Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, May 30, 2012

Pranie po mojemu

Natchnela mnie Ataner, ktora niedawno napisala notke o praniu. Postanowilam wiec napisac jak wyglada pranie u nas. Jak znalezlismy to mieszkanie to byl tutaj pokoik z pralka i suszarka, taki nieduzy 3x3 metry, z nieduzym oknem, kwadratowy... Jak go tylko zobaczylam to juz wiedzialam, ze to bedzie moje biuro;)
Pralke i suszarke kazalam gospodarzom wyniesc i wstawilismy narozne biurko, duza szafe na rozne rzeczy, wydzielilam kacik na odkurzacz i jestem cala szczesliwa.
Poczatkowo mielsmy przy tym biurku siedziec razem, bo to biurko na dwie osoby, ale poniewaz Wspanialy cierpi na Syndrom Jedynaka i gada sam do siebie to bylam zmuszona go wygonic z biura;)
W zwiazku z czym on rozklada swojeg loptopa w jadalni lub w livingroom, a biuro jest moim niepodzielnym krolestwem.
Ale, notka miala byc o praniu... wiec wracam do tematu.
Brudna bielizne jak wiadomo wrzuca sie do kosza przeznaczonego do tego celu. W dniu prania, raz na dwa tygodnie w sobote lub niedziele, Wspanialy wpada do biura z okrzykiem "rozbieraj sie", jest to dla mnie sygnal, ze moj maz przygotowuje szmaty do prania.
Wspanialy pierze wszystko co jest pod reka, nie pomaga tlumaczenie, ze wlasnie zalozylam rano czyste rzeczy, latwiej sie rozebrac do rosolu i oddac szmaty niz tlumaczyc, ze to jest czyste.
Podobnie jak ma zwyczaj mycia nozyczek po przecieciu kawalka nitki tak samo jest z praniem, wiec nie dyskutuje tylko wyskakuje ze szmat.
Teraz moj maz wywala wszystko z kosza, zbiera z lazienek reczniki, kuchenne szmatki, lapki do goracych garow, wszystko co jest pod reka i nadaje sie do wrzucenia do pralki laduje na srodku sypialni w celu posegregowania na 4 kupki (biale, jasne, ciemne, czarne).
Poczatkowo segregacje robilismy razem, ale ja sie widocznie nie nadaje, bo co rzucilam jakiegos ciucha na jedna kupke to juz za chwile Wspanialy przerzucal na inna.
-- Ale dlaczego po mnie poprawiasz? - probowalam oponowac.
-- Bo to nie jest biale.
-- Jak to nie, jest biale w zolte paski z przewaga bialego.
-- I wlasnie przez te zolte paski ma byc na kupce "jasne", bo wiesz, ze w pralni do bialego uzywaja wybielaczy.
-- Ale na tej kupce jasne lezy cos niebieskie - bronilam swoich racji.
-- Jasno niebieskie - uparl sie jak wol i tak przerzucalismy ta bialo-zolta szmata wteiwewte az do momentu kiedy oczywiscie ja odpuscilam.
Tlumaczenie, ze obecne wybielacze zachowuja oryginalne kolory mija sie z celem, Wspanialy wie lepiej.
Na tej samej zasadzie wie lepiej, ze czerwone nalezy prac z czarnym(??)
-- Dlaczego wrzuciles moja czerwona t-shirt do czarnego?
-- Bo czerwone lubi puszczac, a na czarnym nawet jak pusci to nie bedzie widac.
Gdyby rozmowa odbywala sie po polsku to pewnie bym sobie nie darowala i powiedziala, ze ja tez sie lubie puszczac, ale po angielsku to zupelnie nie ma sensu, nie ta gra slow, nie ten humor.
I tak robilismy przez kilka razy, az sobie odpuscilam i scedowalam segregowanie na Wspanialego, skoro wie lepiej i skoro i tak przerzuca kazda szmate, ktora ja rzucilam na moim zdaniem odpowiednia kupke to niech to robi sam, bedzie szybciej. Przeciez nie bede chlopu roboty z rak wyrywac.
Jak juz pranie jest posegregowane, to Wspanialy odwozi je do pralni, placi z gory i pozniej wlasciciel pralni przywozi nam gotowe, poskladane w idealna kostke czyste rzeczy.
Teraz jest rozpakowywanie, ktore oczywiscie robi Wspanialy, bo worki sa ciezkie, albo nie zawsze ciezkie, ale kazdy pretekst jest dobry.
Wiec Wspanialy zabiera worki do sypialni i tam na lozku uklada znow na kupkach wszystko co zostalo uprane. Swoje rzeczy kladzie na swojej stronie lozka, moje na mojej ukladajac w malych kupkach osobno spodnie, t-shirts, gatki, skarpetki itp. itd.
Na osobnych kupkach sa reczniki i wszelkie szmatki uzytku domowego, ktore ja chowam w odpowiednich miejcach lub rozwieszam w lazienkach.
Jak juz kazde z nas pochowa swoje rzeczy nastepuje punkt kulminacyjny czyli zakladanie czystej poscieli na lozko. Stajemy po obu stronach lozka, czyli kazde po swojej i sie zaczyna;)
I teraz zaczyna sie najtrudnieszy moment walki z praniem:)
Najpierw zakladamy poszewki na poduszki, ja robie to metoda wywracania poszewki na lewa strone, po czym lapie rogami poszewki rogi poduszki i hop siup poduszka ubrana.
Wspanialy nie umie tak, wiec trzesie poszewka az poduszka do niej wpadnie, ja pekam przy tym ze smiechu, bo juz tysiace razy pokazywalam i probowalam uczyc, ale bez skutku.
Teraz przescieradlo z gumkami.
Wspanialy rozklada przescieradlo i nasladujac mnie gada sam do siebie:
-- Znajdz rog przescieradla, wloz do niego reke i chwyc rog materaca... wywin...
Gada i spoglada czy ja slysze, oczywiscie, ze slysze, bo nie da sie nie slyszec, ale staram sie nie reagowac.
Teraz naciagamy przescieradlo i zakladamy na pozostale rogi matraca.
-- Pamietaj, zeby bylo rowno.. rowno, bo to musi byc rowno... teraz wygladz i sprawdz brzeg zewnetrzny czy wszystko jest ladnie pod materacem...
