Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, March 10, 2012

Trzy siostry, trzy corki (zakonczenie)

Zaraz po powrocie z wakacji John wrocil do Londynu, a Christina zaczela przygotowania do wyjazdu. Troche to trwalo, bo musiala dac dwutygodniowe wymowienie z pracy, zeby na wszelki wypadek nie palic za soba mostow w firmie, chociaz miala nadzieje, ze do pracy juz nie wroci. A jesli nawet to nie w tej samej firmie, w koncu pracowal tam John, a gdyby cos sie nie udalo, to pewnie nie czulaby sie dobrze wracajac. W sumie byla zadowolona i pelna nadziei na przyszlosc, mimo, ze ciagle nie bylo pewnosci co do slubu. No i jeszcze byl ojciec, ktorego nalezalo przekonac, ale tym miala zajac sie matka.
A matka juz kombinowala, jak by tu razem z Christina, a przynajmniej niedlugo po niej wyslac do Londynu rowniez Elene, a moze John znajdzie wsrod swoich znajomych partnera dla niej.
To wszystko zostalo mi przedstawione jako plan w czasie ostatniej wizyty matki i corki tuz przed wyjazdem Christiny do Londynu. Pogratulowalam obu, bo i co innego mialam zrobic, ale ciagle nic z tej calej afery nie rozumialam. Jakos nie moglam sobie tego wszystkiego poukladac w glowie.
Wyjasnienie przyszlo jak Christina juz wyjechala.
A przyszlo w postaci nowej klientki, znow o greckim nazwisku i imieniu Irene.
Gdy Irene przyszla na pierwsza wizyte, ja swoim zwyczajem zapytalam czy ktos jej polecil mnie.
Irene nie odpowiedziala od razu na pytanie, tylko powiedziala:
-- W zasadzie, to slyszalam o Tobie juz kilka lat temu, ale jakos nigdy nie bylo okazji, zeby przyjsc.
-- Jednak chcialabym wiedziec, kto Cie tu przyslal, bo mam taki zwyczaj, ze moje klientki dostaja kredyt za polecenie nowych klientek.
-- A czy to jest konieczne? Bo tak naprawde wolalabym zeby ta osoba nie wiedziala, ze tu bylam.
Zaskoczylo mnie to, bo wszystkie do tej pory klientki bardzo chetnie mowily kto je przyslal zwlaszcza, ze automatycznie wiedzialy, ze one tez cos dostana za przyslanie nowej klientki. Ale przeciez nie kazda sytuacja musi byc taka sama, wiec szybko powiedzialam:
-- Wiesz, nie ma zadnego przymusu i jesli chcesz, zeby to zostalo tajemnica, to nie mam nic przeciwko temu.
Przy kolejnych wizytach Irene nabrala chyba do mnie zaufania, bo wreszcie zdradzila "tajemnice".
-- Dostalam Twoj telefon od Christiny... Christina kiedys spotykala sie z moim bratem.
-- Rozumiem - odpowiedzialam krotko.
W pozniejszych rozmowach z Irene niektore brakujace czesci puzzli zaczely wskakiwac na swoje miejsce. Ona tez nie wiedziala wszystkiego, ale razem udalo nam sie wyjasnic niektore przynajmniej niezrozumiale do tej pory zachowania.
I mysle, ze razem sklecilysmy calkiem niezly obraz.
Otoz rodzice trzech siostr mimo, ze sami przyjechali do Stanow jako dzieci, to jednak ich rodziny pochodzily z tej samej wioski. Czyli w sumie tak Kosta jak i jego zona mieli te same korzenie. Byla to emigracja poczatkow XX wieku, tzw. emigracja za chlebem. Najczesciej ludzie ci nie mieli zadnego wyksztalcenia w swoim rodzinnym kraju, a tutaj tez trzeba sie bylo szybko zajac jakas praca zeby wykramic rodzine.
Nie bylo wyksztalcenia, nie bylo znajomosci jezyka wiec glownie rodak pracowal u rodaka za marne grosze, bo niestety tak juz jakos ten swiat sie kreci, ze na emigracji swoj swojego zawsze wykorzysta. I jest to regula dotyczaca wszystkich narodowosci.
Tych ludzi laczylo jedno, wspolne tradycje i przywiazanie do nich oraz ambicja zdobycia bogactwa, co naturalnie laczylo sie z checia wykazania sie zaradnoscia i pokazania sie w starym kraju jak tylko nadarzy sie okazja.
Takie tez tradycje i zwyczaje zostaly przekazane nastepnemu pokoleniu czyli rodzicom dziewczat. Skoro juz o dzieciach mowa, kazdy mlody ojciec marzyl o jednym w pierwszym rzedzie, ze zona urodzi mu syna. Syna, ktory podtrzyma nazwisko, przejmie ewentualny biznes rodzinny i bedzie plodzil kolejnych synow, aby rod nie zaginal.
Podobne marzenia mial jak sie okazalo Kosta.
Niestety kazda nastepna ciaza byla dla niego kolejna porazaka, bo kazda przynosila nastepna corke. A corke jak wiemy trudniej utrzymac i jeszcze pozniej klopot zeby dobrze za maz wyszla. Oczywiscie w swojej "meskiej dumie" wina za kolejne corki Kosta obarczal zone, a i dziewczynki jak dorastaly to z czasem dowiadywaly sie, ze poniewaz zadna z nich nie jest chlopcem, to sa dla ojca niczym wiecej niz problemem i przyslowiowa kula u nogi.
Taka atmosfera domowa powodowala, ze dziewczynom byla zawsze bardziej bliska matka i w niej widzialy oparcie, ojca unikaly a czesto sie baly. Mimo, ze Kosta zlym czlowiekiem nie jest, ale malmowny, skryty a z takim ciezko nawiazac kontakt.
Matka natomiast od poczatku wiedziala, ze na jej glowie spoczywa odpowiedzialnosc za korzystne wydanie corek za maz. Przypuszczam, ze liczyla na to, ze jak corki zaloza wlasne rodziny to wreszcie Kosta przestanie miec do niej pretensje o brak syna. Pierwsza jak wiemy wyszla za maz Elena.
Maz Eleny byl Grekiem, co bylo duzym plusem. Jednak malzenstwo z jakichs powodow nie trwalo dlugo, a rozwod tylko przepelnil kielich goryczy i pograzyl jeszcze bardziej atmosfere w rodzinie.
Obie z Irene domyslamy sie, ze to wlasnie wtedy, po rozwodzie Eleny matka postawila wszystko na Christine. Tak jak pisalam wczesniej, Christina jest najladniejsza z siostr i do tego podobnie jak Elena daje sie latwo manipulowac. Martha ponoc od poczatku byla "trudna" co oznaczalo, ze nie dawala sie podporzadkowac i chodzila wlasnymi sciezkami.
