Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, April 27, 2012

Po mesku

Dopiero pisalam o tym, ze ja zawsze na ostatnia minute i to prawda, bo jak gdzies ide czy jade to wychodze i szykuje sie na ostatnia minute, ale wyjscie czy wyjazd musze miec zaplanowane duzo wczesniej.
Wspanialy wrecz przeciwnie nic nie planuje, ale jak juz wie, ze mamy gdzies isc czy jechac to on gotowy na kilka godzin przed.
Jak egzystujemy z takimi przeciwnosciami?
Jakos egzystujemy chociaz najczesciej nie mozemy oboje wyjsc z podziwu jak to drugie dziala.
Ja go wiecznie gnebie tym moim planowaniem, on zawsze odpowiada, ze jeszcze jest "tyyyleee czasu" i tak to mniej wiecej wyglada, ja sie wkurwiam, ze on nie mysli i nie bierze udzialu w planowaniu, on sie wscieka, ze ja nie jestem gotowa mimo, ze przeciez planowalam kilka miesiecy przed.
No to postanowilam dac sobie na wstrzymanie.
Przestalam sie wtracac tak generalnie, bo zupelnie sie nie wtracac to raczej dla kobiety jest wyczynem nieosiagalnym, ale odpuscilam zdecydowana wiekszosc.
Jak na tym wychodzimy niech posluzy ostatni przyklad;)
Miesiac temu Tatek zapowiedzial, ze chce przyjechac, co oznacza, ze Wspanialy musi mu zamowic bilet, bo Tatek nie ma drukarki wiec nie ma jak wydrukowac potwierdzenia kupna biletu.
Wspanialy kupuje bilet i wydrukowane potwierdzenie kupna wysyla Tatkowi, a dalej juz Tatek radzi sobie sam, albo na stacji pociagu, albo na lotnisku w zaleznosci od srodka komunikacji.
Tak tez powinno byc tym razem i wlasciwie jest, tylko problemy byly innej natury.
-- To kiedy Tatek chce przyjechac? - zapytalam.
-- Po 10 maja.
-- A na jak dlugo?
-- Powiedzial, ze na 10 dni, ale ja mu kupie bilet na tydzien.
-- Ale dlaczego na tydzien, skoro on chce na 10 dni?
-- Przeciez my pracujemy, to co on tu bedzie robil?
Wszystko mi opadlo.
-- Jak to co bedzie robil? A jak kiedys bedzie musial z nami zamieszkac, to co wtedy bedzie robil?
-- No... ale...
-- Skarbie zachowujesz sie co najmniej dziwnie, boisz sie, ze Cie wlasny ojciec okradnie jak pojdziesz do pracy?
-- Co Ty takie glupoty wygadujesz???
-- Wcale nie glupoty, to Ty sie glupio zachowujesz. Ojciec chce przyjechac na 10 dni a Ty mu skracasz wizyte do 7miu, to kto tu sie zachowuje glupio.
-- No dobra, to mu kupie bilet tak zeby przyjechal w poniedzialek a pojechal w czwartek.
-- Zupelnie bez glowy... - machnelam reka i wyszlam.
Kilka dni pozniej kiedy ja juz zapomnialam o rozmowie nagle pyta:
-- Dlaczego powiedzialas ze zaplanowalem przyjazd ojca bez glowy?
-- No bo bez glowy!
-- Ale dlaczego, przeciez jak przyjedzie w poniedzialek i wyjedzie w nastepny czwartek to jest 10 dni tak jak chcial.
-- A nie przyszlo Ci do glowy, zeby w tych 10 dniach zmiescic dwa weekendy? Majac dwa weekendy spedzi wiecej czasu z nami zamiast sam i jest wieksza szansa na to, ze bedzie sie latwiej umowic z dziecmi, prawda?
-- O! Ja o tym nie pomyslalem...
-- Wcale sie nie dziwie, bo zeby pomyslec, to trzeba myslec - rzucilam z odrobina zlosliwosci i poszlam.
