dobra sprawe ani John nigdy nie spotkal jej rodzicow, ani ona nie zdazyla poznac jego matki czy siostry.
Natomiast John postawil sprawe jasno, poniewaz z rozmowy telefonicznej z matka wynikalo jasno, ze rodzice nie zgodza sie na wyjazd Christiny jesli ten nie bedzie przypieczetowany pierscionkiem, wiec zakupil piersionek, a reszta?
Co do reszty nie mial jeszcze zadnych planow.

cdn.

40 comments:

  1. uhm.. pominawszy reakcje matki (ja mam troche podobna matke wiec juz od pierwszej lekcji trzymalam ja z daleka od tego z kim, gdzie i po co sie spotykam) to w sumie klasyczny przypadek.
    Facet ma kase, ma w zasadzie kogos jak zona, tyle ze to nie zona wiec w razie czego moze powiedziec bye kiedy mu sie podoba. Ona chce malzenstwa, wiec kwitnie przy nim.
    Pomine tutaj moralna ocene goscia (a kto ja jestem zeby to oceniac) - ale ze ona tak dala sie omamic?
    Przeciez juz na poczatku z tego co opisalas widac bylo, ze jemu do malzenstwa nieskoro. Eh.....

    ReplyDelete
    Replies
    1. futrzak, póki co to matka Christiny chce małżeństwa

      Delete
    2. Futrzak, jest zupelnie naturalne, ze kazdy z nas patrzy i ocenia takie historie przez pryzmat wlasnych doswiadczen, wiec rozumiem, ze Ty akurat ustawilas sie inaczej. Ale przeciez nie kazdy potrafi oderwac sie od przeszlosci, a nawet powiedzialabym od bledow pokolen. Na niektorych to ciazy przez kolejne pokolenia i zycie zaczyna byc odzwierciedleniem bledow naszych przodkow. A nawet jak sie oderwiemy i zupelnie odetniemy, to czesto zdarza sie, ze wpadamy w odwrotna skrajnosc.

      Delete
  2. zawsze mi się wydawało, że dobra matka, uczy dziecko podejmowania decyzji, odporności na stres i tego, że zawsze można wrócić do domu po pomoc... a potem z krwawiącym sercem i uśmiechem na twarzy wysyla je w w swiat i pozwala przezyc wlasne zycie...
    ciekawe czy matka 3 corek, trzech siostr ma sie za dobra matke...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eulalio, ale z oczywiscie, ze ta kobieta uwaza sie za dobra matke. W jej mniemaniu zla matka, to pewnie ta, ktora sie w ogole nie interesuje zyciem dzieci.

      Delete
  3. ps. na miejscu Johna zrobiłabym to samo ;)

    ReplyDelete
  4. nic dobrego to nie wróży...
    A co do kupowania mężowi... I ja nie wyobrażam sobie, bym kupowała ubrania mężowi. Od lat ubiera się w Cottonfield i Royal Colection marka Marlboro oraz innych sklepach z marką Camel. Czasem, gdy ma dylemat prosi, bym mu pomogła wybrać:) Jedynie mogę kupić mu wodę colońską, bo od stu lat używa Fahrenheit'a.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, ja mojemu tez kupuje tylko wode kolonska:) Sama mu kiedys wybralam Cartiera i od tej pory nie uzywa nic innego:) Owszem mozemy i czasem wybieramy sie po jakies zakupy odziezowe razem, szczegolnie gdy chodzi o ubranie nas oboje na jakas konkretna okazje. Ale kupowanie komus bez obecnosci tego kogos, zeby przymierzyl czy wyrazil swoja wlasna opinie? Nigdy w zyciu:)

      Delete
  5. Czytam to i włosy mi stają na głowie dęba.Jak można być tak zdominowaną przez rodzinę? I jak można mieć tak niską samoocenę, by pozwolić tak sobą pomiatać?!Mam córkę, ale od chwili ukończenia przez nią szkoły, jedyne co wymagałam to żebym wiedziała gdzie jej szukać w razie jakiegoś wypadku.Nie odstawiałam Reytana, gdy mi zaanonsowała,że wyjeżdża na stałe, nie darłam włosów z głowy, gdy mnie poinformowała,że będzie mieszkała z facetem na razie bez ślubu, bo chcą się lepiej poznać.Fakt, że chłopak do nas przyszedł, powiedział,że ją kocha,że oni na razie będą zarejestrowani jako związek konkubencki, żeby miała prawa takie jak żona a o terminie ślubu zdecydują nieco pózniej. Jeszcze przed wyjazdem jej z Polski zaręczyli się, w dwa lata pózniej pobrali. I wierz mi, należę do tych matek, które naprawdę nic a nic nie wtykają nosa w sprawy dorosłego dziecka. Wiem o ich życiu tyle, co mi sami powiedzą i całkiem mi z tym dobrze.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, ja sie z Toba zgadzam w 100 i wiecej procentach, tez jestem zdania, ze kazdy ma prawo przezyc swoje zycie tak jak sam tego chce.
      No ale, jestem przekonana, ze gdyby opisywana przeze mnie matka miala mozliwosc to przeczytac, to powiedzialaby, ze to my jestesmy zlymi matkami:)