W tym czasie Christina juz od jakiegos czasu spotykala sie z bratem Irene, Alexandrem. Podobno byli w sobie bardzo zakochani. Zreszta potwierdza to fakt, ze Christina powiedziala kiedys do mnie, ze milosc juz miala, prawdopodobnie, a nawet na pewno dotyczylo to zwiazku z Alexandrem.
Alexander jak przystalo na dobrze wychowanego mlodego czlowieka zanim oswiadczyl sie Christinie to poszedl poprosic o zgode jej rodzicow.
I tu sie sprawa sypnela, bo nie ojciec, ale matka Christiny powiedziala, ze absolutnie nie zgadza sie na to malzenstwo. Na zdziwienie Alexandra i argument, ze oboje sie kochaja i nie wyobrazaja sobie zycia bez siebie odpowiedziala:
-- Co wy wiecie o zyciu, zycie to wiecej niz milosc. Wasza milosc to nic wiecej jak dzieciece zauroczenie.
Alexander mial nadzieje, ze Christina sie postawi rodzicom, ale widocznie matka ja przekonala, ze przy mezu trenerze nie bedzie miala tak dobrego zycia jak moze miec jesli znajdzie sobie kogos bogatego.
Jakie jeszcze argumenty mogly pasc, nikt nie wie, ale Christina majac za soba doswiadczenie Eleny posluchala matki z zerwala z Alexandrem.
A potem jak wiemy zaczelo sie polowanie na bogatego meza. Obie z Irene podejrzewamy, ze te drogie ubrania i dodatki to raczej finansowala matka, a nie sama Christina, bo w koncu, ktora mloda dziewczyne tuz po studiach stac na takie drogie rzeczy. Jak juz wiemy inwestycja sie powiodla na tyle, ze zostal upolowany John.
I tym sposobem Irene uzupelnila moja wiedze na temat rodziny i teraz mozemy wrocic do punktu, w ktorym Christina, juz teraz jako oficjalna narzeczona, wyjechala za Johnem do Londynu. Kilka miesiecy wczesniej Martha wyjechala do Chicago studiowac i w ten sposob w sumie urwala sie z tego zakletego kola wplywow rodziny.
A do mnie ciagle przychodzila Elena, oraz Irene, z tym, ze Elena nie miala pojecia o tym, ze Irene jest rowniez moja klientka.
Kilka miesiecy po wyjezdzie do Londynu Christina zaszla w ciaze i to juz byl koronny argument do zawarcia malzenstwa. Juz w czasie ciazy Christiny John zatrudnil pomoc domowa, ktora miala wyreczac ja we wszystkich obowiazkach tak aby ta zajela sie tylko soba.
Od Eleny wiem, ze Christina czula sie w Londynie bardzo samotna, nie miala zadnych przyjaciol i w sumie byla zdana na towarzystwo gospodyni i Johna, ktory czesto pracowal dlugo i wracal do domu poznymi wieczorami. Tuz przed urodzeniem syna sprowadzila matke do pomocy, ale John nie przepadal za towarzystwem przyszlej tesciowej, wiec ta wizyta nie trwala dlugo, a John oprocz gosposi zatrudnil jeszcze opiekunke do dziecka.
Elena zgodnie z planem matki wziela kilka miesiecy urlopu bezplatnego i pojechala do Londynu dotrzymac siostrze towarzystwa i rowniez z nadzieja, ze John pozna ja z jakims kandydatem na meza.
No coz, samemu Johnowi nie spieszylo sie do malzenstwa, wiec tym bardziej nie chcial zawracac sobie glowy swataniem przyszlej szwagierki. I Elena po kilku miesiacach wrocila do NYC sama i bez szansy na rychle malzenstwo.
Slub Christiny i Johna odbyl sie na krotko przed pierwszymi urodzinami malego Jacka.
I wtedy ostatni raz widzialam Christine.
Przyjechala do mnie z dzieckiem i w towarzystwie niani.
Byla cala podekscytowana zblizajacym sie slubem. Powiedziala mi, ze ojciec jest juz zadowolony, a glownym powodem radosci byl fakt, ze Christina urodzila syna. Ponoc wiadomosc o narodzinach wnuka plci meskiej przyjal slowami:
-- Nareszcie chlopak!
W czasie tej wizyty rozmawialysmy dosc luzno na tematy malzenstwa i trwalosci zwiazkow miedzy kobietami a mezczyznami, ot takie tam sobie zartobliwe pogaduchy na temat zycia codziennego par mieszanych.
Ale w pewnym momencie, juz dokladnie nie pamietam w jakich okolicznosciach Christina powiedziala:
-- Malzenstwo to kompromis i na pewno na niejedno trzeba przymknac oko.
Na co ja powiedzialam, ze i owszem, ale sa rzeczy, na ktore ja osobiscie nie przymknelabym oka.
I ten moment pamietam, jakby to bylo wczoraj, Christina spojrzala na mnie i calkiem serio powiedziala:
-- Ale przeciez wczesniej czy pozniej, kazdy maz ma jakas kochanke, prawda?
-- Nie, to nie jest prawda. Sa mezowie, ktorzy maja kochanki, ale nie kazdy maz. A juz na pewno zadna zona nie musi sie na to godzic - odpowiedzialam, ale Christina zamilkla i juz nic nie powiedziala.
Do dzis, kiedy mysle o tej jej ostatniej wizycie u mnie, zastanawiam sie czy aby nie poszla na ten kompromis jeszcze przed slubem. Wiem tylko, ze na pewno podpisala umowe przedslubna, w ktorej na wypadek rozwodu zgodzila sie na zatrzymanie majatku przez Johna, a ona miala tylko dostac alimenty na siebie (do czasu podjecia pracy) i ewentualne nieletnie dzieci.
Christina i John wrocili do Stanow na stale, dwa lata temu.
Christina byla wtedy w ciazy z drugim dzieckiem, ktore okazalo sie dziewczynka.
Jeszcze przez jakis czas przychodzila do mnie Elena. Christina juz nigdy nie przyszla, zastanawiam sie czy aby nie stalam sie niewygodna, bo wiem za duzo. A z czasem Elena tez przestala przychodzic.
Przychodza jeszcze kolezanki Christiny, ale one tez nie maja z nia zadnego kontatku. Wyglada na to, ze Chrisitna zerwala zupelnie z przeszloscia, ale poniewaz dziewczyny pracuja ciagle w tej samej firmie i pracuje tam rowniez John, to zawsze cos im sie tam obije o uszy.
Ponoc tuz po narodzinach corki, John kupil duzy dom w Connecticut i tam mieszkaja.
Ale John ciagle utrzymuje to swoje kawalerskie mieszkanie w NYC i czasem z niego korzysta jak nie chce mu sie wracac do domu.
Czasem jestem ciekawa gdzie jest safe i co zawiera.