W czasie rozmowy z Tatkiem w niedziele wielkanocna slysze, ze powiedzial, ze juz kupil bilet.
Nic sie nie odezwalam, ale czulam, ze cos bedzie nie tak.
No i oczywiscie moje przeczucia sie potwierdzily juz tego samego dnia po poludniu jak przyjechala corka z zieciem, bo sie okazlo, ze oni wlasnie wyjezdzaja w maju w 3-tygodniowa podroz po Europie.
-- Kiedy dokladnie lecicie i kiedy wracacie? - zainteresowal sie Wspanialy.
-- Wylatujemy 3-go maja i wracamy 25-tego, a dlaczego pytasz?
-- A bo dziadek przyjezdza 11 maja na 10 dni, to Was akurat nie bedzie, no trudno.
Nie zareagowalam, bo faktycznie w tym przypadku to juz trudno, ale juz wiedzialam, ze na tym sie nie skonczy, ale skoro postanowilam sie nie wtracac z moim planowaniem, to uznalam, ze i tak juz zrobilam wiecej niz powinnam, wiec siedzialam cicho i czekalam na rozwoj wypadkow.
A czekac dlugo nie musialam, ale mnie korcilo;)
Trzy dni temu pytam:
-- Czy rozmawiales juz z A. na temat spotkania z Tatkiem?
-- Jest przeciez jeszcze duzo czasu, a ojciec przyjezdza na dwa weekendy tak jak chcialas to nie bedzie problemu.
-- Teoretycznie czasu jest duzo. Faktycznie ojciec przyjezdza na dwa weekendy, ale jeden z nich juz odpada, wiec problemy jednak moga byc.
-- Jak to odpada?!?!
-- Po prostu Skarbie, ten pierwszy weekend kiedy ojciec przyjezdza w niedziele jest Dzien Matki, dzieci maja dwie matki do obskoczenia wlasnie w ten weekend, pomijajac fakt, ze I. tez jest matka.
Stal i patrzyl na mnie z mina, ktorej nie potrafie opisac. Po chwili jednak odzyskal mowe i wydukal:
-- Ale... dlaczego mi nie powiedzialas, ze to jest akurat Dzien Matki w ten weekend?
-- Nie pytales. Ty po prostu kupiles bilet.
-- Ale co moglem zrobic jak ojciec chce przyjechac po 10tym maja?
-- Skarbie, zaraz Ci wytlumacze, tylko prosze nie denerwuj sie bo to szkodzi na urode. Maj ma 31 dni, ojciec chcial przyjechac po 10tym czyli pozostalo 21 dni do dyspozycji. Gdybys tylko przed zakupem biletu porozmawial z dziecmi to mogles kupic bilet na 18tego co jest rowniez po 10tym i wizyta trwalaby 10 dni czyli ojciec wyjechalby 28ego i tym prostym sposobem nawet zalapalby sie na spotkanie z Y. i T.
-- Ale przeciez ja nie wiedzialem, ze oni wyjezdzaja do Europy.
-- Jak zawsze, nie wiedziales, bo nie zapytales wczesniej. Ty po prostu kupiles bilet i uznales, ze reszta sie jakos sama zalatwi. A to niestety nie zawsze tak dziala.
-- To co ja teraz moge zrobic?
-- Teraz juz nic, ale na przyszlosc moglbys troche myslec i planowac.
Westchnal gleboko, zrobil glupia mine a mnie zrobilo sie go szkoda, bo to nie pierwszy raz kiedy daje dupy  w planowaniu, no ale z drugiej strony to jeszcze nie koniec swiata.
-- Obiecaj, ze nastepnym razem siadziesz i przemyslisz, a moze nawet przedyskutujesz ze mna, OK? - cmoknelam go w policzek.
-- Masz racje, tylko wiesz "nastepnym razem"... ile jeszcze moze byc tych "nastepnych razow" ojciec niedlugo skonczy 85 lat.. - powiedzial smutno.
-- Wiem i wlasnie dlatego kazdy raz jest taki wazny.