Tak, tak byl czas, ze tak wlasnie gadalam, jak widac nauka nie idzie w las, bo teraz sam sobie wydaje te komendy.
Najwiekszy ubaw jest z prostym przescieradlem, bo tutaj ja zawsze musze obejsc lozko dookola i sprawdzic czy na pewno jest rowna dlugosc po obu stronach.
-- Nie ruszaj, nic nie kombinuj, zaraz przyjdzie komisja z linijka i sprawdzi...
-- Nie przesadzaj, jeszcze nigdy nie mierzylam linijka - wpadam mu w slowo.
-- Wlasnie sie dziwie, ze jeszcze na to nie wpadlas - rechocze zlosliwie.
Kolej na koldre, lub cienka narzute w lecie oczywiscie Wspanialy ciagle nadaje:
-- Zobacz gdzie jest srodek... tyle razy tlumaczylam, ze koldra zimowa ma srodek przy lukowym pikowaniu, a letnia ma 7 kwadratow na szerokosci... nie ciagnij na swoja strone, gdzie jest polowa trzeciego kwadratu... i nie zapomnij rowno zalozyc brzeg przescieradla na koldre...
Ostatnim akcentem jest polozenie poduszek.
Wiem, ze mimo najszczerszych checi nie da sie tego opisac, ale on robi przy tym wszystkim takie miny, ze ja najczesciej ledwie wyrabialam zakret do lazienki ze smiechu.
Tak wyglada pranie metoda bezstresowa.
Wszystko co wymaga prasowania oddajemy do pralni chemicznej, jesli w tym domu ktos kiedykolwiek ma zelazko w rece to na pewno nie ja, tylko Wspanialy.
Dla tych co mysla "nie miala baba nigdy pralki w domu to nie ma pojecia jakie to dobrodziejstwo" jest dalsza czesc notki.
Otoz mialam pralke, dawno temu. Mieszkalam wtedy sama z Potomkiem, pralka nie miescila sie w lazience, wiec z koniecznosci stala w kuchni pomiedzy szafkami a lodowka. Nikomu to nie przeszkadzalo, poza tym, ze ja spedzajac duzo czasu w kuchni wiecznie cos pralam. Praktycznie doszlo do tego, ze ubrania codzienne wrzucalo sie nie do kosza, ale do pralki i zanim pomyslalam to juz pralka prala.
Wygoda, prawda? Teoretycznie.
Pewnego dnia nie mialam co prac, wszystko bylo uprane, kosz na brudna bielizne swiecil pustkami a ja palalam zadza prania. Chodzilam po chalupie jak pies policyjny i szukalam.
Wreszcie z braku lepszego pomyslu wyszarpalam spod stolu w jadalni chodniczek, taka szmatka troche wiekszych rozmiarow, pomacalam, cienkie toto i pizgnelam do pralki.
Jak tylko ustawilam cykl i uslyszalam szum wody natychmiast doznalam blogiego uczucia spelnienia.
Pierze sie... misja dokonana.
Za chwile jednak uslyszlam, ze pralka wydaje dziwne dzwieki, zajrzalam do kuchni i okazalo sie, ze moja pralka skacze obijajac sie o szafke i za chwile wyskoczy na srodek kuchni, co nie bylo pozadane.
Niewiele myslac, skoczylam na nia okrakiem i jedziemy, mimo mojej wagi pralka nie dawala za wygrana, uczepilam sie wiec parapetu okiennego i tym sposobem staralam sie pralke zatrzymac w kuchni na czas dokonczenia cyklu. Na szczescie wszystko co sie zaczyna rowniez sie kiedys konczy, tak i po jakims czasie pralka zaczela wydawac odglosy spuszczania wody.
Wirowanie bylo najgorsze, jesli ktos mial okazje na zywo lub na filmie widziec kogos probujacego utrzymac sie na mechanicznym byku lub koniu, to wlasnie ja tak wygladalam, lacznie z wymachem konczyn dolnych, bo gornymi ambitnie trzymalam parapet i odpychalam atakujaca mnie lodowke, brakowalo mi tylko kapelusza. Nareszcie skonczylo sie rowniez wirowanie.
Zgramolilam sie z urzadzenia i po chwili opanowywania zawrotow glowy otworzylam pralke, zeby wyciagnac z niej chodniczek, co okazalo sie wyczynem niewykonywalnym. Szmata jak tylko dostala wody, to tak zesztywniala, ze zaparla sie jak deska miedzy scianami pralki i za cholere nie dalo sie tego wyciagnac. Co ja probuje na sile ciagnac cholerna szmate na zewnatrz, to i owszem ciagne ale cala pralke.
Klelam juz jak nieprzymierzajac najgorsza wersja szewca z traktorzysta, a szmata ani drgnie.
W tym czasie niczego nieswiadomy Potomek siedzial ze swoim kolega w jego pokoju.
Poddalam sie.
Wzielam dwie pary duzych nozyczek i poszlam do chlopakow.
-- Sluchajcie jest mozliwosc zarobienia dwoch galonow lodow.
-- Ooooo!!! Super!!! Co mamy zrobic? - wrzasneli radosnie.
Dalam im nozyce, przyprowadzilam do kuchni i poprosilam, zeby te jebana szmate wycieli z pralki.
Ja siedzialam w jadalni, oni pracowali w kuchni, wyciete kawalki chodnika wrzucali do plastikowego wiaderka i wszystko bylo w/g planu, ale w pewnym momencie dobiegly mnie odglosy ich rozmowy.
-- Twoja matka to jest fajna, z moja to nudno - powiedzial Steve.
-- Fajna, fajna, tylko nigdy nie wiadomo co jej przyjdzie do glowy - odpowiedzial Potomek i po chwili dodal - sam czasem nie wierze, ze ta kobieta mnie urodzila.
Zagryzlam wargi, zeby nie wybuchnac smiechem i oddalilam sie do livingroom.
Jak juz skonczyli to w trojke wybralismy sie do pobliskiego sklepu i kupilam nowy chodnik do jadalni.
Przez nastepne kilka tygodni Potomek wychodzac do szkoly przypominal mi:
-- Mamo, tylko nic glupiego nie rob.
Rok pozniej sie wyprowadzilam zostawiajac diabelski sprzet tam gdzie stal miedzy szafkami i lodowka.
Do dzis nie wiem czy nastepny lokator sie ucieszyl, ja na pewno zrobilam to z radoscia.