I to juz koniec historii trzech siostr i trzech corek.
Nie wykluczam, ze w zaleznosci od tego jak sie dyskusja rozwinie to napisze dodatkowa notke o swoich przemysleniach i konkluzjach.

52 comments:

  1. Jesli sczesciem jest posiadanie bogatego meza,to napewno Christina to osiagnela.Mysle ze nie jest szczesliwa ,moze zamknela sie w sobie stworzyla jakas skorupke,w ktorej sobie zyje unikajac dawnych znajomych,bo trudno jest robic dobra mine do zlej gry.
    Osiagnela swuj cel ponoszac porazke.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mysle, ze odciecie sie od dawnych znajomych i ogolnie od dawnego zycia ulatwia ogarniecie tego co jest. Na pewno jest szczesliwa majac dwoje dzieci i poswiecajac im swoj czas. Byc moze tam w CT zorganizowala sobie swoj swiat na miare znow wlasnych potrzeb.
      Mam nadzieje, ze tak jest i mam nadzieje, ze jest na swoj sposob szczesliwa.

      Delete
  2. Taak... Rodziców należy kochać i szanować. Ale czy ulegać, gdy się samemu jest dorosłym?...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, zgago, tez uwazam, ze dorosle dzieci powinny zyc wedlug wlasnych wzorcow i nie wolno im niczego narzucac.