64 comments:

  1. Kobiety byłyby o wiele fajniejsze, gdyby nie to, że zawsze mają rację! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, oplulam monitor ze smiechu:))) Boskie to jest, ale przyznasz, ze troche prawdziwe i my kobiety bywamy bardziej przewidujace;)

      Delete
    2. O, jak mi się spodobał wpis Ove;) pozdrawiam

      Delete
  2. Czyli Wspanialy, jakby to moja sp Babcia powiedziala wszystko robi "na hurra" (ona zawsze mowila 'na ura' z akcentem na u) czyli spontanicznie, bez planu ot tak, na zawolanie:))) Duzo jest takich ludzi, chyba kazdemu sie taki spontan zdarza? Oby tylko wyciagnal wnioski, ze od planowania w domu jest Stardust i nastepnym razem przyszedl z tym do Ciebie:))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, ja tez moge i jestem spontaniczna, spontanicznie moge sie napierdolic, albo spierdolic z hustawki. Spontanicznie moge nie pojsc do pracy, bo mi sie nie chce, spontanicznie moge zezrec pol galona lodow:)) Ale sa w zyciu sytuacje, ktore trzeba planowac. Jak sie ma rodzica po 80tce, ktory przyjezdza dwa razy w roku, po to zeby zobaczyc sie z wnukami, bo my jak wiesz do niego jezdzimy (wnuki nie) to chyba nalezy taka wizyte przygotowac z glowa. A tu jest zagrozenie, ze Tatek pokona odleglosc jak przez 3/4 Polski i nie bedzie mial mozliwosci spedzic nawet kilku godzin z wnukami. No szlag mnie trafia na taka bezmyslnosc, ale oni obydwaj nie mysla, bo jeden liczy na drugiego. Ojciec nie upomnial sie doslownie i glosno, wiec syn tez nie wpadl na to co jest naprawde celem wizyty.

      Delete
  3. Star,Ty mi nic nie mow o planowaniu,mnie juz na sama mysl nic niewychodzi:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, z tego co piszesz, to u Ciebie wszystko jest na pelen spontan:))

      Delete
  4. Ach ci mężczyźni... Nawet najwspanialsi ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, bo nie ma "najwspanialszych", niektorym udaje sie byc wspanialym, ale to juz najwyzsze osiagniecie;)

      Delete
  5. Ja nie wiem czy wszyscy faceci tak mają, ale ci urodzeni 13 lutego to mają tak na bank! Normalna alergia na planowanie. Ja gen planowania mam chyba jeszcze bardziej rozbudowany niż Ty. Do tego jestem bardzo nerwowa, gdy nie mam planu i bez niego nie umiem działać. T. wie już, przywykł, więc grzecznie udaje, że słucha, gdy oznajmiam plan. Oczywiście nie rejestruje, szczególnie, gdy plan dotyczy czegoś, co odbędzie się później niż jutro. I zawsze, zawsze jest zdziwiony, a czasem nawet podenerwowany gdy zaczynam zdanie od: pamiętasz, że ... Natomiast samodzielne, proste zaplanowanie czegoś....no prawie nieosiągalne. Wczoraj wyjeżdżał na dwa dni motorem, więc bardzo ograniczał bagaż i postanowił nie brać całych opakowań leków, tylko je sobie porozdzielać (bierze różne, 3 razy dziennie)...po 45 minutach poprosił "sprawdź czy nie popełniłem błędu"... zapodział mu się gdzieś ranek dnia drugiego ;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, o malo sie nie posikalam ze smiechu:D:D:D
      Jest dokladnie slowo w slowo jak piszesz:))))))) Tez udaje, ze slucha, ale nic nie dociera. I reakcja na moje "pamietasz..." jest dokladnie taka sama, czyli prawie paraliz:))) Na szczescie zgadza sie na wszystko co ja powiem, o ile powiem:) Mysle, ze u Ciebie jest tak samo:))) To troche jak z dzieckiem, na wszystko sie zgadza i nie stawia oporu, a samodzielnie utopi sie nawet w lyzce wody;)