70 comments:

  1. Chodniczek do pralki, no brawo! Masz nadkwalifikacje w temacie scielenia lozka i pewnien jakby... niedoksztalt w zakresie prania w pralce. Dobrze, ze do pralki nie da sie zmiescic kanapy, potem tylko siekierka... ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, ale mogles mnie chociaz pochwalic za to, ze sobie tak ladnie i bezbolesnie zdaje sprawe ze swojego braku kwalifikacji i ladnie odpuszczam to czego nie potrafie;))

      Delete
    2. Przepraszam, rzeczywiscie, moglem pochwalic, co niniejszym czynie :) Jak to mowia, szacun za pozbycie sie urzadzenia, ktore sprawia glownie klopoty. Bardzo slusznie! :)

      Delete
  2. Przez Ciebie omal się nie udusiłam i mam opryskany monitor herbatą. Gdy sobie wyobraziłam, Ciebie na tej pralce- to było jednak cudne.Mnie tylko raz pralka wnerwiła- raczyła się popsuć w trakcie prania i bez ustanku pobierała wodę, która potem zalała mi łazienkę.Niewiele brakowało a wypłynęłaby z tej łazienki na przedpokój. Uratował mnie wysoki próg, który zawsze przeklinałam, teraz go szanuję:))))
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, ja odpuscilam pralke w calosci:) Dzieki temu nie ma pokusy, nie ma problemu i spie spokojnie, nic glupiego nie przyjdzie mi juz do glowy;)