      Delete
  3. Coś cudownego Twój poprzedni wpis, wzruszyłam się do łez.
    Pieknie Ci sie układa życie i niech tak trwa w całej wspaniałości:
    )
    Christinie tez się układa, dokładnie tak jak ona chce. Nie wnikam głębiej, bo każdy dokonuje wyboru na własne ryzyko...tudzież szczęście.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Magda, chyba nie odkryje Ameryki, jesli napisze, ze sie z Toba zgadzam:)
      I dziekuje za slowa dotyczace poprzedniej notki:))

      Delete
  4. cóż jeśli to z własnego wyboru, to niech jej będzie na zdrowie, może znajdzie sobie jakiegoś jurnego kochanka, choć raczej sądzę, że do końca życia będzie żyła w strachu przed rozwodem

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eulalio, nie jest to w pelni "wlasny wybor" ale sa ludzie tak podporzadkowani rodzicom czy otoczeniu, ze nie potrafia podejmowac wlasnych decyzji. Christina nalezy wlasnie do nich i pewnie z czasem decyzja podjeta pod presja zaczyna wydawac sie wlasna decyzja. Moze to i dobrze... nie wiem.

      Delete
  5. Wiesz co o tym myślę- zostałam wychowana inaczej i jakoś trudno mi pogodzić się z faktem "sterowania" dorosłymi dziećmi.Nie sądzę, by Christina była szczęśliwa. Ale, gdy się rozejrzeć dookoła, to pełno jest kobiet tkwiących w nieudanych związkach, bo wśród wielu nacji kobieta samotna to dowód na jej "nieudaczność". Smutne to wszystko.
    Miłego,;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell wlasnie pocieszajace w przypadku Christiny jest to, ze tak zyje wiele kobiet na calym swiecie. Zawsze mozna patrzec na tych co maja lepiej i piac sie w gore, lub na tych co maja gorzej i stac w miejscu.
      Masz racje, smutne to...
      pozdrawiam:)

      Delete
  6. Mysle ze Christina pozbyla sie zludzen dosc szybko, czy jest szczesliwa? Moze jest - jesli celem byl bogaty maz i wnuk dla ojca, to cel osiagnela przeciez.

    Wasz dialog nt. malzenstwa podsumowalabym tak:
    WIELU mezow ma kochanke/skok w bok i choc ZADNA zona nie musi sie na to godzic, to SPORO sie godzi - czesc swiadomie, a czesc nie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownico, tak cel zostal osiagniety. Pytanie tylko na ile ten cel byl Christiny, a na ile zostal jej narzucony... Chociaz odpowiedz nie jest istotna, bo od momentu kiedy czlowiek podporzadkuje sie presji to jest juz jego wlasna decyzja.
      Co do tego dialogu, to w sumie gra slow jest nieistotna, istotny jest fakt, ze taki dialog mial miejsce jeszcze przed slubem;/

      Delete
    2. Star, to nie gra slow, to calkowita zmiana znaczenia - Christina uwazala, ze KAZDY maz, ja uwazam, ze WIELU (NIE WSZYSCY).
      Ty uwazasz (i ja tez) ze ZADNA zona nie musi sie na to godzic, choc prawdopobnie przyznasz (jak ja), ze SPORO zon sie godzi - czesc wiedzac o pozamalzenskiej aktywnosci meza, czesc nie zdajac sobie z niej sprawy (dlatego czesc SWIADOMIE, a czesc nie).

      Co do presji, to prawie kazdy czlowiek sie jakiejs presji podporzadkowuje - rodziny, pracodawcy, spoleczenstwa. Absolutna wolnosc jest utopia, bo granice naszej wolnosci wyznacza wolnosc zwiazanych z nami ludzi.
      Przyklad - chcesz podrozowac po calym swiecie, to tu, to tam. Jednoczesnie masz kilkuletnie dziecko i uwazasz, ze uczeszczanie do szkoly jest lepsze niz samodzielne uczenie dziecka w domu. Masz tez swiadomosc, ze dziecku jest potrzebna stabilizacja i rutyna (jest cos takiego jak "zespol dziecka dyplomatow/wojskowych").
      I co? Twoja absolutna wolnosc pozwoli Ci ciagac dziecko ze soba tam i sam, wyrywajac je co i raz ze znanego i bezpiecznego srodowiska, czy sie podporzadkujesz jego prawom i potrzebom?

      Delete
    3. Czarownico, mozemy sie oczywiscie bawic w slowa:)) Ja powiedzialam "nie kazdy" czyli w tym miesci sie rowniez "wielu(nie wszyscy)" lub odwrotnie w Twoim "wielu (nie wszyscy)" miesci sie moje "nie kazdy":)))
      Problem podporzadkowania presji rozszerzasz na inne strefy zycia, a przeciez ja mialam tylko na mysli podporzadkowanie rodzicom, ktore dotyczy calej historii.
      Oczywiscie, ze nie ma wolnosci absolutnej, bo ta oznaczalaby w rezultacie nic innego jak chaos. Ale przeciez to nie dotyczy historii Christiny i jej rodziny:))

      Delete
    4. Usilowalam sie tylko precyzyjnie wyrazic, poniewaz czesto w internetowych rozmowach odczytuje sie slowo pisane niezbyt zgodnie z intencja piszacego :)
      Dla mnie fakt, ze dialog mial miejsce przed slubem, jest tylko przeslanka, ze Christina zludzen pozbyla sie wczesnie i skoro powiedziala "A" zrywajac z poprzednim chlopakiem, to konsekwentnie mowila pozniej "B".