      Delete
  6. ale znasz dalszy ciąg ????
    i my poznamy ???

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na tyle na ile ja znam, lub jakies przeslanki pozwolily mi sie domyslic to oczywiscie Wy tez poznacie:)

      Delete
  7. Ja, jak Anabell! Malo, ze wlos sie jezy, to jeszcze scyzoryk otwiera. Na boga, przeciez mamy 21 wiek! A ta cala rodzinka tylko: pierscionek i pierscionek! No i co? Ma go wreszcie. ciekawe czy to da jej szczescie??? A reszte komentarza na temat Christiny napisalam pod poprzednim odcinkiem "sagi" o siostrach:)))

    ReplyDelete
  8. Aaaaa, chcialam jeszcze dodac, ze ja tez mam pierscionek od ponad czterech lat! Natomiast wcale zadnemu z nas do slubu nie skoro. Dla papieru? Nazwiska? Jestesmy jak maz i zona pod KAZDYM wzgledem! Jesli nam sie zachce wydac sporo kasy na slub i wesele, to to zrobimy ale na razie nie mamy takiej potrzeby (wewnetrznej)!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, czytalam rowniez tamten komentarz, ale jak juz pisalam wczesniej jest mi troche trudno odpowiadac, bo nie chcialabym ubiegac faktow. Staram sie Wam przekazac te historie w taki sposob jak ja sama poznawalam i jak sie rozwijala przed moimi oczami (uszami tez).
      Widzisz, dla Ciebie slub jest nie wazny, ja tez czulam sie zona na dlugo przed slubem;) Nawet do tescia mowilam "tato" od momentu kiedy go poznalam. Slub moze byc wazny, ale nie musi, zreszta trzeba pamietac, ze zawsze jeszcze istnieje rozwod:))
      Ja tam wychodzilam juz trzy razy za maz i za kazdym razem na zawsze:))

      Delete
  9. Jakoś nie wierzę w takie wymuszone gesty.
    Takich oświadczyn nie wspomina się miło i z rozrzewnieniem, tylko stają się zadrą.
    Ale najwyraźniej ten facet był dobry w ranieniu, a Christina nie umiała z nim zerwać i szukać innego.
    Czekam na c.d.n.

    ReplyDelete
  10. A już mamusia Christiny z wymuszaniem to szczyt - chociaż w pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć, że chciała dla córki dobrze i widziała, że tę nie stać na zdecydowanie w tym względzie.
    Uznała widać, że nie ma nic do stracenia.
    Ale cała ta historia chyba nie zmierza w dobrym kierunku. John to zimny drań, a ta Christina jest dla niego za dobra.
    Też wolę dorosłych mężczyzn, którzy sami umieją sobie coś kupić. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, kazdemu tutaj na czyms bardzo zalezy, a tylko niektorzy maja mozliwosc osiagnac cel. Wiecej nie moge napisac:)

      Delete
  11. Niezły sukinsyn z tego Johna. Mało jednak wyrazisty. Moja babcia, kiedy rzucała gnat psu mówiła "Na!"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Osobiscie uwazam, ze John jest sukinsynem poniewaz Christina mu to umozliwia a nawet powiedzialabym, ze wrecz zacheca do tego! Gdbyby nie bylo takich glupich kobiet jak Christina (sorry Star) to tacy faceci jak John nie mieliby pola do popisu! Jesli zas chodzi o kupowanie mu ciuchow to chyba tez nie dlatego, ze facet nie jest dorosly. Po prostu Christina-kwoka robi to nie zwazajac na gusty/rozmiary/preferencje swojego faceta. Czy on ja prosil o to aby mu kupowala garderobe? Oh, jak ja nie cierpie takich kobiet!