      Delete
    2. T. czasem udaje, że zajarzył i podejmuje próbę modyfikacji mojego planu. Że niby też potrafi! Z reguły uwagi są bez sensu więc albo się obraża ("rób jak chcesz"), bo inaczej musiałby głośno przyznać rację albo konkluduje tylko pojednawczym "skoro tak mówisz..."... Ale i tak po moim "pamiętasz, że jutro...coś tam coś tam" patrzy na mnie niewidzącym wzrokiem...Eh

      Delete
    3. Zante, moj probowal udawac, ze jarzy, ale go obsmialam i wie, ze jest bezpieczny nawet jak nie jarzy, wiec przestal. A ze nie slucha to druga sprawa, ja natomiast robie co uwazam za stosowne i jak nawet kiedys powie "nie wiedzialem" to mu powiem "mowilam, ale ty jak zawsze nie sluchasz" i na tym sie skonczy. Wspanialy jest bardzo ulegly i dla swietego spokoju zgodzi sie na wszystko. Pamietaj, ze to jest facet, ktory przezyl 30 lat w malzenstwie gdzie mogl oddychac tylko za przyzwoleniem:)) On sie teraz zachlystuje wolnoscia. Powiedzial ostatnio do Potomka, ze on mnie kocha dlatego, ze przy mnie moze byc soba. I to jest prawda, jemu sie nawet smiac ani wyglupiac nie bylo wolno, a co dopiero miec swoje zdanie. On nawet jakby chcial cos zaplanowac to nie umie:) Wszystko jest zawsze jak "Ty chcesz". Nawet z dziecmi nie potrafi sie umowic bez konsultacji ze mna. No taki typ:))

      Delete
    4. Ale wiesz, to w sumie zadziwiające jak wytrzymał tak żyć 30 lat. Nawet jeśli ktoś ma cechy ulegania, wrodzone podporządkowywanie się decyzjom innych to jednak wszystko absolutnie ma granice wytrzymałości. Musiał sobie jakoś umościć miejsce w tym układzie: uciekać w książki, pracę. Poza tym w końcu rozwalił to małżeństwo. No i ciekawi mnie jak zachował szacunek do siebie w oczach dzieci.

      Delete
    5. Zante, to nie on rozwalil malzenstwo, to ona chciala rozwod, on by nigdy nie wpadl na taki pomysl. A dzieci byly juz dorosle na tyle, ze pamietaja i wiedza jak bylo, w sumie to nie ma teraz zadnego znaczenia.
      Ja jak wytrzymal? Poswiecil sie pracy, duzo wyjezdzal w delegacje po calym swiecie, a jak byl w domu to spedzal wiecej czasu z dziecmi. Przyzwyczajenie i tyle.
      Teraz powiedz mu, zeby gdzies wyjechal beze mnie:)))
      Na pewno nie ruszy tylka sam.

      Delete
    6. Widzisz, to jest chyba tak, że pewne pary z sobą mogą zajść w ciążę, a inne nie. Medycyna potrafi tak wiele, ale w tej kwestii jest bezsilna. Bo to nie ma racjonalnego wytłumaczenia. Podobnie w innych sferach życia dwojga. Jedni latami się do siebie przyzwyczajają i tworzą jako taką parę. Inni natychmiast, jak puzzle, pasują do siebie. Mam jednak wrażenie, że w zdecydowanej (ale naprawdę zdecydowanej) większości to drugie przydarza się ludziom, którzy mają za sobą takie związki niekompletnie spasowane albo zwyczajnie złe. Może przez nieudane próby spasowania ludzie nabierają jedynych w swoim rodzaju kształtów i wówczas tylko jest kwestią czasu, gdy znajdą idealny dla siebie drugi element?