      OK, skoro mamy sie skupic na temacie, to nie majac pelnych danych nt. rodziny Christiny, nie wypowiadam sie.
      Zauwaze tylko, ze wzorce, wedlug ktorych postepuja dorosle dzieci, maja zrodlo w rodzinie (geny i wychowanie). Trudno wiec, zeby ktos urabiany od urodzenia, potrafil sie naturalnie zbuntowac i przeciwstawic, nawej majac wiecej niz 18 lat.
      I jeszcze sobie mysle, ze czasami takie malzenstwo z bogatym moze byc tez jedyna mozliwoscia ucieczki - od czegos znacznie gorszego w rodzinnym domu.

      Delete
    5. Czarownico, w internetowych rozmowach zawsze jest zagrozenie, ze slowo pisane zostanie odczytane niezgodnie z intencja piszacego, bo przeciez nikt nie siedzi w glowie piszacego:)) Tak bylo, tak jest i niestety bez wzgledu na wyjasnienia tak bedzie:)
      Jest techniczna niemozliwoscia, zeby ktos piszac myslal o tym jak jego slowa odczyta kilkadziesiat osob i zeby w dodatku tak dobral slowa zeby kazda z tych kilkudziesieciu osob zadowolil.

      Delete
  7. Smutne... o tyle, że jakby się zastanowić to ona po prostu była tak wychowana. Uzależniona od zdania własnej matki i zasad narzuconych przez środowisko, zaspokajała wiecznie czyjeś zachcianki, a że matka była na 1 miejscu, tak do końca starała się jej nie zawieść...i koniec końców pewnie nie doświadczyła miłości takiej jak masz ze swoim W., tylko ona się nauczyła go kochać i patrzeć na niego oczami własnej rodzicielki... Swoją drogą, to przeokropne, że jej własna mama, doprowadziła ją do małżeństwa z takim człowiekiem. Biorąc pod uwagę kwestie finansową i fakt tego, że będzie mogła się pochwalić, że jej córka tak cudnie wyszła za mąż... I karmiła, ją pewnie takimi tekstami, że 'musisz mężowi pozwolić czasem uciec od domu, od ciebie, od dzieci, by mógł zrealizować swoje zachcianki"...
    Oby Christina w CT nigdy nie straciła wiary w słowa matki, i nie spojrzała na te sytuacje oczami nas tutaj wszystkich komentujących, bo to bylby dość bolesny upadek ideału.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, mysle, ze masz racje, Christina byla tak wychowana, do tego jak dodac charakter to wyszlo co wyszlo. Sa dzieci, ktore nawet dorosle poddaja sie woli rodzicow, a sa takie jak Martha, ktora sie nie dala. I to jest juz roznica charakteru, bo przeciez byly wychowane w tym samym domu, przez tych samych rodzicow.
      A co dalej? Jak jej sie zycie uklada? No coz nikt z nas nie wie i mozemy tylko gdybac:))

      Delete
  8. już widzę życie Christiny -opiekuje się dziećmi żyjąc samotnie w złotej klatce ( może i ma tam znajomych ale pewnie i przed nimi gra szczęśliwą bo jakoś mi się nie wydaje że taka jest )
    z mężem zapewne podczas posiłku wymienia informacje o dzieciach potem on jedzie do pracy a ona w tej złotej klatce żyje iluzją że jest szczęśliwa
    najgorsze jednak przed nią bo dzieci jednak rosną i wyfruną z gniazda
    mam nadzieję że do tego czasu Christina znajdzie jakąś pasję która wypełni jej życie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, tutaj dzieci wychodza z domu bardzo wczesnie, bo 3-letnie ida juz na kilka godzin do szkoly, od 5 roku zycia zaczyna sie szkola w pelnym wymiarze, a w wieku lat 18tu to juz malo ktore dziecko mieszka z rodzicami. Chyba, ze studiuje na miejscu, wtedy tak, ale to sa juz dorosle dzieci. Wiec ten proces wychodzenia jest rozlozony w czasie i nastepuje bardzo stopniowo. Sa kobiety, ktore w czasie kiedy dzieci sa w szkole w pelnym wymiarze ida do pracy, a sa takie, ktore udzielaja sie w szkole. W kazdym badz razie nawet te niepracujace jak chca to sobie zawsze znajda zajecie. Co i jak zrobi Christina, nie wiemy:)

      Delete
  9. Zwykle "wydajemy" się z miłości - do wybranka, do pieniędzy, do pozycji czy władzy, do mamusi lub tatusia lub do świętego spokoju. Zawsze jednak "jakaś tam" miłość wchodzi w grę. Christina wybrała własną drogę - drogę wskazaną przez mamusię. Bo mimo wszystko to JEJ WYBÓR. 2o lat temu krzyczałabym - "O rany! Co ona robi!", w tej chwili już wiem, że szczęście może mieć różne kolory i nie wszystkie jestem w stanie zobaczyć (taki daltonizm wybiórczy).
    Co do zdrad pana małżonka - znam żony, które sa nawet zadowolone, że mężczyzna ma "tam kogoś na boku", one żyją własnym życiem i ciesza się kiedy zostają same na gospodarstwie bo małżonek "na delegacji". Znam tez małżeństwa otwarte, gdzie oboje partnerzy co jakiś czas pozwalają sobie na skoki w bok. Kiedyś zastanawiałam się, gdzie tu miejsce na miłość. A jednak widziałam, że kiedy jedno zachorowało drugie na głowie stawało żeby mu pomóc, zostawiając karierę i inne dyrdymały na boku, a później wszystko wróciło do normy i żyli jak wcześniej. Ludzie są zadziwiający:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie dziwiłbym się, że są małżeństwa, w których partnerzy się zdradzają, a jednak pomagają sobie z całych sił. Mogli dojść do wniosku, że nie są dla siebie stworzeni, mogła zgasnąć miłość, ale nie szacunek i przyjaźń. Osoba, którą szanujemy jest zawsze dla nas cenna, tak myślę.