      Delete
  3. ojej, jak na mechanicznym byku!;))Chciałabym Cie zobaczyć.
    Pranie rozkładam na takie same kupki, ale nie wpadło by mi do głowy,żeby czerwone prać z czarnymi, aczkolwiek ma to sens.Ja po prostu piorę osobno WSZYSTKO CZERWONE;) Jest tego mnóstwo, bo swego czasu Sołtys dostał robocze t-shirty - mam ich dość!
    Jednak nie wyobrażam sobie,żeby oddawać do prania gdzieś, komuś;)
    No i Potomek błyskotliwy;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, ja sie juz nie wtracam do czerwonego z czarnym, generalnie nie wtracam sie juz do prania, bo najwazniejsze, ze nie musze sie nim zajmowac. Wiem, ze dla wielu osob oddawanie prania to jakies przestepstwo religijne;)) Mnie tam wsio rybka, ja wyrywam wlosy z cipek, ktos pierze moje majtki, ja place za pranie, ktos inny placi mnie za wyrywanie. Wszystko gra!!!

      Delete
  4. ja uwielbiam prac i dltego mam dwie pralki, a jak widze,ze ktos chce na szybko sprzedac swoja calkiem nowa ( tutaj jest ciagly ruch w interesie, ludzie wyjezdzaja, przeprowadzaja sie , kupuja...) po okazyjnej cenie to juz mnie korci,zeby sobie kolejna zabaweczke sprawic :-))))

    uwielbiam czytac twoje kawalki. i nie moge wyjsc z podziwu,ze umiesz napisac post na KAZDY TEMAT!!! kto by pomyslal - napisac tekst na 300 slow ( pi razy oko) o praniu. ja mysle, ze twoje teksty powiiny zostac wykorzystane na warsztatach dla adeptow sztuki dziennikarskiej : napisz tekst o praniu na 300 slow , a co! niech sie mlodziez uczy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Demon, tutaj tez jest ruch z tym sprzetem, ale ja jestem bardziej zainteresowana ustrojstwami kuchennymi:) Bezpieczniejsze w uzyciu w moim przypadku:P
      Dzieki za pochwaly, zdecydowanie polaskotalas moje ego;))

      Delete
  5. Hmm, ja to mam czerwone i różowe osobno jeszcze :)
    Na szczęście dziecię podrosło i też już można raz na tydzień prać.
    Z czego był ten chodniczek? Bo ja czasem też ładuję, ale jeszcze mi się żaden nie zaklinował :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, juz nie bede nic mowic Wspanialemu na temat tego czerwonego i rozowego, po co podsuwac mu kolejne pomysly;) Chociaz u nas nie ma rozowego, ale licho nie spi, moze zaczalby znow dzielic na jakies inne kupki, w paski osobno, w ciapki osobno albo buk wie co jeszcze;))
      Chodniczek na sucho byl w dotyku prawie jak np. 3-4 lniane sciereczki kuchenne razem, a rozmiary tez mial nie ogromniaste, bo ok 1.5 metra na 2m. No szmatka!!!! A z czego to swinstwo bylo, ze tak zesztywnialo to naprawde nie wiem:))) My tez oddajemy chodniczki kuchenne i lazienkowe do pralni, wczesniej tez pralam je w domu i niektore np. wagowo byly zdecydowanie ciezsze do tego nieszczesnika co mi tak pralke zaklinowal.
      Tak czy inaczej, mialam przygode;P

      Delete
  6. Moich majtek nie dam nikomu dotknac:))))Nawet jak kupie nowe to przed zalozeniem na tylek musze wyprac,w osobistej pralce:)
    Juz mi moje dziecko kiedys powiedzialao ze to sie leczy,mowi...mamo ty masz nerwice natrectw...,moze i mam,ale dobrze mi z tym:)))
    Piekny oddaje jakies tam swoje fatalaszki do pralni,zwlaszcza te w drobne paseczki lub krateczki bo powiedzialam ze mi sie to w oczach mieni i nie moge na to patrzec:)
    Posciel zmieniam sama i nie mam zadnego z tym problemu mimo rozmiaru California king :))Generalnie lubie robic rozne domowe prace sama bo chlop w tym momencie dziala mi na nerw,tak mam i juz.
    I robie wszystko duzo szybciej niz z jego pomoca:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, bo Ty pracowita jestes - skarb nie kobieta:) Ja to leniwiec pospolity jak tylko moge za cos zaplacic lub kogos innego oddelegowac do wykonania zadania, to na pewno nie zrobie sama:))

      Delete
    2. Nie wiem czy taka pracowita,tez lubie poleniuchowac.Fakt ze leniuchowanie u mnie nie polega na lezeniu kolami do gory,w tym czasie oddaje sie czynnosciom ulubionym:)
      Mysle tez ze moja corka poprostu ma racje:)
      A juz na pewno nie skarb:)
      Moj kolega mowil tak o swojej tesciowej,jego pragnieniem bylo gleboko ja zakopac:))))

      Delete
    3. Dobra, nie jestes skarb:))) Ale zdecydowanie cierpisz na jakas nadaktywnosc:) Ja tam moge lezec i patrzec w sciane godzinami;)

      Delete
  7. No a obiecane lody im kupilas?;))))Bo po chodniczek poszliscie a lody gdzie?