      Delete
  6. Fakt, że człowiek zabiegany, mamy mało czasu dla rodziny, z którą akurat nie mieszkamy, a czas leci.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewo, ja jednak mysle, ze to zabieganie, to glownie problem braku planowania. Niestety noszenie tego samego nazwiska nie tworzy rodziny, tworza ja ludzie i trzeba o nich pamietac. Sa rzeczy, ktorych juz w rodzinie Wspanialego nie zmienie, bo dzieci nigdy nie byly nauczone pewnych rzeczy, ale to co moge zmienic, to sie staram:)

      Delete
    2. "noszenie tego samego nazwiska nie tworzy rodziny, tworza ja ludzie i trzeba o nich pamietac."

      Baardzo dobre stwierdzenie! Zapamietam i nie zawaham sie uzyc w odpowiednim momencie

      Tylko co robic, kiedy juz sie tego samego nazwiska nie nosi - to co, przechlapane? ;)

      Delete
    3. MA, nic nie jest przechlapane:) W/g tego co napisalam, to wlasnie nie nazwisko, a ludzie tworza rodzine. Mozna miec zupelnie inne nazwiska, mozna nie miec slubow a mimo to odczuwac wieksza wiez niz nie jedna rodzina.

      Delete
  7. Star z Ciebie bardzo mądra kobieta jest !
    a ja pocieszam się tym że jak tak bardzo podobnie myślimy i obie lubimy surowe pieczarki to i ja kiedyś będę taka mądra;-)
    proszę pozdrów Wspaniałego niech się nie martwi na pewno dostanie jeszcze nie jedną szansę na zakup biletu dla Tatka :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, zaraz tam madra:)) Mozna sie o takie sprawy klocic, to fakt, ale to chyba raczej nic nie daje. Ja wole takie "problemy" rozwiazywac na wesolo, wiec wczoraj znow sie z tego obsmiewalismy. Ale wiem, ze przekaz i sedno sprawy zostalo odebrane.
      Dzieki w imieniu Wspanialego:))

      Delete
  8. z całym szacunkiem dla Twojego męża, także mojego, i innych wspaniałych mężów i partnerów, w ogóle mężczyzn, ale nie wymagałabym od nich zbyt wiele w kwestii myślenia tzw. pragmatycznego;)
    Dobrze, że ma Ciebie:) Chyba wie o tym?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, nie wymagam:)) Tylko do glowy mi nie przyszlo, ze on kupi bilet bez dodatkowej konsultacji ze mna. Akurat tak sie stalo i mysle, ze jest to nauczka. Natomiast zdaje sobie sprawe z faktu, ze ja naprawde nie mam na co narzekac, no cos od czasu do czasu musze opisac;)) Jak ostatni raz rozmawialismy na temat tego nieszczesnego biletu, to wlasnie powiedzial "dlatego mam Ciebie" czyli wie;))

      Delete
    2. Ivo, tak naprawde to chyba ja jestem szczesciara:)) A to dlatego, ze Wspanialy robi wszystko to czego ja nie lubie robic;)

      Delete
  9. Ja jestem też z tych co muszą mieć zaplanowane. Znajomi mają przykaz, że ja się z nimi zawsze chętnie spotkam, ale "macie obowiązek mi dać znać dzień wcześniej i się umówimy"... inaczej to szansa 1 na 100, że akurat będę miała czas/chęci/nastawienie.
    A już wyjazdy dalsze to obowiązkowo co do dnia i godziny. Gorzej jak jadę z kimś i ten ktoś nie jest w stanie określić ' no może w tym tyg, ale to ci powiem w środę, najpóźniej w czwartek". masakra.

    Ale wizytę byś zaplanowała świetną. Oby Tatek jeszcze miał okazję do wielu odwiedzin, już odpowiednio dopasowanych! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, to mamy bardzo podobnie:) Ja lubie byc spontaniczna, nawet spontanicznie zaskakiwana, ale przez najblizszych. Znajomi, kolezanki, przyjaciele to inna kategoria i wiedza, ze tu nie moze byc niespodzianek. Na szczescie w tym kraju nikt nie puka do niczyich drzwi bez wczesniejszego uzgodnienia, wiec jestem bezpieczna. A na ostatniego typa, ktory sie odwazyl zadzwonilam po policje:)) Mam nadzieje, ze sie nauczyl raz i po wsze czasy.