      Delete
    2. Ależ oczywiście, tylko że oni cały czas twierdzą, że to miłość prawdziwa:) a reszta to coś jak gimnastyka połączona z odrobiną flirtu:)

      Delete
    3. Pieprzu, zgadzam sie z Toba. Mimo, ze kocham Wspanialego to czesto zaluje, ze on nigdzie nie wyjezdza, ze nie lazi gdzies od czasu do czasu sam, czy z kolegami. Ale to juz taki typ, natomiast ja wiem, ze rozstania i powroty moga byc calkiem przyjemne, wiec nie mialabym nic przeciwko temu. Oczywiscie nie jest to zgoda na zdrade, ale gdyby wyjezdzal w delegacje na 2-3 dni czy poszedl gdzies z kolegami w weekend zostawiajac mi wolny czas dla siebie, bardzo by mi to pasowalo. Pogodzilam sie z faktem, ze moj maz jest przyrosniety do mnie koscia biodrowa i tak tez jest dobrze;) Ale doskonale rozumiem mazenstwa, ktore potrzebuja troche czasu osobno.
      My potrafimy sobie dac time and space bedac w jednym domu, ale to zupelnie cos innego.
      Moim zdaniem jesli jest milosc i szacunek, to raczej takim ukladom nie grozi zdrada, bo nie ma potrzeby. A jak nie ma potrzeby to i pokusa nie da rady;))

      Delete
  10. No. Standard jak dla mnie. Takich jest mnóstwo. Osobiście znam kilka. O ile John będzie się zachowywał w miarę przyzwoicie (a chyba się zachowuje, zważyszy zgodę na drugie dziecko i zakup domu), to Christina będzie całkiem szczęśliwa. Do czasu, aż dzieci podrosną. Wtedy może być przeróżnie, włącznie z wymianą na młodszy model.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justm, jak wiemy nawet "na zawsze" nie musi byc na zawsze;) A wiec poki jest dobrze, to jest, a co bedzie dalej? Czas pokaze i tego sie raczej nie da przewidziec.
      Ja zawsze podkreslam i przypominam (rowniez sama sobie), ze wyszlam za maz trzy razy i za kazdym razem z milosci i na zawsze:))

      Delete
  11. Jak można do tego stopnia dawać sobą sterować rodzicom??
    Bogaty mąż...i co dalej? Wszystko znieść bo bogaty? A jak któraś z kochanic będzie na tyle "ambitna" że John się z Christiną rozwiedzie to co wtedy?
    Zgroza...

    Przypomina mi się książka "Niania w Nowym Yorku" - tam też był taki ładny układ a nawet dom w Connecticut :))

    A taką mamuśkę co się we wszystko wtrąca i próbuje dzieciom układać życie, swatać, organizować odpowiednie sytuacje do złapania "równie bogatego" dla innej córki - to bym rozniosła. Ale to ja. Wolę mieć trochę oleju we własnej głowie niż kasę na koncie pożal się boże męża :/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Antares, mnie najbardziej wkurza tutaj manipulacja doroslymi dziecmi i to, ze te dzieci tak sie poddaja.
      Bo wiesz, teoretycznie, to nawet najbardziej zakochany maz moze kiedys odejsc do ambitnej kochanki:))
      Wlasnie najwiekszym problemem moim zdaniem sa rodzice, ktorzy nie tylko oczekuja, ale wymagaja, zeby dziecko zylo wedlug ich wzorcow.

      Delete
  12. Brak mi słów.
    Zniszczyć sobie życie dla ambicji posiadania... MĘŻA???

    ReplyDelete
    Replies
    1. W jej odbiorze na posiadaniu męża zapewne polega życie...

      Delete
    2. Elu, gdyby się za tym jeszcze czaiła potrzeba bliskości i czułości. A z tej opowieści wynika, że uczucia i emocje nie mają znaczenia.
      Posiadanie obrączki wyznacznikiem życia... W głowie mi się to nie mieści.