    Wiesz, ja sie zgadzam ze Wspanialym, bo tez czerwone krwiste wrzucam z czarnym/ciemnym praniem. Tak samo rozumuje, ze jak pusci, to na czarnym nie bedzie widac. Z tymi paskami jasnozoltymi i jasnoniebieskimi tak samo. Jedno pranie!:))

    Za to z kolei jak scielimy z moim D lozko to tez laze dookola i sprawdzam czy rowno wisi:)))) On ma takie swoje rodzinne powiedzonko, ze "musi byc na tip-top poscielone, bo dzis papiez (???) nas odwiedzi" Normalnie sie naigrawa ze mnie ale mi to wisi. Musi byc ladnie i tyle! Rowno i wygladzone, poduszki rowno! Tak juz mam:) Takich swoich "pierdolcow" mam kilka i nie ma zmiluj sie. Mysle, ze kazdy to ma.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, nie pisalam o lodach, bo uwazam to za oczywiste, ze kupilam. Staram sie nie skladac obietnic, ktorych nie moge dotrzymac:))
      Ja mam kilka takich pierdolcow, przynaje sie bez bicia;))

      Delete
  8. Aaaaa zapomnialam dopisac na temat wypranego chodniczka. Wiesz Star, ze niektore materialy jak mokre to robia sie sztywne jak nieboszczyk a potem jak wyschna, to miekna:) Mam taka bluzeczke, nie wiem co to za material ale wyglada okropnie po upraniu. Moze za szytko kazalas Potomkowi go ciac???

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, tego chodnika nie dalo sie wyciagnac, bo jak zesztywnial, to jakos tak sie zakleszczyl, ze nie bylo mozliwosci;)) Szlag z nim w sumie i tak byl czas na cos nowego;))

      Delete
    2. Monika, to wiskoza. Ona tak reaguje:)

      Delete
  9. Tak sobie myślę, że może jestem zaginionym dzieckiem Wspaniałego?:), bo zarówno ja jak i moja Mama mamy obsesję na punkcie prania, obydwie krzyczymy "rozbieraj sie", wtedy mój Tato i mój A. mówią,"przeciez to dzisiaj założone".
    Pranie dzielę na:
    -białe
    -jasne
    -czarne
    -czerwone i różowe
    -ręczniki
    -pościel
    -szmaty kuchenne
    A i chodniczki też lądowały w pralce.
    No i piorę 3x w tyg minimum:)
    Chyba się minęłam z powołaniem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kachna, nie chce Cie straszyc, ale naprwde brzmisz jak powinowata Wspanialego;) Wedlug jego przepisow, wszystko co bylo wziete w reke czy dotkniete nalezy umyc lub wyprac:)) Ja sie nie wtracam, bo sie boje, ze kiedys przyjdzie mu do glowy wrzucic mnie do pralki;))

      Delete
  10. Nawet o praniu napisałaś jak o najwspanialszej przygodzie:)) więc ja zaraz poszłam prać!! ;-))
    pozdrawiam moja ulubioną autorkę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. El, o matko, ale nie musialas prac od razu;))

      Delete
  11. Spłakałam się,bynajmniej nie nad tragicznym losem chodniczka ;))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dora, mam nadzieje, ze nie nad losem chodniczka, on juz i tak byl stary i czas mu bylo na wieczny odpoczynek;))

      Delete
  12. Star, co w Ameryce mówią o najnowszej polskiej wojnie z Barackiem O. o te "polskie" obozy? Bo tu grzmią w mediach zbulwersowaniem od rana i pewnie grzmieć będą dopóki prezydent na klęczkach się nie pokaja, choć już inne kraje wielekroć tak pisały...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, ja mysle, ze Barack kleczy dlatego z mojej strony nic nie slychac;) A to sobie nagrabil chlopina, nie dosc, ze nie polecial na pogrzeb prezydencki to jeszcze taka plama;/

      Delete
    2. A wiesz, z tymi "polskimi obozami" to dokladnie jak ze slowem "Murzyn". Amerykanie i inne nacje ida na skroty, bo obozy byly na polskich terenach (osobiscie jestem tym skrotom przeciwna) a z kolei Polacy tlumacza, ze "Murzyn" to przeciez takie piekne slowo i powoluja sie na Murzynka Bambo czyli ida jeszcze glebiej w rasizm bo tam przeciez bylo cos, ze Bambo na drzewo ucieka.
      Przyganial kociol garnkowi....