      Delete
  10. Panowie różnią się zasadniczo od siebie... w szczegółach, bo w ogółąch wszyscy są tacy sami ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chwilko, no pod jednym wzgledem sa zdecydowanie tacy sami z minimalnymi roznicami wymiarow;) Mam na mysli budowe ciala i ewentualnie ilosc owlosienia na tymze ciele;) Pod kazdym innym wzgledem sa jednak bardzo rozni i cale szczescie.

      Delete
  11. Czasami mój mąż potrafi lepiej planować takie rzeczy niż ja - on jest "szczegółowy", a ja "ogólna". Czasem jestem też za leniwa na to, by coś przewidzieć lub dogadać. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. KO, czyli u Was jest odwrotnie:) Wazne zeby sie uzupelniac, niech kazdy robi to co akurat robi lepiej;)

      Delete
  12. Ach, faceci... W sprawach natury rodzinnej zawsze jak dzieci! I gdyby nie ,,baby, ach te baby!''...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Baby sa potrzebne, bez bab nie ma zycia:))

      Delete
    2. W najbardziej dosłownym znaczeniu także ;)

      Delete
  13. Niech się Tatek i Wspaniały cieszą, że mają taką Star!:-) U nas jak jest jakieś planowanie rodzinne, to zawsze jest tysiąc zmian, najczęściej przez Ojca Dyrektora, któremu wciąż się coś nowego przypomina, co koniecznie musi być w planie ujęte, a kończy się tak, że jest wedle naszego początkowego pomysłu, który wówczas Ojciec Dyrektor przypisuje sobie. Ubaw zwykle mamy do łez!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, ciesza sie ciesza, a sprobowali by nie:))) Boja sie, to sie ciesza;) Wspanialy tez czasem jeszcze probuje udoskonalac moje plany, ale jakos tak mu to idzie jak Ojcu Dyrektorowi:)) Tak czy inaczej konczy sie na moim planie, ale co sobie czasem chlop pogada, to jego;)

      Delete
  14. 85 lat i jeszcze sobie Tatek lata??? I podróżuje??? Aż miło się czyta :)

    ReplyDelete
  15. A, i życzę Wam wielu razów jeszcze :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. MM, Tatek, lata, jezdzi pociagami, prowadzi samochod i ogolnie jest bardzo zywotny i w pelni smodzielny, tylko chodzenie mu srednio wychodzi:))
      I dziekuje bardzo za zyczenia tych wielu razy, bo to juz ostatni z naszych rodzicow i jakos sobie nie wyobrazam, ze kiedys go nie bedzie..

      Delete
  16. Tak czasami bywa i jest z tymi co daleko mieszkają albo podróżują. Chociaż... ja sie raz spóźniłam z wizyta, chociąz mieszkałam w tym samym mieście...a strata nie do odrobienia...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, tak widocznie byc musialo, ale wiem jakie to przykre.. Chyba dlatego, ze mam wlasne doswiadczenia, to tak sie staram pilnowac, zeby pozniej nikt nie zalowal.

      Delete
  17. Dzielny Tatek. Ja mam wsżędzie daleko...

    ReplyDelete
  18. Tatek dzielny, Wspaniały..... no nie nudzisz się, nie nudzisz....:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, gdyby tylko powialo nuda to juz byloby po wszystkim:)) Moge zniesc wszystko tylko nie nude;)

      Delete
  19. Zawitałam przypadkowo, przeczytałam dwa ostatnie posty i chyba wrzucę twój blog do zakładek eee "Strategia życia i planów codziennych" ;)

    Gratulacje z powodu posiadania w rodzinnie czynnego podróżniczo 85-latka.