      Delete
    3. Granato, ja mysle, ze Christina autentycznie kocha Johna. Jego w zyciu na oczy nie widzialam, wiec tez jest mi trudno ocenic jaki jest jego stosunek do niej. Moge sie tylko opierac na tym, co mowila Abbe, a to raczej swiadczy, ze John jest samolubny i wlasna wygoda jest najwazniejsza.
      Posiadanie obraczki jest dla wielu kobiet wyznacznikiem zycia. Nie czarujmy sie w wielu kregach kobieta samotna nie jest mile widziana:) Szczegolnie widac to w towarzystwie zameznych kolezanek, wtedy samotna kolezanka jest odbierana jako zagrozenie. Niby mozna ja zaprosic, bo wypada, ale jednoczesnie zauwaz jak zony pilnuja wtedy mezow:)) To jest wrecz smieszne, sama nie raz odczulam to na sobie z moimi polskimi kolezankami. A szczerze, to chocby mi placili to zaden z tych mezow nie nadawal sie moim zdaniem do zycia.
      No i wiele kobiet samotnych zwlaszcza w wieku po 30tce juz nie potrafi robic pewnych rzeczy sama, nie jezdza same na wakacje, nie chodza same do restauracji. To sie zmienia, ale nie wszedzie i w niektorych kregach powoli. Ja juz 20 lat temu jezdzilam sama na wakacje, ale moje samotne kolezanki poszly najwyzej same do kina, bo tam ciemno i nie widac, ze przyszla sama;)
      Amerykanki sa bardziej wyzwolone, ale pierwsze czy drugie pokolenie imigrantek najczesciej tkwi w mentalnosci kraju, z ktorego wyjechaly.

      Delete
  13. Replies
    1. Socjo, no tak, zycie pisze najciekawsze scenariusze.

      Delete
  14. Niesamowite, jak ludzie potrafia sie sami unieszczesliwic. I jak wiele osob metrykalnie doroslych jest w sumie psychicznie niedojrzalych...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futrzak, tak bywa i pewnie nie jest to dla Ciebie zadna nowoscia. W koncu jak czlowiek troche zyje na swiecie i obserwuje, to wie, ze tak jest.

      Delete
  15. przykre jest to, że są osoby, które 'akceptują' zdrady małżonka i wydaje mi się, że jest więcej zgadzających się na to kobiet, niż mężczyzn. Co ciekawe tłumaczenie dlaczego mężczyzna to robi jest jakby oczywiste. Mam znajomą, która tak właśnie sadzi, że każdy mąż wcześniej czy później... Żyją tak blisko 30. lat i nie jest to tajemnicą poliszynela dla nikogo...
    Czasem wydaje mi się, że wiele upraszcza w życiu taki charakter człowieka, który pozwala istnieć w takim związku. I nie są to ludzie nieszczęśliwi, przynajmniej ci, których znam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A co zrobić, kiedy wiesz, ze zdradza, ale nie odejdziesz, bo... nie masz dokąd.. nie będziesz miała z czego utrzymać dzieci i siebie... bo dzieci uwielbiają tatusia... bo...może mu przejdzie... bo...Klasyczna "problematyka" zdrady :)

      Delete
    2. to jest wielka tragedia, gdy kobieta nie odejdzie, bo nie ma dokąd. Natomiast pozostanie w związku tłumacząc, że dzieci uwielbiają tatusia jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe i świadczy o głupocie kobiety. Nie wyobrażam sobie, by dzieci decydowały o moim życiu. To ja decyduję zgodnie z moimi wartościami, bez względu na to czy się to komuś podoba czy nie. Przyjdzie czas, gdy same zdecydują o własnym życiu.

      Delete
    3. Jaskolko, piszesz chyba o realiach polskich, nie amerykanskich!!! Tu kobieta po rozstaniu z mezem/ojcem dzieci ma zapewnione alimenty na siebie i dziecko. I nie trzeba podpisywac zadnego prenup, nalezy sie jej w swietle prawa. Gdyby Christina odeszla od Johna, to zapewniam Cie, ze krzywdy by nie doznala:)W jej przypadku nie chodzi o to, ona jest po prostu jemiola i musi miec meza, nie wazne bez uczucia czy z milosci, maz (to co, ze ma kochanke/ki) zapewnia jej status i lifestyle;) Przykre ale sa takie kobiety!

      Delete
    4. Tak ogolnie, tutejsze kobiety nie maja problemu z tym, ze nie maja dokad odejsc, bo wiekszosc z nich i tak nie mieszkala z rodzicami przed slubem. Zadna z trzech siostr nie mieszkala z rodzicami, wiec to byly samodzielne dziewczyny w sensie finansowym. Kazda z nich ma wyzsze wyksztalcenie i moze byc samowystarczalna pod tym wzgledem. Problemem jest zaleznosc psychiczna, najpierw od rodzicow i akceptacja ich wymagan, a potem raczej takie podporzadkowanie przenosi sie na meza.
      Tak jak napisala wyzej Monika, pomimo umowy jaka Christina podpisala w przypadku rozwodu i tak sad przysadzi jej to co jej sie nalezy. Jesli przez czas trwania malzenstwa kobieta nie pracuje tylko utrzymuje dom, to najczesciej sad wylicza ile byly maz ma zaplacic za to, ze mial gosposie za darmo. I w takich przypadkach mezczyzna placi podobnie jak pracodawca zalegle pobory.