      Delete
    3. Murzynek Bambo ma zniknąć albo i już zniknął z polskich czytanek. W imię poprawnosci politycznej ;)

      Delete
    4. Babo, poprawnosc polityczna budzi we mnie mordercze instynkty, ale o tym nastepnym razem;)

      Delete
    5. http://www.thekf.org/events/news/petition/

      Delete
  13. Czytam Cię od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie komentowałam - chyba:)
    Chciałam więc niniejszym dać znać, że wielce podziwiam Twój talent.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, bardzo mi milo i dziekuje:) Ale ten talent to mam nadzieje nie do prania podziwiasz:)))

      Delete
    2. Do prania pewnie też, bo grunt to zapał i inwencja. Ale głównie do pisania. I zalinkowałam Cie u mnie:)

      Delete
  14. A chodniczki piorę w pralce:)
    W mojej pralni są kosze: na bieliznę, na białe, ciemne, ręczniki, swetry i kosz wspólny na inne do ewentualnej segregacji. Pralnia znajduje się za łazienką, wiec po kąpieli każdy wrzuca ubranie do odpowiedniego kosza. Z pralni prowadzą drzwi do pomieszczenia pralni z prasowalnią, a stamtąd drzwi do garderoby mojej i męża. Wyprane i wyprasowane rzeczy układam na półkach i wieszam na wieszakach, a córka zabiera swoje do swojej garderoby. Piorę zazwyczaj raz w tygodniu w sobotę lub niedzielę, bo wtedy mam tani prąd.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, kochana brzmisz jak pani na wlosciach:))) Ja tam nie mam garderoby i jak juz wiesz, pralnie przerobilam na biuro:))) Nasze pranie koszutje zawsze tak samo, czyli iles tam za funt wagi. Jakbym policzyla te wszystkie proszki, plyny i zmiekczacze, ktore trzeba do tego uzywac to wcale nie wychodzi duzo drozej, ze juz nie wspomne o czasie, ktory musialabym spedzic na prasowaniu i skladaniu. A woda i elektrycznosc tez kosztuja.
      Ech... zupelnie by mi sie to nie oplacalo;)

      Delete
    2. no może nie na włościach, ale gdy budowałam dom i tłumaczyłam dlaczego po kolei mają być te pomieszczenia, jako jeden ciąg komunikacyjny, to u wielu osób widziałam na twarzy zdziwienie, by nie powiedzieć - politowanie;)W poprzednim domu nie byłam taka przewidująca, bo byłam młodsza, a młodość ma swoje prawa, często mało pragmatyczne, jak wiesz:) Gdy układali rury hydrauliczne w kuchni też dokładnie wiedziałam, co gdzie stanie i co, w której szufladzie będzie się mieścić, choć meble były dopiero w mojej głowie. Płyta musi być w pobliżu zlewozmywaka, tenże musi być w pobliżu zmywarki, a sztućce w szufladzie na wyciągnięcie ręki, gdy się siedzi przy stole etc.:))) Także przewidziałam poruszanie się na wózku inwalidzkim po domu i ogrodzie, jakkolwiek żadnemu domownikowi nie życzę korzystania z tej możliwości.
      Zapewne masz rację, że taniej byłoby zebrać brudy i odwieść do pralni, nawet przy obecnej cenie polskiego paliwa, ale potrzeba lat, by się odzwyczaić od tradycyjnego prania w domu i korzystać z możliwości zewnętrznych usług pralniczych:)

      Delete
    3. Ivo, zgadzam sie z kazdym slowem jakie napisalas:) Gdybym kiedys w zyciu chciala miec dom, to tez zaprojektowlabym go sama, tak zeby byl funkcjonalny dla mnie, wiec doskonale Cie rozumiem.
      Ja wiem, ze siec uslug pralniczych nie jest w Polsce popularna, tutaj funkcjonuje idealnie, bo wiekszosc ludzi pracuje i jak sie wraca do domu o 20tej, to czlowiek naprawde ma tylko weekend do odpoczynku.
      Chociaz ja powinnam w tej kwestii siedziec cicho, bo wlasnie zaczelam moj letni grafik i bede pracowac tylko 3 dni (od wtorku do czwartku) a potem 4 dni wolnego(!!!)

      Delete
    4. Marla, i jeszcze nie na temat, może Cię to zainteresuje, bo mnie zainteresowało, ale ciut za daleko dla mnie i bardzo żałuję. Spójrz >>> TUTAJ:)

      Delete
    5. Ivo, nie powiem jest to interesujace ale raczej dla kogos, kto chce publikowac, kto chcialby sie ze tak powiem "wybic ponad masy". Ja nie mam takich marzen, ot skrobie sobie dla wlasnej przyjemnosci i jesli z kolei czytanie komus sprawia przyjemnosc to juz dla mnie szczyt marzen zostal osiagniety. Nie mniej dziekuje bardzo:)