    A strategicznym niedojdom to trzeba chyba pomagać, a nie karcić ;)

    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inwentaryzacjo, ale ja go nie ukaralam, ani nawet nie zbilam, wskazalam tylko blad i to wszystko:))
      Pozdrawiam rowniez i mam nadzieje do zobaczenia przy nastepnej okazji:)

      Delete
  20. Tego chyba nie da się wyleczyć - mężczyźni w większości planują na ostatnią chwilę! :)))
    Kupują bilet, a potem jakoś to będzie.
    W większości "jakoś" jest, ale planować to jednak bardziej potrafimy my.
    I chyba tego nie da się zmienić :)
    pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Słowo "jakoś" wywołuje moją nerwowość. Zawsze. Za każdym razem :)

      Delete
    2. Iw, wszystko sie da zmienic pod jednym warunkiem, ze czlowiek sam zmienia, bo CHCE.
      Ja na pewno nie mam zamiaru nic zmieniac;)

      Delete
  21. Star! Wkurzysz sie na mnie za to co napisze, allleeee.
    Wiedzialas , ze tak bedzie, wiec dlaczego nie zareagowalas wczesniej:)
    Chlopy tak maja, nie potarfia skupic sie na waznych rzeczach.
    Sa naukowcami, profesjonalistami zawodowo, a zyciowo! Male dzieci:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, wcale sie nie wkurze, bo zareagowalam:) To ja mu powiedzialam, zeby nie obcinal Tatkowi wizyty z 10 dni do 7, to ja podsunelam pomysl, zeby w tych 10 dniach zmiescic dwa weekendy, a nie jak on planowal tylko jeden.
      Jedynie nie zareagowalam w kwestii konkretnych dni, bo nie wiedzialam, ze on po prostu kupil bilet bez uzgodnienia ze mna konkretnych dni. A w sumie nie musial, bo wiedzial, ze maj zostal i tak zaakceptowany. Gdyby powiedzial, ze kupuje bilet to wyszlaby kwestia dat, ale tego nie zrobil.
      Wiesz, to ze my wiemy, ze oni sa malymi dziecmi, to nie znaczy, ze musimy nparawde traktowac ich jak male dzieci:))
      Niedlugo musialabym odprowadzac na przystanek jak jedzie do pracy:D:D
      A mamy w sasiedztwie taka pare, nie wiem dokladnie skad sa, ale na 100% ze wschodniej Europy, bo nawet kiedys widzialam, ze on czytal polska gazete. Codziennie odprowadzaja sie na przystanek autobusowy, czekaja razem na autobus, po czym ona wsiada, on zostaje i jak autobus rusza to sobie jeszcze machaja lapkami na pozegnanie i on wraca do domu:)) Jakos siebie nie widze w takiej roli;)

      Delete
    2. "Wiem i wlasnie dlatego kazdy raz jest taki wazny" oj ja tez tak miałam. Kiedy byłam bardzo chora, chłonęłam świat dookoła, bo bałam sie, ze to ostatni raz..ale jakoś żyję, choc to "chłonięcie" dziwnie mi zostało. tak jakbym nie była pewna dnia ani godziny. Pozdrowienia dla ciebie po drugiej stronie globu!@

      Delete
    3. El, tak to jest. Na pewno w chorobie czlowiek ma rozne mysli, a tutaj z kolei w gre wchodzi wiek.
      Buziaki i usciski:**

      Delete
  22. Iście po męsku, jak mawiała bohaterka książki, którą uwielbiałam w szczenięcych latach. Mam nadzieję, że mimo takiego planowania, wizyta będzie jednak udana:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ilenko, na szczescie przy nich dwoch nie moze byc nieudana:)) Nie daleko pada jablko od jabloni, bede cwiczyc miesnie brzucha rechotajac caly czas:)

      Delete
  23. O matko! Stardust! Przeraziła mnie Twoja zimna logika, powiało Arktyką:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, logika jest logika, w logice nie ma "albo, albo" ani miziania, sa fakty:)) A ja jestem bardzo logiczna;)

      Delete
  24. Wiesz, oni chyba juz tak mają. Robią, bez zastanowienia się czy innym pasuje. Cóż, bez nas zginęli by chyaba.
    Pozdrawiam cieplutko

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosiu, no tak to jest, ale nam bez nich tez byloby pod gorke;))
      buziam:*

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...