      Delete
    5. Stardust:
      to zalezy w ktorym stanie sie rozwodzisz i JAKI papier rozwodowy podpiszesz. Rozdzielnosc majatkowa to jedno, a pozniejsza ugoda rozwodowa to drugie. Jesliby podpisala rozwod za porozumieniem stron ze skrajnie niekorzystnym podzialem majatku i brakiem alimentow NA NIA to spokojnie przeszkoby to przez sąd pod warunkiem, ze kazda strona wystepowalaby prywatnie tj. bez adwokata.
      Wiem napewno bo sama sie w ten sposob rozwiodlam.

      Delete
    6. Futrzak, ja wiem, ze prawo rozwodowe jest rozne w roznych stanach, ale my i tak nie wiemy czy Christina bedzie sie rozwodzic, wiec w sumie to nie ma znaczenia.

      Delete
  16. Poznanie całej historii trochę zmieniło moje na nią spojrzenie. Wcześniej miałem tylko Johna są sukinsyna i tyle. Teraz myślę, że towarzystwo było siebie warte. John jest wyrachowanym cynikiem, a grecka rodzina? Przecież wyrachowanie wali po oczach. Ona polowała na niego, on to widział i ją sobie wziął, ale bez miłości, bo po żadnej stronie jej chyba nie było. Christina chciała się ustawić, bo tak jej matka kazała. Jest więc traktowana jak manekin, przez wszystkich. Tak sobie pościeliła, to tak śpi. Nie czuję do niej sympatii, chociaż nie powiem "dobrze jej tak", bo nie zasłużyła na taki los.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, jestem kobieta i wiem, ze wiekszosc kobiet sie jednak zakochuje;)) A w przypadku Christiny, ktora ulegla rodzinie zrywajac z Alexandrem mysle, ze nawet zakochala sie szybciej niz inne. Zranione serce czesto wpada w kolejny zwiazek, jakos tak chyba prawem fizyki. Jest na amplitudzie? Tak to jakos dziala. Zauwaz, ze nawet jest takie powiedzenie, ze najlepszym lekarstwem na zlamane serce jest kolejna milosc.
      Osobiscie uwazam, ze to najglupszy z mozliwych sposobow, ale wiem, ze wiele ludzi (obu plci) tak wlasnie postepuje.

      Delete
  17. Ja prawdę mówiąc nie widzę nic złego w tej historii. Nie jestem Christina i nie zgodziłabym się na takie kompromisy. Jednak uważam, ze każdy ma prawo urządzać swoje życie po swojemu. Jeśli ma to, czego zawsze chciała? Nie pozostaje nic innego jak życzyć jej, by nie żałowała, że podjęła taka a nie inną decyzję.

    ReplyDelete
  18. Mam nadzieje, ze Christina jest szczęśliwa. Ja nie potrafiłabym żyć tak jak ona, ale nie widzę powodu, żeby ludzie nie mogli układać sobie życia po swojemu.

    ReplyDelete
  19. Sorry za te dwa wpisy, ale komputer robi mi żarty. Myślałam, ze pierwszy komentarz poszedł w powietrze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ilenko, nie przepraszaj, nie ma ograniczen w komentarzach:)) Ja sama nie wiem jak sie sytuacja rozwinela dalej czy jak sie rozwija obecnie. Ale jedna z wersji jaka przyjmuje za mozliwa jest wlasnie ta, o ktorej piszesz. Christina moze byc calkiem szczesliwa w tym ukladzie. Mnie glownie razi manipulacja jej rodzicow, a glownie matki.
      Nie wiem czy czytalas od poczatku, ale poprzednie notki wyjasniaja te sprawe.
      Mimo to, biorac pod uwage fakt, ze ludzie sa rozni i jednemu potrzeba milosci jak powietrza i wiecznych westchnien do ksiezyca, to innym wystarczy przyzwoity uklad, w ktorym partner jest tylko przyjacielem, a jeszcze inni beda szczesliwi widzac partnera raz na 6 miesiecy, a dostajac na konto biezace czeki.
      Kazdy ma inne potrzeby.
      A zony marynarzy? Jakos zyja i sa szczesliwe, mimo, ze maz nie spi obok czasem przez dlugie miesiace.
      Ja mimo, ze czasem marzy mi sie, zeby Wspanialy gdzies wyjechal na kilka dni, to jednak na zone marynarza sie nie nadaje;))

      Delete
    2. Marlo, a ja mam przyjaciółkę, która jest żoną marynarza i tak długo pozostawała panną, jakby na marynarza czekała;) Żaden nie był dobry dla samodzielnej pod każdym względem kobiety. Ona jest lekarzem, on pływa z zagranicznym armatorem, maja jedno dziecko. Tęskni za nim, gdy wyjeżdża, ale gdy przyjeżdża, a przyjeżdża na kilka tygodni, nie może doczekać jego wyjazdu;)

      Delete
  20. Nie mieści mi się w głowie, jak daleko niektórzy dają sobą manipulować... Ale cóż, nie wiemy do końca, co tam się zadziało, niestety. Ale i bez tego historia mocno pogmatwana.

    PS. Ja też żoną marynarza nie chciałabym zostać, ale ... lubię, jak Osobisty wyjeżdża na 2 dni, a co najmniej jeden wieczór jest MÓJ.... :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anulla, to mamy podobnie:) Ja tez potrzebuje dystansu i oddechu;) Byle nie za dlugo.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...