      Delete
  15. Ano własnie, ja mam pralkę w kuchni. Z tym, ze uzależnienia praniowego nie mam. Chodników nie mam, wiec mi uzaleznienie nie grozi.
    Historia z praniem chodnika - no bez jaj, konkursowa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agula, z moich obserwacji innych ludzi, wynika, ze pralka w domu jednak uzaleznia, moi sasiedzi na gorze, piora prawie codziennie. Slysze bo mam biuro pod ich pralnia i chyba tez piora jakies chodniki bo czasem sie obawiam, ze mi ten caly halasujacy majdan pierdolnie na leb jak siedze przy komputrze:)) My pierzemy raz na dwa tygodnie, bo nam sie nie chce co tydzien, a z dwoch osob to trzeba troche tego uzbierac;)

      Delete
  16. O, ja też piorę czarne z czerwonym, ale żółte idzie do białego. I lubię prać, pralka i suszarka to moje ulubione sprzęty domowe (zaraz za zmywarką).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zuzanko, mam w sumie dwa ulubione sprzety i nie potrafie powiedziec ktory lubie bardziej;) Sa nimi food processor i mikser. A ulubionym gadzetem jest ostatnio mezzaluna:))) Tak sie zakochalam w tym prostym a jakze praktycznym gadzecie, ze siekalabym na okraglo, a to ziolka, a to czosnek, byle tylko sie tym bawic;)))
      Pranie mnie nie rajcuje, albo moze i rajcuje dopoki nie trzeba go skladac.

      Delete
  17. Wiesz, ja mam 3 dzieci, w tym dwoje w wieku wczesnoszkolnym (i mam wrażenie, ze one nigdy nie urosną). Więc jest, co prac, tylko nie ma kiedy. Piorę (i suszę) 2 x w tygodniu, na więcej mnie nie stać psychicznie, bo przeż musze potem to wysuszone pranie wyciągnąć, poskładać i poukładać. To jeszcze znoszę jakoś. Natomiast, co do żelazka to tu mnie masz. nie wiem jak wyglada żelazko, które mamy na stanie. prasowanie mnie przerasta, wiec zostawiam je temu, który to lubi. Bo ja mam jak ty: po co się kłócić i wyrywać jesli coś lubi to niech robi. Zycie należy sobie ułatwiać, zeby mieć czas pożyć, nie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agula, trojka dzieci i dwie dorosle osoby to juz jest powazna rodzina i wcale Ci sie nie dziwie, ze pierzesz 2x w tygodniu. Zelazka tez nie mialam w reku juz od wielu lat. Co ciekawe jak trzeba cos uprasowac, to Wspanialy, ale Potomek tez ma zelazko i prasuje. Nie wiem po kim to ma, ale Potomkowa ostatnio zeznala, ze uprasowal jej dwie pary spodni(!!!)

      Delete
    2. Agulaw, mam podobnie. Żelazko stoi i czeka głównie na przyjazd teściowej lub mojej mamy :)
      Większość rzeczy suszę na wieszakach i ta metoda sprawdza się od lat :)
      Na szczęście dzieci (które jednak rosną, zapewniam cię) składają już rzeczy same - żałosnie to potem wygląda, ale jednak ...

      Delete
    3. Kłaniam się :)
      Rzadko komentuje ale czytam regularnie! Okazuję się, że robię tak jak Fidrygauka, słabe wirowanie i wieszak załatwia prasowanie 3/4 ubrań! :-D
      Reszta przed bezpośrednim założeniem i w przeciwieństwie do teściowej nie prasuję bielizny i piżamy... A rozwinięty system pralni (i by nie kosztowały majątku) to moje malutkie marzenie... Pozdrawiam!!

      Delete
  18. Kiedyś oddawałam pościel do pralni, bo miałam pralkę 'kawalerkę" i w tej pralni zniszczyli mi pościel zniszczyli. Zszarzała i cuchnęła chlorem. Potem kupiłam automat i tak leci. Nas jest czworo, dlatego muszę prać często. Sama mama ma w tygodniu z 6/7 koszul nocnych (tylko w nie się ubiera). Eh....Piorę w proszkach sprowadzanych z Niemiec, bo u nas proszki o tej samej nazwie są do d....A w ogóle, to uśmiałam się :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, moje pranie z pralni nie rozni sie niczym od tego, ktore robilam dawno temu w domu i nie smierdzi zadnym chlorem, tylko plynami zapachowymi. Malo tego, to Wspanialy jest uczulony na niektore detergenty i pralnia specjalnie dla nas uzywa te, na ktore skora Wspanialego nie reaguje.
      Pamietam jak 180 lat temu moja babcia tez wszystkim wmawiala, ze Frania niszczy pranie, ze niedopiera, ze wszystkie reczniki po kilku praniach maja ten sam kolor:))) A mimo to ludzie uzywali Franie i byli zadowoleni.
      Z drugiej strony ja nie kupuje az tak drogich szmat zeby musialy mnie przezyc, w tym przypadku wygode wlasnej dupy cenie wyzej niz szmaty:))

      Delete
  19. Właśnie zweryfikowano mnie z podaniem numeru komórki włącznie, bo inaczej koment nie wszedłby. No i humor mi popsuli :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, no biednas Ty:( Zmien numer telefonu i tyle, albo nie moglas podac zmyslonego?