      Delete
    2. Ove, tez mysle, ze sukinsyn. Z drugiej strony on "tak kraje jak sie material poddaje". Czasem mysle, ze w takich okolicznosciach sama moglabym byc podobna;)
      Teoretycznie rzecz biorac czlowiek jest z natury wygodny i jak sie jakas sytuacja da wykorzystac, to raczej 95% wykorzysta. Wiec, wiesz, ja go nie bronie, ale mysle, ze on tak bardzo nie odbiega od schematu, a nawet miesci sie w ramach;)

      Delete
    3. Moniko, pisalysmy razem;))) Ja mysle, ze ze strony Christiny to potrzeba bycia potrzebna. Natomiast ze strony Johna zwykle wygodnictwo. Jak baba lata po sklepach i nie narzeka, ze musi potem wymieniac czy oddawac, to czym on sie ma niby przejmowac?:))
      Powiedz mi ile kobiet poddaje, sprzata, pierze, prasuje... Sama tak kiedys robilam, bo gdzies mialam zakodowane, ze kobieta ma podac obiad, uprasowac koszule, wyprac gacie... Robilam to!!!!
      Przyznaje sie bez bicia.
      Na szczescie sie w pore obudzilam, co nie znaczy, ze nie gotuje, nie podam do stolu. Ale tez nie mam nic przeciwko, zeby to mnie podano nawet do lozka. Jak podam to juz nie sprzatam, bo podalam wiec sprzata ten komu zostalo podane:)) Ale jeszcze w pierwszym malzenstwie uwazalam, ze to jest moj obowiazek podac, posprzatac, pozmywac itd.

      Delete
    4. Masz racje Stardust, ze jest duzo takich kobiet! W naszym zwiazku jest tak, jak u Ciebie. Owszem, ugotuje, podam, pozmywam, czasem tez uprasuje (jak mi sie chce, mam czas i widzimisie) ale robi to tez moj partner. Uzupelniamy sie, oboje pracujemy, wydajemy forse itd itp Ciuchow mu nie kupuje nawet w formie prezentu, bo ma bardzo specyficzny gust i trudno trafic:) No, to sobie dzis popisalam;)

      Delete
    5. Moniko, a pisz sobie, mnie to bardzo cieszy:)) Wlasnie caly problem polega na wyrobieniu sobie jakiegos balansu w zwiazku. Jesli kobieta jest szczesliwa matkujac mezczyznie to tez nie mam nic przeciwko temu. Kompromis to bardzo ladne slowo i zjawisko, pod warunkiem, ze obie strony ida na kompromis. Natomiast widzialam juz wiele zwiazkow, gdzie kompromis dotyczy tylko jednej strony i wtedy niestety nie bardzo mozna mowic o szczesciu i zwykle wczesniej czy pozniej ta jedna strona nie ma sie juz gdzie cofac. Kompromis ma chyba jednak swoje granice.

      Delete
    6. Tak sobie myślę, że Christina to bidna ofiara mani rodziców. Kompromis w związku to rzecz niezbędna, natomiast w przypadku Johna i Christiny nie ma chyba mowy o związku - on sobie ja wziął na służącą, bo... była do tego chętna. W tym nie ma miłości, jest za to jakiś układ matrymonialny...

      Delete
    7. Granato, swierzbi mnie, zeby odpowiedziec, ale nie moge:) Nastepny odcinek bedzie juz ostatni i wtedy bede mogla rowniez zabrac glos:)

      Delete
  12. Nadrobiłam zaległości. Nareszcie. Ile kobiet ilu mężczyzn tyle związków i różnych teorii...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, dokladnie TAK. Jak juz gdzies wyzej pisalam kazdy z nas patrzy na to przez pryzmat wlasnych doswiadczen, potrzeb, upodoban, pragnien i kazdy z nas ma racje. Bo racja jest jak dupa, kazdy ma swoja:))