      Delete
  20. No nie wyobrażam sobie, by chłopu robotę z rąk wyrywać. A już na pewno, gdy ją dobrze wykonuje. Byłabym wówczas nawet skłonna przyznać mu, że wie lepiej. Im dłużej o tym myślę to nawet przychodzi mi do głowy, że może jakieś pieśni pochwalne bym pisała. Tylko wykonywać by musiał je kto inny, bo w moim wykonaniu to by nie była żadna nagroda

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ja mojemu zawsze wmawiam, ze ja bym tak dobrze jak on nigdy w zyciu nie zrobila:) Piesni tez moglabym tylko pisac;) Kiedys juz otworzylam dziob, zeby mu zaspiewac Happy Birthday i mi go szybko zamknal pocalunkiem;)))
      Ja moge spiewac tylko gluchym i to jak jestem sama mocno wstawiona i nie slysze wlasnego falszowania;)

      Delete
    2. Co nie zmienia faktu, że masz w chwacie faceta dwojga imion Świętego Wspaniałego

      Delete
  21. strasznie mnie ubawilo okreslenie ze Wspanialy ma syndrom jedynaka i gada do siebie. Cos w tym jest, bo ja tez jedynaczka i nawijam jak najeta! Do siebie, do Kota, do mieszkania, cokolwiek sie znajdzie pod reka :))) ja uzywam dry cleaning do ubran pracowych, reszta w pralke i leci, pralnia za daleko na reszte :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rinonko, ja sie znam na tym syndromie, bo Potomek ma to samo:)) Ja tez uzywam dry cleaning do wszystkiego co trzeba prasowac. Napisalam pralnia chemiczna, bo nie wiem jak to sie inaczej nazywa po polsku.

      Delete
  22. Hm tak samo mam z ta poscielą, nigdy nie moge sie nauczyć oblekania. Dlatego to jest robota mojego J. Nie umiem tez slkladac prania w kostke. No nie nauczylam sie nigdy jakos i jak poskladam rzeczy to nigdy nie jest ladnie :) A pralke mam w domu i sobie chwale.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, jak masz pralke w domu, to kiedys sie nauczysz skladania;) Raczej to przyjdzie samo z czasem i praktyka.

      Delete
    2. albo bedziesz wszystko wieszac jak ja - nic nie skladam, bo wtedy trzeba prasowac :P a jak sie powiesi to jakos ujdzie :P

      Delete
  23. A mnie się nie udaje zamieścić postu o praniu! Onet cenzuruje?...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, Onet to sie juz zuplenie na mnie wypial i nie daje mozliwosci zostawic komentarza:(( A juz tylko Ty mi sie na tym wscieklym onecie ostalas;) Wszyscy inni sie przeniesli na inne fora.

      Delete
  24. Najważniejsze żeby otwór paszczowy pralki był odpowiednio duży. Reszta to tylko i wyłącznie sprawa wyobraźni;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, otwor paszczowy byl niestety mniejszy niz szerokosc chodnika (ok. 1.5m) No i wyobrazni tez mi chyba zabraklo, bo jak teraz mysle, to przeciez zamiast ciac chodnik moglam rozkrecic pralke:)))))

      Delete
  25. Ech, sama sobie zeżarłam komentarz (wyłączyłam z rozpędu okno tuż przed opublikowaniem!)
    Skomentuję więc w skrócie - wolę prać w domu, nie pakuję nigdy żadnych dywaników do pralki, te piorę ręcznie (jeśli w ogóle).
    W Polsce jednak bardziej przyjęło się pranie w pralce niż w pralni i jest to rozwiązanie po prostu tańsze (tak sądzę, chociaż nie jestem w stanie policzyć wszystkich kosztów), a więc popularne.
    Każdemu się czasem zdarza popełnić jakieś irracjonalne czynności, ja na przykład gotowałam wątróbkę :), więc pranie dywanika też się mogło zdarzyć :)
    pozdrowienia!

    ReplyDelete
  26. A ja pralkę lubię. Załaduję ją i mam wrażenie że już coś się dzieje, że przecież sprzątam, że coś robię w domu :))
    Jak moje dzieci były małe, akurat nie mieliśmy pralki, tylko laundrette na dole. Do dziś mam traumę :))
    I może stąd moja miłość do pralki :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fidrygauko, ja tez gdybym miala siedziec w tej pralni i obijac sie lokciami o cudze pranie to mialabym traume:) A tak Wspanialy zawozi, wlasciciel przywozi i mam spokoj:) Ja naprawde jestem len patentowany;P

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...