      Delete
  13. Będzie go tak traktować, bo ma straszliwą potrzebę, aby ktoś ją docenił, kochał. Zniesie wszystko, bo trzyma ją nadzieja, że on wreszcie "przejrzy"...Nie znoszę takich kobiet, bo psują mężczyzn, ale bardzo, bardzo jej współczuję.To jest rodzaj jakiegoś uzależnienia i trudno jej zrozumieć, że on ją normalnie robi w konia :( I tak myślę, że ona jest z nim, żeby w rodzinie, towarzystwie nie być "samotną kobietą ".Jestem Polką, obracam się w niby normalnym środowisku, ale sama nieraz doznałam lekkiego ostracyzmu, kiedy byłam wdową. A to przecież Greczynka...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, to nie ma nic wspolnego z narodowoscia:) W sumie tradycje w calej Europie sa bardzo podobne jesli nie takie same. A mozna to stwierdzenie nawet rozszerzyc na caly swiat, zwlaszcza swiat religijny.
      Kobieta jeszcze dzis pod wieloma wzgledami jest "obywatelem drugiej kategorii" i takie przypadki lub nawet tendencje poparte czesto prawem istnieja we wszystkich krajach swiata.
      To co nazywamy "normalnoscia" dla wielu jest zupelnie nienormalne.
      Moim zdaniem (osobistym) tradycja i religia potrafi w zyciu czlowieka zrobic wiecej spustoszenia niz tsunami:))
      A mimo to wiekszosc z nas jest albo religijna, albo przywiazana do tradycji, w najgorszych przypadkach jedno i drugie:)))

      Delete
  14. Wspolczuje,bochaterce Twojego posta i przyznam ze trudno mi ja zrozumiec.
    Coz, kazdy orze jak moze.
    Nie moglabym tak sie poswiecac dla grubego portfela.
    Kazdy ma swoj gust i wartosci,ktorymi sie w zyciu kieruje.Brakuje mi w tym wszystkim prawdziwej milosci.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, obiecuje, ze w nastepnym (ostatnim) odcinku bedzie wiecej danych. Ja tez bedac na tym etapie drapalam sie w glowe i nie potrafilam tego wszystkiego zebrac w logiczna kupe.

      Delete
  15. Christina jest ofiarą swoich ambicji typu "mąż z kasą i ustawiony". Czyli chce się drogo sprzedać. W takiej relacji godzi się na rolę Kopciuszka i upokorzenia, pławiąc się w świadomości, że dopadła księcia z bajki. Torebka za 2000 podkreśla, że sama z siebie nie czuje się takiego warta jako równorzędna partnerka.
    A akurat tego, żeby mąż był "z tych sfer" rodzice chyba od niej nie wymagają?
    I dla mnie akcja Matki Christiny to potwierdza. Wg niej jej córka jest warta najlepszego i nawet "książę z bajki" ma się zachowywać przyzwoicie. Czyli nie zwodzić porządnej dziewczyny.
    Abstrahując od oceny tak daleko idącej ingerencji. Ale też jestem w stanie bardziej zrozumieć wkurwioną i niespokojną o losy durnej córki matkę, niż samą córkę.
    A John? Typowy. Skoro nie rzucił Christiny po tym matczynym ultimatum, to albo jednak mu na niej zależy, albo ma to wszystko zasadniczo w dupie i dla świętego spokoju i z wygodnictwa pirzgnął biżutem. Albo jedno i drugie:-)
    Najmniej w tym wszystkim podoba mi się Christina, bo jest najnormalniej na świecie głupia.
    Ale może jej się udać. W sensie małżeństwa. Bo jest doskonałym materiałem na żonę - tło. Dla takiego Johna, przy otaczających go niewątpliwie wyżartych harpiach, pokorna mała żonka to rzadka gratka:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justm, no, no, no... BRAWO!!!
      I juz wiecej nie napisze:)))

      Delete
    2. ale wiesz...to są wszystko schematy:-)

      Delete
  16. no cóż..napiszę tylko tyle - ale mi się dobrze czyta:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. W weekend postaram sie juz napisac reszte.

      Delete
  17. Wiesz, że włączyłam lapka przed snem tylko po to by sprawdzić czy nie ma kolejnej części tej opowieści? :)))

    Rozwaliło mnie przy tym tekście Johna o zachowaniu rozmiaru 2. To niemal tak jakby od niego wymagać, by zagwarantował, że nigdy nie dostanie wylewu, zawału, albo że nie ulegnie kalectwu tudzież oszpeceniu. Koszmarny gość.
    A z zaręczynami to się szarpnął...zaręczyn nie było, po prostu kupił pierścionek...(kto wie - może jego asystentka kupiła) - co za gość!

    Inna rzecz, jest takie powiedzenie, że ma się to na co się pozwala innym. Dziewczyna pozwala na to wszystko mam wrażenie bardziej z powodu jego pozycji finansowej niż wielkiej miłości ..a tego to już nie do końca rozumiem.

    ReplyDelete
  18. Ja jestem pokojowo nastawiona do świata ale jakoś miałabym ochotę tę Christinę puknąć, tak na pobudzenie. O Johnie szkoda nawet wspominać:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...